Brzmienie płytek Maiden
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Brzmienie płytek Maiden
Dla mnie osobiscie najlepiej tzn najpotezniej brzmia płytki BNW,The number of the beast,The X Factor,SSOSS i chyba Somewhere in time.Natomiast przyczepie sie do brzmienia DoD,a wszeczegolnosci garow Nicko ktore sa jakos schwane w tle.O brzmieniu pierwszych dwoch płytek nie moge sie wypowiedziec bo nie posiadam jak narazie zremasterowanych wesji. 
6.06.2007-Iron Maiden Ostrava,Stadion Bazaly
19.06.2007-Heaven and hell,Warszawa Torwar
Re: Brzmienie płytek Maiden
To jest aż taka różnica między remasterem a nieremasterem?.O brzmieniu pierwszych dwoch płytek nie moge sie wypowiedziec bo nie posiadam jak narazie zremasterowanych wesji.
- Iron Marcin
- -#Invader

- Posty: 151
- Rejestracja: śr maja 04, 2005 7:36 pm
- Skąd: Warszawa
Re: Brzmienie płytek Maiden
Pewnie nie ma, ale on zawsze piste takie glupoty(pozdr blackman)syzygy pisze:To jest aż taka różnica między remasterem a nieremasterem?.O brzmieniu pierwszych dwoch płytek nie moge sie wypowiedziec bo nie posiadam jak narazie zremasterowanych wesji.
Jak dla mnie najlepiej brzmi rock in rio i moim zdaniem duzo lepiej niz najnowsze dzielo, czyli death on the road. A tak poza tym to x factor, powerslave, piece of mind, ssoss, the number.. i jeszcze brave new world( tez brzmienie duzo lepsze od najnowszych dokonan, dance of death, chociaz bardzo lubie plyte) :rocx
-
Wasted Trooper
- -#Prodigal son

- Posty: 42
- Rejestracja: pt gru 09, 2005 5:43 pm
- Skąd: Wrocław
Re: Brzmienie płytek Maiden
Hmm najlepsze brzmienie to jedynka takie Very Punkowe
:D a do reszty plyt nie mam zastrzezen sa swietne 
Re: Brzmienie płytek Maiden
Ja jestem zdecydowanym fanem NWOBHM i płytki Iron Maiden i Killers maja przepiekne brzmienie, ale The Number to dopiero fala Heavy Metalu :rocx :rocx
Re: Brzmienie płytek Maiden
Miał Nigel Green :rocx I przy "Virtual XI" też maczał palce...soulburner pisze:Pod tym względem doskonałe są płyty zmiksowane przez Martin'a Birch'a oraz The X Factor popełniony przez Harris'a i... nie pamiętam jak on miał
- soulburner
- -#Invader

- Posty: 208
- Rejestracja: czw kwie 17, 2003 3:13 pm
- Skąd: Tomaszów Mazowiecki
Re: Brzmienie płytek Maiden
Poczytajcie ten artykulik, który analizuje brzmienie dzisiejszych rockowych i metalowych albumów na przykładzie Iron Maiden "Dance od Death" oraz Rush.
http://www.geocities.com/ukguitaristrin ... limit.html
http://www.geocities.com/ukguitaristrin ... limit.html
You must gather your party before venturing forth.
Re: Brzmienie płytek Maiden
Kurde fajny ale po ang... trochę tam jest fachowego słownictwa...ale ten temat bardzo mnie ciekawi, więc może się zbiorę w końcu uczę się ang 
- soulburner
- -#Invader

- Posty: 208
- Rejestracja: czw kwie 17, 2003 3:13 pm
- Skąd: Tomaszów Mazowiecki
Re: Brzmienie płytek Maiden
W ogromnym skrócie - od jakiegoś czasu rockowe i metalowe płyty produkowane są w sposób "im głośniej tym lepiej".
Dawniej, co widać na obrazku "2 Minutes..." płyty były nagrywane ciszej, ale miały większą dynamikę (widać na obrazku, że więcej się dzieje). Na "Rainmaker" widać, że jest mega-głośno, na wykresie wygląda to prawie jak szum - dźwięk jest skompresowany, bez dynamiki. Pomijam już kwestię braku wysokich tonów
Dawniej, co widać na obrazku "2 Minutes..." płyty były nagrywane ciszej, ale miały większą dynamikę (widać na obrazku, że więcej się dzieje). Na "Rainmaker" widać, że jest mega-głośno, na wykresie wygląda to prawie jak szum - dźwięk jest skompresowany, bez dynamiki. Pomijam już kwestię braku wysokich tonów
You must gather your party before venturing forth.
Re: Brzmienie płytek Maiden
swietne brzmienie jest na DoD i BNW, bardzo podobaja mi sie rowniez na Piece Of Mind, powerslave i 7SOA7S...
- soulburner
- -#Invader

