Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
Zapętlone Be Quick or Be Dead?
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
Death Of The Celts z wydłuuuuuuuuuuużonymi intro i outro. Hit!
-
Deleted User 5490
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
Pierrunie jeden 
Ale mam! Zapętlone 4x "The Apparition"
albo odpowiednia wielokrotność refrenów "No More Lies" 
Ale mam! Zapętlone 4x "The Apparition"
www.MetalSide.pl
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
Empire of the Clouds jest w moim Top utworów, które często odpalam. Winyl czasami siedzi dniami, szczególnie dobrze wchodzi w takie jesienne wieczory. Utwór prawie idealny; kilka sekcji bym tam przestawił miejscami, ale oby więcej takich eksperymentów.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12409
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
Numer bardzo dobry, do tego w przeciwieństwie do niektorych długich numerów typu HoE nie ma tam żadnych niepotrzebnych przedłużeń i powtórzeń
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
smyczki i piano z Casio takie dobre.
Ten utwór jest rozbuchany do grasnic możliwości, ale nie niesie to żadnej dodatkowej treści. Jeszczse Bronisław grająty to piano tak topornie, że masakra. Shirley tam pewnie długo przy midi grzebał, żeby to wyszło prosto i z odpowiednią artykulacją, ale nawet jeśli, to aranż kuleje i prawdziwy pianista zagrałby to inaczej.
BTW - W 6 minutach mogli to zamknąć.
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
No gdy wokalista próbuje nowego instrumentu, bo chce coś stworzyć nowego to raczej propsuję. Zawsze to odświeżenie, jak Journeyman kiedyś budził różne emocje wokół premiery.
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
A zawsze go lubiłeś czy to ewoluowało?Bon Dzosef pisze: ↑śr lis 16, 2022 12:08 pm Numer bardzo dobry, do tego w przeciwieństwie do niektorych długich numerów typu HoE nie ma tam żadnych niepotrzebnych przedłużeń i powtórzeń
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12409
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
Zawsze, od pierwszego odsłuchu mi się podobał.barsiarz pisze: ↑śr lis 16, 2022 12:55 pmA zawsze go lubiłeś czy to ewoluowało?Bon Dzosef pisze: ↑śr lis 16, 2022 12:08 pm Numer bardzo dobry, do tego w przeciwieństwie do niektorych długich numerów typu HoE nie ma tam żadnych niepotrzebnych przedłużeń i powtórzeń
-
Nomadosławski
- -#Invader

- Posty: 188
- Rejestracja: pn lis 14, 2022 6:10 pm
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
Mi się spodobał po pierwszych kilku odsłuchach, a potem z każdym kolejnym podobał się coraz mniej. Dlatego jak już go posłuchałem kilkanaście razy i już mi dość zbrzydł to przestałem go słuchać. Potem czasem wracałem i końcowe wrażenia zostały. Nie jest to może zła kompozycja, ale pomysłu to tam może było max na 8 minut. No, ale akurat w tym przypadku nie będę krytykował tak mocno bo powiedzmy, dobra Dickinson chciał na albumie Iron Maiden mieć takiego progresywnego kolosa.
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12617
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
Nie no chłopie, remiemu chcesz się podlizywać, czy o co chodziBon Dzosef pisze: ↑śr lis 16, 2022 1:13 pmZawsze, od pierwszego odsłuchu mi się podobał.barsiarz pisze: ↑śr lis 16, 2022 12:55 pmA zawsze go lubiłeś czy to ewoluowało?Bon Dzosef pisze: ↑śr lis 16, 2022 12:08 pm Numer bardzo dobry, do tego w przeciwieństwie do niektorych długich numerów typu HoE nie ma tam żadnych niepotrzebnych przedłużeń i powtórzeń
Bon Dzosef pisze: ↑pt cze 02, 2017 9:22 am Na początku bardzo go lubiłem, im częściej słucham TBOS tym częściej go omijam. Za długi, zbyt męczący.
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12409
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
Zapomnialem o tym po prostu, to było 5 lat temu. Widocznie mialem moment, że mi się nie podobał
-
Nomadosławski
- -#Invader

- Posty: 188
- Rejestracja: pn lis 14, 2022 6:10 pm
Re: Ulubiony utwór Iron Maiden powyżej 18 min
U mnie z tym utworem było tak
3 września 2015
W tym utworze jeszcze będzie się odkrywało po 2-3 latach od premiery. Jeśli kawałki Steve'a były heavy-metalowymi utworami o odcieniu progresywnym to tu już mamy do czynienia wybitnie z progresją. Część balladowa jest najpiękniejsza i ciągle zastanawiam jakby utwór wypadł jako sześciominutowa ballada. Wtedy na pewno łatwiej byłoby chłopakom zagrać bo na żywo. Ten fragment zresztą przypomina mi Jerusalem z Chemical Wedding. Ta dostojność w głosie Bruce'a i melodia.
