Megadeth
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Megadeth
No mimo wszystko jednak bym nie stawiał mordeczek z Dissection z Kingiem w jednym szeregu xD
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- Caracalized
- -#Moonchild

- Posty: 1951
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: Megadeth
No tak, zapomniałem że to jakieś bardziej skrzywione osobistości są lub były. Ale sens tego co napisałem nadal pozostaje taki sam i jedno Dissection nadal nie zmienia tego, że Mustaine jaki jest to jest 
Re: Megadeth
A to z tym nie polemizuję. Zupełnie nie trawię typa.
Żeby dodać kontekstu wzmiance o Kingu Diamondzie: prawdopodobnie mówisz o sytuacji, kiedy Volbeat chciało zaprosić Kinga na scenę w celu wykonania Come to the Sabbath. Akurat tak się złożyło, że wówczas w Volbeat grał na gitarze Hank Shermann, no i wpadali na pomysł minireunionu, co spotkało się ze stanowczą reakcją Mustaine'a. Wydaje mi się, że ten utwór ostatecznie w ogóle nie został zagrany - pamiętam jakiś stary artykuł o tym, który wspominał, że "King musiał odśpiewać tekst z publiczności", natomiast Setlist.fm w żaden sposób nie wskazuje nawet na instrumentalne wykonanie kompozycji (no chyba, że grali jakiś snippet i to nie figuruje jako odrębna piosenka).
Żeby dodać kontekstu wzmiance o Kingu Diamondzie: prawdopodobnie mówisz o sytuacji, kiedy Volbeat chciało zaprosić Kinga na scenę w celu wykonania Come to the Sabbath. Akurat tak się złożyło, że wówczas w Volbeat grał na gitarze Hank Shermann, no i wpadali na pomysł minireunionu, co spotkało się ze stanowczą reakcją Mustaine'a. Wydaje mi się, że ten utwór ostatecznie w ogóle nie został zagrany - pamiętam jakiś stary artykuł o tym, który wspominał, że "King musiał odśpiewać tekst z publiczności", natomiast Setlist.fm w żaden sposób nie wskazuje nawet na instrumentalne wykonanie kompozycji (no chyba, że grali jakiś snippet i to nie figuruje jako odrębna piosenka).
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12410
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Megadeth
Mustaine po latach przyznawał, że z tym KD to bez sensu zrobił, ale był swiezo nawrocony i dopiero się uczył co jest 5
- Caracalized
- -#Moonchild

- Posty: 1951
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: Megadeth
Na poprzedniej stronie dałem link do artykułu, który o tej sytuacji wspomina. Cóż, to słowa Shermanna są, i według niego to było w roku 2012, kiedy nagrywanie koncertów nie było czymś nadzwyczajnym już, więc może jakieś nagrania gdzieś są, ale szczerze powiedziawszy sam tego nawet nie sprawdzałem xD Więc przyznam, że może to tylko pogłoski są jeżeli nie ma żadnych dowodów na to, ale słysząc to i owo o Mustainie można sobie wyobrazić, że rzeczywiście do czegoś takiego mógłby być zdolny.
Re: Megadeth
Schiz, a dlaczego nie trawisz DM???
XDDD
XDDD
Re: Megadeth
Bo zawsze kojarzy mi się z edgy nastolatkiem
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12410
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Megadeth
To nie wiem kim jest chlop z Watain wg ciebie, który wierzy w szatana xd
Re: Megadeth
Różnice są zasadnicze. Jedna z nich jest banalnie prosta: lubię Watain, więc dostrzegam jakieś redemption qualities 
Ale abstrahując od tego, typek se wierzy w tego swojego diabła i spoko. Może wierzyć w cokolwiek. Jeśli duchowość jest jego motorem napędowym, to logiczne, że traktuje ją na poważnie. Jest ona w zasadzie ściśle związana zarówno z muzykami, jak i ze wszystkim, co robią na scenie i poza nią. Najpewniej podchodzi to pod jakiś fanatyzm - natomiast te poglądy są dość przemyślane i w wydaniu Szwedów (przynajmniej według mnie) stanowią najbardziej racjonalne i uargumentowane podejście do satanizmu, z jakim spotkałem się w muzyce metalowej. To nie oznacza, że sam je podzielam, ale potrafię docenić obeznanie panów we własnej niszy, a także charakteryzującą ich konsekwentność w tym zakresie.
