05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Wspaniały to był festiwal, nie zapomnę go nigdy
Forum internetowe to poważna sprawa.
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Fiu fiu;) Czekamy w takim razie na relację z Twojej strony.
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Pił tyle, że nic nie pamięta, więc nie ma czego zapomnieć. 
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Pomówienia
Forum internetowe to poważna sprawa.
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Relacja zapewne rozwieje wątpliwości ale moja żona bardziej przychyla się w kierunku komentarza pz;)
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Akurat kiedy się widzieliśmy, to istotnie byłem w stanie kwestionowalnej trzeźwości, ale akurat widziałem też trochę kapel;)
Forum internetowe to poważna sprawa.
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Kwestia co i ile zostało złapane...
www.MetalSide.pl
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
TLDR – nic nie złapałem
A zatem tak – festiwalowanie rozpoczęliśmy od wypicia Żubra z kolegą cockerem z kieliszków od wina, a potem udaliśmy się na Smoulder – o ile nie rozumiem momentami AŻ TAKIEGO szału na ten zespół, tak koncertowo są solidni, koncert w zeszłym roku na Heliconie był taki sobie, ale potem już za każdym razem było całkiem w porządku. Tak też było i teraz, szkoda że nie zagrali więcej szybkich utworów w stylu Bastard Steel, no ale ten i Ilian of Garathorm zawsze warto na żywo posłuchać. Generalnie więcej heavy/doomu na SDL by się przydało.
O ile na Necrowretch (z obozu słychać było, że to taki tam black/death, niczym się nie wróżniający) nastąpiła piewsza posiadówka z pierwszą grupą znajomych, tak już na Messiah chciałem iść. Jakimś wielkim fanem nie jestem, raz na rok odpalę sobie Extreme Cold Weather i generalnie ciężko było się tam do czegoś specjalnie przyczepić, natomiast czy będzie to koncert który zapamiętam do końca życia? Niespecjalnie.
Ufomammut widziałem już ostatnio na Brutalu, więc mniej więcej wiedziałem, czego się spodziewać, natomiast koncert na SDL był jeszcze lepszy – dużo zrobiła pora, oraz to, że tym razem mogli wyświetlić z tyłu wizualizacje – bardzo ładnie był też ten koncert nagłośniony – dokładnie o taki stoner nic nie robiłem.
Dołączyłem jeszcze na chwilę do ekipy forumowej na koncert Djinn i akurat ten koncert mnie zmęczył dość mocno, jakoś zupełnie mi ta muzyka nie siadła.
Tak jak już kol. Cocker napisał, reszta dnia została odpuszczona, Wolvennest by zobaczył, ale nikt nie miał ochoty męczyć się przez Anaal Nathrakh czy Mayhem do 1 w nocy
Piątek zapowiadał się dość wesoło, bo tak de facto poza King Dude'm nie interesowało mnie praktycznie nic – natomiast za namową ww. kolegi cockera, wybrałem się na Rumours – i to był doskonały strzał, muzycznie jest to takie lekko zmetalizowane Unto Others, świetnie zabrzmiało na żywo – jedynie może nie w 100% mi siadła barwa wokalisty, bardziej pasowałby mi głos w stylu typa z The Night Eternal, ale to tylko drobne narzekanie. Brawo dla organizatorów za wyciągnięcie takiej kapeli, bo to jakaś totalna nisza, a okazuje się, że zespół świetny.
Zamiast healthyliving, wybrałem unhealthy living, gdyż nastąpiło zupełnie przypadkiem spotkanie z kolejnym znajomym, a potem udałem się na ww. Kinga – ależ to był dobry koncert – sam TJ to świetny frontman, w zasadzie jakby nic nie grali, a koncert polegał na jego standupie, nikt by nie miał problemu – niestety tu też mieliśmy do czynienia z zasadniczym problemem krypty – jest ona po prostu za mała i o ile jakieś mało znane zespoły tam jeszcze mogą grać, tak na takiego Kinga wiem że wiele osób po prostu już nie dało rady wejść do środka. W tym roku to jeszcze chociaż ta klima była, wolę nie myśleć jak było bez niej. Co do koncertu jeszcze, to akustyczna formuła w tym wypadku o wiele bardziej mi pasuje – zresztą jedyny zarzut jaki ludzie mieli, to to, że było zdecydowanie za krótko – zleciało te 45 minut nie wiadomo kiedy, udało się wcisnąć jeszcze nawet, zakładam że nieplanonowany w warunkach festiwalowych bis. Zamiast Borkagnar wolałem pogadać sobie z Kingiem, który wyszedł na merch kryptowy praktycznie od razu, a następnie przygotować się odpowiednio na koncert Riverside. Ponieważ słuchanie tego zespołu, a szczególnie wokali Mariusza Dudy to dla mnie przyjemność porównywalna z leczeniem kanałowym, jak wszyscy doskonale wiemy, przed takim doświadczeniem należy użyć znieczulenia. Misja udała się znakomicie, ponieważ znieczulenie zadziałało fantastycznie i nie słyszałem nawet pół utworu Riverside. Byłem jeszcze na Lilli Refrain, która jest naprawdę niesamowita scenicznie i mało jest tak oryginalnych wykonawców, ale trochę oberwała rykoszetem przez czynniki zewnętrzne, więc nie mogłem docenić tego koncertu tak, jak ten, który widziałem w Wilnie. Godflesh to zupełnie nie moje klimaty, więc należało spożyć dawkę przypominającą znieczulenia a następnie wrócić.
W sobotę już po przybyciu na pole nastąpiło bardzo niefortunne wydarzenie, gdyż okazało się najpierw że jest na polu kolejna ekipa znajomych, a potem, że przyjechał jeszcze kolejny.
Wymienianie spostrzeżeń naukowych potrwało tyle, że spóźniłem się trochę na Chapel of Disease,
natomiast i tak widziałem większość koncertu – o ile nie przegryzłem się jeszcze przez ich nowy album, tak stare utwory w dalszym ciągu siadły bardzo dobrze.
Po CoD udałem się już na mój 29 w ogóle i 5 w tym roku koncert Primordial. Na całe szczęście w porównaniu do koncertu na Brutalu tym razem zagrali wieczorem, dodatkowo z bardzo dobrym dźwiękiem (to na BA też szwankowało). To, plus fakt że był w secie festiwalowym tylko jeden utwór z nowej płyty (która się na koncerty średnio nadaje), a był na tak krótkich koncertach rzadko grany Gods to the Godless sprawiło że był to naprawdę udany koncert i najlepszy z tych 3 co widziałem na festiwalach.
Z poważnego oglądania został już tylko Overkill, którego dość dawno nie widziałem, ostatnio w 2019. I jak to oni – świetny koncert, Bobby jak był rewelacyjnym frontmanem tak dalej jest, muzycznie to mój ulubiony zespół thrashowy razem z Exodus i Death Angel, w secie było dokładnie to, co chciałem, ewentualnie szkoda, że na festiwalu musieli wyciąć Evil Never Dies.
