Black Sabbath
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
-
Deleted User 6661
Re: Black Sabbath
Oczywiście, że zaplanowany. Nie napisałem, że jest inaczej. Wtedy tak robili, teraz już chyba raczej nie, ale nie śledzę bootlegów, jakby co. W ogóle koncerty Maiden ostatnio mnie jakby mało interesują. Nie byłem na ostatnich dwóch wizytach w Polsce - a kiedyś za granicę się jeździło.
Re: Black Sabbath
Ale to Running Free to też nie jest nic porównywalnego do opisywanych przez nas przypadków, nawet do tego Heaven And Hell. Zwykłe przekomarzanie się z publiką. Judas Priest robi coś podobnego w You've Got Another Thing Comin' i uznaję takie coś za fajny, angażujący akcent, ale to tyle, nie podnosi to u mnie wartości koncertu...W 1980 grywali Genocide przez 14 minut
Starej formuły trzyma się ostatnio Glenn Hughes, który co prawda grywa jakieś 12 numerów, ale jeden potrafi rozciągnąć do 20 minut. Nie powiem, ciekawe. Chętnie bym to zobaczył na żywo, bo to rzadkość.
Starej formuły trzyma się ostatnio Glenn Hughes, który co prawda grywa jakieś 12 numerów, ale jeden potrafi rozciągnąć do 20 minut. Nie powiem, ciekawe. Chętnie bym to zobaczył na żywo, bo to rzadkość.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
-
Deleted User 6661
Re: Black Sabbath
Nic porównywalnego? Po prostu Runnig Free to JAK NA MAIDEN wyjście z ramek. Każdy ma jakieś swoje ramki i czasami / często próbuje z nich wyjść. Taka drobna analogia do Heaven And Hell z Live Evil. Tylko tyle, bez przesady z tym czepianiem się i dzieleniem włosa na czworo. Już nie chce mi się tego dalej ciągnąć. EOT
-
Deleted User 2259
-
Hard Rock Fan
- -#Prisoner

- Posty: 100
- Rejestracja: pn maja 06, 2019 6:17 pm
Re: Black Sabbath
Black Sabbath lubię we wszystkich odsłonach. Nie uczestniczę w sporach Ozzy vs Dio dlatego, że ciężko porównać te płyty. Łączy to wszystko osoba Tonego Iommiego, jednego z największych ludzi w całym świecie hard-rocka i heavy-metalu. Umiał on wyjść obronną ręką także z Gillanem i Tony Martinem. Nie tylko płyty z Ozzym i Dio różnią się między sobą. Warto zauważyć jaka przepaść stylistyczna dzieli np. Born Again i Headless Cross. W odróżnieniu do Deep Purple np. Black Sabbath nie wydawał płyt gdy nie miał na to pomysłu.
-
Zakkahletz
- -#Rainmaker

- Posty: 6536
- Rejestracja: sob sie 28, 2010 7:43 pm
- Skąd: na północ (od W-wy)
Re: Black Sabbath
Już wszyscy blacksabbathowcy z pierwszego składu są siedemdziesięciolatkami, dzisiaj doszedł Geezer.
Re: Black Sabbath
Dużo bym dał by zobaczyć Sabbath grający numery z epoki Tonego Martina. Jest tam tyle dobra, że straszna szkoda, że jest to era traktowana po macoszemu.
Re: Black Sabbath
Z epoki Martina to nawet płyt nie można kupić. Mówię oczywiście o sklepach, a nie zakupach z drugiej ręki. Jakieś reedycje by się przydały.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: Black Sabbath
Chodziły ploty, że epoka Martina też doczeka się re-edycji deluxe tak jak reszta albumów. Cóż - wyszedł tylko "Eternal Idol" (który warto kupić bo na drugim CD jest wersja albumu z wokalami Raya Gillena). Reszty re-edycji nie widać.
Re: Black Sabbath
Ma być remix Forbidden w najbliższym czasie. Pewnie za kilka lat wyjdą też kolejne. Podejrzewam, że Sharon skutecznie opóźniała jakiekolwiek ruchy w kierunku ich wznowienia.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Black Sabbath
Miejmy nadzieję. To bardzo niedoceniane a świetne albumy. Ciekawe co dadzą jako bonusy. Pewnie koncerty/demówki.
