Największą tragedią życiorysu tego człowieka jest to, że on właśnie był talentem. Zmarnowanym talentem. Co by nie mówić, dwie pierwsze płyty są dobre między innymi ze względu na Paula. Osobiście wolę jego interpretacje tych numerów, przynajmniej co do zasady. Bruce dawał radę i było okej, ale wczesne kompozycje Maiden zawsze będę kojarzył w pierwszej kolejności z Di'Anno. Facet miał naprawdę świetne warunki wokalne. Jasne, to nie był Dio czy Gillan, ale umiał zaśpiewać z odpowiednim powerem, w Strange World czy Remember Tomorrow także z należytym feelingiem. Dostał od życia wielką szansę na to, by zaistnieć. Gdyby po wywaleniu z Maiden wziął się za siebie, to oszałamiającej kariery pewnie by nie zrobił, ale myślę, że nie miałby problemu z popularnością jako wykonawca solowy/wokalista innego projektu. Wczoraj po raz pierwszy od daaawna odpaliłem numer Killers - Marshall Lockjaw. Totalnie kozacki kawałek, heavy metal na pełnej (
https://youtu.be/66MOxUbiipA?si=OmcV2O1rorDl7u76). Więcej takiej muzy, odpowiedni stosunek do siebie samego i mogłoby być naprawdę dobrze. No ale Di'Anno to była jednostka absolutnie autodestrukcyjna, spłukał swoją szansę w kiblu.
Paul był wielki przez kilka lat ponad 4 dekady temu. Mimo wszystko wolę go zapamiętać w ten sposób, niż jako zgorzkniałego alkoholika z opasłą sylwetką, którego niestety miałem wątpliwą przyjemność oglądać na żywo w 2014 (co zresztą zostało uwiecznione na filmiku wstawionym przez Geriego).