Ponieważ do muzyki Moonspell mam praktycznie identyczny stosunek jak do Riverside (no ewentualnie Fernando wydaje się być normalnym gościem, a nie tak niesamowicie nieznośnym przeegzaltowanym bucem jak M. Duda) należało jak najszybciej spożyć ostatnią dawkę znieczulenia, na szczęście znajomi mieli jeszcze niewielki zapas, a zatem udalo się poraz kolejny dodać Moonspell do listy missed live.
Widziałem jeszcze fragment Obscure Sphinx i o ile niezbyt jest to muzyka w moich klimatach, tak obiektywnie patrząc nie ma się co dziwić licznym pozytywym opiniom.
Uwagi ogólne co do festiwalu – jak już koledzy wspomnieli rok temu – ochrona na tym festiwalu istnieje tak dość mocno symbolicznie. I o ile 99% ludzi wykorzystuje to w celu wniesienia alkoholu na pole/teren festu, tak była jedna sytuacja już o wiele mniej zabawna niż krytyczne uwagi na temat Riverside. Otóż w piątek podszedł do nas na polu jakiś typ i zaczął pierdolić jakieś bzdury tak zupełnie losowo. Okazało się, że osobnik ów, wcześniej oznajmił jakiejś dziewczynie, że "lubi gwałcić i zabijać". Do tego momentu możnaby jeszcze uznać za średnio zabawny, ale jednak dowcip – gdyby nie fakt, że typ ten chodził z dość sporym nożem i upodobał sobie również przystawianie go ludziom może nie do ostrzem do gardła, ale jednak do twarzy. Tyle dobrego, że zaraz po tym zdarzeniu faktycznie dość spora reprezentacja ochrony na polu namiotowym już się pojawiła a ów gość wyleciał błyskawicznie z zerwaną opaską i banem na zakup kolejnego biletu, no ale taka sytuacja faktycznie mogłaby się skończyć różnie i rzeczywiście chyba lepiej byłoby, aby kosztem mniejszej dostępności piwa/alkoholu na polu do czegoś takiego dojść w ogóle nie mogło – bo tak, to nawet pod samą scenę dałoby radę wnieść dosłownie cokolwiek.
Ogólnie pod kątem muzycznym to nie do końca festiwal dla mnie, ale mimo wszystko jest to naprawdę udana i coraz lepiej zorganizowana impreza, serdecznie podziękowania dla organizatora wyjazdu kol. Cockera i nie mniej wspaniałego kolegi Sardiego.
A zatem tak – festiwalowanie rozpoczęliśmy od wypicia Żubra z kolegą cockerem z kieliszków od wina, a potem udaliśmy się na Smoulder – o ile nie rozumiem momentami AŻ TAKIEGO szału na ten zespół, tak koncertowo są solidni, koncert w zeszłym roku na Heliconie był taki sobie, ale potem już za każdym razem było całkiem w porządku. Tak też było i teraz, szkoda że nie zagrali więcej szybkich utworów w stylu Bastard Steel, no ale ten i Ilian of Garathorm zawsze warto na żywo posłuchać. Generalnie więcej heavy/doomu na SDL by się przydało.
O ile na Necrowretch (z obozu słychać było, że to taki tam black/death, niczym się nie wróżniający) nastąpiła piewsza posiadówka z pierwszą grupą znajomych, tak już na Messiah chciałem iść. Jakimś wielkim fanem nie jestem, raz na rok odpalę sobie Extreme Cold Weather i generalnie ciężko było się tam do czegoś specjalnie przyczepić, natomiast czy będzie to koncert który zapamiętam do końca życia? Niespecjalnie.
Ufomammut widziałem już ostatnio na Brutalu, więc mniej więcej wiedziałem, czego się spodziewać, natomiast koncert na SDL był jeszcze lepszy – dużo zrobiła pora, oraz to, że tym razem mogli wyświetlić z tyłu wizualizacje – bardzo ładnie był też ten koncert nagłośniony – dokładnie o taki stoner nic nie robiłem.
Dołączyłem jeszcze na chwilę do ekipy forumowej na koncert Djinn i akurat ten koncert mnie zmęczył dość mocno, jakoś zupełnie mi ta muzyka nie siadła.
Tak jak już kol. Cocker napisał, reszta dnia została odpuszczona, Wolvennest by zobaczył, ale nikt nie miał ochoty męczyć się przez Anaal Nathrakh czy Mayhem do 1 w nocy
Piątek zapowiadał się dość wesoło, bo tak de facto poza King Dude'm nie interesowało mnie praktycznie nic – natomiast za namową ww. kolegi cockera, wybrałem się na Rumours – i to był doskonały strzał, muzycznie jest to takie lekko zmetalizowane Unto Others, świetnie zabrzmiało na żywo – jedynie może nie w 100% mi siadła barwa wokalisty, bardziej pasowałby mi głos w stylu typa z The Night Eternal, ale to tylko drobne narzekanie. Brawo dla organizatorów za wyciągnięcie takiej kapeli, bo to jakaś totalna nisza, a okazuje się, że zespół świetny.
Zamiast healthyliving, wybrałem unhealthy living, gdyż nastąpiło zupełnie przypadkiem spotkanie z kolejnym znajomym, a potem udałem się na ww. Kinga – ależ to był dobry koncert – sam TJ to świetny frontman, w zasadzie jakby nic nie grali, a koncert polegał na jego standupie, nikt by nie miał problemu – niestety tu też mieliśmy do czynienia z zasadniczym problemem krypty – jest ona po prostu za mała i o ile jakieś mało znane zespoły tam jeszcze mogą grać, tak na takiego Kinga wiem że wiele osób po prostu już nie dało rady wejść do środka. W tym roku to jeszcze chociaż ta klima była, wolę nie myśleć jak było bez niej. Co do koncertu jeszcze, to akustyczna formuła w tym wypadku o wiele bardziej mi pasuje – zresztą jedyny zarzut jaki ludzie mieli, to to, że było zdecydowanie za krótko – zleciało te 45 minut nie wiadomo kiedy, udało się wcisnąć jeszcze nawet, zakładam że nieplanonowany w warunkach festiwalowych bis. Zamiast Borkagnar wolałem pogadać sobie z Kingiem, który wyszedł na merch kryptowy praktycznie od razu, a następnie przygotować się odpowiednio na koncert Riverside. Ponieważ słuchanie tego zespołu, a szczególnie wokali Mariusza Dudy to dla mnie przyjemność porównywalna z leczeniem kanałowym, jak wszyscy doskonale wiemy, przed takim doświadczeniem należy użyć znieczulenia. Misja udała się znakomicie, ponieważ znieczulenie zadziałało fantastycznie i nie słyszałem nawet pół utworu Riverside. Byłem jeszcze na Lilli Refrain, która jest naprawdę niesamowita scenicznie i mało jest tak oryginalnych wykonawców, ale trochę oberwała rykoszetem przez czynniki zewnętrzne, więc nie mogłem docenić tego koncertu tak, jak ten, który widziałem w Wilnie. Godflesh to zupełnie nie moje klimaty, więc należało spożyć dawkę przypominającą znieczulenia a następnie wrócić.