- Posty: 208
- Rejestracja: czw kwie 17, 2003 3:13 pm
- Skąd: Tomaszów Mazowiecki
Re: Brzmienie płytek Maiden
Nie rozumiem jak komuś może podobać się mega-głośne nagranie DoD 
Zwróćcie uwagę na pewien szczegół - ogromny minus takiego rozwiązania.
Weźcie pod uwagę utwór "The Clansman" z płyty Virtual XI. Podczas dwóch pierszych "Freeeedooooooooom" jest wszystko w porządku. Teraz przewińcie na trzeci freedom (kawałek po solówce i "no we can't let them take anymore"), kiedy dochodzi do tego solówka gitarowa. Dźwięk potwornie spłaszcza się i tak naprawdę nie słychać już ani wokalu, ani gitar prowadzących, ani basu...
A teraz straszniejszy przykład z DoD.
Mój ulubiony "Paschendale". Mniej więcej przy 4:44 wchodzi fajny motyw na gitarze. Potem bas i po chwili rusza cały zespół. Grane jest wtedy cudowne solo... kiedy wchodzi owa solówka, gitary prowadzące grają dalej, ale niech ktoś z ręką na sercu mi powie, że je słyszy
Zostają zagłuszone przez solówkę i orkiestrę.
Takich numerów nie ma na starszych płytach, gdyż są nagrane nieco ciszej i jest po prostu miejsce dla nieco głośniejszych momentów.
Czy zatem głośniej znaczy lepiej? Przecież jak chcę posłuchać np. "Seventh Son Of A Seventh Son" głośno, to biorę głośniej i już
Zachowana jest pełna głębia i dynamika dźwięku. DoD brzmi jednak jak jednostajny hałas i po kilku utworach po prostu męczy.
Bardzo mnie to boli, gdyż DoD to bardzo dobra płyta pełna znakomitych utworów. Jeszcze bardziej boli to, że ten proceder dotknął Iron Maiden.
Wrażenie, że głośniejsze nagrania brzmią lepiej jest złudne i człowiek ma takie wrażenie tylko przez pierwsze kilka chwil. Po jakimś czasie człek ma chęć wyłączyć muzykę, tak naprawdę niewiedząc w sumie dlaczego
Już dawno temu, tworząc kompilację najlepszych moim zdaniem kawałków, z każdej płyty po jednym, dla znajomej, zauważyłem, że coś jest nie tak. Kiedy tak sobie słuchałem po kolei, brzmienie płytek było z każdym utworem lepsze. Aż do Virtual XI (co ciekawe, The X Factor brzmi w porządku, gdyż jest nagrany ciszej). Wtedy płytki zaczynają brzmieć... tak jak by były starsze
Po prostu gorzej 
Jestem ciekaw, czy ktoś ma podobne odczucia co ja.
ps - oczywiście, to "głośniej = lepiej" stosowane jest nie tylko do Maiden. Dziwiłem się, dlaczego płyta Velvet Revolver "Contraband" brzmi tak licho. Nie jest to spowodowane słabymi utworami, ale męczącym dźwiękiem, pozbawionym wysokich tonów (bo się nie mieszczą już na waveform - sprójrzcie jeszcze raz na obrazek z "Rainmaker" w artykule, do którego dałem linka). W popowych nagraniach taka głośność zdaje się nie mieć większego wpływu na odbiór muzyki z banalnego powodu - nie jest to muzyka tak zaawansowana i pełna dźwięków jak muzyka klasyczna, rockowa, metalowa, jazz'owa itp.
Dźwięk cyfrowy, którego głośność przekracza poziom 0dB staje się mocno przesterowany, co jednak wymaga dobrego ucha.
Zwróćcie uwagę na pewien szczegół - ogromny minus takiego rozwiązania.
Weźcie pod uwagę utwór "The Clansman" z płyty Virtual XI. Podczas dwóch pierszych "Freeeedooooooooom" jest wszystko w porządku. Teraz przewińcie na trzeci freedom (kawałek po solówce i "no we can't let them take anymore"), kiedy dochodzi do tego solówka gitarowa. Dźwięk potwornie spłaszcza się i tak naprawdę nie słychać już ani wokalu, ani gitar prowadzących, ani basu...