Re: Black Sabbath
No dla Forbidden miały zostać nagrane nowe numery z Martinem
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
-
PowerSeventhSon
- -#Trooper

- Posty: 296
- Rejestracja: śr paź 15, 2014 11:08 am
Re: Black Sabbath
Moje 10 ulubionych utworów z płyt bez Ozzego i Dio
Thrashed
Zero the Hero
Born Again
Shining
Headless Cross
When Death Calls
Nightwing
Jerusalem
Lawmaker
Valhalla- numer 1
Thrashed
Zero the Hero
Born Again
Shining
Headless Cross
When Death Calls
Nightwing
Jerusalem
Lawmaker
Valhalla- numer 1
Re: Black Sabbath
Ktoś się orientuje, gdzie można obejrzeć dokument The End, który był puszczany w kinach?
Mam BluRay ale tam jest koncert i Angelic Sessions, bez dokumentu. Dziwne...
Mam BluRay ale tam jest koncert i Angelic Sessions, bez dokumentu. Dziwne...
Re: Black Sabbath
Kiedyś był w TVP, pewnie za jakiś czas znowu będzie
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
-
Deleted User 2259
Re: Black Sabbath
Recka jubileuszowego wznowienia Paranoid na 50 lecie:
https://magazyngitarzysta.pl/muzyka/rec ... hbNXm9HmSg
https://magazyngitarzysta.pl/muzyka/rec ... hbNXm9HmSg
-
on_the_run
- -#Trooper

- Posty: 417
- Rejestracja: pt gru 11, 2015 8:31 pm
Re: Black Sabbath
Dla wielu osób jazzowe inspiracje Warda są jakby to powiedzieć, mocno oryginalne. Tylko mi się jednak wydaje, że jazzowe elementy stylu gry na bębnach były jednak dość powszechne w ówczesnej muzyce rockowej i hardrockowej. Nic Wardowi nie ujmując, genialny bębniarz ze świetnym feelingiem. Niepowtarzalny styl wczesnego BS to nie tylko niżej nastrojona gitara Iommiego, ale też Ward i Geezer (piszę teraz tylko o warstwie instrumentalnej). Tak samo środkowa część ocierająca się o funk w Electric Funeral to moim zdaniem nawiązanie do Hendrixa, a nie coś zupełnie nowego.
Dla mnie osobiście ich opus magnum i album najbardziej przełomowy to "trójka". Płyta dojrzała, przemyślana, dopracowana, spójna i kompletna, bez słabych punktów, z wyklarowanym stylem. Pierwsza z obniżonym strojem, przez co brzmienie stało się o wiele ciemniejsze. Jedynka, to poza przerażającym utworem tytułowym, nie oszukujmy się głownie blues. Dwójka to nadal granie mocno oparte na bluesie i pomimo tak świetnych utworów jak War Pigs, wyżej wymieniony już Electric Funeral i Hand of Doom (świetny riff na basie), są tu banalne momenty, w rodzaju tytułowego Paranoid i Iron Man, gdzie Ozzy powtarza linię melodyczną gitary 1:1. Z kolei "czwórka" to nadal kawał świetnego grania, ale przez nadmiar eksperymentów jest jakby trochę niedopracowana i chaotyczna. Nie jest to album zły, ale jest trochę zbędnych, niezbyt spójnych kompozycji. Taka Cornucopia ma świetne mroczne intro i na nim właściwie mogłaby się zakończyć, bo to co się dzieje później zupełnie nie pasuje do wstępu. Tak samo środkowa część Under the Sun zbyt kontrastuje z posępnym klimatem pozostałych części utworu (mimo, że jest to jeden z ich najlepszych numerów). St Vitus Dance to już w ogóle obniżenie lotów w stosunku do pierwszych trzech plyt. Mam nieodparte wrażenie, że próbując znaczną część utworów uczynić mniej posępnymi, nie zawsze im to wyszło (w przypadku Sweet Leaf i After Forever płytę wcześniej poradzili sobie za to z bardziej wesołymi kawałkami brawurowo). Bronią się za to Tommorow's Dream i Supernaut, ale kompozycyjnie daleko im do trzeciej płyty.
