The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
No niestety nie bylo ale teraz graja jedynie w Europie 11 koncertow wiec nie wierze by nie obdarowi publiki ze Wschodniej Europy specjalna koszulka. Fakt, ze na skandynawie w tym roku zrobili wspolny event shirt mowi tylko o tym, ze raczej "obdaruja regionalnie" fanow specjalnymi koszulkami. Sam juz skandynawski wzor pokazuje ze niestety nie za bardzo wysilili sie w tym temacie:( jednak mam nadzieje ze fani ktorzy zjawia sie u "naszych bratankow" beda mogli przywdziac shirt specjalnie na ten gig przygotowany 
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
Chyba dzisiejszego koncertu w Finlandii nie będzie, doszło do tragedii - huragan. Kilkadziesiąt tysięcy fanów pojedzie do domów 
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
rob69 --> W Skandynawii prawie zawsze są koszulki eventowe, jak nie pojedyncze, to obszarowe. 2 lata temu też tak było. Mi się wzór podoba, ale jak ogólnie lubię Sci-Fi, ufolki etc. 
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
Madril ... ja tez uwielbiam sci-fi wiec koszulka jest ok
Napisalem jedynie ze szkoda iz zrobili niemalze taka sama jaka zakupilem w Knebworth bo ta ze skandywanii z zeszlego sezonu gdy wiking powstrzymwal konie byla niesamowita
a teraz jest po prostu powielenie wzoru jedynie. Sorki ze tak zawsze draze temat koszulek, placht itp ale to sa sprawy o ktorych mozna sie dowiedziec tylko od wielkich fanow ktorzy sa zawsze gdzies z Maidenem i od tego sa fora na calym swiecie. Zwykle, smutne i zimne relacje redaktorow z gazet sa tylko zajawka tego co napisza prawdziwi fani
Napisales w innym watku ze nie lubisz pisac relacji z koncertow
... no wiesz co
... to my sie tu tak staramy aby miec pelniuski obraz tournee Maidena przez Europe w trakcie tego lata a Ty nam taki afront robisz
Wstydzilbys sie
Postaw kilka piwek obok kompa, zapal papieroska i sklec super relacje ze Szwecji w tym temacie !!!!
Kibicujemy ci wszyscy i czekamy .................. 
Na Facebookowym profilu sonisphere jest info iz Maiden wyjda o 21.15 czyli przesuneli godzine gigu o godzine. tak wiec koncert najprawdopodobniej dojdzie do skutku.
Napisales w innym watku ze nie lubisz pisac relacji z koncertow
Na Facebookowym profilu sonisphere jest info iz Maiden wyjda o 21.15 czyli przesuneli godzine gigu o godzine. tak wiec koncert najprawdopodobniej dojdzie do skutku.
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
Nie interesowałem się koszulkami gdzie indziej, więc nie wiedziałem, że jest podobna. Są różnice, ale koncept ten sam. 
Może Remi napisze (nawet chyba planuje
), ja to zawsze robię strasznie chaotycznie, bo to wiele emocji jest.
Bycie trochę z tyłu też ma swoje plusy, zauważyłem, że Eddie ma nową kamerę, fajne ujęcia.
Swoją drogą, od 2 lat nie chodzę w glanach na koncerty, ale w Szwecji by się zdały. Adidas ClimaCool są ZŁE w kałużach.
Powoli zaczynam czuć zbliżające się przeziębienie, byle do soboty być w 100% na siłach znów.
Pewnie jeszcze niejednego posta napiszę z różnymi informacjami, może na koniec się pozbiera i wyjdzie coś w rodzaj relacji.
Może Remi napisze (nawet chyba planuje
Bycie trochę z tyłu też ma swoje plusy, zauważyłem, że Eddie ma nową kamerę, fajne ujęcia.
Swoją drogą, od 2 lat nie chodzę w glanach na koncerty, ale w Szwecji by się zdały. Adidas ClimaCool są ZŁE w kałużach.
Powoli zaczynam czuć zbliżające się przeziębienie, byle do soboty być w 100% na siłach znów.
