Ok, czas na relacje z Chicago...
Pod First Midwest Bank Amphitheatre przybyłem ok. 16.30. O 17 miało zacząć się rozdawanie opasek dla osób, które wygrały First To The Barrier... Spotkałem się z kolesiem, od którego kupowałem bilet do stojącego sektora pod sceną - sam był z żoną więc musiał zadowolić się krzesełkami (lama!

). Niestety wszystko przeciągnęło się do godziny 18... Koles musiał czekać ze mną, gdyż bilety były tzw. paperless czyli na wejściu trzeba było pokazać ID i kartę kredytową użytą do zakupu - idiotyczny system mający na celu wyeliminowanie koników.
Tak wygląda obiekt (bylem w nim już 6-ty raz):

O 18.20, 10 min. przed otwarciem bram, zostaliśmy wpuszczeni do środka... Miałem szczęście być jedną z pierwszych osób w kolejce, ale wpierw pobiegłem kupić koszulkę i zrobić siusiu.

Na szczęście kilka poznanych w kolejce osób zarezerwowało mi miejsce pod barierką - na wprost Adriana i Dave'a. Pod sceną było mega duszno i gorąco... Ze 35-37 st... Więc trzeba było skoczyć po wodę. Na szczęście publika w USA, przynajmniej przed wejściem zespołu, jest spokojna i nie robi bydła więc można pójść spod barierki do kibla czy po coś do picia i bez problemu wrócić na swoje miejsce.
Godzina oczekiwania na koncert
Dream Theater minęła całkiem szybko... Nowojorczycy zaprezentowali ok. 50 min. set złożony z 6 kawałków:
1. As I Am
2. A Rite Of Passage
3. Home
4. Constant Motion
5. Panic Attack
6. Pull Me Under
Wybór utworów był raczej dobry - progresywne, ale też cięższe kawałki utrzymane nieco w klimacie ostatnich dokonań Maiden musiały się spodobać. Bez dwóch zdań Dream Theater to najlepszy support jaki do tej pory widziałem przed Maiden. Zespół, który od dawna istnieje samodzielnie na rynku i gra głównie własne koncerty zgodził się na wystąpienie przed swoimi idolami i obie strony dobrze na tym wyszły - Maiden mieli porządny support i pewnie troszkę większą publiczność (chociaż fanów DT było stosunkowo mało), a Dream Theater miało szansę zaprezentowania się u siebie przed zupełnie nową dla nich publiką.
Kawalek 'Pull Me Under' z koncertu:
http://www.youtube.com/watch?v=2bkEkdAyag4
30 min. przerwy, w czasie której Amerykanie ruszyli masowo po piwo, i punktualnie o 20.50 rozległy się pierwsze dźwięki Doctor Doctor. Na szczęście w tym momencie było już prawie ciemno (w Detroit, ze względu na różnicę stref czasowych, w czym ekspertem jest Pablo1919, zmrok zapadł dopiero w połowie koncertu). Tym razem napiszę co nieco o każdym z kawałków... A więc jazda:
Intro - Dłuższa wersja intra znanego z trasy AMOLAD... A dokładnie zmodyfikowana wersja tego kawałka:
http://www.youtube.com/watch?v=L0bcRCCg01I W jego trakcie w dół zjeżdżają światła ustawione jak UFO - efekt przypomina trochę niszczyciele imperium ze Star Wars.
The Wicker Man - Wg. mnie zdecydowanie najlepszy koncertowy opener Maiden. Warto zauważyć, że Adrian zmodyfikował nieco główny riff oraz swoje solo. Zresztą to nie koniec zmian i improwizacji na tej trasie.

To chyba jedyny kawałek od czasów reunion, który powszechnie zyskał już miano 'klasyka' - nie było osoby, która nie śpiewałaby refrenu.
Ghost of The Navigator - Dla mnie jeden z highlightów obecnego setu. Świetny koncertowy numer, pełen energii - z powodzeniem mógłby zastąpić wysłużone 'Fear of The Dark'. Całość psuje fakt, że Bruce gada praktycznie przez cale intro - wita się z publicznością, a także pieprzy o nawigacji przy pomocy GPS, gwiazd i kompasu.
Wrathchild - Numer z wykopem, ale mega ograny, a fakt, że zastąpił w secie 'Brighter Than A 1000 Suns' to jakieś kompletne nieporozumienie. Chociaż fakt, że napędza tempo koncertu.
El Dorado - Poprzedzone gadką Bruce'a i żałosną reklamą nadchodzącej płyty. Bruce podpuszcza co noc publikę, żeby pokazała, iż Maiden i heavy metal nadal liczą się w USA, i 17 sierpnia kupiła nowy album sprawiając, że trafi na 1 miejsce listy Billboardu.

Swoją drogą Bruce trafnie stwierdza, że w ostatnich latach ze względu na kryzys zespoły grające w USA odnotowują spadek liczby sprzedawanych biletów, a w przypadku Maiden jest na odwrót - w Chicago padł rekord frekwencji jeśli chodzi o ich własny koncerty (18 tys., 2 lata temu 12 tys., a w 2003 i 2006 po 8-10 tys.). Coraz więcej osób odkrywa zespół, a także pójście na gig Iron Maiden staje się po prostu modne.

