Judas Priest
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Judas Priest
A pobierasz? Jeżeli tak, to poprosiłbym o podrzucenie, bo dużo bardziej pasi mi mp3, niż słuchanie z playlisty 
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Judas Priest
Pierwszy przesłuch wykonany. Na razie się jawi jako przyzwoita płyta. Panic, Tytułowy, Gates of Hell czy Giants in the Sky na poziomie. Po 24 dzisiaj się drugi odsłuch strzeli, w sumie za wcześnie na definitywną ocenę.
No a z bonusów, Fight of Your Life jest naprawdę mocne. The Lodger za to bardzo osobliwe.
No a z bonusów, Fight of Your Life jest naprawdę mocne. The Lodger za to bardzo osobliwe.
Re: Judas Priest
Po pierwszym odsłuchu najbardziej spodobały mi się As God is my Witness oraz Giants.
Na bonusach Fight of Your Life oraz Lodger świetne.
Na bonusach Fight of Your Life oraz Lodger świetne.
A
B
C
D
E
B
C
D
E
Re: Judas Priest
Co za czasy, żeby wyciek był dzień przed premierą. Przecież to nie ma sensu nawet internetu rozpędzać, żeby to ściągnąć 
Re: Judas Priest
Właśnie kończy mi się pierwszy odsłuch.
Tak patrząc ogólnie, to płyta jest na podobnym poziomie, co Firepower. Coś mi mówi, że niedługo mogę uznać ją za lepszą od poprzedniczki, ale będę do tego potrzebował większej ilości odsłuchów. Na pewno jest to materiał bardziej wyrównany, bo na Firepower są utwory, które po dziś dzień nie do końca do mnie trafiają. Tutaj najsłabsze jest Trial By Fire, które po prostu jest bardzo standardowym utworem JP, ale i tak jest okej.
Podoba mi się to, że płyta faktycznie jest nieoczywista i znajdują się tu naprawdę ciekawe akcenty. Bonusowy The Lodger to w ogóle Himalaje osobliwości i nie mam pojęcia, co o nim sądzić, ale przez podstawową edycję krążka przewija się np. dość potężne Giants in the Sky, quasi-balladowe Crown of Horns, czy killer w postaci As God is My Witness.
A pulę i tak rozbija Gates of Hell, które jest totalnie zajebistym hitem (jak Sardi zauważył, bazowanym na melodii, którą Richie grywał w trakcie swojej solówki na trasie Redeemer of Souls
). CO ZA PEREŁKA!
Realizacyjnie i technicznie jest bezbłędnie. Niby to dalej Sneap, ale słyszałem to już przy singlach, słyszę też przy całości - Invincible Shield nie brzmi 1:1 jak Firepower.
Na pewno ten tytuł będzie przedmiotem niejednej rozmowy, jaką odbędę w najbliższym czasie, pewnie zmieni się też moje nastawienie do poszczególnych kawałków, ale na ten moment jestem bardzo zadowolony. Przez pewien czas powątpiewałem w sens tego wydawnictwa, bo Firepower byłoby godnym zakończeniem dyskografii, ale jak najbardziej opłacało się czekać.
The Priest is back
Tak patrząc ogólnie, to płyta jest na podobnym poziomie, co Firepower. Coś mi mówi, że niedługo mogę uznać ją za lepszą od poprzedniczki, ale będę do tego potrzebował większej ilości odsłuchów. Na pewno jest to materiał bardziej wyrównany, bo na Firepower są utwory, które po dziś dzień nie do końca do mnie trafiają. Tutaj najsłabsze jest Trial By Fire, które po prostu jest bardzo standardowym utworem JP, ale i tak jest okej.
Podoba mi się to, że płyta faktycznie jest nieoczywista i znajdują się tu naprawdę ciekawe akcenty. Bonusowy The Lodger to w ogóle Himalaje osobliwości i nie mam pojęcia, co o nim sądzić, ale przez podstawową edycję krążka przewija się np. dość potężne Giants in the Sky, quasi-balladowe Crown of Horns, czy killer w postaci As God is My Witness.
A pulę i tak rozbija Gates of Hell, które jest totalnie zajebistym hitem (jak Sardi zauważył, bazowanym na melodii, którą Richie grywał w trakcie swojej solówki na trasie Redeemer of Souls
Realizacyjnie i technicznie jest bezbłędnie. Niby to dalej Sneap, ale słyszałem to już przy singlach, słyszę też przy całości - Invincible Shield nie brzmi 1:1 jak Firepower.
Na pewno ten tytuł będzie przedmiotem niejednej rozmowy, jaką odbędę w najbliższym czasie, pewnie zmieni się też moje nastawienie do poszczególnych kawałków, ale na ten moment jestem bardzo zadowolony. Przez pewien czas powątpiewałem w sens tego wydawnictwa, bo Firepower byłoby godnym zakończeniem dyskografii, ale jak najbardziej opłacało się czekać.
The Priest is back
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Judas Priest
Jaki wyciek, jak to wzięte z oficjalnego wydania z innej strefy czasowej.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: Judas Priest
10/10 najlepsza płyta JP i możliwe że w historii muzyki w sumie
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
Re: Judas Priest
Będę wdzięczny za link:)
Re: Judas Priest
Jak empik nie zamuli, to jutro będę miał. Tyle to już wytrzymam.
- Recit The Thornographer
- -#Assassin

- Posty: 2323
- Rejestracja: ndz paź 15, 2006 6:54 pm
- Skąd: Midian
Re: Judas Priest
Empik wysłał, nie mogę się doczekać
To dziwne uczucie, bo z jednej strony nie mam żadnych oczekiwań od zespołu z takim dorobkiem i z liderem w takim wieku, to rewelacja, że w ogóle płytę jeszcze wydają. Z drugiej strony nie mogę się oprzeć oczekiwaniom, bo to jednak TEN zespół, który nagrywa płyty różne, ale nie nagrywa płyt słabych. Samo przekonanie, że będzie dobrze jest już przecież oczekiwaniem
Widziałem, że na wersji "deluks" są dodatkowe kawałki, więc nie ma co żałować grosza (może mi to umknęło, ale na początku nie było to napisane).
A już 20 marca w specjalnej publikacji Teraz Rocka będzie Judas Priest.
Widziałem, że na wersji "deluks" są dodatkowe kawałki, więc nie ma co żałować grosza (może mi to umknęło, ale na początku nie było to napisane).
A już 20 marca w specjalnej publikacji Teraz Rocka będzie Judas Priest.
We embrace like two lovers at death. A monument to the trapping of breath
Re: Judas Priest
Też czekam na deluxa! Kilkanaście złociszy więcej za trzy dodatkowe kawałki? Jak najbardziej. Mnie cztery singlowe podobały się, nie zawiodły, więc na całą płytę czekam przebierając nóżkami z delikatnej niecierpliwości
A i fajnie będzie poczytać wydanie specjalne TR tuż przed Krakowem.
A i fajnie będzie poczytać wydanie specjalne TR tuż przed Krakowem.
Re: Judas Priest
Przemyślenia po +-4 odsłuchach:
1. Panic Attack – kompozycja wszystkim doskonale znana. Nieustannie od października uważam, że jest to świetny utwór i Priest w najlepszym wydaniu. Z jednej strony mamy tu trochę (nawet sporo) klimatów z Painkillera, a z drugiej są te syntezatorki przywodzące na myśl Turbo – świetny zabieg. Nie ma się co nad nim rozwodzić, bo był obgadany do bólu już dawno temu.
2. The Serpent and the King – ponownie ostrzejsza twarz zespołu, tym razem uderzamy trochę w klimaty Stained Class, ale w znacznie nowszym, bardziej metalizowanym wydaniu. Mocna rzecz, podobają mi się dość nieoczywiste refreny, które z początku trochę mnie skołowały, ale nieźle wpisują się w całość.
3. Invincible Shield – chwilkę się rozkręca, ale gdy zyskuje już własną osobowość, staje się jednym z bardziej interesujących momentów krążka. To hymn, który powinien dobrze sprawdzać się na żywo. Frazowanie słowa "invincible" kojarzy mi się trochę z refrenem Ram it Down.
4. Devil in Disguise – lekko zwalniamy i przypominamy sobie March of the Damned sprzed dekady. Na szczęście świeżynka – choć daleko jej od geniuszu – jest wyraźnie lepsza od wspomnianego kawałka i dobrze wpływa na dynamikę płyty, bo wcześniej była seria trzech mocarnych utworów, a zaraz potem jest…
5. Gates of Hell – Oj, co to jest za numer! Tak jak Firepower miało No Surrender, tak Invincible Shield ma Gates of Hell; piosenkę przypominającą klimatem Heart of a Lion i Reckless, będącą cholernie nośnym utworem spod znaku bardziej melodyjnych wyczynów Priest. Dla mnie bomba, najlepsza kompozycja na płycie.
6. Crown of Horns – nie zaskoczyło mi za pierwszym razem, ale ta quasi-ballada to koniec końców bardzo fajna rzecz. Swoisty spadkobierca Worth Fighting For i Never the Heroes, taki „utwór drogi”, któremu nigdzie niespieszno.
7. As God is My Witness – powrót do intensywnych smaczków. Słyszę tu trochę Hard as Iron z 1988. W zasadzie jest to typowy judaszowy killer, słucha się go bez zaskoczeń, ale z nieskrywaną przyjemnością.
8. Trial By Fire – według mnie najsłabszy fragment płyty, choć nie słaby. Po prostu uważam, że to swego rodzaju kontynuacja Sword of Damocles, które podobało mi się bardziej. Tutaj wszystko jest bardzo schematyczne. Refren i moment z ooooo dobre, ale zwrotki przynudzają.
9. Escape From Reality – z recenzji wynikało, że to jakaś dziwna, ocierająca się o doom kompozycja. I trochę napawało mnie to niepokojem, bo Children of the Sun z poprzedniej płyty nigdy do końca mnie nie kupiło. Tutaj jednak wszystko mi się zgadza i tym razem te bardziej sabbathowe klimaty dobrze się udały.
10. Sons of Thunder – najkrótszy, ale mocny numer. Pojawiają się chórki lekko w stylu Accept, co od czasów Snakebite z 2014 nie miało miejsca. Taki niespełna trzyminutowy metalowy kop w dupę.
11. Giants in the Sky – no przyznam, że powoli wyrasta mi na drugi najlepszy kawałek. Podoba mi się ten bluesowy riff napędzający kompozycję, ale przede wszystkim refreny, które są naprawdę masywne. No i tekst – piosenka zadedykowana jest Dio, Lemmy’emu i innym zmarłym legendom. Ciekawe jest przejście w środku, coś podobnego działo się chyba tylko w A Touch of Evil.
Bonusy:
12. Fight of Your Life – nie wiem, kto tam wpadł na pomysł powrotu do klimatów Killing Machine, ale była to wyśmienita decyzja, bo pierwszego z bonusów słucha się aż miło. Buja bardzo porządnie, mógłby spokojnie wejść na regularną wersję krążka.
13. Vicious Circle – obok Trial By Fire najmniej interesująca kompozycja, ale na pewno nie jest w żaden sposób szkodliwa. Ot, heavy metal XXI wieku.
14. The Lodger – nie mam pojęcia, co w ogóle tutaj pisać, bo to jest jedna z najdziwniejszych rzeczy nagranych przez zespół. Co ciekawe, rzecz całkiem dobra, ale zupełnie nieoczywista. Ogólnie dobrze, że to tylko bonus, bo podejrzewam, że dla wielu słuchaczy będzie to numer lekko dezorientujący.
Całościowo uważam ten album za lepszy tytuł od Firepower. Na jego korzyść gra zastosowanie mniej typowych rozwiązań artystycznych i bardziej wyrównany poziom. Dystans dzielący te dwie płyty nie jest jednak duży. Co ciekawe, Invincible Shield nagrywane było po częściach, w różnych miejscach, przez długi czas (prace rozpoczęły się na początku 2020) i jakimś cudem mimo tego wszystkiego brzmi luźniej i bardziej koncertowo, niż nagrywane na żywo Firepower. Ponowne zaufanie Sneapowi było więc dobrą decyzją.
Jeżeli to jest ich ostatni album, to będzie świetnym zamknięciem tematu dyskografii Judas Priest.
1. Panic Attack – kompozycja wszystkim doskonale znana. Nieustannie od października uważam, że jest to świetny utwór i Priest w najlepszym wydaniu. Z jednej strony mamy tu trochę (nawet sporo) klimatów z Painkillera, a z drugiej są te syntezatorki przywodzące na myśl Turbo – świetny zabieg. Nie ma się co nad nim rozwodzić, bo był obgadany do bólu już dawno temu.
2. The Serpent and the King – ponownie ostrzejsza twarz zespołu, tym razem uderzamy trochę w klimaty Stained Class, ale w znacznie nowszym, bardziej metalizowanym wydaniu. Mocna rzecz, podobają mi się dość nieoczywiste refreny, które z początku trochę mnie skołowały, ale nieźle wpisują się w całość.
3. Invincible Shield – chwilkę się rozkręca, ale gdy zyskuje już własną osobowość, staje się jednym z bardziej interesujących momentów krążka. To hymn, który powinien dobrze sprawdzać się na żywo. Frazowanie słowa "invincible" kojarzy mi się trochę z refrenem Ram it Down.
4. Devil in Disguise – lekko zwalniamy i przypominamy sobie March of the Damned sprzed dekady. Na szczęście świeżynka – choć daleko jej od geniuszu – jest wyraźnie lepsza od wspomnianego kawałka i dobrze wpływa na dynamikę płyty, bo wcześniej była seria trzech mocarnych utworów, a zaraz potem jest…
5. Gates of Hell – Oj, co to jest za numer! Tak jak Firepower miało No Surrender, tak Invincible Shield ma Gates of Hell; piosenkę przypominającą klimatem Heart of a Lion i Reckless, będącą cholernie nośnym utworem spod znaku bardziej melodyjnych wyczynów Priest. Dla mnie bomba, najlepsza kompozycja na płycie.