Pewnie jeszcze niejednego posta napiszę z różnymi informacjami, może na koniec się pozbiera i wyjdzie coś w rodzaj relacji.
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
Nieeeee... Nie chcę drugiej podobnej. 
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
No niewiele sie rozni od tej z Knebworth 
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
Tył się trochę bardziej różni, nie ma planety z napisem Sonisphere i ufolek trzyma 4 flagi: skandynawskie + brytyjską.
I jest Europe 2010, a nie World Tour 2010.
I jest Europe 2010, a nie World Tour 2010.
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
Przenieśli koncert w Pori na 21:50 
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
To już przed 19 było wiadomo. 
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
hehe jak wyjalem z walizki koszulke i buty jeszcze mokre były, jutro będzie recka bo jest co opisać bo koncert był wyjatkowy 
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
To nie były "światełka" Maiden, tylko festiwaloweRALF pisze:Imponowało oświetlenie, – nie dość że potężnych rozmiarów, to jeszcze niesłychanie pomysłowo zaprojektowane. Mnogość emiterów światła przyprawiała o zawrót głowy. To zdecydowanie jeden z najlepszych „light–shows”, jakie Maideni kiedykolwiek zaprezentowali.
www.MetalSide.pl
- WICKER MAN
- -#Rainmaker

- Posty: 6609
- Rejestracja: pn mar 31, 2003 3:35 pm
- Skąd: Warszawa
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
hahaha, Bruce juz kiedys w Donington glebe zaliczył
To sie nazywa wejście smoka 
"Moje dni upływają pomiędzy logiką, gwizdaniem, chodzeniem na spacery i stanami depresji."
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
WIELKI SZACUN DLA FANÓW Z PORI 
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
Nikt sie nie pokusi o kolejna relacje ????
Czyzby nikogo z nas nie bylo w skandynawii czy tylko lenistwo wakacyjne zyje swoim zyciem ???
Wstydzcie sie fani Maiden bedacy na koncertach na ktorych my byc nie mozemy a nie chcacy sie z nami podzielic swoimi relacjami
bleeeeeeeeeeeeeeeeeee
Wstydzcie sie fani Maiden bedacy na koncertach na ktorych my byc nie mozemy a nie chcacy sie z nami podzielic swoimi relacjami
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
Wkleję to co jest w wątku Szwecja:
Post Madrila::
Byli w Sheratonie (nie wiem czy wszyscy). Widziałem tylko Janicka, Gaddsy'ego i Bella (+ ktoś trzeci z crew, ale nie znam nazwiska).
Ogólnie najcięższy koncert na jakim byłem. Trafiliśmy w kolejkę dość wcześnie, do pierwszej 100. Stanęliśmy na pozycji Steve'a i czekaliśmy, w międzyczasie poszedłem po koszulkę. Warrior Soul jako support całkiem OK. Potem Anthrax i tu nastąpiło coś, czego się w Szwecji tak łatwo nie spodziewałem, zdobyłem barierkę, ale nie było to najlepsze, bo nic sobie pod pasek na biodra nie włożyłem, co robię nie ciężkich koncertach, jeśli mogę trafić na barierce (po Dortmundzie mi się otarcia goiły prawie 2 tygodnie, ślady miałem prawie 2 lata). Na barierce wytrzymałem w takiej postaci ok. 1,5h, do połowy setu Slayera. Wytrzymałbym dłużej, choć pewnie nie do Maiden, ale mając w perspektywie 3 kolejne koncerty, wolałem zrezygnować, teraz będę sobie zmiękczacz przygotowywał przed koncertem, niezależnie od szans (i tak mi się otarcia porobiły całkiem niezłe). Potem Remi powiedział mi, że jakiejś dziewczynie nawet żebra tam pękły, więc naprawdę masakra.
Mniej więcej z początkiem Slayera zaczęło dość mocno padać, były przerwy krótkie, ale ogólnie padało cały czas, wliczając w to wielką ulewę przed Alice Cooper. Kupiłem płaszczyk, w toitoiu zmieniłem koszulkę (jedyne suche miejsce ) i założyłem, żeby w mokrej koszulce pod płaszczem nie chodzić.
