Na czym się skończyło Iron Maiden?
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Oczy mnie bolą od tych waszych herezji:d
Słuchajcie:
-po przesłuchaniu tej płyty nie słuchałem niczego poza ironami, przez ponad rok, a fanatykiem, jak ktoś mnie określił, jestem do dziś,
-na tą płytę nawróciłem trzy zbłądzone dusze na jedyną słuszną muzykę,
-poderwałem na nią dziewczynę!
Trzeba przyznać, że po powrocie Bruce'a zespół nie jest tym samym czym był w osiemdziesiątych...wtedy każda płyta zawierała kilkanaście arcydzieł...a amolad jest jednym wielkim arcydziełem:)
Słuchajcie:
-po przesłuchaniu tej płyty nie słuchałem niczego poza ironami, przez ponad rok, a fanatykiem, jak ktoś mnie określił, jestem do dziś,
-na tą płytę nawróciłem trzy zbłądzone dusze na jedyną słuszną muzykę,
-poderwałem na nią dziewczynę!
Trzeba przyznać, że po powrocie Bruce'a zespół nie jest tym samym czym był w osiemdziesiątych...wtedy każda płyta zawierała kilkanaście arcydzieł...a amolad jest jednym wielkim arcydziełem:)
- panzerschreck
- -#Lord of the flies

- Posty: 3329
- Rejestracja: pn gru 24, 2007 12:22 am
- Skąd: Gło/Wro
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Czyli dokładnie jak myślałem- złe sentymenty.
Nicotine-Valium-Vicodine-Marijuana-Ecstasy and Alcohol
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Nie ma złych sentymentów.
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Jeżeli spojrzeć na AMOLAD w kategorii nędzy artystycznej, braku pomysłu na utwory to faktycznie jest to dzieło wielkie i wybitne.
- panzerschreck
- -#Lord of the flies

- Posty: 3329
- Rejestracja: pn gru 24, 2007 12:22 am
- Skąd: Gło/Wro
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Oczywiście, że są, ja mam na przykład zły sentyment do Virtual XI, który jest płytą beznadziejną ale ją lubięStokrotka pisze:Nie ma złych sentymentów.
Nicotine-Valium-Vicodine-Marijuana-Ecstasy and Alcohol
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Chyba już za stary jestem na takie dyskusjettomasz pisze:-na tą płytę nawróciłem trzy zbłądzone dusze na jedyną słuszną muzykę
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
O ile jeszcze DoD był całkiem znośny, to AMOLAD zwyczajnie nie cierpię. Mimski ładnie opisał jak to wygląda z perspektywy osoby która się zajmuje muzyką, ja o tych sprawach pojęcia nie mam ale zwyczajnie słyszę że na tej płycie wszystko jest grane na siłę i nie tak jak powinno. Bardzo mnie męczy brzmienie głosu Bruce'a na tej płycie, wiem że chop nie ma już 20 lat ale mogli go chociaż spróbować podrasować w studiu
co do progresywności to najbliżej Ironom do niej było na X-Factorze, wtedy trochę eksperymentowali (oczywiście jak na swoje warunki
) i widać w tym było jakiś sens bo grali to co chcieli nie patrząc na gusta, natomiast teraz pod szyldem progresywności starają się schlebiać gustom słuchaczy i wychodzi klapa, bo nie ma w tym pomysłu ani serca. Dodatkowo dobija mnie wstawianie jakichś smyczków, klawiszy i innych pierdół - kiedyś nie było tych cukierków, za to było tzw. "pierdolnięcie" i za to sądzę że wszyscy mamy do nich sentyment (dobry) 
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Nie wiem...Przeczytajcie recenzję na stronie głównej, ja się z nią zgadzam w 100%, oprócz different world.
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Ta recenzja jak dobrze pamiętam była pisana jeszcze przed premierą także Wicker pewnie nie zdążył się dobrze wsłuchać
. Ktoś tu pisał, że solówki miażdżą... tak z ciekawości spytam, które solo Dave'a konkretnie ?
Bruce mógłby sobie już odpuścić to swoje wycie.