W sobotę już po przybyciu na pole nastąpiło bardzo niefortunne wydarzenie, gdyż okazało się najpierw że jest na polu kolejna ekipa znajomych, a potem, że przyjechał jeszcze kolejny.
Wymienianie spostrzeżeń naukowych potrwało tyle, że spóźniłem się trochę na Chapel of Disease,
natomiast i tak widziałem większość koncertu – o ile nie przegryzłem się jeszcze przez ich nowy album, tak stare utwory w dalszym ciągu siadły bardzo dobrze.
Po CoD udałem się już na mój 29 w ogóle i 5 w tym roku koncert Primordial. Na całe szczęście w porównaniu do koncertu na Brutalu tym razem zagrali wieczorem, dodatkowo z bardzo dobrym dźwiękiem (to na BA też szwankowało). To, plus fakt że był w secie festiwalowym tylko jeden utwór z nowej płyty (która się na koncerty średnio nadaje), a był na tak krótkich koncertach rzadko grany Gods to the Godless sprawiło że był to naprawdę udany koncert i najlepszy z tych 3 co widziałem na festiwalach.
Z poważnego oglądania został już tylko Overkill, którego dość dawno nie widziałem, ostatnio w 2019. I jak to oni – świetny koncert, Bobby jak był rewelacyjnym frontmanem tak dalej jest, muzycznie to mój ulubiony zespół thrashowy razem z Exodus i Death Angel, w secie było dokładnie to, co chciałem, ewentualnie szkoda, że na festiwalu musieli wyciąć Evil Never Dies.
Ponieważ do muzyki Moonspell mam praktycznie identyczny stosunek jak do Riverside (no ewentualnie Fernando wydaje się być normalnym gościem, a nie tak niesamowicie nieznośnym przeegzaltowanym bucem jak M. Duda) należało jak najszybciej spożyć ostatnią dawkę znieczulenia, na szczęście znajomi mieli jeszcze niewielki zapas, a zatem udalo się poraz kolejny dodać Moonspell do listy missed live.
Widziałem jeszcze fragment Obscure Sphinx i o ile niezbyt jest to muzyka w moich klimatach, tak obiektywnie patrząc nie ma się co dziwić licznym pozytywym opiniom.
Uwagi ogólne co do festiwalu – jak już koledzy wspomnieli rok temu – ochrona na tym festiwalu istnieje tak dość mocno symbolicznie. I o ile 99% ludzi wykorzystuje to w celu wniesienia alkoholu na pole/teren festu, tak była jedna sytuacja już o wiele mniej zabawna niż krytyczne uwagi na temat Riverside. Otóż w piątek podszedł do nas na polu jakiś typ i zaczął pierdolić jakieś bzdury tak zupełnie losowo. Okazało się, że osobnik ów, wcześniej oznajmił jakiejś dziewczynie, że "lubi gwałcić i zabijać". Do tego momentu możnaby jeszcze uznać za średnio zabawny, ale jednak dowcip – gdyby nie fakt, że typ ten chodził z dość sporym nożem i upodobał sobie również przystawianie go ludziom może nie do ostrzem do gardła, ale jednak do twarzy. Tyle dobrego, że zaraz po tym zdarzeniu faktycznie dość spora reprezentacja ochrony na polu namiotowym już się pojawiła a ów gość wyleciał błyskawicznie z zerwaną opaską i banem na zakup kolejnego biletu, no ale taka sytuacja faktycznie mogłaby się skończyć różnie i rzeczywiście chyba lepiej byłoby, aby kosztem mniejszej dostępności piwa/alkoholu na polu do czegoś takiego dojść w ogóle nie mogło – bo tak, to nawet pod samą scenę dałoby radę wnieść dosłownie cokolwiek.
Ogólnie pod kątem muzycznym to nie do końca festiwal dla mnie, ale mimo wszystko jest to naprawdę udana i coraz lepiej zorganizowana impreza, serdecznie podziękowania dla organizatora wyjazdu kol. Cockera i nie mniej wspaniałego kolegi Sardiego.
Forum internetowe to poważna sprawa.
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Dzięki za ciekawą relkę. Aczkolwiek ja bym z Moonspella i Riverside skorzystał 
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Ja byłem na tym samym fescie, na zupelnie innych kapelach
Uwielbiam SDL, znakomita organizacja i świetnie się rozwija. Oby tak dalej. Czuje sie tam jak w domu
Znakomite wystepy: Borknagar, Primordial, Moonspell, Wolvennest
Bardzo dobre: Riverside, Anaal, CoD,
Poprawne: Mayhem.
W krypcie pare ciekawostek tez się znalazło

Z forumowej ekipy nikogo nie spotkałem
Uwielbiam SDL, znakomita organizacja i świetnie się rozwija. Oby tak dalej. Czuje sie tam jak w domu
Znakomite wystepy: Borknagar, Primordial, Moonspell, Wolvennest
Bardzo dobre: Riverside, Anaal, CoD,
Poprawne: Mayhem.
W krypcie pare ciekawostek tez się znalazło
Z forumowej ekipy nikogo nie spotkałem
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12650
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Wiele zostało już powiedziane na temat potężnego Summer Dying Loud 2024, ale nie byłbym sobą, gdybym sam nie poklikał trochę w kąkuter, żeby się podzielić moim festiwalowym POV
Zapraszam do krótkiej, cockerowej relacji 
Ogólnie nastawiałem się bardzo dobrze na tą edycję, mimo moim zdaniem gorszego lineupu niż w ubiegłym roku. Rozpiska dzienna tak się rozłożyła, że w czwartek niewiele tam było dla mnie do oglądania, więc długo myślałem, że może odpuszczę ten jeden dzień, ale jednak kilkudniowy festiwal to też ma być experience, więc zdecydowałem, że będę razem z Sardim i Żelaznym od samego początku
Ominę opowiadanie o piciu Żubra z kieliszków do wina i innych podobnych ekscesach, bo kol. Żelazny już zawarł to w swojej relacji 
Po wejściu na festiwal byłem miło zaskoczony, że nikt mi nie przetrzepał plecaka, ani nie sprawdził czy w gaciach nie wnoszę żadnego C4. No ogólnie kwestie bezpieczeństwa na tym festiwalu są... wątpliwe. Dla większości normalnych osób to miła sprawa, bo fajnie sobie wnieść własnego browarka zamiast wydawać grube cebuliony na piwo na festiwalu, no ale... właśnie. Dymałem codziennie z plecakiem i ani razu, nawet podczas wchodzenia na strefę main stage nie zapytano mnie czy przypadkiem nie mam tam zestawu maczet lub materiałów wybuchowych. Czy można czuć się bezpiecznie na takiej imprezie? No niekoniecznie, co doskonale pokazała sytuacja z facetem chodzącym po polu namiotowym, który bawił się nożem przed twarzami festiwalowiczów i opowiadał jak to lubi gwałcić i zabijać. No ta kwestia jest na pewno do poprawy, bo w końcu tam stanie się tragedia, bo jakiś popierdoleniec wypije piwo za dużo lub weźmie jakąś pigułę i wyciągnie kałacha
Ale teraz już będzie o zespołach 
Pierwszym jaki widziałem, był Smoulder. Widziałem ich już na Heliconie w ubiegłym roku i nie ukrywam, nie szedłem na ten gig z wypiekami na twarzy. Na Heliconie mnie nie powalili, zresztą tak samo jak na płytach. Ot, taki 6/10 metal, ale z babą na wokalu
Ten koncert nie odczarował mi tego zespołu. Tak jak i po warszawskim, zapamiętam tylko opętaną panią wokalistkę, ale nic więcej. No i ścięła włosy
Występ był po prostu ok, choć trzeba oddać pani wokalistce, że zostawia serducho na scenie i za to propsy.