Facet robi niezłe show, trzeba przyznać.
Stanąłem sobie trochę dalej (już chodzenie trochę bolało w te otarcia, ale i tak skakałem ), mogłem wzrokiem objąć całą scenę, do telebimów już musiałem się obrać. Na Maiden było bardzo ciasno, co było dość zaskakujące, gdyż na Ullevi, było bliżej, a było dużo luźniej. Może dlatego, że sektor pod sceną nie był limitowany, więc pewnie było w nim znacznie więcej ludzi.
Koncert Maiden git, jak można było się spodziewać, chłopaki w dobrej formie, samych koncertów nie lubię dokładnie opisywać.
Przed Maiden ogólnie przestało padać, Bruce się cieszył, że ludzie wytrzymali i że sucho... i z pierwszymi nutami Always Look On The Bright Side Of Life na niebie pojawił się piorun, a po chwili rozpętała się wielka burza, straszne błoto się zrobiło, ogólnie niezbyt przyjemnie.
A do tego Remi nie wrócił do umówionego punktu, padł mu telefon, więc plecak odzyskałem dopiero przed 8 rano, wegetowałem w MacDonalds.
Zespołu już mi się ponownie szukać nie chciało, poza tym w takim stanie nawet wstydziłbym się próbować wchodzić do Dublinera czy pod Sheratona.
Poza pogodą w dniu koncertu i nocą po, bardzo przyjemny wyjazd, ładne miasto, git koncert. Szwedzi szaleni, ciekawe czy bym wytrzymał cały dzień na barierce z ochroną bioder, pewnie jeszcze kiedyś się przekonam.
Chaotycznie wyszło.
remi:
heh dobrze mówisz, niezapomniane przeżycie, najbardziej podnosiły na duchu słowa Bruca o tym że jest z nas dumny że stoimy w tym całym syfie i czekamy na nich, co tu dużo mówić dali z siebie wszystko. Naprawdę zaskoczyły mnie wykonania These Colours i Benjamina, 4 lata temu nie pomyślałbym że to takie koncertowe hity będą, energicznie i rozrywająco wyszedł nawet krytykowany Wildest Dreams.
Przyznam że trochę szkoda że nie zrobiono 2dniowego festiwalu np na Stockholm Stadium. Drugiej sceny nawet z Madrilem nie widzieliśmy, ledwo co słyszeliśmy gdyż grzaliśmy miejsce pod barierką od około 11 do 21. Ogólnie w tych warunkach pobyt przy barierce kończył się ewakuacją po 2h, taki nacisk wikingów był nie do przeżycia, ogólnie Maidenów obserwowałem przez 80% czasu z 2 rzędu leżąc na barierkowiczach , o ile super widziałem show, to musze przyznać że muzycznie nie było super co zresztą jest normą w takiej odległości od sceny. Problem był z liniami melodycznymi i niektórymi solówkami - były mało słyszalne, jednak Madril mówi że jak stał od sceny jakieś 10 metrów to już były ok.
Jeśli chodzi o setliste to każdy o niej już dużo wie, mogę tylko stwierdzić że na prawdę dali z siebie wszystko co było widać na każdym kroku. Bruce dość nieżle szalał a pomimo to wyciągał bezbłednie teksty w Hallowed pod koniec koncertu, Janick jak zwykle dał super show, Adrian i Dave byli wspaniali, ciągle się zajebiście uśmiechali . Te 2 h minęły tak szybko że nikt nie zwracał uwagi co się działo pod naszymi stopami, a się działo. Od około 17 podupadły podwyższenia sektoru i stałem w pewnej cieczy która sięgała mi nad kostki. Jako ciecz rozumiem mieszankę deszczu padającego dosłownie całe popołudnie, błota, syfu, i oczywiście rzygów - na Alice Cooperze rzygali jak najęci i niestety krwi która wychodziła z ust pewnej dziewczyny której widocznie drobne kosteczki nie wytrzymały naporu pod scena, została :ewakuowana: .