Rok wcześniej na ToS wokał był zajebisty także to nie kwestia wiekukobi pisze:Bardzo mnie męczy brzmienie głosu Bruce'a na tej płycie, wiem że chop nie ma już 20 lat ale mogli go chociaż spróbować podrasować w studiu
Przysługa, jaką pieniądz daje społeczeństwu, jest niezależna od jego ilości.
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Dziś wrzuciłem sobie AMOLAD na mp3 playera, by się przysłuchać tej płycie po raz 30, być moze się przekonam... ale nie trafia ten album do mnie kompletnie. Wszystko jest nie tak, jak być powinno. Posklejali różne motywy, które im fajnie wyszły i zrobili z tego utwory. Nie tak się robi dobrą muzykę.
http://www.youtube.com/watch?v=Ox0S0A3qt4U
Od 4:03 do 5:54... przecież to się w ogóle kupy nie trzyma. O ile do tego fragmentu jest całkiem ok, o tyle od tego momentu sami nie wiedzieli co zrobić, by utwór miał ponad 5 minut, więc wrzucili coś takiego. Pasuje to jak pięść do oka. Albo Benjamin... super kawałek od drugiej minuty, te intro jest kompletną stratą czasu i nic nie wnosi do utworu. Jest takie pro forma.
Ostatnio fascynuje się muzyką Lamb Of God. Oni jakoś nie muszą robić intra i outra na akustyku, nie muszą utwory trwać 9 minut, a dzieje się w nich dużo, dużo więcej niż w tych 9 minutach Brighter'a ,albo Greater Good Of God.
http://www.youtube.com/watch?v=Qj1ar0Ma_kA
Najlepsze jest to, że sami o sobie mówią iż grają New Wave Of American Heavy Metal. Nie zarzekają się, że graja progresywną muzykę. Grają heavy metal, tylko ten ich heavy metal jest znacznie bardziej urozmaicony i pokombinowany niż "progresywny" AMOLAD.
http://www.youtube.com/watch?v=Ox0S0A3qt4U
Od 4:03 do 5:54... przecież to się w ogóle kupy nie trzyma. O ile do tego fragmentu jest całkiem ok, o tyle od tego momentu sami nie wiedzieli co zrobić, by utwór miał ponad 5 minut, więc wrzucili coś takiego. Pasuje to jak pięść do oka. Albo Benjamin... super kawałek od drugiej minuty, te intro jest kompletną stratą czasu i nic nie wnosi do utworu. Jest takie pro forma.
Ostatnio fascynuje się muzyką Lamb Of God. Oni jakoś nie muszą robić intra i outra na akustyku, nie muszą utwory trwać 9 minut, a dzieje się w nich dużo, dużo więcej niż w tych 9 minutach Brighter'a ,albo Greater Good Of God.
http://www.youtube.com/watch?v=Qj1ar0Ma_kA
Najlepsze jest to, że sami o sobie mówią iż grają New Wave Of American Heavy Metal. Nie zarzekają się, że graja progresywną muzykę. Grają heavy metal, tylko ten ich heavy metal jest znacznie bardziej urozmaicony i pokombinowany niż "progresywny" AMOLAD.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Pan jest milosierny, wybaczy Wam to

Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Ale nie przesadzajmy, ok?
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
- Mr.Hankey
- -#Lord of the flies

- Posty: 3001
- Rejestracja: śr mar 08, 2006 8:13 pm
- Skąd: Hoooowdy Hoooow
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
mimski zapodaj coś progresywnego żeby się tego dało słuchać
Bo o ile sama muzyka w tym co dałeś faktycznie jest ciekawa, to jednak darcie ryja powoduje, że nie wytrzymuje dłużej niż 30 sekund...
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
trudno mi pierdolniecie LoG porownywac do IM
nie dajesz im fory, bo wrzuciles IMO jeden z najlepszych kawalkow LoG 
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Lamb Of God, z całym szacunkiem, to raczej zespół odtwórczy, więc do dyskusji o progresji to bym go za cholerę nie wrzucał 
Jak chcesz pierdolnięcia z progresją to zapodaj Intronauta, a nie jakieś Baranki Boże ;]
Jak chcesz pierdolnięcia z progresją to zapodaj Intronauta, a nie jakieś Baranki Boże ;]
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Niestety, ale za bardzo nie znam zespołów, w których nie byłoby darcia ryja.Mr.Hankey pisze:mimski zapodaj coś progresywnego żeby się tego dało słuchaćBo o ile sama muzyka w tym co dałeś faktycznie jest ciekawa, to jednak darcie ryja powoduje, że nie wytrzymuje dłużej niż 30 sekund...
