Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Dyskusje o innych zespołach i albumach

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
mimski
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2087
Rejestracja: ndz wrz 07, 2003 3:23 pm
Skąd: Falubazy

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: mimski »

Systematic Chaos - o dziwo przyjemnie się słuchało. In the presence of enemies pt 1, całkiem dobre, dobrze wprowadza w płytę, klika niezłych riffów, jest flow. Dalej forsaken - tragedia, nie trawiłem tego kawałka 20 lat temu, nie trawię nadal. Potem dwa absolutne bangery Constant Motion i Dark eternal night. Od dwóch dni słucham ich kilka razy dziennie, są rewelacyjne, nie nudzą się w ogóle. Dalej Repetance - klimatyczne, spokojne, ale niepokojące. Dalej forma spada niestety Prophets of War, takie meh... Ministry - za dużo pompatyzmu, pół utworu jest przesłodzone i zbyt symfoniczne, gdyby utwór był w klimacie tego co dzieje się od 7:11 do 10:45 to byłby kolejny banger, a tak jest słodko i podniośle aż do porzygu. No i ostatni utwór, który niczym nie zachwyca, nic nie zwraca uwagi, może za dużo riffów i pomysłów w jednym utworze i nie zapada przez to w pamięć. Ogólnie płytę oceniam na 6/10
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9822
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: Zajzajer »

Dla mnie SC w momencie premiery był najsłabszym albumem DT, przez wiele lat to sie utrzymwalo, od kilku lat sporo urósł, obecnie u mnie 6 miejsce w rankingu ich płyt, daje 7/10. Oczywiście są momenty pompatyczne w tym utworze co zauważyłeś, forsaken lubię ostatnio znowu, dobra płyta. 2 część suity jest mega, dla mnie ich najlepsza suita po A Change i Six :)
Zajzajer on the Road 2026:
Awatar użytkownika
mimski
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2087
Rejestracja: ndz wrz 07, 2003 3:23 pm
Skąd: Falubazy

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: mimski »

Zmęczyłem kolejny album, forma ewidentnie już się przekształciła. Od zajebistych utworów z zajebistymi riffami jak w Lie, jesteśmy już w zasadzie w wielkich jam sessionach.

Black Clouds - Najbardziej wyróżnia się The Shattered Fortress i jest to chyba najtrafniejsze podsumowanie płyty. Jeśli najbardziej zwraca uwagę utwór, który ogrywa te same riffy od 6DOIT przez ToT, Octavarium i SC, który w zasadzie stanowi ich ulubioną formę grania na live, czyli MEDLEY, to coś tu się dzieje ewidentnie źle. W mojej ocenie świadczy to już o miałkości i zupełnym braku pomysłów i potwierdza, że ostatnie dobre koncepty były na 6DOIT. Potem mamy już tylko co najwyżej niezłe utwory, z pojedynczymi błyskami, jak These Walls, Honor Thy Father, Dark eternal night. Reszta płyty w ogóle nie zapada w pamięć, nie mam pojęcia co przesłuchałem, nie jestem w stanie przypomnieć sobie jakiegokolwiek riffu. Kolejne kawałki to jest forma jam session, chłopaki ogrywają sobie skale, LaBrie coś tam podśpiewuje, ale koncepcji na utwór to ja tam nie widzę, nie słyszę żadnych pomysłów, nie ma riffów, nie ma refrenów, nie ma solówek. Solówka z Voices, czy Under A Glass Moon, to są pomniki, gitarzyści latami się ich uczą, żeby dograć do perfekcji, a tu mamy tylko szybkie ogrywanie kolejnych skal. Słabe to, owszem warsztat jest imponujący, ale niestety jest tylko warsztat, nie ma żadnych twórczych pomysłów.

Pamiętam, że jak wyszło Black Clouds, to w tym samym czasie wpadło mi w ręce OSI - Blood, płyty wydane bardzo blisko siebie. Ostatnio też przesłuchałem kilka kawałków. Dlaczego takie porównanie? Bo w OSI grał Kevin Moore ex klawiszowiec DT, który udzielał się m.in. na I&W i Awake. Wówczas twierdziłem, że jeden utwór z OSI - Blood jest ciekawszy niż całe BCSL. I na dobrą sprawę to podtrzymuje.

