35. Avenged Sevenfold - Hail to the King (2013)
Po wielkim Nightmare oczekiwania były ogromne, jak największy młody zespół 21 wieku poradzi sobie z ciężarem sukcesu i sławy? Ale o tym już za chwilę... pamiętam jak widziałem trailer ze studia i leciał fragment Planets (wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak ten utwór się nazywa) ale byłem pod ogromnym wrażeniem, wiedziałem że znowu będzie zajebiście byłem kilka miesięcy po rzuceniu ćpania, ograniczeniu chlania i nie w głowie mi były imprezy, chciałem się skupić na moim głównym hobby (DT też wydało w tym samym roku płytę, więc miałem podwójną okazję do świetowania) dzień premiery zespół ogłosił na 23 sierpnia, kilka dni wcześniej dorwałem na torrencie ten album (nie mogłem się doczekać) a album i tak potem wygrałem w konkursie internetowym gdzie trza było odpowiedzieć na 3 (dla mnie proste) pytania, właściwie to siora wygrała płytę, bo wysłalismy każdy osobno swoje odpowiedzi, a wiadomo, ze laska ma wieksze szanse wygrać

, tak więc płyta była u mnie świeżutka pachnąca. Ale wróćmy do tej wersji mp3, słucham sobie Shepherd of Fire myślę jest zajebiśćie, a potem jakby mnie coś pierdolnęło - co to ma być, ale regres ja pierdole, za bardzo heavy, za mało prog itd

opinie w necie też nie były zbyt ciekawe słynna zrzynka z Mety - Sad but true w utworze This Means War, czy Coming Home - Iron Maiden, albo Doing Time - Gunsi. Większość die-hardów również nie była zadowolona, ale pomyślałem, ze Dream Theater na pewno nie nawali (byłem wtedy totalnym odklejeńcem, i liczyło sie tylko barierki na DT i złapane artefakty) no i faktycznie DT nie nawaliło, dziś po mojej fascynacji tym albumem DT z 2013 nie ma śladu, a Hail - Sevenfoldów? tylko rośnie proszę państwa

. Rewelacyjny pierwszy występ A7X w Łodzi (jechaliśmy garbusem ale takim nowoczesnym z siorą, kierowcą i jakimś typem, ale to innym razem może opowiem) byłoby więcej koncertów, ale wolałem jeździć za DT i nie żaluje, bo rok 2014 to była najlepsza trasa z Manginim imo) wrócmy do A7X, ta płyta z czasem tylko zyskuje, tytułowy niszczy live i totalny banger (nie muszę mówić jest platyna za płyte, i POTRÓJNA platyna za singiel

) jest to mój aktualnie ulubiony kawałek na płycie, te gitary przypominają mi trochę Wasted Years, nigdy nie nudzi. Otwieracz Pasterz Ognia zawsze mi się podobał (btw świetny teledysk) trzecim utworem jest Doing Time (rzadko go grają ale w Łodzi go zagrali) w stylu Gunsów krótki zwarty, tego teraz szukam w muzyce (a nie 15 minutowe solówki) następnie słynna Metallica - czyli This Means War, fajny bardzo kawałek i przechodzimy w Requiem (jedna z najlepszych solówek Syna - On swoją drogą skończyl dziś 44 lata więc wszystkiego najlepszego

, a wygląda na 32 hahaha xD) Crimson Day - piękna ballada, której nigdy nie grali na żywo, ale może to się zmieni. Heretic - kiedyś mój faworyt, palenie wiedźm na stosie i te sprawy, teraz najmniej mi się podoba. Maidenowe - Coming Home (w pewnym momencie jak coś z Brave'a) też nigdy nie grany (a i Heretic to samo) potem Planets (mój faworyt po premierze) do dziś ma te moc, i jest trąbka

, doskonały refren i wokal Shadsa. I wolne zakończenie w postaci Acid Rain, przyznam że długo nie mogłem się przekonać do tego kawałka, ale jakieś 3 lata temu w końcu chwyciło i nie chce puścić. Mam 3 wersje tej płyty, a powoli rozglądam się za boxem, jeśli mam coś kupować to tylko Stare DT i wszystko A7X, reszte można sprzedać. Bonusowy utwór St. James który jest na wydaniu Deluxe w digi ( + koszulka) napisał Synyster a utwór jest o pierwszym perkusiście A7X, który niestety zmarł, Syn i The Rev to byli najlepsi przyjaciele. Wałek radosny, fajny. Zespół zaliczył 1 miejsce (2 raz z rzędu na liście Billboardu) zyskał nowych fanów, album to trochę takie cofanie się wstecz dużo osób stawia go nisko w rankingu, ale ma to coś, doskonała produkcja, aha i Arin Ilejay zadebiutował na tej płycie, jego przygoda z A7X była krótka, uważam, ze to najsłabszy ich perkusista jakiego mieli, ale i tak fajnie grał. To tyle HAIL TO THE FUCKIN' KING!!!
Ulubione utwory:
Hail to the King