Może to:
http://www.youtube.com/watch?v=bWEAYDGwcmo
Tylko, że to już z definicji jest zespół grający muzykę progresywną, więc tu już gorzej z odniesieniem do IM. LoG dałem, bo to świetny przykład urozmaiconego grania, które nie wymaga kompozycji 20 minutowych i sami siebie nie mienią zespołem progresywnym no i grają standardowo w metrum 4/4 w średnich tempach. Czyli tak jak Maiden.
S1-> ale tu nie chodzi o pierdolnięcie, tylko o samą strukturę utworu. Poziom skomplikowania riffów, zabawę akcentami. Co do kawałka, to faktycznie jeden z lepszych, ale weź na tapetę:
http://www.youtube.com/watch?v=QBUgYtRvvkQ
Tu motyw od 0:38 mnie po prostu niszczy. Cały czas jest kombinowanie, a to jakąś triolę wrzucą, a to jakiś przebieg po strunie e6, a to jakieś legato dla rozmaicenia.
Albo to:
http://www.youtube.com/watch?v=Jsa3Es36 ... re=related
Artur-> ale tu nie chodzi o pierdolnięcie. Bo gdyby o to chodziło i jak najbardziej skopane, to bym to wrzucił jako maksymalnie pomieszane:
http://www.youtube.com/watch?v=olFbOEFOHyc
albo Necrophagist:
http://www.youtube.com/watch?v=572kJDIED9g
Tu właśnie LoG nie jest kapelą która pretenduje do miana progreswynego grania, która nie robi kompozycji 20 minutowych itd. Jest prosto, ale ciekawie.
Ostatnio zmieniony sob mar 27, 2010 4:08 pm przez mimski, łącznie zmieniany 2 razy.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Spróbuję trochę pobronić AMOLADu 
Szczerze mówiąc na początku byłem skołowany po pierwszych kilku jej przesłuchaniach. W sumie nie, skołowany byłem jednak długo i jakoś nie potrafiłem do końca się w niej odnaleźć. Ktoś wyżej dobrze ujął odczucie podczas słuchania - jest duszno. Dopiero niedawno, kiedy przyjrzałem się znowu jej okładce, jako płyta (niekoniecznie jako twórczość, bo nie wiem czy był to celowy zabieg ze strony IM, czy tylko moje odczucie) zarobiła wielkiego plusa i w końcu mogłem spać spokojnie
Utwory są długie, w większości klocowate, ponure, melancholijne, brak w nich żywiołowości (nawet, jeśli słucham popularnego wcześniej galopu, to jest bez życia). Bruce skrzeczy przy swoich wrzaskach, głos jest brudny, postarzały. Wyrwane z kontekstu momenty, nagłe przejścia w galop i "niedopasowane" riffy (o których pisał mimski) dla mnie wydają się nadawać dramaturgii, chaosu. Jednocześnie wzbudza to we mnie jakieś napięcie i denerwuje. Jeszcze raz powtórzę, że może i panowie nie zrobili tego specjalnie, a w ich zamyśle wszystko jest ładnie i cacy, ale takie jest moje odczucie.
I to dla mnie główna zaleta AMOLADu, przypomina taki obraz cywilizacji po wojnie. Jest pusto, duszno, ranni, trupy zgliszcza, chaos. Ci którzy zostali przy życiu muszą teraz zapełnić, odbudować te puste miejsca, tylko nie mają czym i nie wiedzą jak. Człowiek słuchając chciałby, żeby słuchając miejscami było inaczej, ale po prostu się nie da. Wojna nie jest już taka słodka i skoczna jak w Trooperze. Nie jest też tak epicka jak w Paschendale. Jest taka... do dupy
Jak dla mnie strona merytoryczna jedna z lepszych do tej pory. Więcej przemyśleń, więcej codzienności.
