Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Tu dyskutujemy tylko o Iron Maiden

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
Sardi
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 7418
Rejestracja: sob sty 23, 2016 11:06 pm
Skąd: Born in the BZ Land

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Sardi »

pz pisze: ndz gru 08, 2024 12:45 pm
beaviso pisze: ndz gru 08, 2024 12:44 pm
beaviso pisze: ndz lut 25, 2018 4:53 pm Harris ma Liona, nie musi na siłę trzymać Maiden przy życiu żeby sobie pobrzdąkać.
A gdyby coś wyskoczyło z Nicko, to pewnie Harris miałby 99% do powiedzenia i do sekcji dobrałby sobie już ogranego kolesia z Liona, Simona Dawsona, o ile ten pisałby się na takie wyzwanie.

M.
07.12.2024.

Tam tam da ram tam tam!!!

M.

Brawo, należy się sanktuarianka w kategorii "jasnowidz roku" :D
A kiedy zrobisz podforum na Sanktuarianki ADMINIE bo prosiłem już jakiś czas temu? :mrgreen:
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 7426
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: johnny_o »

Brawo!
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4930
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Zajzajer »

Od kilku ostatnich lat był to mój nr 1 w ich dyskografii, wcześniej od zawsze topowe 1 Synek. Teraz SiT nie mogę coś słuchać, zmieniam się, te wokale w Caught (refren) strasznie mnie rażą, Runner wymęczył okrutnie jak słuchałem. Jedynie z przyjemnością słuchałem Stranger i Olka. Teraz najwyżej sobie cenię Number of the Beaster i Piece of Mind.
Still Reigning...
Powerslave100
-#Prisoner
-#Prisoner
Posty: 117
Rejestracja: pt maja 10, 2024 7:10 pm

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Powerslave100 »

1.Stranger in the Strange Land
2.Caught Somewhere in Time
3.Sea of Madness
4.Alexander the Great
5.Loneliness of Long Distance Runner
6.Heaven Can Wait
7.Deja Vu
8.Wasted Years
Awatar użytkownika
Zajzajer
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4930
Rejestracja: ndz cze 22, 2025 1:25 am
Skąd: Bat Country

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Zajzajer »

To mój post z czerwca 2025:
Zajzajer pisze: ndz cze 22, 2025 2:58 am Od kilku ostatnich lat był to mój nr 1 w ich dyskografii, wcześniej od zawsze topowe 1 Synek. Teraz SiT nie mogę coś słuchać, zmieniam się, te wokale w Caught (refren) strasznie mnie rażą, Runner wymęczył okrutnie jak słuchałem. Jedynie z przyjemnością słuchałem Stranger i Olka. Teraz najwyżej sobie cenię Number of the Beaster i Piece of Mind.
A tak jest teraz:

SiT się słucha, ale nie jest to jakaś rewelacja sezonu daje 7/10 jak na dziś, doskonale pamiętam czasy forum, gdy królował tutaj Brave czy Syn, od kilku ostatnich lat za rządzi Sit, kompozycje Smitha - takie amerykańskie, sporo patosu tutaj mamy i jedne z pierwszych zalążków z późniejszych znienawidzonych patatajek Maiden. Caught razi a zwłaszcza refren, za to solówki mistrzostwo, w ogóle uważam, że Dickinson na tym albumie to najsłabsze ogniwo, czasami mam wrażenie, że głos mu po World Slavery Tour siadł, niby są górki, niby wszystko się zgadza, ale jakieś to imo wymuszone, bez większej głębi. Takie siłowe wyciąganie górek (np taki Runner) i taka barwa trochę przez nos (coś jak M. Shadows) ale może jestem głuchy. Na tym remestarze którego już słucham drugi raz, nie podoba mi się brzmienie talerzy. Wasted jest spoko jedna z fajniejszych kompozycji na płycie, banalny refren - ale w tym przypadku to działa ;) gitarzyści (zwłaszcza Smith) najlepsi na płycie, Steve też bardzo dobrze, Nicko też daję radę. Sea of Madness najlepsza kompozycja na tym wydawnictwie imo, świetne to jest, takie amerykańskie granie w stylu europe, czy bon jovi i ta damska wokaliza, piękny refren, doskonały bas. W ogóle zestawiłem sobie 8 utworów z Powera i 8 z Sit, i tylko w jednym przypadku wygrał wałek z Sit, i było właśnie to Sea of Madness nokautujące Losfer Words, czyli Powerslave - Sit mamy 7 do 1 dla Powerslave ;) następnie mamy HCW - to ooooo to straszna chała, refren też kiepściutki, na koncertach to się jeszcze sprawdza, ale na płycie? no niestety nie, czekam teraz aż zostanę obrzucony gównem, w sumie liczę, że jeszcze kilka takich ''recenzji'' i zostanę nominowany na hejtera IM w sanktuariankach 2026 8) :wink: no ciężko się tego słucha, Dickinson śpiewa za dużo paplaniny w tym tekście, ale i tak nie jest to utwór tak ''przegadany'' jak pozycja nr 8. No wreszcie coś ciekawego solo Dave'a, potem znowu ten cholerny patos i głosy fanów west ham (dobrze pamiętam?) coś okropnego, potem najlepszy moment utworu czyli szybkie solo Adriana, znakomite, to prawie pod shred podchodzi :) niestety nie trwa to jakoś mega długo, jeszcze gitarki chwilę przyjemnie wycinają i znowu ten śpiew ala rapowanka Dickinsona i paskudny refren, no nareszcie koniec. Refreny to bardzo słaba część tego albumu, kiedyś mi to nie przeszkadzało, ale teraz to już po prostu przesada, celowo ostatnio nie słucham Synka, bo chcę go kupić (5 miejsce w ich dyskografii) może pobije Somewhere'a który jest na 4 pozycji obecnie. Teraz Runner, intro chyba najlepsze jeśli chodzi o Maiden, potem poza solówkami jest już tylko gorzej, pełno złego patosu (takiego który jest na jakichś 9 ostatnich studyjnych płytach DT, ten sam styl) refren obrzydliwy, to jest dobre dla masochistów, Wokalista niby daję radę, ale mam wrażenie, że się strasznie męczy, może to i racja, bo utwór grali tylko raz na żywo. Gitary świetnie chodzą, sekcja odzwierciedla bieg tego długodystansowca, ale prymitywne to strasznie jak luj. Śmiać mi się chce jak Dickinson się produkuje przed solówkami, ale Smith i Murray nadrabiają. Imo utwór już po tym się powinien skończyć, ale oczywiście jeszcze ''ambitny'' 'Arry musiał dołożyć jedną zwrotkę i ten okropny refren. Z tego wszystkiego wychodzi, że okładka jest najlepsza z całej tej płyty. Stranger, cieszyłem się bardzo, że miałem przyjemność usłyszeć go 2 razy na żywo, ale teraz jakby jeszcze raz zagrali taki sam set jak wtedy w 2023 to bym się raczej nie wybrał, nawet gdyby ponownie grali w Tauronie. Wróćmy do Strangera, trzecia kompozycja Adriana na płycie, przebój jak nic, bas śmiga jak miło, Bruce nawet nie razi, przynajmniej dopóki nie zacznie się refren :P :oops:, na szczęście pierwsze solo H wyciąga utwór do góry, dla mnie jedna jak nie najlepsza solówka Smitha, obok tej z Evil, Wasted, Tame czy Akacja. Drugie solo też pogrom, widać kto jest tutaj MVP płyty. Deja - Vu, mamy patatajki, przeciętniak (jak wiele innych na tym albumie) jak dla mnie obecnie najsłabszy wałek na płycie, moze Caught jest gorszy jednak, ale ten też nie powala. Bezjajeczny refren, nie ma się co rozpisywać, do zapomnienia, można posłuchać, ale mnie takie granie nie jara raczej na ten moment. Zbliżam się powoli do 40tki i gust się zmienia, praktycznie każdy mój ulubiony zespół którego słucham miał jakąś płytę która była nr 1 i praktycznie dopiero niedawno się zmienił faworyt (czy to DT - Awake, Genesis - Trick, Pink Floyd - Wish itd) wcześniej faworyci byli zupełnie inni. No i mamy Alexandra, utwór przegadany - to brzmi jak jakaś rap/wiliczanka w wykonaniu dickiego, smutne ale prawdziwe, przeforsowany, nie lubię tekstów historycznych (jak już coś to tylko 2 wojna światowa albo jakiś vietnam), Harris robi nam wykład z drobnym błędem, zdecydowanie wolę kawałki o miłości, uzależnieniach, depresji, samobójstwie itd, jak zwykle patos na pełnej, leniwie się to zaczyna, gitary jak zwykle w formie, epickie są te solówki Adriana i ta jedna Dave'a. I to właściwie, ta płyta raczej już nie wróci u mnie ani na 1 miejsce, ani na drugie, ani nawet na podium.

Dziękuję za uwagę, mówił Jan Wężyk.
Still Reigning...
ODPOWIEDZ