Kolejny był Kryształ - polski post-punk, który grał na Krypcie. Krypta odjebana powiem wam, w tamtym roku była sauna jak nie wiem, w tym roku weszliśmy i już po przekroczeniu progu poczuliśmy zimny powiew. Faktycznie, zainstalowano tam na czas festiwalu klimatyzację, która wydawała się całkiem wydajna, choć nie na tyle, żeby zapewnić komfort na naprawdę mocno nabite gigi w tej malutkiej sali. Na Krysztale było zimnofalowo i powietrze też było zimne hehe. Bardzo fajny koncert, zgodnie z oczekiwaniami, bo płytowo mi się podobali
Następnie udałem się na Necrowretch na maina. Miałem duże oczekiwania, bo ostatnia płyta mi całkiem siadła, ale na żywo nie zdało to egzaminu, niestety. Poprawnie odegrany black z deathowywmi naleciałościami, ale nic ponad to. Na żywo jakoś wszystko się wypłaszczyło, wszystko brzmiało tak samo i jeszcze byli za głośno ustawieni... No cóż, nie można mieć wszystkiego. Nie załamywałem się, bo przed nami jeszcze był niemal cały festiwal, więc coś fajnego się jeszcze zobaczy
Następny był Defying w Krypcie - znów rodzima kapela. Był to fajny klimatyczny występ, ale nie zapamiętałem z niego dużo.
W trakcie Messiah poszliśmy z Sardim do kumpla na pole namiotowe pogadać i zdegustować rudy trunek, który przywiózł. Z tego co słyszeliśmy z pola brzmiało to całkiem fajnie, choć nie było w tym nic, co by mnie wyrwało z namiotu
Nastąpił czas na pierwszą bardziej napełnioną Kryptę. Polski Thaw Artura Rumińskiego przyciągnął sporą publikę. I nic dziwnego, fajne to było, potężnie brzmiało i fajnie było tego doświadczyć, choć no... nie jest to energiczna muzyka
No i z mało energicznego koncertu przetransportowałem się na kolejny mało energiczny
Ufomammut złoił ładnie skórę na mainie. Brzmieli przepotężnie i walcowali swoimi ciężkimi, powolnymi riffami wszystko w zasięgu wzroku. Bardzo klimatyczny koncert z miłą niespodzianką w postaci coveru Welcome to the Machine Floydów.
Po dwóch koncertach raczej nastawionych na klimat i ciężar nastąpił czas na dużo bardziej energetyczny gig. Djiin w Krypcie pokazał naprawdę świetne show. Pierwszy raz byłem też na koncercie zespołu, który w instrumentarium ma harfę. Ruda pani wokalistka podgrywała na niej często śpiewając, albo supportując bardzo sprawnego gitarzystę, gdy on wycinał chore solówki. Czego tu nie było! Djiin zaserwował mix gatunkowy, od którego mogła rozboleć głowa. Było trochę psychodeli, trochę bluesy, było trochę starego proga na modłę Yesów, a było też trochę atmosferycznego grania i stonera. Wyszedłem oczarowany, choć może odrobinę przebodźcowany, bo działo się naprawdę dużo
Tego dnia chciałem zobaczyć jeszcze bardzo Wolvennest, ale Djiin skończył koło 22, a Wolvennest miał grać dopiero o 1:20. Z racji, że nasza dziupla była w Łodzi, uznaliśmy, że nie ma sensu czekać ponad 3h słuchając Mayhem i innych kapel, które średnio nas interesują, dlatego zawinęliśmy na chatę, dość że zmęczenie podróżą też zrobiło swoje - jednak nastawić się psychicznie na wycieczkę do Łodzi to spory wysiłek
Piątek koncertowo zapowiadał się już dużo lepiej. Wbrew dewizie kol. Żelaznego "remember son, bands ruin festivals" miałem w planach zobaczyć sporo gigów, podobnie zresztą jak w sobotę
Zacząłem od bardzo dobrego koncertu Zespołu Sztylety na Krypcie. Pasowało mi to bardzo na płytach, a na żywo tylko się w tym utwierdziłem. No i nie było słychać tekstów, które studyjnie trochę mnie wkurwiały
Na Barren Womb nie miałem jakiejś gigantycznej ochoty, po posłuchaniu ich najnowszej płyty, ale to co Norwegowie zrobili pokazało w jakim byłem błędzie. Duet - gitara, perkusja - zdzierał gardło czerwoności i pędzili w swoim noisowo, deczko hardkorowym stylu jak szaleni. Świetny, energetyczny koncert, który naładował mnie na kolejne godziny pobytu w Aleksandrowie
Dalej nie jest to muzyka, którą chcę sobie puszczać w domu do pracy, ale na żywo sprawdziło się wyśmienicie, na Mystiku zniszczyliby Desert Stage 
Kolejny był koncert na Krypcie, chyba jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie. Niezbyt znany niemiecki Rumours cholernie spodobał mi się podczas przesłuchiwania kapel przed festiwalem. No i dowieźli chłopaki. Wspaniały koncert, choć jedyny mój barierkowy na tym feście i dźwięk nie rozpieszczał, ale znałem te numery, a to bardzo pomagało. Naprawdę, chłopy są świetne i mam nadzieję, że jeszcze zagrają przy okazji jakiegoś festiwalu, albo jako support czegoś fajnego w Krakowie
Pisałem o nich w "Ostatnio odkryłem/polecam", więc polecam się tam udać, jeśli ktoś lubi przebojowy heavy z odrobiną gotyku
Ależ to było smaczne!
