Gust a wiek fanów
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
- Saimon1995
- -#Moderator

- Posty: 9593
- Rejestracja: wt cze 18, 2013 2:37 pm
- Skąd: Będzin
Re: Gust a wiek fanów
1. SSOASS
2. Piece of Mind
3. Somewhere in Time
4. TNOTB
5. The X Factor
18 lat
2. Piece of Mind
3. Somewhere in Time
4. TNOTB
5. The X Factor
18 lat
Re: Gust a wiek fanów
Wiek 34 ( Już? Kiedy to upłynęło? )
Pięć najlepszych, koszmarnie trudny wybór. Poza numerem pierwszym i drugim reszta bywa zmienna.
1. Seventh Son of a Seventh Son
2. Fear of the Dark
3. X Factor
4. Somewhere in time
5. The number of the Beast
Edit:
5. Powerslave
Wczoraj z ciekawości przesłuchałem wieczorem Number i Power, ten drugi jednak wygrywa.
Pięć najlepszych, koszmarnie trudny wybór. Poza numerem pierwszym i drugim reszta bywa zmienna.
1. Seventh Son of a Seventh Son
2. Fear of the Dark
3. X Factor
4. Somewhere in time
5. The number of the Beast
Edit:
5. Powerslave
Wczoraj z ciekawości przesłuchałem wieczorem Number i Power, ten drugi jednak wygrywa.
Ostatnio zmieniony czw sie 01, 2013 9:13 am przez krieg, łącznie zmieniany 1 raz.
Re: Gust a wiek fanów
Ale z mp3 czy CD pierwszych wydań? Bo jak z mp3 to jesteś fan jak z koziej pupy trąba.Truskawa pisze:Tak, "masz inny gust niż ja" = "łykasz wszystko, bo jesteś gówniarz". Dziękuję za taką rozmowę. Słucham Iron Maiden od czterech lat na tyle intensywnie, że znam każdy dźwięk i większość tekstów. Nie sądzę, by dalej w kwestii oceny w grę wchodził bagaż emocjonalny czy młodzieńcza fascynacja.
Re: Gust a wiek fanów
Wiek?Nie mało 
top5 wg mnie:
1.Seventh
2.Powerslave
3.Nuber
4.Somewhere
5.Piece
top5 wg mnie:
1.Seventh
2.Powerslave
3.Nuber
4.Somewhere
5.Piece
Re: Gust a wiek fanów
Mam dyskografię w formacie FLAC. Słucham na wieży lub z komputera, aczkolwiek mam zintegrowaną kartę dźwiękową. Proszę, nie zaczynajmy dyskusji w stylu "jak robisz to czy to, nie jesteś fanem".widman pisze:Ale z mp3 czy CD pierwszych wydań? Bo jak z mp3 to jesteś fan jak z koziej pupy trąba.
Co do oryginalnych CD, to póki co posiadam tylko dwie, ale mam zamiar uzupełnić za pierwszą wypłatę.
Re: Gust a wiek fanów
Takie lekkie pitolenie.To z czego się słucha to jest bez znaczenia. 25 lat temu miałem jakieś poprzegrywane charkoczące nagrania.Albo same piraty i przeżywałem każdy dżwięk. Teraz z reguły wszystkie cd przerabiam na flaca i odpalam na kompie i też jest gut.
Re: Gust a wiek fanów
+1pokiep666 pisze:Takie lekkie pitolenie.To z czego się słucha to jest bez znaczenia. 25 lat temu miałem jakieś poprzegrywane charkoczące nagrania.Albo same piraty i przeżywałem każdy dżwięk. Teraz z reguły wszystkie cd przerabiam na flaca i odpalam na kompie i też jest gut.
Badanie "prawdziwości" poprzez liczbę posiadanych oryginałów to lekka bzdura. Jak w młodości miałem pirackie kasety firmy takt to nie zasługuję na bycie fanem? Dziś mam wszystko oryginalne ale potrafię sobie wyobrazić, że licealisty nie stać na takie luksusy, dyskografia Maiden to spory wydatek.
Re: Gust a wiek fanów
Dobra, też się wpiszę:
Wiek: za 2 miesiące 30.
1. Brave New World - głównie sentymentalnie, bo od tego krążka pokochałem Maiden i wtedy zacząłem poznawać resztę albumów.
