Manilla Road
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
-
ZłapanyWCzasie
- -#Clairvoyant

- Posty: 1416
- Rejestracja: wt lis 09, 2010 10:39 am
Manilla Road
Polecam każdemu kto lubi naprawdę dobry heavy-metal. Zespół już bardzo stary i zasłużony i tutaj słowo kult jest jak najbardziej na miejscu.
Największe płyty z tych które znam to wg. mnie Crystal Logic i Open the Gates.
Z wielkich kompozycji wymieniłbym przede wszystkim Dreams of Eschaton i Fires of Mars.
Zespół ma też bardzo dużo świetnych krótkich utworów i ballad czy raczej półballad
Mark Shelton to znakomity kompozytor wokalista (już nie zajmuje się śpiewem na koncertach) i gitarzysta , ważna postać w heavy-metalu z USA.
Dla mnie styl Manilli to bardziej ekscytująca rzecz niż thrash jeśli chodzi o metal lat 80.
Największe płyty z tych które znam to wg. mnie Crystal Logic i Open the Gates.
Z wielkich kompozycji wymieniłbym przede wszystkim Dreams of Eschaton i Fires of Mars.
Zespół ma też bardzo dużo świetnych krótkich utworów i ballad czy raczej półballad
Mark Shelton to znakomity kompozytor wokalista (już nie zajmuje się śpiewem na koncertach) i gitarzysta , ważna postać w heavy-metalu z USA.
Dla mnie styl Manilli to bardziej ekscytująca rzecz niż thrash jeśli chodzi o metal lat 80.
Re: Manilla Road
Mark Shelton bardzo niedocenionym gitarzystą jest.
A co myslisz o płytach po reaktywacji?
A co myslisz o płytach po reaktywacji?
-
ZłapanyWCzasie
- -#Clairvoyant

- Posty: 1416
- Rejestracja: wt lis 09, 2010 10:39 am
Re: Manilla Road
Niestety ich nie słyszałem , dlatego też podkreśliłem, że zespół znam jeszcze słabo.
Poznałem go w 2009 r. i troszkę tak zawsze słucham tego co już znam , mam tak np. jeszcze ze Stormwitch.
Kumpel mi puszczał utwór Avatar z płyty Mark of the Beast , jeśli chodzi o te nowsze ale to była popijawa więc niewiele z tego pamiętam
edit cholera to jest ich epka a nie nowa płyta tyle , że została wydana w 2002 r. ( tzn Mark of the Beast) ale teraz sobie przypomina , że ten sam kumpel polecał mi album Voyager
Poznałem go w 2009 r. i troszkę tak zawsze słucham tego co już znam , mam tak np. jeszcze ze Stormwitch.
Kumpel mi puszczał utwór Avatar z płyty Mark of the Beast , jeśli chodzi o te nowsze ale to była popijawa więc niewiele z tego pamiętam
edit cholera to jest ich epka a nie nowa płyta tyle , że została wydana w 2002 r. ( tzn Mark of the Beast) ale teraz sobie przypomina , że ten sam kumpel polecał mi album Voyager
Re: Manilla Road
Ja bym zwrócił uwage przede wszytskim na Spiral Castle. Chyba nie byłoby przesady w stwierdzeniu, że to jeden z najlepszych albumów tego zespołu zaraz obok klasycznych Crystal Logic, Open the Gates i The Deluge.
- DeJMIeN Wielki
- -#Clansman

- Posty: 4439
- Rejestracja: pt kwie 01, 2011 10:12 pm
- Skąd: ze wsi warszawa
Re: Manilla Road
Moim zdaniem wszystkie po reaktywacji są warte poznania ( włącznie z najnowszym albumem Playground Of The Damned ), z czego ja najbardziej polecam Gates Of Fire z m.in. świetnym 15 minutowym The Fall Of Iliam.
W ogóle Manilla to zespół póki co bez jakiejś wielkiej wpadki płytowej. Mam nikłą nadzieję że uda się może zobaczyć ich w Polsce kiedyś, na jesieni była w sumie opcja wyjazdu do Niemiec ale cóż, nie udało się
W ogóle Manilla to zespół póki co bez jakiejś wielkiej wpadki płytowej. Mam nikłą nadzieję że uda się może zobaczyć ich w Polsce kiedyś, na jesieni była w sumie opcja wyjazdu do Niemiec ale cóż, nie udało się
- panzerschreck
- -#Lord of the flies

- Posty: 3329
- Rejestracja: pn gru 24, 2007 12:22 am
- Skąd: Gło/Wro
Re: Manilla Road
Messiah na swojej najlepszej płycie nie poradził sobie z coverem Manilla Road. Nie wiem czy to o czymś świadczy, ale chciałem się pochwalić tą wiedzą. Wielki zespół!