Ciężko mi mówić o poszczególnych kawałkach tej kompozycji, bo AMOLAD dociera do mnie jako całość i zdaje się, taka też miała być. Utwory pojedyńczo są generalnie toporne, surowe, czasem zdają się być 'niezagospodarowane', ale to pozwala mi odbierać płytę w opisany sposób. Do Different World niestety nie mogę się wciąż przekonać (i moim zdaniem zbyt odbiega od reszty). Ouf Of the Shadows jest miły do posłuchania jako substytut Wasting Love. These Colours może być, Benjamin przynudza. o Lord of Light i FTGGOG i tak wszyscy cośtam mówią.
Brightera lubię bardzo jako całość. Wydaje się wyważony (oprócz tego nagłego galopu), sporo zmian. Intro ma bardzo pozytywne pierdolnięcie. Ktoś pisał o tej krzykliwej solówce - dla mnie to właśnie ten element niepokoju, tu raczej celowy
Pilgrim ma dobrze dopasowaną atmosferę do utworu. Użyta skala europejczyka pewnie niepokoi, wprowadzając w świat wschodu.
The Longest Day - miał być pewnie nowym Paschendalem. Dla mnie stracił wiele na refrenie, przez co niewyobrażalnie cierpię
Za to intro jest mistrzostwem, prawie czuć zapach oceanu i smród ropy. Podobnie zwrotki (szczególnie perkusja i stopa a'la uderzenia młota), szkoda, że nie ma ich więcej.
Legacy - intro miażdży. Generalnie zaletą płyty jest dopasowanie muzyki do słów, tu jest po prostu mega. Zimny, obłąkańczy wokal, akustyki i ich rytm na 3/4 jak do jakiegoś chorego tańca, przeplatany wstawkami z przesterem i organami, echo odbija się po pustej sali
Szczerze mówiąc na początku byłem skołowany po pierwszych kilku jej przesłuchaniach. W sumie nie, skołowany byłem jednak długo i jakoś nie potrafiłem do końca się w niej odnaleźć. Ktoś wyżej dobrze ujął odczucie podczas słuchania - jest duszno. Dopiero niedawno, kiedy przyjrzałem się znowu jej okładce, jako płyta (niekoniecznie jako twórczość, bo nie wiem czy był to celowy zabieg ze strony IM, czy tylko moje odczucie) zarobiła wielkiego plusa i w końcu mogłem spać spokojnie
I to dla mnie główna zaleta AMOLADu, przypomina taki obraz cywilizacji po wojnie. Jest pusto, duszno, ranni, trupy zgliszcza, chaos. Ci którzy zostali przy życiu muszą teraz zapełnić, odbudować te puste miejsca, tylko nie mają czym i nie wiedzą jak. Człowiek słuchając chciałby, żeby słuchając miejscami było inaczej, ale po prostu się nie da. Wojna nie jest już taka słodka i skoczna jak w Trooperze. Nie jest też tak epicka jak w Paschendale. Jest taka... do dupy
Ciężko mi mówić o poszczególnych kawałkach tej kompozycji, bo AMOLAD dociera do mnie jako całość i zdaje się, taka też miała być. Utwory pojedyńczo są generalnie toporne, surowe, czasem zdają się być 'niezagospodarowane', ale to pozwala mi odbierać płytę w opisany sposób. Do Different World niestety nie mogę się wciąż przekonać (i moim zdaniem zbyt odbiega od reszty). Ouf Of the Shadows jest miły do posłuchania jako substytut Wasting Love. These Colours może być, Benjamin przynudza. o Lord of Light i FTGGOG i tak wszyscy cośtam mówią.
Brightera lubię bardzo jako całość. Wydaje się wyważony (oprócz tego nagłego galopu), sporo zmian. Intro ma bardzo pozytywne pierdolnięcie. Ktoś pisał o tej krzykliwej solówce - dla mnie to właśnie ten element niepokoju, tu raczej celowy
Pilgrim ma dobrze dopasowaną atmosferę do utworu. Użyta skala europejczyka pewnie niepokoi, wprowadzając w świat wschodu.
The Longest Day - miał być pewnie nowym Paschendalem. Dla mnie stracił wiele na refrenie, przez co niewyobrażalnie cierpię
Legacy - intro miażdży. Generalnie zaletą płyty jest dopasowanie muzyki do słów, tu jest po prostu mega. Zimny, obłąkańczy wokal, akustyki i ich rytm na 3/4 jak do jakiegoś chorego tańca, przeplatany wstawkami z przesterem i organami, echo odbija się po pustej sali
Westwards, the tide!
