Ja też! :beer To przejście z futurystycznego spowolnienia do galopatkowej orgii... Mniam...arcos89 pisze:wymiękam, przy takich utworach jak " Caught Somewhere In Time"
Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Ja również i mi z tym dobrzeBorys1978 pisze:oszalałem
Dla mnie to jeden z najlepszych kawałków Ironów. Jest praktycznie perfekcyjny! Genialne zwrotki, refreny, solówka, outro, melodia, klimat. To, że ci się nie podoba to nie znaczy, że to słaby kawałekMatek pisze:mam pojęcia co Ty widzisz w sea of madnessowszem jest dobry ale nic nadzwyczajnego. a w porównaniu do innych maidenowych rockerów jest wręcz słaby.
A czyli jednak ocenianie tras w twoim przypadku odnosi się też do lubienia albumuobserwator pisze:mi się ten album akurat średnio podoba, co prawda ma fajne brzmienie (takie "pogłosowe), podoba mi się to, że wplatają się tu w całość syntezatory, był to bardzo dobry zabieg, z pewnością album na tym zyskał, ale wdłg. mnie całościowo płyta nie prezentuje czegoś specjalnego
mnie kompozycje na tym albumie nie porywały już jak te starsze i nie zapadły mi w pamięć jak wałki z poprzednich albumów
nie uwarzam tej płyty za najrówniejszą, dla mnie jest przeciętna i nie równa
oceny poszczególnych utworów:
*caught somewhere in time 8/10
*wasted years 10/10
*sea of madness 7,5/10
*heaven can wait 8,5/10
*the loneliness of the long distance runner 4/10
*stranger in a strange land 9,5/10
*de ja vu 7,5/10
*alexander the great 3/10
Co do SIT to napiszę o tym później (za dużo by wymieniać). Powiem tylko, że dla mnie płyta jest genialna (tak jak dla wielu BNW). Klimat jest tak ogromny, że kiedy słucham tej płyty czuję się jakbym był w innym miejscu, w jakiejś odległej galaktyce. Ja zawsze uwielbiałem dobre melodie, dlatego też uwielbiam tą płytę, no i solówki są genialne. Nie ma chyba słabej solówki na tym albumie. Są minimum świetne dla mnie.
Dla mnie ta płyta jak i trasa SOT to szczyt formy Ironów.
Jeżeli nie wczujecie się w klimat płyty lub nie lubicie starego sci-fi to ta płyta może wam nie podejść. Maniakom Gwiezdnych Wojen powinna się spodobać (a przynajmniej okładka)
Nomad - na AMOLAD jest tylko jeden pojedynek gitarowy, na FTGGOG. Reszta to powrót do starego stylu! Widzę, że niektórzy mają metodę łączenia stereotypów (lub złych informacji) ze swoją opinią dotyczącą płyty.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Dla mnie Somewhere in time zawsze był i będzie najlepszą płytą Maiden. Jak Nomad wcześniej wspomniał jest najbardziej klimatyczna, no i inna od poprzednich maidenowych albumów. Ten eksperyment jak najbardziej im się udał. A moje najlepsze kawałki to: Sea of madness, Wasted years i Alexander the great. 
-
Filik10
- -#Clairvoyant

- Posty: 1237
- Rejestracja: ndz mar 19, 2006 7:54 pm
- Skąd: Z wykluwalni fanów Iron Maiden
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Przypomniałem sobie, że nie napisałem tu o jednej ważnej rzeczy. SIT to (jak dla mnie) najlepsza płyta pod względem wokalnym. Bruce śpiewa naprawdę fantastycznie i miażdżąco. Na trasie tak różowo nie zawsze było, ale na płytce maxymlany geniusz 
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Dla mnie to najlepszy album Iron Maiden, moim zdaniem bez słabych punktów. Klimatyczna jazda na całego, no i utwór, który najbardziej ze wszystkich poprawia mi humor i dodaje sił - 'Wasted Years'. 'Somewhere In Time' to piękne melodie, wspaniałe solówki, wszystko to, czego oczekuje się po artyście takim jak Iron Maiden.
- soulburner
- -#Invader

- Posty: 208
- Rejestracja: czw kwie 17, 2003 3:13 pm
- Skąd: Tomaszów Mazowiecki
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Zaiste, jest to fantastyczna płyta i jest moją najulubieńszą 
Brzmienie jest po prostu genialne, najbardziej podobają mi się gitary, które zostały potraktowane gitarowymi syntezatorami. Klawisze także przyczyniają się do pogłębienia klimatu
Jest to także najbardziej progresywny album przed "The X Factor". Dużo długich kompozycji, może nie są jakoś mocno złożone, ale jednak czuć progresję (nie wchodźmy w dyskusje czym jest progresywny rock/metal
).