Na marginesie polecam, cała płyta jest wyborna, ale tu 2 największe bangery
https://www.youtube.com/watch?v=OoYnBv_ ... 4A&index=9
https://www.youtube.com/watch?v=PFE91kd ... 4A&index=3

Więc po latach nadal uważam, jak 17 lat temu. Jeden kawałek OSI - Blood zjada całe BCSL. Dlatego ocena... 3/10, jest gorzej niż na FII.

Leci sobie już Dramatic Turn i choroba, która toczyła BCSL trwa nadal, ale jestem dopiero w połowie, więc jak wymęczę resztę, to znów będzie małe podsumowanko.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9822
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: Zajzajer »

Zgadzam się co do wpisu i co do OSI, choć ja od nich najbardziej lubię debiut. Black to u mnie prawie najgorszy album DT, chyba z 2/10 dałem z tego co pamietam, dla mnie ten utwór który wypisałeś to tylko solo jest dobre, w the best of times outro solo też, i toskania ma momenty najgorszy album DT tylko The Astonishing stawiam niżej. SDoIT ostatni wielki album, jeszcze SC mi zaczął się podobać, resztę płyt czyli od train, octavarium i od black do konca(miałem po kilka wersji, boxy itd sprzedałem wszystko poza winylami) szkoda na to czasu, to z biegiem z lat strasznie słabe jest. Może Tobie coś wskoczy, ten zespól nie nagra już nic dobrego, ewentualnie 2 kawałki max dobre na płytę.
Zajzajer on the Road 2026:
Awatar użytkownika
mimski
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2087
Rejestracja: ndz wrz 07, 2003 3:23 pm
Skąd: Falubazy

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: mimski »

Dramatic Turn of Events - istotnie jest dramatik. Ja rozumiem, że można popełnić błąd jak na BCSL, ale tkwić w błędzie to już zbrodnia. Dlatego z czystym sercem wystawiam 2/10. Pasaży ciąg dalszy. Jam session ciąg dalszy. Nie ma tu kompletnie ani jednego ciekawego utworu, są po prostu pojedyncze (podkreślam pojedyncze) momenty trwające po kilkanaście sekund, które wydawały się mieć potencjał, ale ten potencjał był natychmiast marnowany po kolejnych kilku sekundach, bo nawet jak zrodził się jakiś fajny riff, to nie dało rady wokół tego riffu zbudować całego utworu, tylko pomysł był taki, że ogrywamy skale, no więc raz użyty riff nie wracał już nigdy.

Wczoraj jadąc autem, dla zmiany nastroju odpaliłem Dark Eternal Night, a potem drugi raz i jeszcze trzeci... No ten kawałek jest kapitalny. Na Dramatic nie ma ani jednego ciekawego w 100% utworu. A nie będę odpalać płyty, by posłuchać z niej łącznie może 1 minuty. Nie sądzę zatem bym miał do niej wracać kiedykolwiek, chyba że za kolejne 10 lat, na 50 urodziny zrobię kolejny przegląd twórczości. Do BCSL też nie sądzę, bym miał wrócić. Za to do SC, a zwłaszcza Constant Motion i DEN wrócę pewnie wielokrotnie. W ogóle zapomniałem o tych utworach, a są przekozackie. Już tylko dla nich warto było zrobić ten przegląd. No i WDADU, też jeszcze wrócę, też to jest małe odkrycie tej mojej skromnej inicjatywy.

Leci właśnie Astonishing... Myślałem, że niżej niż na Dramatic nie można upaść... oj jak bardzo się myliłem. Ale wpis będzie po skończeniu płyty.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
nugz
SMERF MARUDA
Posty: 11493
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 10:08 pm

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: nugz »

Nie no, jak można tak dramatyzować o Dramatic ;)
Angels, Bridges, Life, Outcry, Illusions - super numery.
Mam sentyment, bo jest to mój ostatni longplay DT, jak i koncert, i album mam za bardzo, bardzo OK :)
Awatar użytkownika
mimski
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2087
Rejestracja: ndz wrz 07, 2003 3:23 pm
Skąd: Falubazy

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: mimski »