Ocena tego utworu pewnie jeszcze będzie podlegała zmianom. Nie wiem nawet czy da się go ocenić w kategoriach utworu Iron Maiden. Bruce kompozycyjnie uderza w zupełne inne klimaty muzycznie niż Steve. Teraz dopiero widać jak różni są to muzycy i jak różne mają inspiracje.
29 września 2015
W połowie w tym utworze nie dzieje się nic. Nic a nic ! W dodatku to w ogóle nie pasuje do balladowego początku, który też zaczyna mnie zresztą nurzyć. Nie wiem nawet czy jako sześciominutowa ballada by się bronił. Przypomnijcie sobie np. Sign of the Cross, 11 minut a działo się 3 razy tyle co w Empire of Clouds, podobnie Paschendale czy The Nomad . W tych utworach był godny epika nastrój, klimat i co najważniejsze zmiany akcji. Empire of Clouds dużo bardziej przypomina mi When the Wild Wind Blows, jest efektowny, ładny i przez to ma zdobyć miłość słuchaczy.
Jak zaczyna być epicki staje się tak strasznie nudny, że nawet moja miłość do Brusa i szacunek do jego osoby, spotęgowany przez chorobę tego nie zmienia. Nie umiem siebie okłamywać, mi to nie pasuje, że mój ukochany zespół gra przez 5 czy 6 minut jeden i ten sam motyw.
Co najgorsze gdyby Dickinson cofnął się mentalnie do lat 80 gdzie pisał takie Revelations czy Powerslave myślę, że mielibyśmy trzecią doskonałą kompozycję jego autorstwa. Potencjał tu jest, tylko, że raz nie na 18 minut a dwa nie tędy droga.
Na plus niektóre momenty balladowe, tak gdzieś do 5 minuty i solidne solo Dejva bo już Adrian dla odmiany się nie popisał.
Na minus w zasadzie cała reszta. Oczywiście to tylko moje zdanie.
3 września 2015
W tym utworze jeszcze będzie się odkrywało po 2-3 latach od premiery. Jeśli kawałki Steve'a były heavy-metalowymi utworami o odcieniu progresywnym to tu już mamy do czynienia wybitnie z progresją. Część balladowa jest najpiękniejsza i ciągle zastanawiam jakby utwór wypadł jako sześciominutowa ballada. Wtedy na pewno łatwiej byłoby chłopakom zagrać bo na żywo. Ten fragment zresztą przypomina mi Jerusalem z Chemical Wedding. Ta dostojność w głosie Bruce'a i melodia.
Ocena tego utworu pewnie jeszcze będzie podlegała zmianom. Nie wiem nawet czy da się go ocenić w kategoriach utworu Iron Maiden. Bruce kompozycyjnie uderza w zupełne inne klimaty muzycznie niż Steve. Teraz dopiero widać jak różni są to muzycy i jak różne mają inspiracje.
29 września 2015
W połowie w tym utworze nie dzieje się nic. Nic a nic ! W dodatku to w ogóle nie pasuje do balladowego początku, który też zaczyna mnie zresztą nurzyć. Nie wiem nawet czy jako sześciominutowa ballada by się bronił. Przypomnijcie sobie np. Sign of the Cross, 11 minut a działo się 3 razy tyle co w Empire of Clouds, podobnie Paschendale czy The Nomad . W tych utworach był godny epika nastrój, klimat i co najważniejsze zmiany akcji. Empire of Clouds dużo bardziej przypomina mi When the Wild Wind Blows, jest efektowny, ładny i przez to ma zdobyć miłość słuchaczy.
Jak zaczyna być epicki staje się tak strasznie nudny, że nawet moja miłość do Brusa i szacunek do jego osoby, spotęgowany przez chorobę tego nie zmienia. Nie umiem siebie okłamywać, mi to nie pasuje, że mój ukochany zespół gra przez 5 czy 6 minut jeden i ten sam motyw.
Co najgorsze gdyby Dickinson cofnął się mentalnie do lat 80 gdzie pisał takie Revelations czy Powerslave myślę, że mielibyśmy trzecią doskonałą kompozycję jego autorstwa. Potencjał tu jest, tylko, że raz nie na 18 minut a dwa nie tędy droga.
Na plus niektóre momenty balladowe, tak gdzieś do 5 minuty i solidne solo Dejva bo już Adrian dla odmiany się nie popisał.
Na minus w zasadzie cała reszta. Oczywiście to tylko moje zdanie.