Lubię tą płytę także dlatego, że kiedyś posiadałem piracką kasetę (zakupiona w okolicach 1992 roku), na której... Utwór "Caught Somewhere..." się stopniowo pogłaśniał (fade-in), "Heaven Can Wait" wyciszał się zaraz po pierwszej solówce, tak samo... "Alexander the Great"! Kawałki trwałyu ok. 4 minut, a dobrze wiemy, że są dwa razy dłuższe
Kiedy zakupiłem oryginał, po prostu rozpłynąłem się - słuchając części instrumentalnej w Aleksandrze za każdym razem mam ciarki na plecach!
Mimo braku wkładu artystycznego Bruce'a (ciekawe, jakie były w rzeczywistości jego kompozycje, które zostały odrzucone - może coś w klimatach ballad z solowych płyt?), jego głos brzmi tu chyba najlepiej ze wszystkich płyt.
Była to także druga płyta, po "Killers", którą wysłuchałem w pierwszej kolejności w ramach "nawracania" się na porządną muzykę
Początkowo nie znosiłem, jak brat puszczał Maiden, dopóki sam z własnej i nieprzymuszonej woli (do dziś zastanawiam się, dlaczego to w ogóle włączyłem?
) nie wysłuchałem
Również w tamtym okresie (ile ja miałem lat? 8?
) nie zdawałem sobie sprawy z tego, że na Killers był inny wokalista 
Ha! A brat kiedyś kupił kasetę wideo z koncertem Iron Maiden i był tam... Paul DiAnno. Nie wyglądał jak Dickinson, więc brat kasetę zwrócił
Ciekawi mnie, co to mógł być za koncert?
Sorki, za off-topic pod koniec
Brzmienie jest po prostu genialne, najbardziej podobają mi się gitary, które zostały potraktowane gitarowymi syntezatorami. Klawisze także przyczyniają się do pogłębienia klimatu
Jest to także najbardziej progresywny album przed "The X Factor". Dużo długich kompozycji, może nie są jakoś mocno złożone, ale jednak czuć progresję (nie wchodźmy w dyskusje czym jest progresywny rock/metal
Lubię tą płytę także dlatego, że kiedyś posiadałem piracką kasetę (zakupiona w okolicach 1992 roku), na której... Utwór "Caught Somewhere..." się stopniowo pogłaśniał (fade-in), "Heaven Can Wait" wyciszał się zaraz po pierwszej solówce, tak samo... "Alexander the Great"! Kawałki trwałyu ok. 4 minut, a dobrze wiemy, że są dwa razy dłuższe
Kiedy zakupiłem oryginał, po prostu rozpłynąłem się - słuchając części instrumentalnej w Aleksandrze za każdym razem mam ciarki na plecach!
Mimo braku wkładu artystycznego Bruce'a (ciekawe, jakie były w rzeczywistości jego kompozycje, które zostały odrzucone - może coś w klimatach ballad z solowych płyt?), jego głos brzmi tu chyba najlepiej ze wszystkich płyt.
Była to także druga płyta, po "Killers", którą wysłuchałem w pierwszej kolejności w ramach "nawracania" się na porządną muzykę
Ha! A brat kiedyś kupił kasetę wideo z koncertem Iron Maiden i był tam... Paul DiAnno. Nie wyglądał jak Dickinson, więc brat kasetę zwrócił
Sorki, za off-topic pod koniec
You must gather your party before venturing forth.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
pewnie Live At Rainbowsoulburner pisze:Ha! A brat kiedyś kupił kasetę wideo z koncertem Iron Maiden i był tam... Paul DiAnno. Nie wyglądał jak Dickinson, więc brat kasetę zwróciłCiekawi mnie, co to mógł być za koncert?
