Sprawy techniczne typu szybkość, precyzja kostkowania, legato, tapping, sweeping i inne techniki czy niuanse artykulacyjne to jest kwestia bardzo łatwo mierzalna, to słychać od razu przecież. Z różnych epok czy z różnych gatunków - też żaden problem, po prostu w pewnych gatunkach, czy epokach grało się mniej technicznie niż w innych, nie widzę tu nic trudnego do zmierzenia. Ale wydaje mi się, że zmierzamy w jakąś zupełnie bezsensowną stronę, bo nikt tutaj nie sugeruje, że im bardziej technicznie grający gitarzysta tym lepszy. Ja należę do tej grupy słuchaczy którzy wolą bardziej zagęszczone partie solowe i raczej mocno "wypięknione" - nie ukrywam tego, taki mam gust, zatem w moim przypadku trudno się dziwić, że lubię Petrucciego albo Satrianiego, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że technika to jest jakiś najważniejszy wyznacznik, dlatego nie widzę sensu w dyskusji odnośnie oceniania tej techniki. Jedni lubią prostsze środki wyrazu, inni bardziej skomplikowane, jedni wolą brudniejsze brzmienia, inni sterylne - cała filozofia.
voivod' pisze:Wydaje ci sie ze Satriani jest obiektywnie lepszy od Richardsa ale to bzdura, bo ten pierwszy nigdy nie dorowna drugiemu w technice vibrato na przyklad
Zaznaczam, że uważam, że Satriani jest obiektywnie lepszy od Richardsa w kwestii techniki i jest to dla mnie oczywiste, nie mówię, że jest obiektywnie ogólnie lepszym gitarzystą, czy obiektywnie lepszym muzykiem - według mnie jest, ale to już kwestia gustu, a stopień opanowania instrumentu od czysto technicznej strony jest sprawą obiektywną.
Piszesz, że Satriani nie dorówna Richardsowi w technice vibrato, ale jak to obiektywnie zmierzyłeś? To jest Twój gust i w porządku, ale to nie jest jakieś obiektywne stwierdzenie. Zaraz przyjdzie ktoś i powie, że najlepsze vibrato ma Blackmore. Później ktoś, kto powie, że BB King albo Page, ktoś inny, że GIlmour a potem jeszcze ktoś, że Zakk Wylde. No i co, kto ma rację? Wszyscy? Nikt? To jest kwestia tego, czyje vibrato Ci się bardziej podoba, a takie sprawy jak liczba używanych technik, zaawansowanie tych technik, precyzja, szybkość etc. są sprawą możliwą obiektywnie do zmierzenia. Czyli może sprecyzuję poprzednie stwierdzenie: da się obiektywnie ocenić część (sporą) techniki muzyka.Pytanie tylko po co, skoro w graniu nie chodzi o to, żeby mieć małpią zręczność, tylko żeby z tych wyuczonych środków umieć sensownie korzystać.
A DT, o ile jest to bardzo ścisła czołówka wśród moich ulubionych zespołów, a Petrucci wśród ulubionych gitarzystów, nie jest moim zdaniem zespołem który jakoś miażdży na żywo a już tym bardziej który genialnie improwizuje (co dobitnie potwierdza chociażby to co Invader wrzucił w linku, według mnie to nie jest dobra improwizacja). Zdaję sobie z tego sprawę, mnie wystarczy, że precyzyjnie odgrywają muzykę którą uwielbiam. Na ich koncerty staram się od czasu do czasu jeździć i zawsze jest dobrze, ale nie porywają mnie tak, jak by można się spodziewać biorąc pod uwagę to, jak bardzo lubię studyjne płyty tego zespołu. Tak czy siak jestem ich fanem z innych względów niż improwizacje czy koncerty.