Masacre odpuściłem, w sumie już sam nie pamiętam czemu, ale nie żałuję, bo zbierałem siły po Rumours, aby po jakimś czasie pojawić się znów na Krypcie i obejrzeć gig healthyliving. Muzycznie było bardzo fajnie, bardzo atmosferycznie, ale też nie było nudy. Momentami było bardzo onirycznie, a momentami bardzo rockowo, jak wleciał taki Dream Hive no to nie dało się nie potupać stupkom
Weedpecker odpuszczony. Znów pojawiłem się na Krypcie, żeby zobaczyć kolejny gig, na który mocno czekałem. Nie ukrywam, że ostatnio nie śledziłem bardzo namiętnie aktywności King Dude'a, ale gdy zobaczyłem, że będzie na SDL, niesamowicie się podjarałem, bo mam do jego muzyki bardzo duży sentyment, a jego gig w Krakowie w 2018 wspominam z wypiekami na twarzy. No i Król udowodnił, czemu jest Królem. Niesamowicie szybko minęło 45 minut wypełnione muzyką i standupowymi wstawkami. Bardzo dobrze się słucha tego Kolesia
Wyjść z gitarką akustyczną i kolegą, który czasem stuknie w pada i porwać taki tłum to jest po prostu sztuka. Po koncercie Król niemal natychmiast wyszedł przed Kryptę w celu strzelenia sobie paru fotek i podpisania płyt. Sam kupiłem moje ukochane Music To Make War To, okazało się, że ostatnia sztuka i zamieniłem parę słów z Kingiem, narzekając na brak jakiegokolwiek akcentu z tego krążka w secie
Taki Twin Brother Of Jesus w akustycznym aranżu przyjąłbym jak szalony 
Przez długie kolejki do Kinga opuściłem Borknagar, na którym jakoś bardzo mi nie zależało. Poleciałem na maina ustawić się przed koncertem Riverside. Oczywiście nie muszę mówić, że całkiem lubię ten zespół
Bałem się trochę żenujących gadek Dudy o tym jaki to on jest ździwiony, że NIEMETALOWY zespół trafił na METALOWY festiwal, ale na szczęście nie było aż tak źle, choć dobrze też nie. Choć nawet mnie rozbawił, gdy był sing-along moment i wyznaczał "wszyscy" ooooooo, "lewa strona" oooooooo, "fani Mayhem" oooooo
Koncert świetny. Szkoda trochę, że męczą tak mocno ten set, ale te numery z Identity... ależ to jest złoto, a outro Big Tech Brother chyba nigdy mi się nie znudzi. Potęga. Wyszedłem bardzo ukontentowany rozmawiając z benym i jego żoną, ślę do Was pozdrowienia, bardzo miło było Was zobaczyć 
Po wspaniałym gigu Riverside poszedłem do Krypty na Lili Refrain. Bardzo fajny performance, momentami wręcz mistyczny. Podobało mi się, ale jeszcze musiałem ochłonąć po Riv i tak mi przeleciało
Kolejny był Godflesh, który chciałem zobaczyć raczej z ciekawości, bo studyjnie ten klasyk mnie nie chwycił. Ale na żywo? O matulu, co za industrialny rozpierdol. Fantastyczny koncert, który zostanie na długo w mojej głowie. Wspaniale się to sprawdza live w nocy.
The Crown na zakończenie dnia mnie nie powaliło, trochę znudziło, więc w trakcie zebraliśmy Żelaznego i wsadziliśmy go do Ubera
Mieliśmy super kierowcę, bardzo fajnie się gadało
Pozdrowienia dla niego!
Sobota zapowiadała się też dość intensywnie, choć już nie było takich "must see" jak Rumours, Riverside czy King Dude. Wbiłem na Sunnatę. I Sunnata jak to Sunnata. Grają w kółko kurwa to samo, choć to granie które z definicji powinno mi się podobać to mam jakieś takie mieszane uczucia widząc ich live. Nie było to na pewno złe, ale raczej nudnawe jak zwykle.
Pure Bedlam w Krypcie to też nie był szczyt marzeń, ale ja po prostu nie jestem fanem tego zespołu.
Schizma na main to był chyba najgorszy gig jaki widziałem na tym festiwalu. Boomerskie teksty rodem z jakiegoś Bloody Daisies, muzyka bez niczego ciekawego. Gówno w chuj, dobrze, że miałem browara to przynajmniej miałem się czym zająć.
Mutterlein w Krypcie chciałem zobaczyć, ale była obsuwa i jak już się zaczęło to jakoś nie mogłem w ogóle się wczuć w to atmosferyczne granie. Ciągle myślałem o tym, że zaraz trzeba wyjść na maina. No niestety Mutter rozczarowało.
Trzeba było wyjść, bo na Mainie rozkładał się już wyczekiwany przeze mnie Chaperl of Disease. Świetny koncert, bardzo chętnie zobaczyłbym ich w klubie, bo bardzo lubię ich muzykę, dwie ostatnie płyty - miodek.
Niestety trochę urwaliśmy z Sardim Chapel i poszliśmy do Krypty odrobinę wcześniej, bo miało tam zagrać Blaze of Perdition, a podejrzewaliśmy tłumy - i słusznie. Koncert bardzo dobry, w tym ścisku można było poczuć starą dobrą Kryptową saunę, choć tragedii nie było
Ale poza tym, że było bardzo dobrze, można coś więcej o tym koncercie powiedzieć? Chyba nie. Technicznie super, Pan Paweł jak zawsze wspaniale darł mordę, ale nie czułem jakiegoś uniesienia, jak chociażby na Manbryne rok wcześniej w tym samym miejscu. Trochę chyba też nie rozumiem sensu istnienia BoP i Manbryne jednocześnie. Nie mniej jednak, fajnie zobaczyć, ale specjalnie na koncert bym się nie wybierał, wystarczy to co teraz widziałem.
Po BoP byłem strasznie zmęczony, trzeci dzień festiwalu dawał się we znaki. Poszliśmy na maina, gdzie miał zagrać zaraz Primordial. Początek koncertu posłuchałem leżąc sobie na strefie plażowej przy namiocie z merchem
No ale to było coś. Genialny koncert, zacząłem rozumieć aż taką podjarkę Żelaznego. Nie jestem jakimś mega znawcą ich katalogu, ale set był bardzo w porządku pode mnie, szczególnie otwieracz i zamykacz prosto z To the Nameless Dead. No i to był też chyba najlepiej nagłośniony koncert festiwalu. Nie było za głośno, było selektywnie, było wspaniale. Tym bardziej na tle Overkilla, który grał po nich, a tam ktoś gały rozkręcił i zadowolony. Ale jeszcze co do Primordial. Super klimat, super muzyka, wykonawczo top, a Pan Alan to świetny frontmen. Kontakt z publiką bardzo fajny no i czyste wokale przepotężne. Wyszedłem bardzo ukontentowany, choć jeszcze z 15 minut mogliby pocisnąć
Ależ to był dobrze nagłośniony gig!