- panzerschreck
- -#Lord of the flies

- Posty: 3329
- Rejestracja: pn gru 24, 2007 12:22 am
- Skąd: Gło/Wro
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Obawiam się, że jesteś w błędzie.ryju pisze:Spróbuję trochę pobronić AMOLADu
Szczerze mówiąc na początku byłem skołowany po pierwszych kilku jej przesłuchaniach. W sumie nie, skołowany byłem jednak długo i jakoś nie potrafiłem do końca się w niej odnaleźć. Ktoś wyżej dobrze ujął odczucie podczas słuchania - jest duszno. Dopiero niedawno, kiedy przyjrzałem się znowu jej okładce, jako płyta (niekoniecznie jako twórczość, bo nie wiem czy był to celowy zabieg ze strony IM, czy tylko moje odczucie) zarobiła wielkiego plusa i w końcu mogłem spać spokojnieUtwory są długie, w większości klocowate, ponure, melancholijne, brak w nich żywiołowości (nawet, jeśli słucham popularnego wcześniej galopu, to jest bez życia). Bruce skrzeczy przy swoich wrzaskach, głos jest brudny, postarzały. Wyrwane z kontekstu momenty, nagłe przejścia w galop i "niedopasowane" riffy (o których pisał mimski) dla mnie wydają się nadawać dramaturgii, chaosu. Jednocześnie wzbudza to we mnie jakieś napięcie i denerwuje. Jeszcze raz powtórzę, że może i panowie nie zrobili tego specjalnie, a w ich zamyśle wszystko jest ładnie i cacy, ale takie jest moje odczucie.
I to dla mnie główna zaleta AMOLADu, przypomina taki obraz cywilizacji po wojnie. Jest pusto, duszno, ranni, trupy zgliszcza, chaos. Ci którzy zostali przy życiu muszą teraz zapełnić, odbudować te puste miejsca, tylko nie mają czym i nie wiedzą jak. Człowiek słuchając chciałby, żeby słuchając miejscami było inaczej, ale po prostu się nie da. Wojna nie jest już taka słodka i skoczna jak w Trooperze. Nie jest też tak epicka jak w Paschendale. Jest taka... do dupyJak dla mnie strona merytoryczna jedna z lepszych do tej pory. Więcej przemyśleń, więcej codzienności.
Ciężko mi mówić o poszczególnych kawałkach tej kompozycji, bo AMOLAD dociera do mnie jako całość i zdaje się, taka też miała być. Utwory pojedyńczo są generalnie toporne, surowe, czasem zdają się być 'niezagospodarowane', ale to pozwala mi odbierać płytę w opisany sposób. Do Different World niestety nie mogę się wciąż przekonać (i moim zdaniem zbyt odbiega od reszty). Ouf Of the Shadows jest miły do posłuchania jako substytut Wasting Love. These Colours może być, Benjamin przynudza. o Lord of Light i FTGGOG i tak wszyscy cośtam mówią.
Brightera lubię bardzo jako całość. Wydaje się wyważony (oprócz tego nagłego galopu), sporo zmian. Intro ma bardzo pozytywne pierdolnięcie. Ktoś pisał o tej krzykliwej solówce - dla mnie to właśnie ten element niepokoju, tu raczej celowy
Pilgrim ma dobrze dopasowaną atmosferę do utworu. Użyta skala europejczyka pewnie niepokoi, wprowadzając w świat wschodu.
The Longest Day - miał być pewnie nowym Paschendalem. Dla mnie stracił wiele na refrenie, przez co niewyobrażalnie cierpięZa to intro jest mistrzostwem, prawie czuć zapach oceanu i smród ropy. Podobnie zwrotki (szczególnie perkusja i stopa a'la uderzenia młota), szkoda, że nie ma ich więcej.
