Kto Waszym zdaniem jest prawdziwym zdrajcą metalu?
W moim TOP 5 jest kilka gwiazd:
1. Bruce Dickinson - za Skunkworks - jedną z najlepszych płyt grunge w historii tego gatunku.
2. Michael Kiske - za sporą część solowego repertuaru.
3. Tiamat - za ogromną swoją cześć twórczości począwszy od A Deeper Kind of Slumber
4. Paradise Lost - co prawda wrócili na metalu łono, podobnie jak panowie z pozycji 1 i 2 w moim rankingu, ale mają dużo zdradzieckich zasług. Począwszy od One Second a już na maksa popłynęli na Host.
5. Metallica - po Black Album.
Szczerze mówiąc sporo tych zdrad było dość fajnych artystycznie. No może Metallica w niemetalowym wydaniu mnie nie zachwyciła.... pozostali trzymali pewien poziom.