Na Convulse mi się nie chciało iść, więc na Overkilla czekałem na trybunce, trochę chciałem odpocząć. Pierwsze 3-4 numery Overkilla totalnie mnie nie porwały. Jakoś to tak brzmiało wszystko płasko, bez mocy, ja trochę nie mogłem się wczuć. Ale im dalej w las, tym było lepiej. Wstałem z trybuny i podszedłem bliżej. Poczułem atmosferę koncertu i naprawdę bardzo miło się zaskoczyłem jaka to jest koncertowa maszyna. Cios za ciosem, amerykanie lecieli pięknie, a Bobby to genialny frontmen. Jako że nie znam płyt Overkilla, bo ostatnio słuchałem ich jak na chleb mówiłem chleb, ale naprawdę dawno temu (jakieś 10 lat), to o setliście się nie wypowiem. Porwał mnie ten gig i zaczął mi się marzyć koncert Exodusa z Overkillem, nie wiem czy ktoś wyszedłby po takim koncercie żywy
Poszedłem sobie coś zjeść i poczekałem na Moonspella. Bardzo dobry koncert. Nocna aura i pogadanki Fernando na pewno bardzo pomogły, żeby dobrze się wczuć w ten koncert. Dużo energii i fajnej muzyki. Obiecali, że wrócą w przyszłym roku, jak zrozumiałem na kilka koncertów, więc fajno
Może jakieś świętowanie 30-lecia debiutu? 
Old Tower odpuściłem i posiedziałem na trybunce w oczekiwaniu na ostatni koncert festiwalu Obscure Sphinx. Nie miałem żadnych oczekiwań, chciałem po prostu posłuchać sobie Never Ending Story Limahla, które co roku zamyka festiwal
No ale kurwa, panowie! OS rozjebał system. Słuchałem ich płyty Void Mother przed festem i było ok, choć nie jestem fanem drących japę kobiet, muzyka też raczej nie moja, ale wiadomo, na żywo to na żywo i często jakoś inaczej się muzykę odbiera. Tutaj to było KONCERCICHO. Niesamowicie atmosferycznie momentami, momentami post-metalowo z riffami miażdżącymi kręgosłup. Warto wspomnieć, że był to drugi koncert po wieloletniej przerwie w działaniu zespołu. No, dobrze, że wrócili
Fantastyczne to było, a Wielebna - wokalistka - zachwyciła mnie swoją energią na scenie. Do teraz mam ciary, gdy myślę o tym koncercie. Zabrzmieli wyśmienicie, mam nadzieję, że ruszą w jakąś trasę po Polsce, bo chętnie się wybiorę do klubu na nich, mają nowego fana 
Na koniec pobujaliśmy się do wspomnianego Never Ending Story
Co tu dużo mówić... było świetnie. Lubię SDL za kameralność i fajny teran imprezy. No i mimo słabszego na papierze lineupu względem ubiegłego roku, zdecydowanie się wybronili. Oni wiedzą co robią, a wydać za taki skład mniej niż 300 zł to brzmi jak rozbój w biały dzień
Chętnie wrócę tam w przyszłym roku! Dzięki towarzyszom Sardi i Żelazny, przesyłam wimpowskie całusy. Pozdro dla widmana i benego, których udało mi się spotkać i zamienić parę słów.
Summer, indeed, died fuckin' loud!
Ogólnie nastawiałem się bardzo dobrze na tą edycję, mimo moim zdaniem gorszego lineupu niż w ubiegłym roku. Rozpiska dzienna tak się rozłożyła, że w czwartek niewiele tam było dla mnie do oglądania, więc długo myślałem, że może odpuszczę ten jeden dzień, ale jednak kilkudniowy festiwal to też ma być experience, więc zdecydowałem, że będę razem z Sardim i Żelaznym od samego początku
Po wejściu na festiwal byłem miło zaskoczony, że nikt mi nie przetrzepał plecaka, ani nie sprawdził czy w gaciach nie wnoszę żadnego C4. No ogólnie kwestie bezpieczeństwa na tym festiwalu są... wątpliwe. Dla większości normalnych osób to miła sprawa, bo fajnie sobie wnieść własnego browarka zamiast wydawać grube cebuliony na piwo na festiwalu, no ale... właśnie. Dymałem codziennie z plecakiem i ani razu, nawet podczas wchodzenia na strefę main stage nie zapytano mnie czy przypadkiem nie mam tam zestawu maczet lub materiałów wybuchowych. Czy można czuć się bezpiecznie na takiej imprezie? No niekoniecznie, co doskonale pokazała sytuacja z facetem chodzącym po polu namiotowym, który bawił się nożem przed twarzami festiwalowiczów i opowiadał jak to lubi gwałcić i zabijać. No ta kwestia jest na pewno do poprawy, bo w końcu tam stanie się tragedia, bo jakiś popierdoleniec wypije piwo za dużo lub weźmie jakąś pigułę i wyciągnie kałacha
Pierwszym jaki widziałem, był Smoulder. Widziałem ich już na Heliconie w ubiegłym roku i nie ukrywam, nie szedłem na ten gig z wypiekami na twarzy. Na Heliconie mnie nie powalili, zresztą tak samo jak na płytach. Ot, taki 6/10 metal, ale z babą na wokalu
Kolejny był Kryształ - polski post-punk, który grał na Krypcie. Krypta odjebana powiem wam, w tamtym roku była sauna jak nie wiem, w tym roku weszliśmy i już po przekroczeniu progu poczuliśmy zimny powiew. Faktycznie, zainstalowano tam na czas festiwalu klimatyzację, która wydawała się całkiem wydajna, choć nie na tyle, żeby zapewnić komfort na naprawdę mocno nabite gigi w tej malutkiej sali. Na Krysztale było zimnofalowo i powietrze też było zimne hehe. Bardzo fajny koncert, zgodnie z oczekiwaniami, bo płytowo mi się podobali
Następnie udałem się na Necrowretch na maina. Miałem duże oczekiwania, bo ostatnia płyta mi całkiem siadła, ale na żywo nie zdało to egzaminu, niestety. Poprawnie odegrany black z deathowywmi naleciałościami, ale nic ponad to. Na żywo jakoś wszystko się wypłaszczyło, wszystko brzmiało tak samo i jeszcze byli za głośno ustawieni... No cóż, nie można mieć wszystkiego. Nie załamywałem się, bo przed nami jeszcze był niemal cały festiwal, więc coś fajnego się jeszcze zobaczy
Następny był Defying w Krypcie - znów rodzima kapela. Był to fajny klimatyczny występ, ale nie zapamiętałem z niego dużo.