Dla mnie osobiście ich opus magnum i album najbardziej przełomowy to "trójka". Płyta dojrzała, przemyślana, dopracowana, spójna i kompletna, bez słabych punktów, z wyklarowanym stylem. Pierwsza z obniżonym strojem, przez co brzmienie stało się o wiele ciemniejsze. Jedynka, to poza przerażającym utworem tytułowym, nie oszukujmy się głownie blues. Dwójka to nadal granie mocno oparte na bluesie i pomimo tak świetnych utworów jak War Pigs, wyżej wymieniony już Electric Funeral i Hand of Doom (świetny riff na basie), są tu banalne momenty, w rodzaju tytułowego Paranoid i Iron Man, gdzie Ozzy powtarza linię melodyczną gitary 1:1. Z kolei "czwórka" to nadal kawał świetnego grania, ale przez nadmiar eksperymentów jest jakby trochę niedopracowana i chaotyczna. Nie jest to album zły, ale jest trochę zbędnych, niezbyt spójnych kompozycji. Taka Cornucopia ma świetne mroczne intro i na nim właściwie mogłaby się zakończyć, bo to co się dzieje później zupełnie nie pasuje do wstępu. Tak samo środkowa część Under the Sun zbyt kontrastuje z posępnym klimatem pozostałych części utworu (mimo, że jest to jeden z ich najlepszych numerów). St Vitus Dance to już w ogóle obniżenie lotów w stosunku do pierwszych trzech plyt. Mam nieodparte wrażenie, że próbując znaczną część utworów uczynić mniej posępnymi, nie zawsze im to wyszło (w przypadku Sweet Leaf i After Forever płytę wcześniej poradzili sobie za to z bardziej wesołymi kawałkami brawurowo). Bronią się za to Tommorow's Dream i Supernaut, ale kompozycyjnie daleko im do trzeciej płyty.
Re: Black Sabbath
Junior's Eyes to świetny numer BS, zapowiada w jakiś sposób to co będzie robił Ozzy na solowych płytach. Jak dla mnie jest lepszy od War Pigs, Paranoid i innych przereklamowanych utworów zespołu.
Re: Black Sabbath
Mam bardzo podobne przemyślenia.on_the_run pisze: ↑ndz lis 15, 2020 7:37 pm Dla wielu osób jazzowe inspiracje Warda są jakby to powiedzieć, mocno oryginalne. Tylko mi się jednak wydaje, że jazzowe elementy stylu gry na bębnach były jednak dość powszechne w ówczesnej muzyce rockowej i hardrockowej. Nic Wardowi nie ujmując, genialny bębniarz ze świetnym feelingiem. Niepowtarzalny styl wczesnego BS to nie tylko niżej nastrojona gitara Iommiego, ale też Ward i Geezer (piszę teraz tylko o warstwie instrumentalnej). Tak samo środkowa część ocierająca się o funk w Electric Funeral to moim zdaniem nawiązanie do Hendrixa, a nie coś zupełnie nowego.
Dla mnie osobiście ich opus magnum i album najbardziej przełomowy to "trójka". Płyta dojrzała, przemyślana, dopracowana, spójna i kompletna, bez słabych punktów, z wyklarowanym stylem. Pierwsza z obniżonym strojem, przez co brzmienie stało się o wiele ciemniejsze. Jedynka, to poza przerażającym utworem tytułowym, nie oszukujmy się głownie blues. Dwójka to nadal granie mocno oparte na bluesie i pomimo tak świetnych utworów jak War Pigs, wyżej wymieniony już Electric Funeral i Hand of Doom (świetny riff na basie), są tu banalne momenty, w rodzaju tytułowego Paranoid i Iron Man, gdzie Ozzy powtarza linię melodyczną gitary 1:1. Z kolei "czwórka" to nadal kawał świetnego grania, ale przez nadmiar eksperymentów jest jakby trochę niedopracowana i chaotyczna. Nie jest to album zły, ale jest trochę zbędnych, niezbyt spójnych kompozycji. Taka Cornucopia ma świetne mroczne intro i na nim właściwie mogłaby się zakończyć, bo to co się dzieje później zupełnie nie pasuje do wstępu. Tak samo środkowa część Under the Sun zbyt kontrastuje z posępnym klimatem pozostałych części utworu (mimo, że jest to jeden z ich najlepszych numerów). St Vitus Dance to już w ogóle obniżenie lotów w stosunku do pierwszych trzech plyt. Mam nieodparte wrażenie, że próbując znaczną część utworów uczynić mniej posępnymi, nie zawsze im to wyszło (w przypadku Sweet Leaf i After Forever płytę wcześniej poradzili sobie za to z bardziej wesołymi kawałkami brawurowo). Bronią się za to Tommorow's Dream i Supernaut, ale kompozycyjnie daleko im do trzeciej płyty.
Co do Warda i jazzu - generalnie lata 70-te były dla mnie najbardziej eklektycznym i ambitnym czasem w historii muzyki rozrywkowej. Wszystko było wtedy świeże, artyści słuchali bardzo zróżnicowanej muzyki, te pomysły i style mieszały się w naturalny sposób. Potem wszystko stało się dużo bardziej zachowawcze i płaskie.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller

