Nie wiem, moze i to apokalipsa nastala, ze razem z Szajba zachwycamy sie ta sama plyta, a w dodaktu plyta glamowego pudla, ktorego zawsze bardziej traktowalem jako tapir band, a nie realne sluchowisko
Tym razem, autentycznie wracaja z kawalkiem solidnego rock n rolla, najmniej wiesniacko z najbardziej wiesniackiej szufladki
Doslownie bez paru kawalkow; Whats it gonna take , Down at the Whisky
jest to znakomita pozycja, ociekajaca jedna wielka imprezą, na ktorej nagie panie nie szczedza pokazow na strazackich rurach, a hektolitry wódy ociekaja po ich pieknie wysportowanych i jakze amerykanskich cialach .
gdzies w miedzyczasie do klubu w skorzanej czarnej kurtce wchodzi Vince Neil , po drodze na scenę panienki rozkladaja sie przed nim jak martwy kot przed promieniami slonecznymi. Udaje twardziela, nie zatrzymuje sie. Bo wie, ze po ostatnich taktach Going out swingin' panny w jego garderobie beda ponownie czynic cuda. Wtedy sie wyluzuje. W koncu jest święty