W trakcie Messiah poszliśmy z Sardim do kumpla na pole namiotowe pogadać i zdegustować rudy trunek, który przywiózł. Z tego co słyszeliśmy z pola brzmiało to całkiem fajnie, choć nie było w tym nic, co by mnie wyrwało z namiotu
Nastąpił czas na pierwszą bardziej napełnioną Kryptę. Polski Thaw Artura Rumińskiego przyciągnął sporą publikę. I nic dziwnego, fajne to było, potężnie brzmiało i fajnie było tego doświadczyć, choć no... nie jest to energiczna muzyka
No i z mało energicznego koncertu przetransportowałem się na kolejny mało energiczny
Po dwóch koncertach raczej nastawionych na klimat i ciężar nastąpił czas na dużo bardziej energetyczny gig. Djiin w Krypcie pokazał naprawdę świetne show. Pierwszy raz byłem też na koncercie zespołu, który w instrumentarium ma harfę. Ruda pani wokalistka podgrywała na niej często śpiewając, albo supportując bardzo sprawnego gitarzystę, gdy on wycinał chore solówki. Czego tu nie było! Djiin zaserwował mix gatunkowy, od którego mogła rozboleć głowa. Było trochę psychodeli, trochę bluesy, było trochę starego proga na modłę Yesów, a było też trochę atmosferycznego grania i stonera. Wyszedłem oczarowany, choć może odrobinę przebodźcowany, bo działo się naprawdę dużo
Tego dnia chciałem zobaczyć jeszcze bardzo Wolvennest, ale Djiin skończył koło 22, a Wolvennest miał grać dopiero o 1:20. Z racji, że nasza dziupla była w Łodzi, uznaliśmy, że nie ma sensu czekać ponad 3h słuchając Mayhem i innych kapel, które średnio nas interesują, dlatego zawinęliśmy na chatę, dość że zmęczenie podróżą też zrobiło swoje - jednak nastawić się psychicznie na wycieczkę do Łodzi to spory wysiłek
Piątek koncertowo zapowiadał się już dużo lepiej. Wbrew dewizie kol. Żelaznego "remember son, bands ruin festivals" miałem w planach zobaczyć sporo gigów, podobnie zresztą jak w sobotę
Zacząłem od bardzo dobrego koncertu Zespołu Sztylety na Krypcie. Pasowało mi to bardzo na płytach, a na żywo tylko się w tym utwierdziłem. No i nie było słychać tekstów, które studyjnie trochę mnie wkurwiały
Na Barren Womb nie miałem jakiejś gigantycznej ochoty, po posłuchaniu ich najnowszej płyty, ale to co Norwegowie zrobili pokazało w jakim byłem błędzie. Duet - gitara, perkusja - zdzierał gardło czerwoności i pędzili w swoim noisowo, deczko hardkorowym stylu jak szaleni. Świetny, energetyczny koncert, który naładował mnie na kolejne godziny pobytu w Aleksandrowie
Kolejny był koncert na Krypcie, chyba jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie. Niezbyt znany niemiecki Rumours cholernie spodobał mi się podczas przesłuchiwania kapel przed festiwalem. No i dowieźli chłopaki. Wspaniały koncert, choć jedyny mój barierkowy na tym feście i dźwięk nie rozpieszczał, ale znałem te numery, a to bardzo pomagało. Naprawdę, chłopy są świetne i mam nadzieję, że jeszcze zagrają przy okazji jakiegoś festiwalu, albo jako support czegoś fajnego w Krakowie
Masacre odpuściłem, w sumie już sam nie pamiętam czemu, ale nie żałuję, bo zbierałem siły po Rumours, aby po jakimś czasie pojawić się znów na Krypcie i obejrzeć gig healthyliving. Muzycznie było bardzo fajnie, bardzo atmosferycznie, ale też nie było nudy. Momentami było bardzo onirycznie, a momentami bardzo rockowo, jak wleciał taki Dream Hive no to nie dało się nie potupać stupkom
Weedpecker odpuszczony. Znów pojawiłem się na Krypcie, żeby zobaczyć kolejny gig, na który mocno czekałem. Nie ukrywam, że ostatnio nie śledziłem bardzo namiętnie aktywności King Dude'a, ale gdy zobaczyłem, że będzie na SDL, niesamowicie się podjarałem, bo mam do jego muzyki bardzo duży sentyment, a jego gig w Krakowie w 2018 wspominam z wypiekami na twarzy. No i Król udowodnił, czemu jest Królem. Niesamowicie szybko minęło 45 minut wypełnione muzyką i standupowymi wstawkami. Bardzo dobrze się słucha tego Kolesia
Przez długie kolejki do Kinga opuściłem Borknagar, na którym jakoś bardzo mi nie zależało. Poleciałem na maina ustawić się przed koncertem Riverside. Oczywiście nie muszę mówić, że całkiem lubię ten zespół
Po wspaniałym gigu Riverside poszedłem do Krypty na Lili Refrain. Bardzo fajny performance, momentami wręcz mistyczny. Podobało mi się, ale jeszcze musiałem ochłonąć po Riv i tak mi przeleciało
Kolejny był Godflesh, który chciałem zobaczyć raczej z ciekawości, bo studyjnie ten klasyk mnie nie chwycił. Ale na żywo? O matulu, co za industrialny rozpierdol. Fantastyczny koncert, który zostanie na długo w mojej głowie. Wspaniale się to sprawdza live w nocy.
The Crown na zakończenie dnia mnie nie powaliło, trochę znudziło, więc w trakcie zebraliśmy Żelaznego i wsadziliśmy go do Ubera
Sobota zapowiadała się też dość intensywnie, choć już nie było takich "must see" jak Rumours, Riverside czy King Dude. Wbiłem na Sunnatę. I Sunnata jak to Sunnata. Grają w kółko kurwa to samo, choć to granie które z definicji powinno mi się podobać to mam jakieś takie mieszane uczucia widząc ich live. Nie było to na pewno złe, ale raczej nudnawe jak zwykle.
Pure Bedlam w Krypcie to też nie był szczyt marzeń, ale ja po prostu nie jestem fanem tego zespołu.
Schizma na main to był chyba najgorszy gig jaki widziałem na tym festiwalu. Boomerskie teksty rodem z jakiegoś Bloody Daisies, muzyka bez niczego ciekawego. Gówno w chuj, dobrze, że miałem browara to przynajmniej miałem się czym zająć.
Mutterlein w Krypcie chciałem zobaczyć, ale była obsuwa i jak już się zaczęło to jakoś nie mogłem w ogóle się wczuć w to atmosferyczne granie. Ciągle myślałem o tym, że zaraz trzeba wyjść na maina. No niestety Mutter rozczarowało.
Trzeba było wyjść, bo na Mainie rozkładał się już wyczekiwany przeze mnie Chaperl of Disease. Świetny koncert, bardzo chętnie zobaczyłbym ich w klubie, bo bardzo lubię ich muzykę, dwie ostatnie płyty - miodek.