Natomiast Mustaine zawsze jawił mi się jako rozwydrzony chłopaczek z kompleksami i zerową inteligencją emocjonalną, nieumiejący, a być może wręcz pozbawiony chęci współistnienia z drugim człowiekiem na zasadach innych niż wyłącznie swoje własne. Gitarzysta na pewno utalentowany, ale jako człowiek to jednostka w jakiś sposób wybrakowana.
Ale abstrahując od tego, typek se wierzy w tego swojego diabła i spoko. Może wierzyć w cokolwiek. Jeśli duchowość jest jego motorem napędowym, to logiczne, że traktuje ją na poważnie. Jest ona w zasadzie ściśle związana zarówno z muzykami, jak i ze wszystkim, co robią na scenie i poza nią. Najpewniej podchodzi to pod jakiś fanatyzm - natomiast te poglądy są dość przemyślane i w wydaniu Szwedów (przynajmniej według mnie) stanowią najbardziej racjonalne i uargumentowane podejście do satanizmu, z jakim spotkałem się w muzyce metalowej. To nie oznacza, że sam je podzielam, ale potrafię docenić obeznanie panów we własnej niszy, a także charakteryzującą ich konsekwentność w tym zakresie.
Natomiast Mustaine zawsze jawił mi się jako rozwydrzony chłopaczek z kompleksami i zerową inteligencją emocjonalną, nieumiejący, a być może wręcz pozbawiony chęci współistnienia z drugim człowiekiem na zasadach innych niż wyłącznie swoje własne. Gitarzysta na pewno utalentowany, ale jako człowiek to jednostka w jakiś sposób wybrakowana.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Megadeth
Oj, nie taką znowu zerową, bo np. kiedy wywalił wspomnianego technicznego, to wziął chłopa za drzwi i rozstali się honorowo, bez wyzwisk i linczu online z pozycji uprzywilejowanej, ku uciesze swoich wytresowanych wyznawców, którym to może imponować.
Tutaj jest więcej: https://youtube.com/shorts/4dgAZqBjuNY? ... VYmeBtAI99
Tutaj jest więcej: https://youtube.com/shorts/4dgAZqBjuNY? ... VYmeBtAI99
Re: Megadeth
XDDDDDD haha o kurwanugz pisze: ↑czw mar 26, 2026 3:48 pm Oj, nie taką znowu zerową, bo np. kiedy wywalił wspomnianego technicznego, to wziął chłopa za drzwi i rozstali się honorowo, bez wyzwisk i linczu online z pozycji uprzywilejowanej, ku uciesze swoich wytresowanych wyznawców, którym to może imponować.
Tutaj jest więcej: https://youtube.com/shorts/4dgAZqBjuNY? ... VYmeBtAI99
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Megadeth
Poleciał po katolicku 
Szkoda, ze nie zauważył żadnych redeeming qualities tamtego gościa
Szkoda, ze nie zauważył żadnych redeeming qualities tamtego gościa
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12410
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Megadeth
Doslownie opisales Tobiasa Forge, tylko że zamiast braku empatii wstaw cynizm. Forge tak samo pozbywa się muzykow i technicznych, tylko nie robi tego publicznie. Taki biznesNatomiast Mustaine zawsze jawił mi się jako rozwydrzony chłopaczek z kompleksami i zerową inteligencją emocjonalną, nieumiejący, a być może wręcz pozbawiony chęci współistnienia z drugim człowiekiem na zasadach innych niż wyłącznie swoje własne.