The Astonishing - ożeż ja pierdziele, co to jest za album. Jedna wielka pomyłka. To jest absurdalna płyta. Absurdalnie długa, absurdalnie nudna, absurdalnie bezpłciowa, absurdalnie przegadana. Masakra. Jestem przekonany, że nigdy więcej jej nie posłucham, chyba że na 50 urodziny postanowię ponowić taką akcję. Chciałem do sprawy podejść rzetelnie, dlatego zmęczyłem całość, choć trwało to 3 dni. Po 1/3 płyty miałem dość, byłem zmęczony i znudzony. Myślałem, że się kończy, patrzę, a tu jestem dopiero gdzieś w okolicach Three days. Okazało się, że DT postanowili nagrać rock operę... Najgorszy z możliwych pomysłów, bo rock opery po prostu nie wychodzą, bo to ani rock, ani opera. Miliony pasaży, przejść, wypełniaczy, zero riffów, zero refrenów, nie dzieje się nic. Muzycy z wykształceniem i umiejętnościami są w stanie ogrywać kolejne skale godzinami i to właśnie ma miejsce na tej płycie. Po prostu 2 godziny ogrywania skal bez ładu i składu. Doskonale ktoś to zrecenzował na Metal-Archives "Randomly selecting a point in time in this album and pressing play is statistically more likely than not to land you on a piano-and-vocals interlude. Interlude is a misnomer, though, because when such aimless passages constitute the majority of an album's running time, they are no longer interludes. They are the content itself." Dokładnie tak jest, losowo odpalony moment z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie stanowić duet Rudess LaBrie ew. Petrucci LaBrie, jeden robi tło, drugi zawodzi i smęci przy mikrofonie. Chichotem losu jest to, że album rzekomo jest o walce o muzykę w świecie bez muzyki, ale jak ma być taka muzyka, to może lepiej, żeby jej właśnie nie było.

I jeszcze żeby trwało to 50 minut, to jakoś by się wszyscy przemęczyli z tym dziełem, ale trwa ten kloc ponad dwie godziny.

Jak słuchałem tej płyty, to przypomniała mi się recenzja chyba Matka. Przyjmijmy, że był to Matek. Otóż tutejszy forumowicz o nicku Matek nie był fanem DT, ogólnie pierwsze 3 płyty szanował, resztę skreślił na straty. To chyba on określił, że DT to była dobra kapela dopóki Moore trzymał ją za mordę - jego słowa. Z chwilę jego odejścia, to hulaj dusza piekła nie ma, zaczęły się wyścigi, znaleźli sobie jeszcze czwartego do brydża w osobie Rudessa i można było się bawić w niekończące się solówki. Coś w tym było, ja nie do końca się z tym zgadzałem i zgadzam, Metropolis i SDOIT są wyśmienite, ale od ToT można zauważyć, że co raz mniej muzyki w DT, a co raz więcej bezcelowego ogrywania skal w różnym tempie. Matek recenzując Octavarium - krótka recenzja, pamiętam na parę zdań, napisał, że sutia to kloc i brakuje tylko pojawiającego się na niebie znaku Batmana. Wtedy uznałem, że to absolutnie nietrafione, a recenzja jest beznadziejna. Do dziś tak uważam, że była beznadziejna. Ale te stwierdzenie z Batmanem przypomniało mi się, jak słuchałem Astonishing - tytułowego kawałka, od 4:34 zaczyna się po prostu tak słodko, podniośle, że aż do porzygu, a od 5:20 widzę ten znak Batmana na niebie... ja pierdole. Nie mogę tej płyty ocenić inaczej jak na 1/10. Gdyby jeszcze trwała 2/3 krócej, to bym dał te 2/10 na zachętę. Ale za karę, że tworząc niestrawnego kloca, kazali jeszcze słuchaczom męczyć się przez ponad 2 godziny, co jest zbrodnią na fanach, to 1/10 jest jedyną sprawiedliwą oceną.