6. Crown of Horns – nie zaskoczyło mi za pierwszym razem, ale ta quasi-ballada to koniec końców bardzo fajna rzecz. Swoisty spadkobierca Worth Fighting For i Never the Heroes, taki „utwór drogi”, któremu nigdzie niespieszno.
7. As God is My Witness – powrót do intensywnych smaczków. Słyszę tu trochę Hard as Iron z 1988. W zasadzie jest to typowy judaszowy killer, słucha się go bez zaskoczeń, ale z nieskrywaną przyjemnością.
8. Trial By Fire – według mnie najsłabszy fragment płyty, choć nie słaby. Po prostu uważam, że to swego rodzaju kontynuacja Sword of Damocles, które podobało mi się bardziej. Tutaj wszystko jest bardzo schematyczne. Refren i moment z ooooo dobre, ale zwrotki przynudzają.
9. Escape From Reality – z recenzji wynikało, że to jakaś dziwna, ocierająca się o doom kompozycja. I trochę napawało mnie to niepokojem, bo Children of the Sun z poprzedniej płyty nigdy do końca mnie nie kupiło. Tutaj jednak wszystko mi się zgadza i tym razem te bardziej sabbathowe klimaty dobrze się udały.
10. Sons of Thunder – najkrótszy, ale mocny numer. Pojawiają się chórki lekko w stylu Accept, co od czasów Snakebite z 2014 nie miało miejsca. Taki niespełna trzyminutowy metalowy kop w dupę.
11. Giants in the Sky – no przyznam, że powoli wyrasta mi na drugi najlepszy kawałek. Podoba mi się ten bluesowy riff napędzający kompozycję, ale przede wszystkim refreny, które są naprawdę masywne. No i tekst – piosenka zadedykowana jest Dio, Lemmy’emu i innym zmarłym legendom. Ciekawe jest przejście w środku, coś podobnego działo się chyba tylko w A Touch of Evil.
Bonusy:
12. Fight of Your Life – nie wiem, kto tam wpadł na pomysł powrotu do klimatów Killing Machine, ale była to wyśmienita decyzja, bo pierwszego z bonusów słucha się aż miło. Buja bardzo porządnie, mógłby spokojnie wejść na regularną wersję krążka.
13. Vicious Circle – obok Trial By Fire najmniej interesująca kompozycja, ale na pewno nie jest w żaden sposób szkodliwa. Ot, heavy metal XXI wieku.
14. The Lodger – nie mam pojęcia, co w ogóle tutaj pisać, bo to jest jedna z najdziwniejszych rzeczy nagranych przez zespół. Co ciekawe, rzecz całkiem dobra, ale zupełnie nieoczywista. Ogólnie dobrze, że to tylko bonus, bo podejrzewam, że dla wielu słuchaczy będzie to numer lekko dezorientujący.
Całościowo uważam ten album za lepszy tytuł od Firepower. Na jego korzyść gra zastosowanie mniej typowych rozwiązań artystycznych i bardziej wyrównany poziom. Dystans dzielący te dwie płyty nie jest jednak duży. Co ciekawe, Invincible Shield nagrywane było po częściach, w różnych miejscach, przez długi czas (prace rozpoczęły się na początku 2020) i jakimś cudem mimo tego wszystkiego brzmi luźniej i bardziej koncertowo, niż nagrywane na żywo Firepower. Ponowne zaufanie Sneapowi było więc dobrą decyzją.
Jeżeli to jest ich ostatni album, to będzie świetnym zamknięciem tematu dyskografii Judas Priest.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Judas Priest
Fajna recka Schizoid, taki aperitif przed jutrzejszym "daniem głównym" 
Re: Judas Priest
Właśnie leci, pewnie nie dam rady posłuchać całości ale już wiem, że Gates of Hell, które właśnie się skończyło, jest PRZEGENIALNE.
Re: Judas Priest
Ten pomysł pojawił się już na Epitaph, w trakcie You've got another thing coming. Co do albumu - jest wybornie, ale coś więcej będę w stanie napisać jak już zrobi conajmniej kilka okrążeń
While you sleep in earthly delight,
Someone's flesh is rotting tonight
Re: Judas Priest
Faktycznie, nie zaliczyłem Epitaph, to mniej mi to utkwiło w pamięci
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Judas Priest
Już się kręci od od rana 
Dzięki za rozkminy, Schizoid
Dzięki za rozkminy, Schizoid