Nicotine-Valium-Vicodine-Marijuana-Ecstasy and Alcohol
Re: Manilla Road
Skoro jest temat, to taka tam moja mała kolekcja:

Jestem w trakcie pisania książki biograficznej o Manilla Road, a gdyby ktoś w międzyczasie chciał coś więcej się o zespole dowiedzieć, to na stronie www.manilla-road.prv.pl trochę informacji, łącznie z biografią, jaka znalazła się w piętnastym, ostatnim numerze pisma Pure Metal Magazyn.

Jestem w trakcie pisania książki biograficznej o Manilla Road, a gdyby ktoś w międzyczasie chciał coś więcej się o zespole dowiedzieć, to na stronie www.manilla-road.prv.pl trochę informacji, łącznie z biografią, jaka znalazła się w piętnastym, ostatnim numerze pisma Pure Metal Magazyn.
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 19513
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Manilla Road
Pieprzona klasyka i tyle! Powinno się ich śmiało wymieniać obok największych: Iron Maiden, Running Wild, Judas Priest, Riot, Manowar, Saxon, Accept. Jako jedna z niewielu kapel nie zanotowała na przestrzeni 36 lat (!!!) żadnych większych wpadek, tak jak np. Accept na "Eat The Heat" czy Saxon na "Destiny".
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
Re: Manilla Road
PRAWDA!!!!
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 19513
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Manilla Road
Jak się podoba ostatnia płyta? Jakie wrażenia? Był ktoś może kilka dni temu na ich występach w Niemczech?
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
Re: Manilla Road
Konkretna kapela, naprawdę niesłusznie niedoceniana i nie kojarzona przez wielu. Prawdziwy i epicki heavy metal. Z płyty na płytę widoczny progres, każda kolejna jest coraz mocniej wciskająca w fotel. "Crystal Logic", "Open The Gates" czy "Court of Chaos" ... to nic, tylko podkręcić volume i machać głową dla rogatego!!!
Re: Manilla Road
no coz, jedna z moich ulubionych kapel. wiadomo - ameryka.
widzialem 4 razy w tym koncert akustyczny dzien przed metal assault 3. kult.
widzialem 4 razy w tym koncert akustyczny dzien przed metal assault 3. kult.
- Adrian S.O.S.
- -#Rainmaker

- Posty: 6565
- Rejestracja: ndz lut 09, 2014 3:11 pm
Re: Manilla Road
Przez kilka ostatnich dni czesto wracam do Spiral Castle i Atlantis Rising. Nie moge sie od tych dzwięków uwolnić. Z właszcza powalają mnie March Of The Gods, Siege Of Atland i Sea Witch z Atlantis. Po prostu miazga! Zero pitolenia, jakiegoś przynudzania - konkretne heavy metalowe rzeczy!
Zastanawiając się od jakiegoś już dłuższego czasu nad tym kiedy Manilla Road zawita do Polski sprawdziłęm czy nie szykuje się jakis europejski koncert w najbliższym czasie, a tu prosze - jest trasa w październiku!
Najbliżej 11go października w Dittigheim, ode mnie z Poznania wychodzi 750 kilometrów
Reflektuje ktoś wspólny wypad ?
No chyba, że ktoś chciałby się wybrać na festiwal do Londynu, na którym prócz Manilli zagrają również min. bardzo dobry szwedzki Portrait i legenda nwobhm Quartz.

Zastanawiając się od jakiegoś już dłuższego czasu nad tym kiedy Manilla Road zawita do Polski sprawdziłęm czy nie szykuje się jakis europejski koncert w najbliższym czasie, a tu prosze - jest trasa w październiku!
Najbliżej 11go października w Dittigheim, ode mnie z Poznania wychodzi 750 kilometrów
No chyba, że ktoś chciałby się wybrać na festiwal do Londynu, na którym prócz Manilli zagrają również min. bardzo dobry szwedzki Portrait i legenda nwobhm Quartz.

Ostatnio zmieniony czw paź 23, 2014 7:06 pm przez Adrian S.O.S., łącznie zmieniany 1 raz.
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 19513
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Manilla Road
Londyn u mnie raczej nie przejdzie, ale nad tymi Niemcami warto pomyśleć. A tak swoją drogą to dziwie się, na prawdę, że jeszcze nikt nie pokusił się o zaproszenie tej kapeli. Zespół znany nie jest co prawda jak Running Wild czy jakiś tam Saxon, ale myślę, że gdyby zrobić jeden koncert w naszym kraju, klub taki do 2000 spokojnie byłby wyprzedany.