Ostatnie 4 płyty to jedna wielka męczarnia dla mnie. BCSL i DTOE były tragicznie złe. Odbili się nieco na DT, żeby TA zabić totalnie kapelę. To jest po prostu niesamowite jak zespół, który nagrał Metropolis - chodzi mi o utwór, który trwał raptem niecałe 10 minut, a był ciekawszą operą rockową niż ten niestrawny kloc. Opowiadał historię w metaforyczny sposób i okraszony doskonałą muzyką, zmiany stylistyki, pełno tam riffów, solówek, jest po prostu wszystko, czego genialny kawałek potrzebuje. I wystarczyło niecałe 10 minut, by opowiedzieć ciekawą historię w pasjonujący sposób. Tutaj historia nieciekawa, a sposób opowiadania tragiczny. Może tym czynnikiem X był właśnie Kevin, może to on, jego charakter, który konfliktował cały zespół powodował, że powstawały genialne I&W i AWAKE. Potem, gdy go zabrakło, skończyło się skonfliktowanie, a kapela stała się grupą potakiwaczy. Przecież gdyby Petrucci z Rudessem przynieśli ten pomysł na płytę, to Moore zdzieliłby ich brudną, mokrą szmatą w ich tępe karki. Tutaj mamy po prostu odlot w przepych i barok, kompletnie bez pazura, bez jaj. Po prostu 2 godziny nieszkodliwego smęcenia.

Ostatnio moja córka ma fazę na Kpopowe Łowczynie Demonów. Ogólenie kawałki są OK, ale takie How Its Done słucha mi się przyjemniej niż "arcydzieła" Dreamów.
https://www.youtube.com/watch?v=QGsevnbItdU

Podsumowując album do kosza. Zmarnowane pieniądze, zmarnowany czas, zmarnowane umiejętności wszystkich i muzyków i producentów i słuchaczy.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9822
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: Zajzajer »

a recka self-titled też będzie? :o

do reszty się zgadzam, święte słowa
Zajzajer on the Road 2026:
Awatar użytkownika
mimski
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2087
Rejestracja: ndz wrz 07, 2003 3:23 pm
Skąd: Falubazy

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: mimski »

Masz rację, nie wiem, jak mi to umknęło.

Oczywiście zanim było The Astonishing to było Dream Theater. O dziwo nienajgorszy album. Jak słuchałem płyty, to mi się wydawało, że część melodii znam. Przejrzałem sobie forum i faktycznie pisałem tutaj, że parę razy ten album jeszcze przesłuchałem, dlatego niektóre riffy gdzieś mi się tam w głowie tliły. Ogólnie to wydawnictwo oceniam przyzwoicie, lepsze niż BCSL i DTOE. Nie jest może porywające, nie ma tam nic odkrywczego, ale kawałki tworzą spójne całości, album nie jest przeciągnięty na siłę, utwory mają rozsądną długość. Końcowa suita nudna jak flaki z olejem, ale wszystkie wcześniejsze są OK. Nie ma takich bangerów jak na SC, gdzie Dark Eternal i Constant Motion robią kapitalną robotę, ale kierunek jaki wyznaczyła płyta Dream Theater sugerował, że będzie dobrze, że będzie powrót do korzeni, że będzie technicznie, ale bez przynudzania. Niestety potem wyszedł The Astonishing i pogrzebał wszelkie nadzieje. Z perspektywy czasu Dream Theater okazał się małym żarcikiem zespołu, że "Drodzy fani, oto powrót do korzeni. Szykujcie się na kolejny album, będzie jeszcze bardziej spójny, nagramy jakieś Awakening, albo More Images More Words", a tymczasem potem wypluli z siebie Astonishing. The Enemy Inside ładnie kopie, Looking Glass uwielbiam te flażolety, Enigma Machine fajny instrumental, Bigger Picture trochę przesłodzone i od tego momentu jest zjazd na płycie, pozostałe są znośne, momentami przesłodzone, zbyt "epickie", raczej nudzą, ale przynajmniej nie trwają po 15 minut. Podsumowując, za te 3 udane kompozycje daję 5/10 na zachętę, że kierunek był dobry, ale niestety, jak się potem okazało, było to bezczelne oszustwo zespołu.