Wniosek jest jeden - deszcz co prawda nie padał na Ironach ale to że był troszkę popsuł imprezę z drugiej zaś strony byliśmy świadkami prawdziwego festiwalu heavy metalowego w jego najprawdziwszej i najbardziej hardcorowej odsłonie!
Dodam że mój tata, spacerując po Sztokholmie około 19 widział grupki ludzi w koszulkach Maiden, wracających z festiwalu, niektórzy albo zrezygnowali albo co bardziej prawdopodobne chcieli się jakoś ogarnąć z tego syfu i wrócili na samo Maiden.
Komórka wraca do formy, najbardziej mi szkoda aparatu że akurat przestał działać po Alice Cooperze, miałbym super zdjęcia zespołu, a tak się muszę nacieszyć fotkami Anthraxu i Slayera
Nie narzekam ale przyznam, podobnie jak Madril, że nie mogę się doczekać halowego koncertu
Up the Irons! We will never give up!
Post Madrila::
Byli w Sheratonie (nie wiem czy wszyscy). Widziałem tylko Janicka, Gaddsy'ego i Bella (+ ktoś trzeci z crew, ale nie znam nazwiska).
Ogólnie najcięższy koncert na jakim byłem. Trafiliśmy w kolejkę dość wcześnie, do pierwszej 100. Stanęliśmy na pozycji Steve'a i czekaliśmy, w międzyczasie poszedłem po koszulkę. Warrior Soul jako support całkiem OK. Potem Anthrax i tu nastąpiło coś, czego się w Szwecji tak łatwo nie spodziewałem, zdobyłem barierkę, ale nie było to najlepsze, bo nic sobie pod pasek na biodra nie włożyłem, co robię nie ciężkich koncertach, jeśli mogę trafić na barierce (po Dortmundzie mi się otarcia goiły prawie 2 tygodnie, ślady miałem prawie 2 lata). Na barierce wytrzymałem w takiej postaci ok. 1,5h, do połowy setu Slayera. Wytrzymałbym dłużej, choć pewnie nie do Maiden, ale mając w perspektywie 3 kolejne koncerty, wolałem zrezygnować, teraz będę sobie zmiękczacz przygotowywał przed koncertem, niezależnie od szans (i tak mi się otarcia porobiły całkiem niezłe). Potem Remi powiedział mi, że jakiejś dziewczynie nawet żebra tam pękły, więc naprawdę masakra.
Mniej więcej z początkiem Slayera zaczęło dość mocno padać, były przerwy krótkie, ale ogólnie padało cały czas, wliczając w to wielką ulewę przed Alice Cooper. Kupiłem płaszczyk, w toitoiu zmieniłem koszulkę (jedyne suche miejsce ) i założyłem, żeby w mokrej koszulce pod płaszczem nie chodzić.
Facet robi niezłe show, trzeba przyznać.
Stanąłem sobie trochę dalej (już chodzenie trochę bolało w te otarcia, ale i tak skakałem ), mogłem wzrokiem objąć całą scenę, do telebimów już musiałem się obrać. Na Maiden było bardzo ciasno, co było dość zaskakujące, gdyż na Ullevi, było bliżej, a było dużo luźniej. Może dlatego, że sektor pod sceną nie był limitowany, więc pewnie było w nim znacznie więcej ludzi.
Koncert Maiden git, jak można było się spodziewać, chłopaki w dobrej formie, samych koncertów nie lubię dokładnie opisywać.
Przed Maiden ogólnie przestało padać, Bruce się cieszył, że ludzie wytrzymali i że sucho... i z pierwszymi nutami Always Look On The Bright Side Of Life na niebie pojawił się piorun, a po chwili rozpętała się wielka burza, straszne błoto się zrobiło, ogólnie niezbyt przyjemnie.
A do tego Remi nie wrócił do umówionego punktu, padł mu telefon, więc plecak odzyskałem dopiero przed 8 rano, wegetowałem w MacDonalds.
Zespołu już mi się ponownie szukać nie chciało, poza tym w takim stanie nawet wstydziłbym się próbować wchodzić do Dublinera czy pod Sheratona.