Podejrzewam, że każdemu, któremu przez myśl przeszła próba ściągnięcia Manilli do Polski, gdzieś tam z tyłu głowy kłuje ta świadomość tego ryzyka, że będzie za mało ludzi, bo wiadomo jak jest u nas dzisiaj z frekwencją na koncertach starych heavy metalowych grup. Mimo to, myślę, że jest głównie pośród starszych fanów heavy metalu dość spore grono, które taki koncert obejrzeć by chciało. Ja np. na pewno.
Podejrzewam, że każdemu, któremu przez myśl przeszła próba ściągnięcia Manilli do Polski, gdzieś tam z tyłu głowy kłuje ta świadomość tego ryzyka, że będzie za mało ludzi, bo wiadomo jak jest u nas dzisiaj z frekwencją na koncertach starych heavy metalowych grup. Mimo to, myślę, że jest głównie pośród starszych fanów heavy metalu dość spore grono, które taki koncert obejrzeć by chciało. Ja np. na pewno.
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
- Adrian S.O.S.
- -#Rainmaker

- Posty: 6565
- Rejestracja: ndz lut 09, 2014 3:11 pm
Re: Manilla Road
Koncert w Niemczech juz niebawem. Wybiera się ktoś, bo jeżeli tak to mam ze znajomym dwa wolne miejsca w samochodzie. Wyjazd z Poznania.
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 19513
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Manilla Road
Zmęczony strasznie jestem po wyprawie na niemiecki koncert Manilli Road, ale przy tym tak nakręcony, że nie moge usiedzieć w miejscu.
Nie przesadzając, jeden z najlepszych koncertów jakie w życiu widziałem! Tyle kawałków, równo dwie godziny, tyle szlagierów, bo po kilka numerów "Open The Gates", "Crystal Logic", "The Deluge" i "Mystification". W tym "Haunted Palace", "Mystification", "Flaming Metal Systems", "The Veils Of Negative Existence", "Masque Of The Red Death", "Heavy Metal To The World", "Necropolis", "Witches Brew", "Astronomica".... Szkoda jedynie, że poza dwoma utworami z ostatniego lp "Mysterium" goście z Manilli nie pokusili się o coś z "Atlantis Rising", "Voyager" czy "Gates Of Fire", choć w sumie nie zamieniłbym wczorajszego setu na żaden inny
Fajnie, że zagrali jeden utwór z mniej bądź co bądź epickiego drugiego lp "Metal".
Poza tym to co mnie rozwaliło to postawa zespołu. Zero gwiazdorstwa, jakiegoś nadęcia... Już na samym początku, kiedy ledwo wyszli na scenę przybijali piątki z ludźmi, tak samo podczas i na końcu występu. Później z całym składem Manilla Road można było wypić piwo przy barze. Coś niesamowitego dla mnie. Do tego klub nie za duży, Marka Sheltona miałem pól metra przed sobą, tak jak i resztą każdego z zespołu na wyciągniecie niemalże ręki.
Bije od nich ogromną pasją do tego co robią, radością i zadowoleniem podczas grania.
Sami pytają się co by ludzie chcieli usłyszeć w danym momencie, co mają zagrać, żadnego tam odgrywania kawałka po kawałku jak jest w scenopisie, żadnego rzemieślnictwa. Pełen luz, zero spinania się, robienia nie wiadomo czego na siłę i przeogromna jeszcze raz to napisze radość z grania.
W trakcie koncertu kiedy niejednokrotnie publiczność aż zagłuszała swoim śpiewem i wrzaskami wokaliste Bryana Patricka przy okazji jednej czy drugiej zwrotki, tego czy tamtego refrenu (zwłaszcza w nieśmiertelnym "Divine Victim" z "The Deluge czy wręcz hiciarskim "Flaming Metal Systems") ten co chwile spoglądał na Marka Sheltona i uśmiechali się do siebie.
Bardzo miło było uczestniczyć w takim gigu, który na pewno na baaaardzo długo zapadnie mi w pamięci. Bo tak na serio to każdy z ostatnich koncertów Iron Maiden czy Judas Priest widzianych przeze mnie zamieniłbym na choćby jeden Manilla Road u nas w kraju.
