Nowy Unleashed, "Fire Upon Your Lands". Słyszałem słowa marudzenia, ale widząc to w Empiku doznałem podwójnego zaskoczenia. Raz, że to tam jest, dwa, że cena nie jest wypieprzona w kosmos, jak to ostatnio bywa (50 zł). Słucham od soboty i cóż powiedzieć żeby nie przyudzać, do moich ulubionych "Where No Life Dwells" i "Across the Open Sea" to nie ma startu, ale to przecież nie o to chodzi. To co dla wielu jest wadą, dla mnie akurat jest pewnym atutem - pod ciężarem tej płyty człowiek się nie ugina, są ciekawe zwolnienia, dobre melodie. To nie jest death metal do urywania głów. Nie rozprzestrzenia szaleństwa. Jako tło lub do piwa, nawet 0%, jest jednak bardzo spoko. Do mocniejszego też, chociaż jest pewne ryzyko, że po kilku głębszych będziemy szukać łajbę i topór, żeby rzucić się na podbój Anglii.
Jest tu natomiast swoisty "hit", który jednych będzie wkurzał, a innych zaczaruje - "Hold Your Hammers High!". Niewiele ma wspólnego z HammerFall, ale gdyby wyszedł 30 lat temu, to pewnie byłby teraz kultowy. Tymczasem wyszedł dopiero teraz, więc jest hejtowany. Brutalny lajf.