2. X-Factor - niepowtarzalny klimat, nie brakuje mi na niej Dickinsona ani trochę;)
3. Seventh Son of a Seventh Son
4. Somewhere in Time
5. The Number Of The Beast
Kilka lat temu klasyfikacja była troszkę inna. Ale niewiele. Z kolei za kilka wiosen pewnie w piątce znajdzie się debiut, który ostatnio mocno u mnie zyskuje, tak samo Piece Of Mind. No i Dance Of Death a to dlatego, iż IMO to ostatnia dobra płyta i A Matter... i TFF nie mają do niej startu.
Wiek: za 2 miesiące 30.
1. Brave New World - głównie sentymentalnie, bo od tego krążka pokochałem Maiden i wtedy zacząłem poznawać resztę albumów.
2. X-Factor - niepowtarzalny klimat, nie brakuje mi na niej Dickinsona ani trochę;)
3. Seventh Son of a Seventh Son
4. Somewhere in Time
5. The Number Of The Beast
Kilka lat temu klasyfikacja była troszkę inna. Ale niewiele. Z kolei za kilka wiosen pewnie w piątce znajdzie się debiut, który ostatnio mocno u mnie zyskuje, tak samo Piece Of Mind. No i Dance Of Death a to dlatego, iż IMO to ostatnia dobra płyta i A Matter... i TFF nie mają do niej startu.
Re: Gust a wiek fanów
Skończone 34 lata, Maiden słucham od 24 lat, czyli od 1989 r. Upodobanie do poszczególnych płyt zmieniało mi się wraz z upływem czasu, aczkolwiek rzadko w diametralny sposób, tzn. zawsze ceniłem klasykę i nie znosiłem blejzowego beczenia. Obecnie:
1. Live After Death (chyba koncertówki też mogą być?) - od tego zacząłem i jest to non stop mój nr 1. Absolutnie genialne wykonania równie genialnych utworów. Coś wspaniałego.
2. The Number of the Beast - pierwszy studyjny album w mojej kolekcji. Ktoś niezorientowany, znający twórczość zespołu pobieżnie, mógłby wziąć tę płytę za składankę najlepszych kawałków. Same hiciory (tylko Gangland troszkę odstaje).
3. Piece of Mind - koncertowe wersje paru numerów znałem od początku z LAD, natomiast cały album poznałem stosunkowo późno, mniej więcej w '92 lub '93. Ucieleśnienie prawdziwego brzmienia Iron Maiden (na TNotB produkcja była jeszcze trochę inna, a Bruce nie wypracował w 100% swojego stylu). Kompozycje znakomite, choć całość odrobinę słabsza niż na poprzedniej płycie.
4. Somewhere in Time - do tego albumu długo nie mogłem się przekonać: heavy metal i klawisze, lekkie brzmienie? Poza tym brakowało mi konkretnych energetycznych strzałów, od których aż roi się na TNotB i PoM. Teraz w pełni doceniam niesamowitą przestrzeń dźwięków, finezję, fantastyczną robotę gitarzystów i rewelacyjny wokal Bruce'a (moim zdaniem nigdy nie wypadł tak perfekcyjnie). SiT niemal zawsze słucham w całości, tak mi najlepiej podchodzi.
5. Seventh Son.../Fear of the Dark - za cholerę nie jestem w stanie zdecydować się na jeden tytuł. SSoaSS cenię za to, że jest świetnie skonstruowany (ewentualnie wywaliłbym CIPwM) i spójny, natomiast do FotD mam ogromny sentyment i lubię jego zróżnicowanie, które nie pozwala nudzić się przy słuchaniu (no i ten genialny numer tytułowy...).
1. Live After Death (chyba koncertówki też mogą być?) - od tego zacząłem i jest to non stop mój nr 1. Absolutnie genialne wykonania równie genialnych utworów. Coś wspaniałego.
2. The Number of the Beast - pierwszy studyjny album w mojej kolekcji. Ktoś niezorientowany, znający twórczość zespołu pobieżnie, mógłby wziąć tę płytę za składankę najlepszych kawałków. Same hiciory (tylko Gangland troszkę odstaje).
3. Piece of Mind - koncertowe wersje paru numerów znałem od początku z LAD, natomiast cały album poznałem stosunkowo późno, mniej więcej w '92 lub '93. Ucieleśnienie prawdziwego brzmienia Iron Maiden (na TNotB produkcja była jeszcze trochę inna, a Bruce nie wypracował w 100% swojego stylu). Kompozycje znakomite, choć całość odrobinę słabsza niż na poprzedniej płycie.