Manilla Road po 37 latach od powstania pokazała, ze nie ma zamiaru usuwać się na bok z tronu, chciałoby się jeszcze nie raz ich zobaczyć, szkoda tylko, że tak daleko od nas grają, że nigdy nikt nie pokusił się o sprowadzenie ich do nas. Tego można jedynie żałować.... Bo co tu więcej dodawać. Manilla Road niepodważalnie rządzi na światowej heavy metalowej scenie. Manilla Road = Heavy Metal Gods!
Nie przesadzając, jeden z najlepszych koncertów jakie w życiu widziałem! Tyle kawałków, równo dwie godziny, tyle szlagierów, bo po kilka numerów "Open The Gates", "Crystal Logic", "The Deluge" i "Mystification". W tym "Haunted Palace", "Mystification", "Flaming Metal Systems", "The Veils Of Negative Existence", "Masque Of The Red Death", "Heavy Metal To The World", "Necropolis", "Witches Brew", "Astronomica".... Szkoda jedynie, że poza dwoma utworami z ostatniego lp "Mysterium" goście z Manilli nie pokusili się o coś z "Atlantis Rising", "Voyager" czy "Gates Of Fire", choć w sumie nie zamieniłbym wczorajszego setu na żaden inny
Poza tym to co mnie rozwaliło to postawa zespołu. Zero gwiazdorstwa, jakiegoś nadęcia... Już na samym początku, kiedy ledwo wyszli na scenę przybijali piątki z ludźmi, tak samo podczas i na końcu występu. Później z całym składem Manilla Road można było wypić piwo przy barze. Coś niesamowitego dla mnie. Do tego klub nie za duży, Marka Sheltona miałem pól metra przed sobą, tak jak i resztą każdego z zespołu na wyciągniecie niemalże ręki.
Bije od nich ogromną pasją do tego co robią, radością i zadowoleniem podczas grania.
Sami pytają się co by ludzie chcieli usłyszeć w danym momencie, co mają zagrać, żadnego tam odgrywania kawałka po kawałku jak jest w scenopisie, żadnego rzemieślnictwa. Pełen luz, zero spinania się, robienia nie wiadomo czego na siłę i przeogromna jeszcze raz to napisze radość z grania.
W trakcie koncertu kiedy niejednokrotnie publiczność aż zagłuszała swoim śpiewem i wrzaskami wokaliste Bryana Patricka przy okazji jednej czy drugiej zwrotki, tego czy tamtego refrenu (zwłaszcza w nieśmiertelnym "Divine Victim" z "The Deluge czy wręcz hiciarskim "Flaming Metal Systems") ten co chwile spoglądał na Marka Sheltona i uśmiechali się do siebie.
Bardzo miło było uczestniczyć w takim gigu, który na pewno na baaaardzo długo zapadnie mi w pamięci. Bo tak na serio to każdy z ostatnich koncertów Iron Maiden czy Judas Priest widzianych przeze mnie zamieniłbym na choćby jeden Manilla Road u nas w kraju.
Manilla Road po 37 latach od powstania pokazała, ze nie ma zamiaru usuwać się na bok z tronu, chciałoby się jeszcze nie raz ich zobaczyć, szkoda tylko, że tak daleko od nas grają, że nigdy nikt nie pokusił się o sprowadzenie ich do nas. Tego można jedynie żałować.... Bo co tu więcej dodawać. Manilla Road niepodważalnie rządzi na światowej heavy metalowej scenie. Manilla Road = Heavy Metal Gods!
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
- Adrian S.O.S.
- -#Rainmaker

- Posty: 6565
- Rejestracja: ndz lut 09, 2014 3:11 pm
Re: Manilla Road
To był mój drugi koncert Manilla Road, który zaliczyłem, ale wszystko o czym pisze LukaSieka to czysta prawda. Podpisuje się pod wszystkim. Bardzo dobry show, dominowała wspaniała atmosfera, do tego świetny dobór utworów na koncert. Z resztą za pierwszym razem kiedy ich widziałem też był ogień. Ale wczoraj to było na prawde coś! Można było pogadać do woli z Markiem Sheltonem i Bryanem Patrickiem przed i po koncercie. Perkusista Andreas Neuderth tez się gdzies tam kręcił pod sceną. Moim "michałkiem" tego koncertu był Witches Brew i zagrany już na bis z thrash metalowym charakterem Up From The Crypt, który wgniótł mnie w ziemie. Manilla Road na płytach i na koncertach pomimo mniejszej popularności niż Iron Maiden, Judas Priest czy Manowar na prawde zaskakuje i pokazuje kto rządzi. Co jak co, ale muzyka i ich występy same się bronią. Oby więcej takich koncertów w naszej okolicy albo chociaż w końcu z jeden u nas.