A teraz straszniejszy przykład z DoD.
Mój ulubiony "Paschendale". Mniej więcej przy 4:44 wchodzi fajny motyw na gitarze. Potem bas i po chwili rusza cały zespół. Grane jest wtedy cudowne solo... kiedy wchodzi owa solówka, gitary prowadzące grają dalej, ale niech ktoś z ręką na sercu mi powie, że je słyszy
Takich numerów nie ma na starszych płytach, gdyż są nagrane nieco ciszej i jest po prostu miejsce dla nieco głośniejszych momentów.
Czy zatem głośniej znaczy lepiej? Przecież jak chcę posłuchać np. "Seventh Son Of A Seventh Son" głośno, to biorę głośniej i już
Bardzo mnie to boli, gdyż DoD to bardzo dobra płyta pełna znakomitych utworów. Jeszcze bardziej boli to, że ten proceder dotknął Iron Maiden.
Wrażenie, że głośniejsze nagrania brzmią lepiej jest złudne i człowiek ma takie wrażenie tylko przez pierwsze kilka chwil. Po jakimś czasie człek ma chęć wyłączyć muzykę, tak naprawdę niewiedząc w sumie dlaczego
Już dawno temu, tworząc kompilację najlepszych moim zdaniem kawałków, z każdej płyty po jednym, dla znajomej, zauważyłem, że coś jest nie tak. Kiedy tak sobie słuchałem po kolei, brzmienie płytek było z każdym utworem lepsze. Aż do Virtual XI (co ciekawe, The X Factor brzmi w porządku, gdyż jest nagrany ciszej). Wtedy płytki zaczynają brzmieć... tak jak by były starsze
Jestem ciekaw, czy ktoś ma podobne odczucia co ja.
ps - oczywiście, to "głośniej = lepiej" stosowane jest nie tylko do Maiden. Dziwiłem się, dlaczego płyta Velvet Revolver "Contraband" brzmi tak licho. Nie jest to spowodowane słabymi utworami, ale męczącym dźwiękiem, pozbawionym wysokich tonów (bo się nie mieszczą już na waveform - sprójrzcie jeszcze raz na obrazek z "Rainmaker" w artykule, do którego dałem linka). W popowych nagraniach taka głośność zdaje się nie mieć większego wpływu na odbiór muzyki z banalnego powodu - nie jest to muzyka tak zaawansowana i pełna dźwięków jak muzyka klasyczna, rockowa, metalowa, jazz'owa itp.
Dźwięk cyfrowy, którego głośność przekracza poziom 0dB staje się mocno przesterowany, co jednak wymaga dobrego ucha.
You must gather your party before venturing forth.
Re: Brzmienie płytek Maiden
No w sumie brzmienie DoD było dla mnie męczące na początku, ale potem się przyzwyczaiłem... I co to znaczy głośniej? Przecież DoD nie jest zbyt wiele głośniej nagrany od Brava, czy TNOTB... tzn. chodzi mi już o efekt końcowy - że słuchając tych płytek volume w discmanie mam ustawione na mniej więcej ten sam poziom.. Ale za to DoD brzmi potężniej... tzn. czy na TNOTB uzyskałoby się taki miażdżący efekt jak przy tych "łomotach" w Paschendale...?
Re: Brzmienie płytek Maiden
ja bardzo lubię brzmienie dance of death, od początky bardzo mi sie podobało. pod tym względem jak dla mnie o wiele lepiej niż brave new world. ogólnie płyty maiden nie brzmią źle, ale z perpsektywy czasu czasami brakuje im 'pałera'
np: seventh son z ostrzejsztm, mocnijeszym brzmieniem byłby kapitalny 
Re: Brzmienie płytek Maiden
ale taki też jest świetnyjuras pisze:np: seventh son z ostrzejsztm, mocnijeszym brzmieniem byłby kapitalny
a co do DoD to ja też bardzo lubię brzmienie tej płytki, zawsze mi się podobało, nie wiem co soulburner'owi nie pasuje
- soulburner
- -#Invader