Legacy - intro miażdży. Generalnie zaletą płyty jest dopasowanie muzyki do słów, tu jest po prostu mega. Zimny, obłąkańczy wokal, akustyki i ich rytm na 3/4 jak do jakiegoś chorego tańca, przeplatany wstawkami z przesterem i organami, echo odbija się po pustej sali
Nicotine-Valium-Vicodine-Marijuana-Ecstasy and Alcohol
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
Myślę, że gadanie o błędzie w przypadku kiedy ktoś ewidentnie pisze to co mu wyobraźnia nasunęła jest nie na miejscu 

Jeszcze a'propos LoG - jak sam zauważyłeś, jest to granie raczej proste. Czy ciekawe - bo ja wiem. Ja tam nie słyszę żadnych szczególnie ciekawych rozwiązań, dla mnie własnie pierdolnięcie w tym się liczy. Zgoda, że na "Ashes Of The Wake" jest całkiem sporo fajnych motywów itd. Jednocześnie nie można zapominać, że w zasadzie, to ten zespół cholernie dużo zawdzięcza Panterze i Machine Head i w tym kontekście już takie ciekawe nie jest.
Żeby nie było - ja lubię Lamb Of God, ale ich nazwa do tej dyskusji mi niespecjalnie pasuje. Choćby dlatego, że Maiden bądź co bądź to zespół oryginalny, który wypracował swój styl i nawet jeśli go jawnie przetwarza, to w dalszym ciągu przetwarza swój własny styl. I nie mają tutaj dla mnie znaczenia jakiekolwiek deklaracje muzyków na temat tego jak widzą swoją muzykę. Dla mnie to wszystko co nagrywają jest 100% Iron Maiden. O Lamb Of God nie do końca można wg mnie powiedzieć, że to zespół oryginalny, dlatego jednak zestawianie ich obok Maiden, w zasadzie w jakimolwiek kontekście, trochę mi nie pasuje. A jeszcze co do zróżnicowania muzyki obydwu zespołów - muzyka Lamb Of God, choćby napakowana dużo większą ilością riffów, motywów jak dla mnie jest bardziej jednowymiarowa niż Maiden, choćby patrząc przez pryzmat jakichśtam emocji jakie się w muzyce obydwu zespołów wyczuwa. Lamb Of God to w zasadzie cały czas maksymalne wkurwienie, u Maiden jest zdecydowanie większa paleta barw. Patrzę na to może inaczej, bo nie rozpatruję muzyki tak logicznie jak to wydaje się mieć miejsce u Ciebie - nie do końca patrzę na to na zasadzie "ten motyw między 3 a 4 minutą nie wynika logicznie z wcześniejszej części kompozycji". W każdym razie tak to widzęmimski pisze: Artur-> ale tu nie chodzi o pierdolnięcie. Bo gdyby o to chodziło i jak najbardziej skopane, to bym to wrzucił jako maksymalnie pomieszane:
http://www.youtube.com/watch?v=olFbOEFOHyc
albo Necrophagist:
http://www.youtube.com/watch?v=572kJDIED9g
Tu właśnie LoG nie jest kapelą która pretenduje do miana progreswynego grania, która nie robi kompozycji 20 minutowych itd. Jest prosto, ale ciekawie.
Jeszcze a'propos LoG - jak sam zauważyłeś, jest to granie raczej proste. Czy ciekawe - bo ja wiem. Ja tam nie słyszę żadnych szczególnie ciekawych rozwiązań, dla mnie własnie pierdolnięcie w tym się liczy. Zgoda, że na "Ashes Of The Wake" jest całkiem sporo fajnych motywów itd. Jednocześnie nie można zapominać, że w zasadzie, to ten zespół cholernie dużo zawdzięcza Panterze i Machine Head i w tym kontekście już takie ciekawe nie jest.
Ostatnio zmieniony sob mar 27, 2010 5:49 pm przez Artur, łącznie zmieniany 2 razy.
Re: Na czym się skończyło Iron Maiden?
No ja tu kiedyś ostro płytę jechałem z nicku Nomad i mam z tego powodu wyrzuty sumienia, płyta zyskuję jak ją zestawić z ostatnimi krążkami Judas Priest czy Heaven and Hell ,ogólnie ciągle uważam ,że coś jest nie tak,jednak nie na tyle by jej czasem nie posłuchać, w końcu to Iron Maiden....wolę Dance of Death, ale A Matter...też jest ok, najlepsze kawałki to wg.mnie Reinkarnacja, Longest Day i The Legacy, najmniej lubię Out of the Shadows(chyba najgorszy kawałek w historii zespołu), Lord of Light i otwieracz