LukaSieka, jeszcze raz wielkie dzięki za tak udany wypad! Miejmy nadzieje, ze jeszcze sie coś trafi w przyszłości fajnego, że nie był to jedyny wspólny wyjazd.
LukaSieka, jeszcze raz wielkie dzięki za tak udany wypad! Miejmy nadzieje, ze jeszcze sie coś trafi w przyszłości fajnego, że nie był to jedyny wspólny wyjazd.
- Adrian S.O.S.
- -#Rainmaker

- Posty: 6565
- Rejestracja: ndz lut 09, 2014 3:11 pm
Re: Manilla Road
Ciekaw jestem, jak tutaj ludzie na forum oceniają poszczególne studyjne płyty Manilli.
Moja ocena wygląda mniej więcej tak
Invasion - 6
Metal - 5
Crystal Logic - 10
Open The Gates - 10
The Deluge - 10
Mystification - 9
Out Of The Abyss - 7
The Courts Of Chaos - 8
Atlantis Rising - 9
Spiral Castle - 8
Mark Of The Beast - 6
Gates Of Fire - 7
Voyager - 8
Playground Of The Damned - 7
Mysterium - 7
The Circus Maximus nie oceniam, bo w zasadzie nie zaliczam tej plyty jak zapewne większość do oficjalnej dyskografii Manilli. Circus Maximus był projektem solowym Marka, ale wytwórnia Black Dragon uparła się i wydała te płyte pod szyldem Manilla Road, żeby zarobić wiecej kasy na niby popularnej już nazwie
. Już Hellwell o wiele więcej przypomina mi klasyczną Manille niż Circus, bo na The Circus Maximus gdyby nie to, ze Mark Shelton śpiewa w trzech utworach to w życiu bym nie poznał, że ktoś z Manilli maczał przy takim czymś palce.
Moja ocena wygląda mniej więcej tak
Invasion - 6
Metal - 5
Crystal Logic - 10
Open The Gates - 10
The Deluge - 10
Mystification - 9
Out Of The Abyss - 7
The Courts Of Chaos - 8
Atlantis Rising - 9
Spiral Castle - 8
Mark Of The Beast - 6
Gates Of Fire - 7
Voyager - 8
Playground Of The Damned - 7
Mysterium - 7
The Circus Maximus nie oceniam, bo w zasadzie nie zaliczam tej plyty jak zapewne większość do oficjalnej dyskografii Manilli. Circus Maximus był projektem solowym Marka, ale wytwórnia Black Dragon uparła się i wydała te płyte pod szyldem Manilla Road, żeby zarobić wiecej kasy na niby popularnej już nazwie
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 19513
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Manilla Road
W sumie takie oceny do przewidzenia, przynajmniej dla mnie. Nie dziwi mnie brak "The Circus Maximus" tak jak i słabe oceny dla dwóch pierwszych lp. Wielu tak na dobrą sprawę dopiero słucha Manilla Road od "Crystal Logic", te wcześniejsze traktuje jako rozgrzewkę
Wiadomo - muza nieco inna, bo jest dużo hard rockowych rzeczy, do tego jeszcze dochodzą klimaty space rockowe, chociaż na "Metal" już mniej.... Bądź co bądź, słychać na tych płytach mniej lub bardziej (tak jak szczególnie w "Cage Of Mirrors" z drugiego lp) charakterystyczny styl w którym Manilla Road osiedliła sie na dobre już na trzeciej płycie. Generalnie ja tam lubię te płyty (w sumie bardziej jedynkę), ale na podium pośród dyskografii nie lądują
to fakt.
Dziwi trochę, ze "Out Of The Abyss" jest tak marginalnie traktowany przez fanów, bo materiał przecież jest przedni. Jeszcze bardziej chciałoby się rzec thrashowy, co słychać już choćby w pierwszym numerze "Whitechapel", tytułowym "Out Of The Abyss", "Black Cauldron" i w ogóle po samym brzmieniu tej płyty (które był robione pod nie wiem? Kreatora? Coroner? Slayer?), wystarczy posłuchać perkusji i tego typowego chudego brzmienia, tych stóp, tej rwanej gry na gitarze. Mark Shelton i chłopaki momentami tak zap*erdalają do przodu, że aż huczy
i automatycznie chce sie przy tym nadwyrężać karku, tak jak np. w "Midnight Meat Train", "Slaughterhouse".