- Posty: 208
- Rejestracja: czw kwie 17, 2003 3:13 pm
- Skąd: Tomaszów Mazowiecki
Re: Brzmienie płytek Maiden
Gdyby 7th Son brzmiał tak jak DoD, to może nie będę się wypowiadał 
"seventh son z ostrzejsztm, mocnijeszym brzmieniem" - ależ ta płyta ma ostre i mocne brzmienie, mimo dość stonowanego brzmienia gitar. Wrażenie "kopa", jakie się czuje przy DoD... ów "kop" na DoD trwa przez całą płytę, z wyjątkiem intra do "No More Lies" i "DoD". Może jestem dziwny, ale dla mnie coś takiego jak "kop" jest bardziej istotne w odpowiednich dla tego momentach, jak np. mocniejsze uderzenie perkusji na końcu "Seventh Son". Na DoD nie znajdziesz takiego momentu, jak na stareńkim "TNOTB" i utworze "The Prisoner" - podczas solówki są niesamowite bębny. Wiecie jak by to brzmiało, gdyby płytę wyprodukowano tak, jak DoD? Albo bębny były by prawie niesłyszalne, "zasłonięte" pozostałymi dźwiękami, albo pojedyncze uderzenie perkusji na czas jego trwania, wyciszało by pozostałe instrumenty.
Jeszcze raz spójrzcie na dwa obrazki pod tym linkiem:
http://www.geocities.com/ukguitaristrin ... limit.html
Popatrzcie na "2MTM". Jest niby ciszej, ale czy płyta pozbawiona jest kopa? Dalej, zobaczcie jak zróżnicowany jest wykres dźwięku z tej płyty. Jest dużo takich "wyskoków", jak się przyjrzeć, to widać nieco głośniejszy dźwięk (fajne stwierdzenie - widać dźwięk
) podczas solówki.
A teraz spojrzenie na "Rainmaker". Czy jest tutaj miejsce dla głośniejszych momentów, jak podczas solo? Nie, gdyż wszystko jest przez cały czas na maksymalnym poziomie głośności (w dodatku przekracza dozwolony dla cyfrowego dźwięku poziom 0dB - o tym niżej). Czy widzicie jakieś "wyskoki" na wykresie? Nie, bo nie ma na nie miejsca. Stąd np. brak wysokich tonów oraz przytłumiona perkusja - co do tego nie ma chyba nikt wątpliwości, że bębny brzmią zbyt cicho i "brudno".
Słówko o 0dB.
Dźwięk, który nie przekracza tej wartości jest czysty, dynamiczny. Jeżeli dacie w takim programie jak CoolEdit/Adobe Audition "Amplify" i pogłośnicie dźwięk tak, aby przekroczył 0dB, będzie on najzwyczajniej w świecie... trzeszczał!
Dość wyraźnie trzaski z tego powodu słychać szczególnie na "Virtual XI" i "BNW" podczas niektórych solówek. Kiedyś myślałem, że moje kiepskie głośniczki nie wyrabiają. Teraz mam dużo lepszy sprzęt i... trzeszczy jak trzeszczało
Co więcej - zaistniał pewien paradoks. Im lepszy sprzęt audio, tym brzmienie płytek o produkcji podobnej do DoD jest gorsze
Nie jestem audiofilem, dużo mi do tego brakuje. Naprawdę, nie potrzeba być audiofilem, żeby stwierdzić, że z brzmieniem DoD jest coś nie tak.
Nie mam problemu ze ścianą dźwięku tworzoną przez trzy gitary. Gdyby tak dźwięk na DoD był o 3dB ciszej, było by już miodnie.
Dla znających język angielski polecam poszukanie informacji na temat tzw. "Loudness wars". Można znaleźć wypowiedzi audiofilów, a także zwykłych śmiertelników, obrazowe porównania itp.
edit - dodam króciutko
Czemu nagranie DoD jest tak głośne? Czy może mi to ktoś wytłumaczyć? Jeżeli chcę słuchać muzyki głośniej, to od tego mam "volume". Czy gdyby DoD zmasterować nieco ciszej, czy zniekształciło by to dźwięk, pozbawiło go "kopa", usunęło moc "Trzech Amigos"? To pytanie retoryczne 
edit 2 -
I tu właśnie sens moich rozważań
Po co nagrywać DoD tak głośno, skoro człowiek i tak praktycznie nie usłyszy różnicy, a samo brzmienie dużo na tym ucierpi 
"seventh son z ostrzejsztm, mocnijeszym brzmieniem" - ależ ta płyta ma ostre i mocne brzmienie, mimo dość stonowanego brzmienia gitar. Wrażenie "kopa", jakie się czuje przy DoD... ów "kop" na DoD trwa przez całą płytę, z wyjątkiem intra do "No More Lies" i "DoD". Może jestem dziwny, ale dla mnie coś takiego jak "kop" jest bardziej istotne w odpowiednich dla tego momentach, jak np. mocniejsze uderzenie perkusji na końcu "Seventh Son". Na DoD nie znajdziesz takiego momentu, jak na stareńkim "TNOTB" i utworze "The Prisoner" - podczas solówki są niesamowite bębny. Wiecie jak by to brzmiało, gdyby płytę wyprodukowano tak, jak DoD? Albo bębny były by prawie niesłyszalne, "zasłonięte" pozostałymi dźwiękami, albo pojedyncze uderzenie perkusji na czas jego trwania, wyciszało by pozostałe instrumenty.
