Running free. Obrazek 4

Tu dyskutujemy tylko o Iron Maiden

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

CubeX
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 275
Rejestracja: ndz lut 08, 2004 1:44 pm
Skąd: już nie Częstochowa

Running free. Obrazek 4

Post autor: CubeX »

Dzień moich szesnastych urodzin. Bez tortu i prezentów, bez urodzinowych życzeń. Zapamiętam go jednak na długo. Był wyjątkowy, nawet jak na moje - trzeba przyznać - dość barwne życie. Leżę na pryczy w małym pomieszczeniu z kratą w oknie i żelaznymi, zamkniętymi na sztabę drzwiami. Gapię się w sufit, uśmiecham do siebie i delektuję wspomnieniami minionych godzin. To była jazda. Lada chwila przyjedzie po mnie matka z tym swoim porąbanym fagasem i zabiorą mnie do tego miejsca, które nazywają domem. Potem czeka mnie pewnie „męska rozmowa”, jak on to nazywa. Nie będzie już tak przyjemnie. Ale było warto, przez te parę godzin czułem się naprawdę wyjątkowo. Czułem się cholernie wolny.

Nawet nie wiem, o co chodziło mu tym razem. To nie ma zresztą żadnego znaczenia. On zawsze znajduje powód, żeby się mnie czepiać. Siedząc w kuchni nad talerzem zupy, słyszałem jak klnie pod nosem, szamocząc się w korytarzu ze zdejmowanym płaszczem po powrocie „z pracy”. Nigdy go o nią nie spytałem, nie obchodzi mnie to. Nie obchodzi mnie całe jego cholerne życie i chciałbym, aby on nie mieszał się do mojego. Chciałbym, żeby nigdy nie pojawił się w życiu mojej matki, a przez to i moim. Nienawidzę go.

Nie liczyłem na to, że będzie pamiętał o moich urodzinach, tak naprawdę miałem to w nosie. Chciałem tylko dokończyć w spokoju zupę, a potem zamknąć się w swoim pokoju. Nie zdążyłem. Ledwie stanął w progu kuchni, wiedziałem, że coś wisi w powietrzu. Potem była jakaś bzdurna wymiana zdań . Krótka, ale za to coraz głośniejsza. Wszystko nabierało tempa, jak śnieżna kula tocząca się z lawiną. Kiedy przyskoczył do mnie, podnosząc rękę, machinalnie pchnąłem w jego stronę talerz z zupą. Zdążyłem tylko rzucić okiem na jego głupi wyraz twarzy, kiedy zaskoczony oglądał swoje poplamione gacie. Wybiegłem do przedpokoju. Przypadkowo zwróciłem uwagę na wiszące na wbitym w ścianę gwoździu, kluczyki. Złapałem je odruchowo i wybiegłem na zewnątrz zatrzaskując za sobą drzwi z głośnym hukiem.

Furgonetka stała tam gdzie zwykle. Częściowo na ulicy, częściowo na chodniku, jak zwykle też pod dziwnym kątem, prawie w poprzek linii wyznaczających miejsca do parkowania. To jego oczko w głowie, choć czasem wydaje mi się, że on boi się do niej wsiadać, kiedy jest trzeźwy. Rzadko też pozwala mnie siadać za kółko. Wpakowałem kluczyk do stacyjki, a kiedy silnik zaterkotał, zaryczałem jak dzikus. Znów stanęła mi przed oczami jego postać w upapranych gaciach i z rozdziawioną gębą. Wziąłem głęboki wdech i z piskiem opon ruszyłem. Nawet nie spojrzałem we wsteczne lusterko, ale pewnie i tak za mną nie wybiegł w tych brudnych gaciach.

Zapewne gdybym miał więcej kasy w kieszeniach, nastawiłbym się na jakiś konkretny balet. Niestety, drobne które miałem przy sobie, wystarczały zaledwie na jeden symboliczny drink. Postanowiłem go wypić w klubie na drugim końcu miasta. Parę krzyżówek przejechałem na czerwonym świetle, przy akompaniamencie klaksonów i pisku opon – to lubię.

Wczesnym popołudniem bary w naszym miasteczku świecą pustkami. I dziś tłoku nie było. Nic więc dziwnego, że od razu wpadła mi w oko panienka siedząca z koleżanką przy ladzie. Od progu knajpy ruszyłem w jej stronę. Postanowiłem pojechać na całość – zaproponowałem, żebyśmy mojego urodzinowego drinka wypili na pół. Dziewczyna czuła bluesa. Nie odmówiła. Nie odmówiła też, kiedy machnąłem jej kluczykami przed nosem i zaproponowałem przejażdżkę. To wszystko trwało tak szybko, jak sikanie jej faceta w knajpianej ubikacji. Kiedy wyszedł zasuwając jeszcze rozporek, my właśnie wstawaliśmy z wysokich stołków od baru. Gość krzyknął coś do grających w bilard kolesi, a ja złapałem dziewczynę za rękę i wybiegliśmy do furgonetki. Chwilę później znów w pośpiechu odpalałem silnik, znów ruszyłem z piskiem, ale tym razem spojrzałem w lusterko i zobaczyłem goniących mnie. Wygrażali bezsilnie pięściami w moją stronę. Spojrzałem na dziewczynę. Miała wypieki na twarzy i szybko oddychała. Na pewno w wyniku krótkiego biegu, miałem też jednak nadzieję – że po trosze także z podniecenia. Ja w każdym razie byłem podkręcony na maksa. Czułem się zarąbiście. Nie liczyło się naprawdę nic, byłem wolny, jak mało kiedy.

Zanim pojawił się radiowóz, spędziłem z tą małą prawie godzinę w furgonetce mojego pochrzanionego ojczyma, zaparkowanej przy moście na przedmieściu. To, co zaoferowała mi zamiast prezentu, było najlepszą rzeczą, jaka spotkała mnie od bardzo dawna. Nie miałem przy sobie żadnych papierów, dlatego gliniarze zakończyli dość nieoczekiwanie moją urodzinową eskapadę, ale to nieważne. Nieważne też, co ten palant zrobi mi w domu. Wiem, że kiedyś od tego wszystkiego ucieknę. Bo bez względu na wszystko, jestem wolny.
Awatar użytkownika
Abstract
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4423
Rejestracja: pt cze 03, 2005 10:16 am
Skąd: Sosnowiec

Re: Running free. Obrazek 4

Post autor: Abstract »

Nooo gratuluję. Aż sobbie przypomniałem poprzednie części. Gratuluję pomysłowości.
ODPOWIEDZ