Co by nie gadać to na płycie są przecież kawałki, które przypominają o najlepszych dokonaniach kapeli (z bodaj "Mystification") jak "Rites Of Blood", odrobinę dłuższy "Return Of The Old Ones" albo "War In Heaven". Ogólne wrażenie to takie skrzyżowanie wcześniejszej "Mystification" i "The Courts Of Chaos" przesiąknięte thrashowym jadem. Nie jest to płyta tak solidna jak wspomniana "Mystification", bo niekiedy te utwory wydają mi się z lekka przykrótkie, ale do mnie i tak to trafia. Tnie i chłoszcze za każdym razem
"The Circus Maximus" to odrębna historia myślę tak na prawdę i nie należy w ogóle tego brać pod uwagę jako kolejny materiał Manilla Road. To miał być projekt o tej samej nazwie, ale właśnie wytwórnia, która miała prawa do nazwy w owym czasie wydała i te solową płytę Marka Sheltona z tą mimo wszystko dziwaczną jak na niego muzyką
Kiedy po raz pierwszy to usłyszałem kopara mi opadała
Do tego jeszcze ta ni c*uja nie pasująca do zespołu okładka z clownami... Myślałem sobie - jak to? To jest następna płyta Manilla Road?? Nie no.... Takiego przewrotu się chyba nikt nie spodziewał. No, ale skoro miał to byś pierwotnie solowy projekt? Ale przynajmniej Mark kazał zmienić logo
Autorami tego materiału byli trzej zupełnie różni goście i to bardzo słychać, bo nie ma na tej płycie w ogóle jakiejś spójności, jakiegoś jednego konkretnego pomysłu, planu na muzykę. Każdy utwór jest z innej beczki. Żaden nawet na chwile nie przypominający dokonań zespołu z lat 1978-90. Do tego w niemal każdym na zmianę kto inny śpiewa.
Otwierający płytę "Throne Of Blood" w którym śpiewa jakby radośnie Mark w niczym nie przypomina dwa lata wcześniej wypuszczonego "The Courts Of Chaos". Do tego te chórki jakby wyjęte z jakiegoś wesołego amerykańskiego rock/metalowego zespołu z lat osiemdziesiątych. Drugi "Lux Aeterna" już w ogóle pozamiatał na starcie wszystko. I choć na dobrą sprawę po kilku przesłuchaniach ten utwór zapada w głowę, posiada niezłą atmosferę, ma fajny tekst, dobre sola Marka Sheltona, to kojarzy mi się bardziej z soundtrackiem do jakiegoś film z Jean-Claudem Van Dammem typu "Krwawy Sport" czy czymś pasującym do "Top Gun" z Tomem Cruisem i Valem Kilmerem
Podobnie wypadają bardzo rockowy "No Sign From Above" z kobiecymi chórkami w tle
i bardzo chwytliwym refrenem albo siódmy z kolei "Flesh And Fury", który nadaje się bardziej do surfowania
Kolejna sprawa która dziwi to brzmienie płyty, bo ta wyprodukowana jakby w 1986 przez jakiś hulający po listach przebojów w USA rockowy zespół. Ten materiał mnie porywa w druga połowę lat 80tych do stanów zjednoczonych, z tym, że bardziej to wszystko mi się kojarzy z wymienionymi wcześniej filmami niż z heavy metalem. Na prawdę, po tym lp nic nie wskazuje, że jest już 1992 rok......
Takim w miarę dobrym punktem tego materiału jest kawałek "In Gein We Trust" w którym śpiewa grający też na perkusji niejaki Aaron Brown. Numer posiada Black Sabbathowy klimat w połączeniu z jakby jakimiś Voivodowymi dokonaniami czy innymi wywijasami tego typu w środku. No, może jeszcze najdłuższy na płycie "Forbidden Zone" z dobrą linią basu.