Jeszcze raz spójrzcie na dwa obrazki pod tym linkiem:
http://www.geocities.com/ukguitaristrin ... limit.html
Popatrzcie na "2MTM". Jest niby ciszej, ale czy płyta pozbawiona jest kopa? Dalej, zobaczcie jak zróżnicowany jest wykres dźwięku z tej płyty. Jest dużo takich "wyskoków", jak się przyjrzeć, to widać nieco głośniejszy dźwięk (fajne stwierdzenie - widać dźwięk
A teraz spojrzenie na "Rainmaker". Czy jest tutaj miejsce dla głośniejszych momentów, jak podczas solo? Nie, gdyż wszystko jest przez cały czas na maksymalnym poziomie głośności (w dodatku przekracza dozwolony dla cyfrowego dźwięku poziom 0dB - o tym niżej). Czy widzicie jakieś "wyskoki" na wykresie? Nie, bo nie ma na nie miejsca. Stąd np. brak wysokich tonów oraz przytłumiona perkusja - co do tego nie ma chyba nikt wątpliwości, że bębny brzmią zbyt cicho i "brudno".
Słówko o 0dB.
Dźwięk, który nie przekracza tej wartości jest czysty, dynamiczny. Jeżeli dacie w takim programie jak CoolEdit/Adobe Audition "Amplify" i pogłośnicie dźwięk tak, aby przekroczył 0dB, będzie on najzwyczajniej w świecie... trzeszczał!
Dość wyraźnie trzaski z tego powodu słychać szczególnie na "Virtual XI" i "BNW" podczas niektórych solówek. Kiedyś myślałem, że moje kiepskie głośniczki nie wyrabiają. Teraz mam dużo lepszy sprzęt i... trzeszczy jak trzeszczało
Co więcej - zaistniał pewien paradoks. Im lepszy sprzęt audio, tym brzmienie płytek o produkcji podobnej do DoD jest gorsze
Nie jestem audiofilem, dużo mi do tego brakuje. Naprawdę, nie potrzeba być audiofilem, żeby stwierdzić, że z brzmieniem DoD jest coś nie tak.
Nie mam problemu ze ścianą dźwięku tworzoną przez trzy gitary. Gdyby tak dźwięk na DoD był o 3dB ciszej, było by już miodnie.
Dla znających język angielski polecam poszukanie informacji na temat tzw. "Loudness wars". Można znaleźć wypowiedzi audiofilów, a także zwykłych śmiertelników, obrazowe porównania itp.
edit - dodam króciutko
edit 2 -
...to zależy, czy posiadasz remaster TNOTB - modne ostatnio reedycje płyt poddawane są ponownemu masteringowi, który niestety sprowadza się tylko do pogłośnienia nagrania. Jednak TNOTB jak i BNW nie są nagrane aż TAK głośno (TNOTB i tak ciszej od BNW). Zwracam uwagę na to, że to są bardzo małe wartości i ucho może nie wychwycić różnicy w samej głośności, jednak mózg odbiera już to nieco inaczej. No i trzeszczysyzygy pisze:I co to znaczy głośniej? Przecież DoD nie jest zbyt wiele głośniej nagrany od Brava, czy TNOTB...
I tu właśnie sens moich rozważań
You must gather your party before venturing forth.
Re: Brzmienie płytek Maiden
No mam te remastery wydane w 98 roku.soulburner pisze:...to zależy, czy posiadasz remaster TNOTB - modne ostatnio reedycje płyt poddawane są ponownemu masteringowi, który niestety sprowadza się tylko do pogłośnienia nagrania.
heheh a ja myślałem, że to wina pirackich mp3. Ale nie bo mam już oryginał Brava i jest to samo... faktycznie to nie jest zbyt fajne....ale na DoD już nie ma takich numerów...soulburner pisze:Dość wyraźnie trzaski z tego powodu słychać szczególnie na "Virtual XI" i "BNW" podczas niektórych solówek. Kiedyś myślałem, że moje kiepskie głośniczki nie wyrabiają. Teraz mam dużo lepszy sprzęt i... trzeszczy jak trzeszczało
A co powiesz o brzmieniu Chemical Wedding Bruca Dickinsona?
Re: Brzmienie płytek Maiden
Ja się nie będę rozdwajał na temat tego czy brzmienie ma odpowiednią dynamikę(ale od technicznej strony), bo się na tym nie znam, a brzmienie albo mi odpowiada, albo nie.... A brzmienie "Dance Of Death" bardzo mi odpowiada, a to że płyta jest nagrana bardzo głośno w ogóle mi nie przeszkadza... I nie obrażę się jeżeli następna płyta będzie podobna pod tym względem, aczkolwiek wydaje mi się , że po 2-óch płytach z dość podobnym brzmieniem kolejna będzie chyba nieco inna...
A brzmienie "Seventh Son Of A Seventh Son" ma zostać takie jakie jest, bo jest idealne....
A brzmienie "Seventh Son Of A Seventh Son" ma zostać takie jakie jest, bo jest idealne....
- soulburner
- -#Invader