Re: Megadeth
Widzisz - i tutaj dochodzimy do ważnej rzeczy 
NIE ROBI TEGO PUBLICZNIE - w przeciwieństwie do Mustaine'a, który ma jakąś potrzebę wysrania się na bliźniego i oczekuje walidacji ze strony fanów. No wypisz wymaluj osobowość narcystyczna z jakimiś kompleksami w tle.
Mustaine drze japę o wszystko i z byle powodu. Ja też nie zamierzam bazować swoich opinii na "bo ktoś tam, bo coś tam". W przypadku Mustaine'a akurat istnieje jakaś dokumentacja, która świadczy o pewnych zjawiskach. Tego filmiku, co Nugz wstawił, nawet nie znałem wcześniej. Ale idealnie kompletuje on portret Dave'a jako samozwańczej alfy i omegi swojego małego świata. Serio uważasz, że to jest spoko zachowanie? Że tak robią normalni ludzie? No nie... Po prostu zwykły z niego słabeusz, który musi karmić swoje ego.
Inna sprawa, że część Ghouli z obecnego składu koncertowego Ghosta gra w zespole od Popestar/Prequelle, czyli w zasadzie przez większość historii kapeli. Niektórzy odchodzą, żeby rozwijać się solowo (np. laska z czasów Impera, poszła na Broadway bodajże), ale zasadniczo to jest dość stały skład. Mając to na uwadze, nie sądzę, żeby Forge faktycznie był tak demoniczną osobą
Ale nawet, jeśli jest... To w sumie co z tego? Ja wśród gwiazd rocka nie szukam kumpli. To nawet nie muszą być dobrzy ludzie, żebym ich słuchał (lubię muzykę tworzoną przez morderców, także XD). Natomiast nie słucham Megadeth - lubię pojedyncze płyty, ale to tyle. I jak w takim wypadku ma mi się jawić Dave Mustaine? No kojarzę go z byciem zwyczajnym dupkiem, niczym więcej. Z drugiej strony jest sobie taki Jon Schaffer, który według mnie na pewno nie jest w 100% zdrowy na łbie i ego też tam fruwa gdzieś na poziomie stratosfery - ale Iced Earth bardzo lubię. Więc jak już wspominałem, w pierwszej kolejności będę kojarzył go z muzyką, którą sobie cenię, no uważam to za dość naturalne.
NIE ROBI TEGO PUBLICZNIE - w przeciwieństwie do Mustaine'a, który ma jakąś potrzebę wysrania się na bliźniego i oczekuje walidacji ze strony fanów. No wypisz wymaluj osobowość narcystyczna z jakimiś kompleksami w tle.
Mustaine drze japę o wszystko i z byle powodu. Ja też nie zamierzam bazować swoich opinii na "bo ktoś tam, bo coś tam". W przypadku Mustaine'a akurat istnieje jakaś dokumentacja, która świadczy o pewnych zjawiskach. Tego filmiku, co Nugz wstawił, nawet nie znałem wcześniej. Ale idealnie kompletuje on portret Dave'a jako samozwańczej alfy i omegi swojego małego świata. Serio uważasz, że to jest spoko zachowanie? Że tak robią normalni ludzie? No nie... Po prostu zwykły z niego słabeusz, który musi karmić swoje ego.
Inna sprawa, że część Ghouli z obecnego składu koncertowego Ghosta gra w zespole od Popestar/Prequelle, czyli w zasadzie przez większość historii kapeli. Niektórzy odchodzą, żeby rozwijać się solowo (np. laska z czasów Impera, poszła na Broadway bodajże), ale zasadniczo to jest dość stały skład. Mając to na uwadze, nie sądzę, żeby Forge faktycznie był tak demoniczną osobą
Ale nawet, jeśli jest... To w sumie co z tego? Ja wśród gwiazd rocka nie szukam kumpli. To nawet nie muszą być dobrzy ludzie, żebym ich słuchał (lubię muzykę tworzoną przez morderców, także XD). Natomiast nie słucham Megadeth - lubię pojedyncze płyty, ale to tyle. I jak w takim wypadku ma mi się jawić Dave Mustaine? No kojarzę go z byciem zwyczajnym dupkiem, niczym więcej. Z drugiej strony jest sobie taki Jon Schaffer, który według mnie na pewno nie jest w 100% zdrowy na łbie i ego też tam fruwa gdzieś na poziomie stratosfery - ale Iced Earth bardzo lubię. Więc jak już wspominałem, w pierwszej kolejności będę kojarzył go z muzyką, którą sobie cenię, no uważam to za dość naturalne.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Megadeth
No właśnie - NIE ROBI TEGO PUBLICZNIE.