Mówiąc szczerze, gdyby Mark Shelton nie zaśpiewał właśnie w tych trzech utworach ("Throne Of Blood", "No Sign From Above", "Forbidden Zone"), na okładce nie widniało to głupie logo Manilla Road, i ja za cholerę nie spostrzegłbym, ze ktoś z Manilli mógł do tego przyłożyć rękę. Gdyby ktoś mi to dal i powiedział, że to jakiś stary zapomniany projekt gości z UB40, Red Hot Chilli Peppers i Whitesnake to bym sie wcale nie zdziwił
Invasion - 7
Metal - 6,5
Crystal Logic - 10
Open The Gates - 10
The Deluge - 9
Mystification - 9
Out Of The Abyss - 7,5
The Courts Of Chaos - 8
Atlantis Rising - 8
Spiral Castle - 8
Mark Of The Beast - 7
Gates Of Fire - 8
Voyager - 8
Playground Of The Damned - 7
Mysterium - 7
Wiadomo - muza nieco inna, bo jest dużo hard rockowych rzeczy, do tego jeszcze dochodzą klimaty space rockowe, chociaż na "Metal" już mniej.... Bądź co bądź, słychać na tych płytach mniej lub bardziej (tak jak szczególnie w "Cage Of Mirrors" z drugiego lp) charakterystyczny styl w którym Manilla Road osiedliła sie na dobre już na trzeciej płycie. Generalnie ja tam lubię te płyty (w sumie bardziej jedynkę), ale na podium pośród dyskografii nie lądują
Dziwi trochę, ze "Out Of The Abyss" jest tak marginalnie traktowany przez fanów, bo materiał przecież jest przedni. Jeszcze bardziej chciałoby się rzec thrashowy, co słychać już choćby w pierwszym numerze "Whitechapel", tytułowym "Out Of The Abyss", "Black Cauldron" i w ogóle po samym brzmieniu tej płyty (które był robione pod nie wiem? Kreatora? Coroner? Slayer?), wystarczy posłuchać perkusji i tego typowego chudego brzmienia, tych stóp, tej rwanej gry na gitarze. Mark Shelton i chłopaki momentami tak zap*erdalają do przodu, że aż huczy
Co by nie gadać to na płycie są przecież kawałki, które przypominają o najlepszych dokonaniach kapeli (z bodaj "Mystification") jak "Rites Of Blood", odrobinę dłuższy "Return Of The Old Ones" albo "War In Heaven". Ogólne wrażenie to takie skrzyżowanie wcześniejszej "Mystification" i "The Courts Of Chaos" przesiąknięte thrashowym jadem. Nie jest to płyta tak solidna jak wspomniana "Mystification", bo niekiedy te utwory wydają mi się z lekka przykrótkie, ale do mnie i tak to trafia. Tnie i chłoszcze za każdym razem
"The Circus Maximus" to odrębna historia myślę tak na prawdę i nie należy w ogóle tego brać pod uwagę jako kolejny materiał Manilla Road. To miał być projekt o tej samej nazwie, ale właśnie wytwórnia, która miała prawa do nazwy w owym czasie wydała i te solową płytę Marka Sheltona z tą mimo wszystko dziwaczną jak na niego muzyką
Kiedy po raz pierwszy to usłyszałem kopara mi opadała
Autorami tego materiału byli trzej zupełnie różni goście i to bardzo słychać, bo nie ma na tej płycie w ogóle jakiejś spójności, jakiegoś jednego konkretnego pomysłu, planu na muzykę. Każdy utwór jest z innej beczki. Żaden nawet na chwile nie przypominający dokonań zespołu z lat 1978-90. Do tego w niemal każdym na zmianę kto inny śpiewa.
Otwierający płytę "Throne Of Blood" w którym śpiewa jakby radośnie Mark w niczym nie przypomina dwa lata wcześniej wypuszczonego "The Courts Of Chaos". Do tego te chórki jakby wyjęte z jakiegoś wesołego amerykańskiego rock/metalowego zespołu z lat osiemdziesiątych. Drugi "Lux Aeterna" już w ogóle pozamiatał na starcie wszystko. I choć na dobrą sprawę po kilku przesłuchaniach ten utwór zapada w głowę, posiada niezłą atmosferę, ma fajny tekst, dobre sola Marka Sheltona, to kojarzy mi się bardziej z soundtrackiem do jakiegoś film z Jean-Claudem Van Dammem typu "Krwawy Sport" czy czymś pasującym do "Top Gun" z Tomem Cruisem i Valem Kilmerem
Podobnie wypadają bardzo rockowy "No Sign From Above" z kobiecymi chórkami w tle
Kolejna sprawa która dziwi to brzmienie płyty, bo ta wyprodukowana jakby w 1986 przez jakiś hulający po listach przebojów w USA rockowy zespół. Ten materiał mnie porywa w druga połowę lat 80tych do stanów zjednoczonych, z tym, że bardziej to wszystko mi się kojarzy z wymienionymi wcześniej filmami niż z heavy metalem. Na prawdę, po tym lp nic nie wskazuje, że jest już 1992 rok......
Takim w miarę dobrym punktem tego materiału jest kawałek "In Gein We Trust" w którym śpiewa grający też na perkusji niejaki Aaron Brown. Numer posiada Black Sabbathowy klimat w połączeniu z jakby jakimiś Voivodowymi dokonaniami czy innymi wywijasami tego typu w środku. No, może jeszcze najdłuższy na płycie "Forbidden Zone" z dobrą linią basu.
