Jeśli chodzi o frekwencję we Wrocławiu to myślę, że nawet tych 200 osób nie było. Ale to jeszcze nie okazało się najgorsze…
Jeśli chodzi o występy:
- na Deus Mortem wiedziałem, że nie zdąże, ale okazało się, że jak człowiek szybko biega to i na ostatnie 3 kawałki się załapie

Kapeli rzecz jasna nie znałem wcześniej, gdzieś tylko wyczytałem, że słychać tam stare Bathory. Jak dla mnie więcej tam było jednak Thunderbolt, co mnie akurat cieszy. Koncert był ciekawy wizualnie- piekielne, czerwone światła, Necrosodom w półmroku i czarno-białe, bardzo dziwne filmiki wyświetlane z tyłu. Patrząc na nie i wsłuchując się w te wolne, lekko schizujące fragmenty muzyki można było wpaść w trans. Czy same filmiki miały jakiś związek z utworami to nie wiem, bo nie zrozumiałem tekstów

EPka ponoć jeszcze we wrześniu i myślę, że warto będzie ją sprawdzić.
- Witchmaster wg mnie pozamiatał! Te kawałki są wybitnie koncertowe, co było widać po reakcji publiczności. Przed sceną się przerzedziło niemniej tylko po to by zrobić miejsce die-hard-napierdalaczom, ale występ podobał się chyba wszystkim. Setlista przekrojowa, zespół w świetnej formie i Reyash tak pochłonięty grą i zadowolony jak nigdy. Gra w Vader chyba nie sprawiała mu takiej przyjemności

Mimo świetnego przyjęcia i głośnego skandowania nazwy kapeli, bisu nie było. A szkoda.
- na Azarath czekałem najbardziej. Dwa lata temu zawiodłem się ich koncertem a wczoraj… też się zawiodłem. Z całym szacunkiem dla Adama Sierżęgi, ale zdecydowanie Inferno robi różnicę. I jak dla mnie jest to jedyny plus zobaczenia ich w tym składzie. Bardzo brakowało Thrufla. Necrosodom na froncie robi wrażenie, ale jednak Bruno i jego konferancjserka fajnie się sprawdzała. „Specjalna scenografia” to nic więcej jak dwa pentagramy na statywach i „witrażowy” odwrócony krzyż. Nagłośnienie mieli najgorsze ze wszystkich kapel. „Screamin Legions Death Metal” akustyk położył. Od drugiego numeru było lepiej (no w sumie od trzeciego, bo drugi był „Arising the Black Flame”

) ale dopiero od „Whip The Whore” zrobiło się głośno i selektywnie. Koncert nie był zły, mógł się podobać, ja napisałem, że się zawiodłem, ale może miałem zbyt duże wyobrażenia…
- Wspominałem, że najgorsze nie było to, że na koncercie nie było nawet 200 osób. Kiedy zaczynał Bulldozer pomyślałem, że to straszna lipa, że ludzie jeszcze pewnie fajki palą, piwo dopijają a tu legenda zaczyna a pod sceną garstka ludzi. Okazało się, że połowa ludzi (może trochę więcej) po koncercie Azarath wyszła, na samym Bulldozer zostało może 60-70 osób, z czego około 20 walczyło pod sceną. Ci, co uciekli mogą żałować, bo Włosi dali koncert wieczoru, zagrali tak, że szczęka opadła. Wielki luz, radość i szaleństwo, świetna setlista. Publiczność odpłaciła się fantastycznym przyjęciem. To, co się działo pod sceną przy „The Derby” czy „We are Italian” to bardzo pozytywna masakra
Stoisko z merchem sympatyczne, ale najciekawsze kąski zostały już wykupione. Niemniej jednak warto wybrać się na koncert z dodatkową gotówką, bo i za 10zł da się nabyć fajne płyty. Ceny były znacznie niższe niż w e-sklepie Witching Hour.