7.8.08 - Somewhere Back In Time
10.6.11 - The Final Frontier Tour
4.7.13 - Maiden England
24.6.14 - Maiden England
3.7.16 - The Book Of Souls Tour
23.11.16 - British Lion
27.7.18 - Legacy Of The Beast
5.3.20 - Bruce Dickinson Global Expo
23.7.22 - British Lion
24.7.22 - Legacy Of The Beast
13.6.23 - The Future Past Tour
2.8.25 - Run For Your Lives
10.6.11 - The Final Frontier Tour
4.7.13 - Maiden England
24.6.14 - Maiden England
3.7.16 - The Book Of Souls Tour
23.11.16 - British Lion
27.7.18 - Legacy Of The Beast
5.3.20 - Bruce Dickinson Global Expo
23.7.22 - British Lion
24.7.22 - Legacy Of The Beast
13.6.23 - The Future Past Tour
2.8.25 - Run For Your Lives
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Jeden z najlepszych albumów Iron Maiden. Bruce w znakomitej formie, dużo miażdżących solówek. No i oczywiście wspaniały Wasted Years. Kiedy mam doła to sobie go włączam i jakoś świat staje się piękniejszy 
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
tak. tyle że okładka jak i cała płyta była inspirowana filmem Ridleya Scott'a, Blade Runner. cały zespół siedzi na lub w samochodzie inspektora Deckard'a. intro jakim zaczynał się koncert to scieżka dżwiękowa z tego filmu, autorstwa Vangelisa (końcowy fragment muzyki z filmu gdy Rick opowiada co było dalej z nim i Rachael) a Eddi i jego gadżety sa żywcem wzięte z tego własnie dzieła filmowego. nie wiem czy fanom Star Wars podchodzi ten film bo jest bardziej psychologiczny a nie jak gwiezdnowojenna nawalanka na miecze zrobione z neonówkiBartSmith pisze: Jeżeli nie wczujecie się w klimat płyty lub nie lubicie starego sci-fi to ta płyta może wam nie podejść. Maniakom Gwiezdnych Wojen powinna się spodobać (a przynajmniej okładka
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Dobra, ale fanom sci-fi z lat 80tych powinno się spodobaćadam IM pisze:tak. tyle że okładka jak i cała płyta była inspirowana filmem Ridleya Scott'a, Blade Runner. cały zespół siedzi na lub w samochodzie inspektora Deckard'a. intro jakim zaczynał się koncert to scieżka dżwiękowa z tego filmu, autorstwa Vangelisa (końcowy fragment muzyki z filmu gdy Rick opowiada co było dalej z nim i Rachael) a Eddi i jego gadżety sa żywcem wzięte z tego własnie dzieła filmowego. nie wiem czy fanom Star Wars podchodzi ten film bo jest bardziej psychologiczny a nie jak gwiezdnowojenna nawalanka na miecze zrobione z neonówki![]()
![]()
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Jak sie słucha tej płyty,to sie tęskni za tym masteringiem....na tej płycie,to praktycznie nie ma dźwięku zbędnego, dopracowana jest aż do przesady, a poza tym jest energia, moc, to jest Radosny Heavy-Metal!, zawsze jak słucham Caught Somewhere in Time,Wasted Years czy inny utwór,to czuje na plecach oddech lat '80,tutaj nie ma niepokoju, mroku,cięzaru gitar, czy zagubienia w głosie Bruce'a ,jest za to moc, takie parcie do przodu,szaleńcze sola gitarowe, wysokie zaśpiewy Bruce'a, wspaniałe melodie..wszystko czym jest heavy-metal
.
- soulburner
- -#Invader

- Posty: 208
- Rejestracja: czw kwie 17, 2003 3:13 pm
- Skąd: Tomaszów Mazowiecki
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Nomad - dokładnie, produkcja jest piękna i aż straszne jest, że w latach 80ych mieliśmy lepszą jakość dźwięku niż dzisiaj, w XXI wieku
Można mówić o cyfrowej metodzie nagrywania dźwięku, że jest gorsza od analogowej - to w pewnym stopniu prawda, ale nie w aż takim 
You must gather your party before venturing forth.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Bo teraz dużo zespołów używa mocnego przesteru co jest dla mnie minusem. Owszem, brzmi to nieźle, ale w porównaniu do lat 80tych wypada dość słabo. Poprostu zmieniła się moda na taki mroczny, ciężki i bardziej hardcore'owy styl. Także dużo gitarzystów ułatwia sobie życie tymi efektami - nie są zbyt dobrzy w graniu więc maskują się efektami. Jedną z rzeczy dlaczego uwielbiam lata 80te jest właśnie brzmienie efektów gitarowych (nie tylko Iron Maiden).
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
To co piszesz Bart w poście na górze,to oczywiście święte słowa, w latach '80 efekty brzmieniowe stosowane u gitarzystów,były poprostu niesamowite, i to nie tylko gitarzyści Maiden,ale np.tez Vivian Campbell , gitarzysta Dio też niesamowite rzeczy grał, gitarzyści Priest wiadomo,Wolf Hoffman z Accept, sporo zespołów z nurtu Hair-Metalu, hard-rocka..a zasługa tej rewolucji Eddiego Van Halena, i debiutu Van Halen gdzie wogóle zrewolucjonizował styl gry na gitarze.
A co do płyty, to cudo, cudo ogromne, jedna z dwóch płyty Maiden ,której sie słucha jak jednego dużego utworu,podzielonego na części, oczywiście obok Seventh Sona. Świetny był ten okres 1986-1988 ,może koncerty były zbyt wyreżyserowane i to mogło niektórym sie nie podobać(słyszałem takie zarzuty) ,ale muzycznie było znakomicie, i pomyśleć że to w zespole były utarczki, a Bruce nigdy nie wymienia tych płyt jako ulubionych ,mimo że śpiewał tu tak rewelacyjnie, choć i tak "człowiekiem płyty" jeśli chodzi o SiT jest niewątpliwie Adrian Smith.