Niestety trochę urwaliśmy z Sardim Chapel i poszliśmy do Krypty odrobinę wcześniej, bo miało tam zagrać Blaze of Perdition, a podejrzewaliśmy tłumy - i słusznie. Koncert bardzo dobry, w tym ścisku można było poczuć starą dobrą Kryptową saunę, choć tragedii nie było
Po BoP byłem strasznie zmęczony, trzeci dzień festiwalu dawał się we znaki. Poszliśmy na maina, gdzie miał zagrać zaraz Primordial. Początek koncertu posłuchałem leżąc sobie na strefie plażowej przy namiocie z merchem
Na Convulse mi się nie chciało iść, więc na Overkilla czekałem na trybunce, trochę chciałem odpocząć. Pierwsze 3-4 numery Overkilla totalnie mnie nie porwały. Jakoś to tak brzmiało wszystko płasko, bez mocy, ja trochę nie mogłem się wczuć. Ale im dalej w las, tym było lepiej. Wstałem z trybuny i podszedłem bliżej. Poczułem atmosferę koncertu i naprawdę bardzo miło się zaskoczyłem jaka to jest koncertowa maszyna. Cios za ciosem, amerykanie lecieli pięknie, a Bobby to genialny frontmen. Jako że nie znam płyt Overkilla, bo ostatnio słuchałem ich jak na chleb mówiłem chleb, ale naprawdę dawno temu (jakieś 10 lat), to o setliście się nie wypowiem. Porwał mnie ten gig i zaczął mi się marzyć koncert Exodusa z Overkillem, nie wiem czy ktoś wyszedłby po takim koncercie żywy
Poszedłem sobie coś zjeść i poczekałem na Moonspella. Bardzo dobry koncert. Nocna aura i pogadanki Fernando na pewno bardzo pomogły, żeby dobrze się wczuć w ten koncert. Dużo energii i fajnej muzyki. Obiecali, że wrócą w przyszłym roku, jak zrozumiałem na kilka koncertów, więc fajno
Old Tower odpuściłem i posiedziałem na trybunce w oczekiwaniu na ostatni koncert festiwalu Obscure Sphinx. Nie miałem żadnych oczekiwań, chciałem po prostu posłuchać sobie Never Ending Story Limahla, które co roku zamyka festiwal
Na koniec pobujaliśmy się do wspomnianego Never Ending Story
Co tu dużo mówić... było świetnie. Lubię SDL za kameralność i fajny teran imprezy. No i mimo słabszego na papierze lineupu względem ubiegłego roku, zdecydowanie się wybronili. Oni wiedzą co robią, a wydać za taki skład mniej niż 300 zł to brzmi jak rozbój w biały dzień
Summer, indeed, died fuckin' loud!
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Moja relacja w sumie byłaby podobna poza tym ze ja widziałem Borknagar i było spoko. I nie piłem nic bo se uznałem że nie piję. I niczego nie złapałem.
Pozdro chłopaki
Pozdro chłopaki
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9793
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Długie w chuj te relacje i nie moja muzyka, ale czytam wszystko jak leci bo są świetne, gratki. Sardi krótko ale za to od razu przeszedł do sedna, szanuję.
#johnny2026
#SilneRamięPrawa
#SilneRamięPrawa
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Relki fajne jak zawsze. Szkoda kurczę, że Król wam nie pocisnął Velvet Rope, dla mnie jeden z highlightów gigu w Krk.
A sens istnienia BoP i Manbryne jednocześnie? Wydaje mi się, że chodzi przede wszystkim o warstwę liryczną. Już kilkanaście lat temu równolegle z BoP istniał sobie Oremus i Mambaryła jest jego kontynuacją. BoP tematycznie (muzycznie też) się trochę miota, jakby spojrzeć po tych płytach, Manbryne jest na razie bardziej jednolite.
A sens istnienia BoP i Manbryne jednocześnie? Wydaje mi się, że chodzi przede wszystkim o warstwę liryczną. Już kilkanaście lat temu równolegle z BoP istniał sobie Oremus i Mambaryła jest jego kontynuacją. BoP tematycznie (muzycznie też) się trochę miota, jakby spojrzeć po tych płytach, Manbryne jest na razie bardziej jednolite.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Top OVERKILL, MESSIAH, MASACRE
Bdb CONVULSE, CAVALERIE, THE CROWN, CHAPEL OF DISEASE, WEEDPECKER, ASCENDED DEAD
Reszta ok, OBSCURE SPHINX to chyba jestem za głupi na to, ale pani ładnie tańczy, trochę mi się dłużyło od połowy gdzieś, SMOULDER solidnie, fajne ma pani dziary i koszulke DP z trasy Perfect Strangers, RIVERSIDE w sumie nigdy mnie nie brało, także ten tego, GODFLESH przypomniało pralnię przemysłową... Generalnie na fanpage czy kanale coś jest/będzie, więc nie chce mi się powtarzać
pozdro dla wszystkich, hej
Bdb CONVULSE, CAVALERIE, THE CROWN, CHAPEL OF DISEASE, WEEDPECKER, ASCENDED DEAD
Reszta ok, OBSCURE SPHINX to chyba jestem za głupi na to, ale pani ładnie tańczy, trochę mi się dłużyło od połowy gdzieś, SMOULDER solidnie, fajne ma pani dziary i koszulke DP z trasy Perfect Strangers, RIVERSIDE w sumie nigdy mnie nie brało, także ten tego, GODFLESH przypomniało pralnię przemysłową... Generalnie na fanpage czy kanale coś jest/będzie, więc nie chce mi się powtarzać
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12650
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
O widzisz, to ma sens. A co do Kinga to nawet nie wiedziałem, że VR wleciało w Krk... Wolałem nie wiedzieć XD ale kgólnie był bardzo, bardzo zadowolony z gigu w KrakuSchizoid pisze: ↑śr wrz 11, 2024 12:32 pm Relki fajne jak zawsze. Szkoda kurczę, że Król wam nie pocisnął Velvet Rope, dla mnie jeden z highlightów gigu w Krk.
A sens istnienia BoP i Manbryne jednocześnie? Wydaje mi się, że chodzi przede wszystkim o warstwę liryczną. Już kilkanaście lat temu równolegle z BoP istniał sobie Oremus i Mambaryła jest jego kontynuacją. BoP tematycznie (muzycznie też) się trochę miota, jakby spojrzeć po tych płytach, Manbryne jest na razie bardziej jednolite.
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
O 2025 chyba nie ma tematu jeszcze, ale na początku wrzesnia u południowych sasiadow na fescie jedna z gwiazd Samael i belgijski Enthroned - pasowaliby na SDL
Re: 05-07/09/2024 - XV Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Pierwsze ogloszenia na 2025 8/51 kapel - póki co mega średniawka