Która część tego nie jest zrozumiała?
Tych kilkadziesiąt sekund tego gadania to jest kompletny upadek, nia da się tego obronić.
Musisz być szmatą, żeby tak umieć.
A jeszcze przecież poszedł z tym do telewizji.
I nadal jego podnóżkom to imponuje.
Która część tego nie jest zrozumiała?
Tych kilkadziesiąt sekund tego gadania to jest kompletny upadek, nia da się tego obronić.
Musisz być szmatą, żeby tak umieć.
A jeszcze przecież poszedł z tym do telewizji.
I nadal jego podnóżkom to imponuje.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12410
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Megadeth
Nie sądzę żeby Mustaine oczekiwal walidacji od kogokolwiek. On po prostu nie kalkuluje w takich sytuacjach, jest emocjonalny i robi to co w danej sekundzie uważa.NIE ROBI TEGO PUBLICZNIE - w przeciwieństwie do Mustaine'a, który ma jakąś potrzebę wysrania się na bliźniego i oczekuje walidacji ze strony fanów
Re: Megadeth
Tyle lat widać, że się karmi reakcjami tłumu, kiedy ciśnie komuś ze sceny. Taki np. Axl Rose chociaż miał jaja i próbował konfrontacji z niewygodnymi dla siebie jednostkami, nie tylko trash-talk, z zapleczem ludzi za plecami.
Nie tak dawno wrzuciłeś kolejny taki przypadek, okraszony IKSDE. Rozumiem, że Szef znów zaimponował, a co się tutaj uśmialiśmy to Nasze!
Nie tak dawno wrzuciłeś kolejny taki przypadek, okraszony IKSDE. Rozumiem, że Szef znów zaimponował, a co się tutaj uśmialiśmy to Nasze!
Re: Megadeth
Zapomniał dodać, że uczył gry a bębnach Toma Huntinga, a na porady w temacie basu wpadał SDG.
Chuck Billy też pewnie nie byłby takim frontmanem beż nauk DM.
https://blabbermouth.net/news/megadeths ... etal-bands
Chuck Billy też pewnie nie byłby takim frontmanem beż nauk DM.
https://blabbermouth.net/news/megadeths ... etal-bands
Re: Megadeth
Megadeth jeden z największych zespołów lat 80 tych i 90tych, słucham właśnie Countdown, Rust i Peace Sells (a pewnie jeszcze coś wleci, bo noc/dzień się dopiero zaczyna) wybitny band
Zajzajer on the Road 2026:
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12410
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Megadeth
Wczorajszy koncert w Buenos Aires jak zwykle utwierdził mnie w przekonaniu, że nie ma sensu latanie do USA, Australii itd jeśli pomija sie Argentynę.
Niestety w tym roku zamiast trzech sztuk w hali tylko jedna na powietrzu. Dużym minusem był stół czasu, drzwi o 17, MD o 2130, ta nuda wysysala z ludzi sporo energii. Zwłaszcza ze nie było nawet muzyki w tle, nic.
Przed doorsami były ofc vipy, ale ludzi bylo tak dużo ze nie chciałem zabierac czasu, poczekałem do konca, pogadalem chwile z zespolem, Rudy był mega naładowany energia, dzień wcześniej zostal honorowym obywatelem Buenos Aires.