A co do płyty, to cudo, cudo ogromne, jedna z dwóch płyty Maiden ,której sie słucha jak jednego dużego utworu,podzielonego na części, oczywiście obok Seventh Sona. Świetny był ten okres 1986-1988 ,może koncerty były zbyt wyreżyserowane i to mogło niektórym sie nie podobać(słyszałem takie zarzuty) ,ale muzycznie było znakomicie, i pomyśleć że to w zespole były utarczki, a Bruce nigdy nie wymienia tych płyt jako ulubionych ,mimo że śpiewał tu tak rewelacyjnie, choć i tak "człowiekiem płyty" jeśli chodzi o SiT jest niewątpliwie Adrian Smith.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Dickinson się dobrym wokalem, to przyznam, zrewanżował za brak jakijkolwkiej kompozycji na tym albumie. podobno on miał skrejnie inną wizję tej płyty, chciał coś nawet i akustycznego? chyba tak to było. tak? może. ten wokal faktycznie mu wyszedł wtedy. jakbym miał jakiejś płyty teraz sobie posłuchać Maidenów to tej.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Tak,dokładnie tak było dostał jak to sie mówi kopa ze swoimi pomysłami ,a potem tak świetnie zaśpiewał ..,albo chciał pokazać zespołowi że jest dobry,albo poprostu miał genialną forme.
A pomysły, to ponoć to co potem znalazło sie na Tatooed Millinaire, przynajmiej tak pisze w recenzji SiT na Sanktuarium...w RttH pisze poza tym ,że chciał zrobić coś ala Led Zeppelin III, coś niespotykanego, akustycznego,bo uważał żę Maiden w heavy-metalu zrobiło już wszystko i że to jest dobry moment że teraz będąc na szczycie mogą zagrać coś ambitniejszego, coś naprawde przełomowego, wtedy Steve postawił na heavy-metal .Teraz już cały zespół chyba nie chce go grać..nieważne zresztą, cieszyć sie trzeba że w 1986 zagrali taką płyte jaką zagrali ,choć nie kazdy aż tak bardzo lubi tą płyte.
A pomysły, to ponoć to co potem znalazło sie na Tatooed Millinaire, przynajmiej tak pisze w recenzji SiT na Sanktuarium...w RttH pisze poza tym ,że chciał zrobić coś ala Led Zeppelin III, coś niespotykanego, akustycznego,bo uważał żę Maiden w heavy-metalu zrobiło już wszystko i że to jest dobry moment że teraz będąc na szczycie mogą zagrać coś ambitniejszego, coś naprawde przełomowego, wtedy Steve postawił na heavy-metal .Teraz już cały zespół chyba nie chce go grać..nieważne zresztą, cieszyć sie trzeba że w 1986 zagrali taką płyte jaką zagrali ,choć nie kazdy aż tak bardzo lubi tą płyte.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Niestety powiem co słyszę na bootlegach i dam Wam na głowy kubełek wody. Zimnej. Uważam, że Dickinson w studiu wypadł nieźle ale generalnie to mocno pierdzioli na Somewhere On Tour. Posłuchawszy paru bootlegów z tej trasy stwierdzam, że gościa często zatyka podczas śpiewu, tak więc z tą genialną formą bym nie przesadzał. Tłumaczenie, że koncert metalowy to bieganie po scenie itd. .... to pieprzenie od rzeczy. Górniakowa też jest bardzo aktywna na koncertach a śpiewa bezbłędnie. Wiem, bo byłem na kilku koncertach.
Ostatnio zmieniony ndz paź 15, 2006 10:17 pm przez Joker, łącznie zmieniany 1 raz.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Właśnie dlatego ja nie słucham bootlegów,hehe.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Jednym słowem wolisz żyć w ułudzie, mieć zniekształcony obraz rzeczywistości i na podstawie niego pisać swoje rozemocjonowane posty. hehe...Nomad pisze:Właśnie dlatego ja nie słucham bootlegów,hehe.
Współczuję...choć czasem(nie za często jednak) stać Cię na trzeźwy osąd.
Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...
Ja mam niestety ledwo dwa zapisy, ale ten z Bristol jest naprawde świetny. Ciekaw też jestem jak wypadli w Polsce.
A płytka jest świetna, od początku do końca słucham z prawdziwą przyjemnością i często do niej wracam. Prawdziwa podróż w czasie. I radość grania jest wręcz namacalna. Wielki popis H i Harrisa.
A płytka jest świetna, od początku do końca słucham z prawdziwą przyjemnością i często do niej wracam. Prawdziwa podróż w czasie. I radość grania jest wręcz namacalna. Wielki popis H i Harrisa.