Ogólnie uważam, że tak częste nagrywanie albumów im nie służy. W zasadzie co dwa lata nowa płyta, taki schemat - płyta - trasa- płyta - trasa, co skutkuje, że utwory nagrane są bez pomysłu, bez jakiegoś konceptu. Co prawda w latach '90 też tak grali, ale wtedy mieli sporo do powiedzenia i to się udawało, ale od SC w zasadzie jest kompozycyjna miałkość, więc może trzeba było sobie zrobić urlop, dać sobie czas na dopieszczenie albumów, a tak wyszło regularne ogrywanie skal, które wymaga wyłącznie znajomości teorii i fizycznego opanowania instrumentu, ale pomysłów brak, dźwięków dużo, tylko muzyki mało.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Awatar użytkownika
mimski
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2087
Rejestracja: ndz wrz 07, 2003 3:23 pm
Skąd: Falubazy

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: mimski »

OK, przesłuchałem pozostałe albumy.

Distance Over Time - zmarnowany potencjał. Oczywiście sporo przelatuje gdzieś obok, co już nie dziwi, zważywszy na kilka ostatnich albumów. Najgorsze w tym albumie jest jednak to, że niektóre kompozycje naprawdę miały momentami fajne pomysły. Przykładowo Untethered Angel, fajny riff na początku, można zbudować dobry utwór. Do 1:23 jest dobrze, ale potem wjeżdża oczywiście batmanowy refren. To samo Paralyzed, wstęp, rozwinięcie całkiem dobre i 1:12 mamy znów Batmana. Ale są też jaskółki - S2N, uważam, że to rewelacyjna kompozycja, ten riff jest przekozacki i szczęśliwie wokół tego riffu zbudowano cały utwór i dzięki temu jest banger. Oczywiście Batman też jest, ale nie jest on tak męczący, a zwłaszcza w zestawieniu z pozostałymi elementami kompozycji. Już kilka razy do niego wróciłem. Oceniam w sumie całą płytę na 4/10, jest mały zjazd formy w stosunku do Dream Theater, był potencjał, który został w wielu miejscach zaprzepaszczony, ale jakieś pomysły były, a jeden kawałek bardzo solidny.

A view from the top of the world - jeszcze bardziej zmarnowany potencjał, za to że takie rewelacyjne intra jak w The Alien zostały zniszczone, to obniżam ocenę co najmniej o 2 punkty. Przecież Alien zaczyna się jak Dream Theater w czasach świetności, to jest poziom Awake i nagle mamy 1:13 i cały czar pryska, wjeżdża riff słodki do porzygu. A potem cały kawałek się rozłazi, zaczyna dryfować w rozmaite rejony, raz jest fajnie, raz nudno i w ogóle już nie zapada w pamięć, a przy tym ciągle mam nerwa, że takie intro zostało rozwalone, że cały pomysł skończył się po 70 sekundach. To samo na Answering the Call. Przecież ten wstęp to jest absolutna rozpierducha i tak to sobie fajnie leci do 0:57, a potem już mamy powrót nuuuudyyy. Daję 3/10, raczej nie wrócę do tego albumu. I tylko żal tych riffów, które zostały już zużyte i nie da się ich ponownie wykorzystać dla lepszych kompozycji.

Parasomia - zaskakująco przyjemny album. Dobrze mi się słuchało, dobrze się bawiłem. Arms of Morpheus - solidne piłowanie, to samo Night Terror, żadnego słodzenia, Broken Man, piękny wstęp, rozwija się też znośnie. Nie będę rozpisywał utwór po utworze, bo to nie ma sensu. Natomiast jest dobrze, dam temu albumowi jeszcze z pewnością kilka szans, może jeszcze bardziej mnie do siebie przekona. Jest sporo nieoczywistych skal, nieoczywistych zagrywek, nie ma tego słodzonego wycia na lewo i prawo, tych nudnych durów. Na razie daję 6/10, ale zdecydowanie są tu widoki na więcej. Do tego albumu jeszcze w najbliższych tygodniach powrócę, niech się to osłucha, ciekawe jak będzie to wyglądać po 10 - 15 odsłuchach.