Mówiąc szczerze, gdyby Mark Shelton nie zaśpiewał właśnie w tych trzech utworach ("Throne Of Blood", "No Sign From Above", "Forbidden Zone"), na okładce nie widniało to głupie logo Manilla Road, i ja za cholerę nie spostrzegłbym, ze ktoś z Manilli mógł do tego przyłożyć rękę. Gdyby ktoś mi to dal i powiedział, że to jakiś stary zapomniany projekt gości z UB40, Red Hot Chilli Peppers i Whitesnake to bym sie wcale nie zdziwił
Invasion - 7
Metal - 6,5
Crystal Logic - 10
Open The Gates - 10
The Deluge - 9
Mystification - 9
Out Of The Abyss - 7,5
The Courts Of Chaos - 8
Atlantis Rising - 8
Spiral Castle - 8
Mark Of The Beast - 7
Gates Of Fire - 8
Voyager - 8
Playground Of The Damned - 7
Mysterium - 7
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
Re: Manilla Road
Ciężko mi oceniać zespół, który tak naprawdę poznałem relatywnie niedawno. Takie rankingi mógłbym robić np. z Judas Priest, Motorhead, Iron Maiden, KISS, Black Sabbath, AC/DC, Budgie... Jeszcze ciężej, że paru krążków mi brakuje do pełnej dyskografii. Ale spróbuję coś sklecić 
Manilla Road wpadła mi w ręce jakiś czas temu, jak poznałem "Crystal Logic" i nie ukrywam, ze od razu wpadło mi to w ucho. Wcześniej znałem ten zespół ale bardziej słyszałem tu i ówdzie ale nie miałem jakoś chwili żeby się za to zabrać. W niedługim czasie zdobyłem większość płyt, zwłaszcza tych starych - "Open The Gates", "The Deluge" czy "Mystification". Pamiętam, że urzekł mnie progres, niebywały progres, bowiem słuchając płyt chronologicznie ma się naprawdę zaje... wrażenie, że ten zespół nigdy nie stał w miejscu. Ostro, coraz ostrzej i w końcu erupcja naprawdę mocnej muzyki na kapitalnym "Voyager". No i to brzmienie. Kurczę goście nagrywają płytę w 2008 roku a słychać jakby 1988
To straszna zaleta, jest bardzo do przodu i oldschoolowo. I tak naprawdę nigdy nie popełnili babola, nie wpadli na pomysł nagrywania płyt z orkiestrą czy chórem niewidomych dzieci.
Invasion - 7
Metal - 8
Crystal Logic - 10
Open The Gates - 10
The Deluge - 10
Mystification - 10
Out Of The Abyss - nie oceniam, bo za słabo znam
The Courts Of Chaos - 9,5
Atlantis Rising - 7,5
Spiral Castle - 8
Mark Of The Beast - nie oceniam, bo nie miałem okazji słuchać
Gates Of Fire - nie oceniam, bo nie miałem okazji słuchać
Voyager - 9,5
Playground Of The Damned - nie oceniam, bo nie miałem okazji słuchać
Mysterium - 7
Manilla Road wpadła mi w ręce jakiś czas temu, jak poznałem "Crystal Logic" i nie ukrywam, ze od razu wpadło mi to w ucho. Wcześniej znałem ten zespół ale bardziej słyszałem tu i ówdzie ale nie miałem jakoś chwili żeby się za to zabrać. W niedługim czasie zdobyłem większość płyt, zwłaszcza tych starych - "Open The Gates", "The Deluge" czy "Mystification". Pamiętam, że urzekł mnie progres, niebywały progres, bowiem słuchając płyt chronologicznie ma się naprawdę zaje... wrażenie, że ten zespół nigdy nie stał w miejscu. Ostro, coraz ostrzej i w końcu erupcja naprawdę mocnej muzyki na kapitalnym "Voyager". No i to brzmienie. Kurczę goście nagrywają płytę w 2008 roku a słychać jakby 1988
Invasion - 7
Metal - 8
Crystal Logic - 10
Open The Gates - 10
The Deluge - 10
Mystification - 10
Out Of The Abyss - nie oceniam, bo za słabo znam
The Courts Of Chaos - 9,5
Atlantis Rising - 7,5
Spiral Castle - 8
Mark Of The Beast - nie oceniam, bo nie miałem okazji słuchać
Gates Of Fire - nie oceniam, bo nie miałem okazji słuchać
Voyager - 9,5
Playground Of The Damned - nie oceniam, bo nie miałem okazji słuchać
Mysterium - 7