Sam koncert zaczął się jak dla mnie srednio, bo pierwszy raz byłem na headlinerskim MD ze srednim dzwiekiem. Bas i stopa bardzo dudniły, na szczęście szybko ktoś to opanował. Jak wjechal Hangar to ludzie eksplodowali, oczywiście scisk i napor był przepotezny ale jeśli ludzie spiewaja riffy to można to wybaczyc.
Rudy był przeszczesliwy, co chwila mówił "I love you" itd, usmiechal się, nawet w jego głosie było mnostwo energii. Wokalnie było naprawdę dobrze, nawet w Hook in Mouth, który jest dla niego trudnym numerem. Oczywiście deep cutow nie uświadczono, acz mamy koncert bez Trust, co zdarza się bardzo rzadko. Główny minus seta to jego krótki czas, tylko 16 numerow? Mało...
Surrealistyczje było dla mnie jak wiele osób rozpoznałem i oni mnie z koncertu sprzed dwoch lat, zbiłem mase piątek po koncercie, a i pare osób zainteresowalo się czemu mowie po ang i mam passa na szyi. Potem afterkowanie do rana, bo dziś dzień wolny, moi znajomi bardzo polubili bociana słony karmel i ptasie mleczko.
Podsumowujac, Buenos Aires to niesamowite miasto i ciągle uśmiecham się na myśl, że młody Dzosef nawet nie śmiałby marzyc o koncercie tam, gdzie nagrano That One Night, a tymczasem stary Dz ma już w Buenos sprawdzone bary, knajpy, znajome ulice i mase znajomych.
Next stop: Brazylia
Ps. Żadnych latynosek na tym wyjezdzie, w tym roku nie ma czasu na takie rzeczy.
Niestety w tym roku zamiast trzech sztuk w hali tylko jedna na powietrzu. Dużym minusem był stół czasu, drzwi o 17, MD o 2130, ta nuda wysysala z ludzi sporo energii. Zwłaszcza ze nie było nawet muzyki w tle, nic.
Przed doorsami były ofc vipy, ale ludzi bylo tak dużo ze nie chciałem zabierac czasu, poczekałem do konca, pogadalem chwile z zespolem, Rudy był mega naładowany energia, dzień wcześniej zostal honorowym obywatelem Buenos Aires.
Sam koncert zaczął się jak dla mnie srednio, bo pierwszy raz byłem na headlinerskim MD ze srednim dzwiekiem. Bas i stopa bardzo dudniły, na szczęście szybko ktoś to opanował. Jak wjechal Hangar to ludzie eksplodowali, oczywiście scisk i napor był przepotezny ale jeśli ludzie spiewaja riffy to można to wybaczyc.
Rudy był przeszczesliwy, co chwila mówił "I love you" itd, usmiechal się, nawet w jego głosie było mnostwo energii. Wokalnie było naprawdę dobrze, nawet w Hook in Mouth, który jest dla niego trudnym numerem. Oczywiście deep cutow nie uświadczono, acz mamy koncert bez Trust, co zdarza się bardzo rzadko. Główny minus seta to jego krótki czas, tylko 16 numerow? Mało...
Surrealistyczje było dla mnie jak wiele osób rozpoznałem i oni mnie z koncertu sprzed dwoch lat, zbiłem mase piątek po koncercie, a i pare osób zainteresowalo się czemu mowie po ang i mam passa na szyi. Potem afterkowanie do rana, bo dziś dzień wolny, moi znajomi bardzo polubili bociana słony karmel i ptasie mleczko.
Podsumowujac, Buenos Aires to niesamowite miasto i ciągle uśmiecham się na myśl, że młody Dzosef nawet nie śmiałby marzyc o koncercie tam, gdzie nagrano That One Night, a tymczasem stary Dz ma już w Buenos sprawdzone bary, knajpy, znajome ulice i mase znajomych.
Next stop: Brazylia
Ps. Żadnych latynosek na tym wyjezdzie, w tym roku nie ma czasu na takie rzeczy.