4. Somewhere in Time - do tego albumu długo nie mogłem się przekonać: heavy metal i klawisze, lekkie brzmienie? Poza tym brakowało mi konkretnych energetycznych strzałów, od których aż roi się na TNotB i PoM. Teraz w pełni doceniam niesamowitą przestrzeń dźwięków, finezję, fantastyczną robotę gitarzystów i rewelacyjny wokal Bruce'a (moim zdaniem nigdy nie wypadł tak perfekcyjnie). SiT niemal zawsze słucham w całości, tak mi najlepiej podchodzi.
5. Seventh Son.../Fear of the Dark - za cholerę nie jestem w stanie zdecydować się na jeden tytuł. SSoaSS cenię za to, że jest świetnie skonstruowany (ewentualnie wywaliłbym CIPwM) i spójny, natomiast do FotD mam ogromny sentyment i lubię jego zróżnicowanie, które nie pozwala nudzić się przy słuchaniu (no i ten genialny numer tytułowy...).
Re: Gust a wiek fanów
20 lat, Ironów słucham od 13 roku życia i przez te siedem lat całkiem sporo się zmieniło jeśli chodzi o ulubione płyty Maiden, zawsze jednak najwyżej ceniłem płyty z Dickinsonem na wokalu. Mocno się przekonałem również do płyt z Blazem, głównie od strony kompozycyjnej, ale brzmienie i wokal zacząłem znosić a nawet polubiłem trochę :-)
Na dzien dzisiejszy chyba przedstawia się to tak:
1. Seventh Son - Świetne kompozycje, brzmienie, praca gitarzystów, klimat. Dla mnie praktycznie album w którym nic nie trzeba zmieniać.
2. Somewhere in Time - Cenię bardzo decyzję o wybraniu takiego brzmienia - ryzykowne, ale przyniosło świetny efekt i bardzo pasuje do tych utworów. Muzyka z jednej strony trochę progresywna ale z drugiej niesamowicie chwytliwe melodie.
3. Powerslave - 4 absolutne klasyki, ale moim zdaniem ludzie trochę zapominają o pozostałych czterech kawałkach, które też są świetne (może nie klasy Rime albo tytułowego ale mimo wszystko bardzo dobre) zwłaszcza The Duellists - popis Smitha i Murraya.
4. Piece of Mind - W zasadzie dla mnie jedyną wadą płyty jest Sun and Steel, resztę uwielbiam. Swoją drogą, chciałbym kiedyś usłyszeć Quest For Fire na żywo - ale to dość mało prawdopodobne
5. Brave New World - poniekąd z sentymentu, bo dużo kawałków z tej płyty znalazło się na pierwszym albumie Maiden jaki kiedykolwiek usłyszałem - Rock in Rio i do dziś twierdzę, że brzmią znacznie lepiej niż na płycie. Sam album jak dla mnie bardzo dobry, ale wybrałem go też jako reprezentanta "nowego Maiden" które też bardzo lubię (może dlatego że nie robię sobie nadziei na powrót do dalekiej przeszłości).
Na dzien dzisiejszy chyba przedstawia się to tak:
1. Seventh Son - Świetne kompozycje, brzmienie, praca gitarzystów, klimat. Dla mnie praktycznie album w którym nic nie trzeba zmieniać.
2. Somewhere in Time - Cenię bardzo decyzję o wybraniu takiego brzmienia - ryzykowne, ale przyniosło świetny efekt i bardzo pasuje do tych utworów. Muzyka z jednej strony trochę progresywna ale z drugiej niesamowicie chwytliwe melodie.
3. Powerslave - 4 absolutne klasyki, ale moim zdaniem ludzie trochę zapominają o pozostałych czterech kawałkach, które też są świetne (może nie klasy Rime albo tytułowego ale mimo wszystko bardzo dobre) zwłaszcza The Duellists - popis Smitha i Murraya.
4. Piece of Mind - W zasadzie dla mnie jedyną wadą płyty jest Sun and Steel, resztę uwielbiam. Swoją drogą, chciałbym kiedyś usłyszeć Quest For Fire na żywo - ale to dość mało prawdopodobne
5. Brave New World - poniekąd z sentymentu, bo dużo kawałków z tej płyty znalazło się na pierwszym albumie Maiden jaki kiedykolwiek usłyszałem - Rock in Rio i do dziś twierdzę, że brzmią znacznie lepiej niż na płycie. Sam album jak dla mnie bardzo dobry, ale wybrałem go też jako reprezentanta "nowego Maiden" które też bardzo lubię (może dlatego że nie robię sobie nadziei na powrót do dalekiej przeszłości).