Co do samego utworu to tak jak pisałem w relacji z Detroit - na żywo nieporównanie zyskuje! Po pierwsze jest grane szybciej, po drugie Nicko jest lepiej słyszalny niż w wersji studyjnej, a po trzecie Bruce naprawdę daje rade w refrenie.
Dance of Death - Absolutnie rewelacyjny kawałek koncertowy. Bruce bawi się tekstem i zmienia pojedyncze słowa - np. "lifeless bodies", a nie "figures" czy "stepped onto the coals", a nie "walked". Dodatkowo w czasie wolniejszej części zmienia trochę manierę wokalną i linię melodyczną. W tle nowa 'płachta' i znakomita gra świateł.
The Reincarnation of Benjamin Breeg - Numer, co do którego bylem sceptycznie nastawiony po premierze singla 4 lata temu, stal się koncertowym klasykiem. Wyjątkowo szybko i agresywnie zagrany. Glowny riff wgniata w ziemię. Bruce również bawi się trochę tekstem.
These Colours Don't Run - Świetny kawałek na żywo, zdecydowanie godny następca 'The Trooper' jeśli chodzi o utwory o tematyce 'bitewnej'.

Co ciekawe w czasie kawałków z AMOLAD pod scena był większy kocioł niż w trakcie takiego FOTD.
Blood Brothers - Utwór dedykowany pamięci Ronnie Jamesa Dio i poprzedzony gadka o wielkiej rodzinie fanów Iron Maiden. Okazuje się, że na pytanie Bruce'a kto widzi Iron Maiden po raz pierwszy ręce podnosi polowa publiczności. Tym razem nie da się tego zrzucić na karb nieznajomości języka.

Sam numer uważam za jeden z najlepszych nagranych po reunion i byłem zachwycony tym, że znów go graja... Może nie jest to typowe Maiden, ale akurat tym się nie przejmuję. Rewelacyjna gra świateł, standardowo opuszczonych w dół, oraz dobra reakcja publiczności - w przeciwieństwie do Detroit gdzie w czasie BB wiele osób udało się po piwo czy zapalić.
Wildest Dreams - Słaby singiel z 'Dance of Death', z powodzeniem mógłby być zastąpiony np. przez niegrane nigdy 'Montsegur'. Jedynym plusem tego kawałka jest świetne solo Adriana, którego wolniejsza część nie jest tym razem 'zakłócana' wokalem Bruce'a, który na scenę wbiega dopiero na ostatni refren.
No More Lies - Świetny utwór na koncerty, z powodzeniem zastępuje takiego 'Clansmana'. Bruce znów bawi się liniami melodycznymi w intro. Nie jest to mój ulubiony numer z DOD i o wiele bardziej wolałbym usłyszeć 'Paschendale', ale na koncertach wypada rewelacyjnie.
Brave New World - Osobiście akurat ten kawałek z BNW troszkę mi się znudził i chętnie zastąpiłbym go takim 'Dream of Mirrors' czy 'Out of The Silent Planet', ale trzeba przyznać, że na koncertach wypada świetnie.
Fear of The Dark - Nuuuuda. Dobry numer na żywo, ale słysząc go 30-ty raz naprawdę nie wzbudza większych emocji...
Iron Maiden - j/w Rzygam tym kawałkiem. Nowy chodzący Eddie to porażka, ale już zdążyłem się przyzwyczaić, że każdy kolejny Eddie jest gorszy od poprzedniego.
The Number of The Beast - j/w Tego kawałka z powodzeniem mogłoby nie być w secie.
Hallowed Be Thy Name - Akurat Hallowed chyba nie może się znudzić, bo to koncertowy killer. Szkoda, że graja go pod koniec kiedy Bruce już się tak nie wysila wokalnie.
Running Free - Wreszcie dobra zmiana po 'Run To The Hills' czy 'Sanctuary'. Świetny numer na koniec setu, zepsuty troszkę przez przeciągającą się gadkę Bruce'a. Co jak co, ale przedstawianie reszty zespołu mógłby już sobie chyba darować...

W czasie tego kawałka Bruce rzuca w tłum swoją mokrą czapeczkę oraz zakłada policyjny hełm.

Na koniec przypomnienie o zakupieniu 'The Final Frontier' i Panowie schodzą ze sceny...
I to by było na tyle. Dodam jeszcze, że pod scena w czasie koncertu Maiden zrobiło się trochę ciasno - ludzie z tylu mocno się pchali, w większości bez powodzenia. Mimo to część osób wokół mnie odpuściła sobie barierkę gdzieś w połowie koncertu.

Dla mnie, po przeżyciu pod barierka w Paryżu, Sztokholmie czy Mediolanie, warunki były bardzo komfortowe i bez problemu wytrwałem pod scena do samego końca.

Niestety nie mam żadnych zdjęć z Detroit i Chicago, bo ochrona (a niestety miałem pecha stać blisko nich) zabraniała ich robienia... W zamian za to zapodam kilka linków do klipów znalezionych na YouTube.
Intro/The Wicker Man:
http://www.youtube.com/watch?v=V7IvZidxS1o
Wrathchild:
http://www.youtube.com/watch?v=7sMHLxGhBzo
Brave New World:
http://www.youtube.com/watch?v=mBpysDWj3AM
Ghost of The Navigator z Detroit:
http://www.youtube.com/watch?v=N7XJ4h_88vs