- Posty: 208
- Rejestracja: czw kwie 17, 2003 3:13 pm
- Skąd: Tomaszów Mazowiecki
Re: Brzmienie płytek Maiden
Chemical Wedding ma brzmienie całkiem w porządku 
Płyta również zmasterowana z uznaniem obowiązujących trendów głośności, jednak nie aż tak
Dzięki temu nie zdarza się, aby fala dźwiękowa była tak spłaszczona, jak to się często zdarza na płytach Maiden od czasu "Virtual XI":

ps - momentami Chemical Wedding ma nieco zbyt przytłumione brzmienie, głównie w "Machine Men". Ale słuchanie go nie męczy. DoD męczy ze wzgędu na powyższy obrazek
Płyta również zmasterowana z uznaniem obowiązujących trendów głośności, jednak nie aż tak

ps - momentami Chemical Wedding ma nieco zbyt przytłumione brzmienie, głównie w "Machine Men". Ale słuchanie go nie męczy. DoD męczy ze wzgędu na powyższy obrazek
Ostatnio zmieniony pn sty 09, 2006 5:34 pm przez soulburner, łącznie zmieniany 1 raz.
You must gather your party before venturing forth.
Re: Brzmienie płytek Maiden
Dla mnie brzmienei tej płytki jest wyśmienitesoulburner pisze:Chemical Wedding ma brzmienie całkiem w porządku
A ten wykresik to a propos czego?
- soulburner
- -#Invader

- Posty: 208
- Rejestracja: czw kwie 17, 2003 3:13 pm
- Skąd: Tomaszów Mazowiecki
Re: Brzmienie płytek Maiden
Wykresik przedstawia falę dźwiękową. Normalnie powinno to wyglądać tak:

(wykresik z "The Tower")
Wykresik w poprzednim poście przedstawia fragment dźwięku z "The Clansman" podczas "Freeeedooooom", o którym wspominałem wcześniej.
Górna część wykresu w poprzednim poście jest spłaszczona, bo nie ma się już gdzie zmieścić, a w cyfrowym dźwięku 44kHz/16bit więcej się upakować nie da

(wykresik z "The Tower")
Wykresik w poprzednim poście przedstawia fragment dźwięku z "The Clansman" podczas "Freeeedooooom", o którym wspominałem wcześniej.
Górna część wykresu w poprzednim poście jest spłaszczona, bo nie ma się już gdzie zmieścić, a w cyfrowym dźwięku 44kHz/16bit więcej się upakować nie da
You must gather your party before venturing forth.