Jestem jednak DT bardziej zmęczony niż po Maiden. W przypadku Maiden po studyjnych poleciałem jeszcze kilka koncertówek. Tu już nie mam tak silnej woli. Zobaczę, może skuszę się i odpalę parę live albumów, żeby skrytykować LaBrie jak pięknie fałszuje na żywo, na razie jednak muszę odpocząć kilka tygodni. Od zeszłego poniedziałku wróciłem do klimatów w stylu Whispered
https://www.youtube.com/watch?v=c2MQEWP1vjQ

albo Death By Dissonance

https://www.youtube.com/watch?v=2iovYblME5A

Polecam obie kapelki, pięknie tłuką, no i technicznie absolutny majstersztyk.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9822
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: Zajzajer »

No fajnie, że jesteś, bo sie zastanawiałem gdzie się podziałeś i czy będzie reszta, ja Parasomni dam ze 3/10 ale uważam, że jest lepsza od prawie każdej z Manginim z wyjątkiem pajaca na linie. Distance kiedyś mocno lubiłem 8,5 na 10 bym jej dał, ale od kilku lat strasznie spadło i bym dał ze 2,5, view szkoda gadać.

To co? jaki następny zespół bedziesz robic? a Statica by A7X słuchałeś?
Zajzajer on the Road 2026:
nugz
SMERF MARUDA
Posty: 11493
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 10:08 pm

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: nugz »

Invader, jak może jakikolwiek album spaść z 8,5 na takie dno? Z Recenzentem coś jest nie tak :)
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9822
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: Zajzajer »

Normalnie, Synkowi też kiedyś dawałem 10 czy 9, a teraz ledwo 5 by wyszło max :P
Zajzajer on the Road 2026:
nugz
SMERF MARUDA
Posty: 11493
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 10:08 pm

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: nugz »

No właśnie nie, to nie jest normalne :) Degradujesz coś z poziomu bliskiego doskonałości, po materiał nadający się na wywóz śmieci :)
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Lord of light
-#Lord of light
Posty: 9822
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: Zajzajer »

gust się zmienia
Zajzajer on the Road 2026:
nugz
SMERF MARUDA
Posty: 11493
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 10:08 pm

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: nugz »

Gdybyś był kobietą, to bym bardziej zrozumiał te ogromne wahania :)
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 9548
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
Skąd: Prawie Warszawa

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: johnny_o »

Pamiętaj że Invader jest Hardwired inaczej ;)
Awatar użytkownika
Kevin18
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1988
Rejestracja: sob mar 27, 2010 4:17 pm

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: Kevin18 »

johnny_o pisze: pn lip 27, 2026 12:19 pm Pamiętaj że Invader jest Hardwired inaczej ;)
Przepraszam ale to świadczy trochę o emocjonalnej niestabilności recenzenta jeśli dana płytę w 2019 roku ocenia na 8,5 a 6 lat pózniej już na 2,5. To tak nie działa. Można zmodyfikować swoją opinię, stwierdzić po czasie że jest przesyt muzyki na tym LP itp ale coś takiego co robi Invader to jest już pisanie pod atencję. Mija kilka lat i naglę 7 Son, obiektywnie płyta wybitna, dostaje ocenę na poziomie przeciętniaka, bo gość rozłożył sobie płytę na części i stwierdził że więcej niż 5/10 nie da ? Jaja ;)
www.last.fm/user/darkfuneral18
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 9548
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
Skąd: Prawie Warszawa

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: johnny_o »

Oczywiście, zgadzam się w stu procentach, ale staram się być wyrozumiały ;)
Awatar użytkownika
Kevin18
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1988
Rejestracja: sob mar 27, 2010 4:17 pm

Re: Dream Theater - syntetyczny przegląd twórczości

Post autor: Kevin18 »

johnny_o pisze: pn lip 27, 2026 12:32 pm Oczywiście, zgadzam się w stu procentach, ale staram się być wyrozumiały ;)
Ja też jestem wyrozumiały, ale trudno traktować mi poważnie osobę która nie dość że słucha 20 zespołów na krzyż, to jeszcze dyskografie tychże kapel obraża notorycznie. Nie mówiąc już o tym że jak pozna jakiś zespół, to zamiast iść z flow to rozkłada muzykę na czynniki pierwsze.

Nie róbmy z muzyki filozofii. Albo coś się podoba, albo nie. A jakieś pisanie o 7,4 w 2019 by dać 2,67/10 w 2026 uważam za dziecinadę i peak bezrobocia ;)
www.last.fm/user/darkfuneral18
ODPOWIEDZ