Poza pogodą w dniu koncertu i nocą po, bardzo przyjemny wyjazd, ładne miasto, git koncert. Szwedzi szaleni, ciekawe czy bym wytrzymał cały dzień na barierce z ochroną bioder, pewnie jeszcze kiedyś się przekonam.
Chaotycznie wyszło.
remi:
heh dobrze mówisz, niezapomniane przeżycie, najbardziej podnosiły na duchu słowa Bruca o tym że jest z nas dumny że stoimy w tym całym syfie i czekamy na nich, co tu dużo mówić dali z siebie wszystko. Naprawdę zaskoczyły mnie wykonania These Colours i Benjamina, 4 lata temu nie pomyślałbym że to takie koncertowe hity będą, energicznie i rozrywająco wyszedł nawet krytykowany Wildest Dreams.
Przyznam że trochę szkoda że nie zrobiono 2dniowego festiwalu np na Stockholm Stadium. Drugiej sceny nawet z Madrilem nie widzieliśmy, ledwo co słyszeliśmy gdyż grzaliśmy miejsce pod barierką od około 11 do 21. Ogólnie w tych warunkach pobyt przy barierce kończył się ewakuacją po 2h, taki nacisk wikingów był nie do przeżycia, ogólnie Maidenów obserwowałem przez 80% czasu z 2 rzędu leżąc na barierkowiczach , o ile super widziałem show, to musze przyznać że muzycznie nie było super co zresztą jest normą w takiej odległości od sceny. Problem był z liniami melodycznymi i niektórymi solówkami - były mało słyszalne, jednak Madril mówi że jak stał od sceny jakieś 10 metrów to już były ok.
Jeśli chodzi o setliste to każdy o niej już dużo wie, mogę tylko stwierdzić że na prawdę dali z siebie wszystko co było widać na każdym kroku. Bruce dość nieżle szalał a pomimo to wyciągał bezbłednie teksty w Hallowed pod koniec koncertu, Janick jak zwykle dał super show, Adrian i Dave byli wspaniali, ciągle się zajebiście uśmiechali . Te 2 h minęły tak szybko że nikt nie zwracał uwagi co się działo pod naszymi stopami, a się działo. Od około 17 podupadły podwyższenia sektoru i stałem w pewnej cieczy która sięgała mi nad kostki. Jako ciecz rozumiem mieszankę deszczu padającego dosłownie całe popołudnie, błota, syfu, i oczywiście rzygów - na Alice Cooperze rzygali jak najęci i niestety krwi która wychodziła z ust pewnej dziewczyny której widocznie drobne kosteczki nie wytrzymały naporu pod scena, została :ewakuowana: .
Wniosek jest jeden - deszcz co prawda nie padał na Ironach ale to że był troszkę popsuł imprezę z drugiej zaś strony byliśmy świadkami prawdziwego festiwalu heavy metalowego w jego najprawdziwszej i najbardziej hardcorowej odsłonie!
Dodam że mój tata, spacerując po Sztokholmie około 19 widział grupki ludzi w koszulkach Maiden, wracających z festiwalu, niektórzy albo zrezygnowali albo co bardziej prawdopodobne chcieli się jakoś ogarnąć z tego syfu i wrócili na samo Maiden.
Komórka wraca do formy, najbardziej mi szkoda aparatu że akurat przestał działać po Alice Cooperze, miałbym super zdjęcia zespołu, a tak się muszę nacieszyć fotkami Anthraxu i Slayera
Nie narzekam ale przyznam, podobnie jak Madril, że nie mogę się doczekać halowego koncertu
Up the Irons! We will never give up!
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
Relacja z Wacken: http://www.metalside.pl/relacje/relacja.php?id=73
www.MetalSide.pl
Re: The Final Frontier World Tour - relacje z koncertów
ktoś się musi pokusić o realcję z Sziget 
ja na pewno nie dziś bo zaraz spada odespać bo od rana do pracy
ja na pewno nie dziś bo zaraz spada odespać bo od rana do pracy




