Dzięki za cynk
Bilecik kupiony, zrobił się z tego finał sześciodniowego maratonu koncertowego z wyjazdem do Pożonia na Ironów w trakcie ...
01-02/06/2026 - Jack White - Warszawa/Kraków
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: 01-02/06/2026 - Jack White - Warszawa/Kraków
Najbliższe koncerty w 2026: White Buffalo, Hollywood Vampires, Doogie White, Blaze Bayley, Mostly Autumn weekend, Hallas, Coroner, Deep Purple, Quidam, Europe, Maiden United, Still of the Night ...
Re: 01-02/06/2026 - Jack White - Warszawa/Kraków
O 10 odświeżyłem parę razy stronę ebiletu, ale ciągle "sprzedaż wkrótce". Po chwili mnie tknęło, żeby wejść przez stronę Jacka i tam rzeczywiście, jeszcze na Kraków były dostępne bilety, ale Warszawa już "wyprzedana". Po chwili jednak pojawił przycisk do wyboru miejsca, ale na mapce już nic nie było. Pomimo tego, że od dawna jestem zapisany na newsletter AA, to oczywście żaden mail mi nie wpadł do skrzynki (nawet w spamie). No cóż, chyba mi akurat nie był pisany ten koncert 
Re: 01-02/06/2026 - Jack White - Warszawa/Kraków
Zgodnie z dzisiejszym mailem znowu zamkną mi telefon w jądrze 
Wiem, że JW robił to już w przeszłości, więc nie jest to zaskoczenie, ale ciekawie się składa, że będzie to dla mnie drugi rok pod rząd ze spotkaniem z Yondr.
Wiem, że JW robił to już w przeszłości, więc nie jest to zaskoczenie, ale ciekawie się składa, że będzie to dla mnie drugi rok pod rząd ze spotkaniem z Yondr.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9578
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: 01-02/06/2026 - Jack White - Warszawa/Kraków
Czasówka na oba gigi -
18.00 – The Doors
19.00 – The Stubs
20.00 – Jack White
18.00 – The Doors
19.00 – The Stubs
20.00 – Jack White
Re: 01-02/06/2026 - Jack White - Warszawa/Kraków
No i mnie Johnny wpuściłeś w maliny, bo w Krakowie jakieś Cinemon gra
Chyba wejdę dopiero na gwiazdę wieczoru, bo tak bez telefonu nie chce mi się ryzykować oglądania supportu.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: 01-02/06/2026 - Jack White - Warszawa/Kraków
W Warszawie po supporcie było już koło 19:30 
Nie znałem repertuaru Jacka - przesłuchałem tak ze 2 płyty na yt, z czego jedna to White Stripes - ale jestem bardzo zadowolony z gigu. Konkretne gitarowe granie, urozmaicone, z pazurem. Klasyczny rockowy skład: gitara, bas, bębny, hammond i jedziemy do przodu! Powiedzmy, że wokal nie jest najmocniejszą stroną występu, ale wstydu też nie ma.
Nie znałem repertuaru Jacka - przesłuchałem tak ze 2 płyty na yt, z czego jedna to White Stripes - ale jestem bardzo zadowolony z gigu. Konkretne gitarowe granie, urozmaicone, z pazurem. Klasyczny rockowy skład: gitara, bas, bębny, hammond i jedziemy do przodu! Powiedzmy, że wokal nie jest najmocniejszą stroną występu, ale wstydu też nie ma.
Najbliższe koncerty w 2026: White Buffalo, Hollywood Vampires, Doogie White, Blaze Bayley, Mostly Autumn weekend, Hallas, Coroner, Deep Purple, Quidam, Europe, Maiden United, Still of the Night ...
Re: 01-02/06/2026 - Jack White - Warszawa/Kraków
Krakowski koncert naprawdę udany.
To było moje pierwsze spotkanie z Jacą. Zacząłem go słuchać w okresie Boarding House Reach, wcześniej - z uwagi na bardzo nachalne promowanie go w polskich mediach, a także mój młody wiek i wszystko, co z nim związane
- miałem do niego pewną awersję. No ale jakoś w 2018/19 przekonałem się do jego twórczości solowej, przy czym... Następnie chłop zniknął mi z radaru na całe lata. Dopiero ostatnio dowiedziałem się, że White zdążył za ten czas wydać kilka albumów. Na fali ogłoszenia gigu i oczekiwania nań, zapoznałem się z tym, czego wcześniej nie znałem (z wyjątkiem Entering Heaven Alive). Częściowo przesłuchałem też dyskografię The White Stripes, ale tylko pobieżnie i nie pełną.
Do Studio wbiłem na ostatnie ~5 minut supportu, raczej nie ma co żałować odpuszczenia tego występu. To, co mnie uderzyło, to... Frekwencja. Wiadomo, Jack to spory gracz na scenie rockowej, ale mam wrażenie, że koncert był nadprzedany. Nigdy wcześniej nie widziałem tak wypchanego Klubu Studio. Było też niestety duszno (źle, że wziąłem długie spodnie), aczkolwiek potem jakoś się to chyba poprawiło.
White chyba zameldował się na scenie punktualnie, bo skończył jakoś 21:30 - więc zakładam, że set był na 1h30. Tak przez pół koncertu nie wiedziałem, co się dzieje, bo jak już wspominałem, nie jestem jakiś fanem JW i TWS, więc nie kojarzyłem wszystkiego, co White grał. Ale poleciało też sporo rzeczy mi znanych i takich, które lubię (w tym Lazaretto, które nie było pewniakiem). Jack postawił na ciekawą formułę, mianowicie de facto leciał utwór za utworem, z baaaaaardzo oszczędną gadką w traktu gigu. Na dobrą sprawę odezwał się dopiero po jego zakończeniu. To sprawiło, że sam występ był bardzo intensywny. Nie było dłużyzn, zbyt wielu spokojnych momentów, pojawił się instrumentalny jam na bis. Ciekawa sprawa, ale wyszło to całkiem zgrabnie. Fani na pewno byli wniebowzięci, bo publika wykazywała się dużym zaangażowaniem, zwłaszcza podczas Seven Nation Army i Steady As She Goes. White to zdecydowanie właściwy człowiek na właściwym miejscu. To (chyba) introwertyk, ale na scenie czuje się doskonale i wie, po co tam jest. Fajnie oglądało się go w akcji, no i ogólnie szacun za to, co robi z setlistami, biletami dla studentów koncertówkami i wszystkim innym. Rock 'n' roll na pełnej.
Na pewno był to dobry wieczór, choć uważam, że zdania, jakoby koncert Jacka White'a był jakimś muzycznym, czy nawet rockowym Olimpem, są mocno przesadzone. Poszedłem na niego raczej z ciekawości niż podjarki i jestem usatysfakcjonowany, ale nie powiem, bym doznał dziś jakiegoś objawienia. Dla mnie to chyba temat typu "raz i wystarczy", ale zobaczymy, niczego nie wykluczam.
Jeszcze słówko o Yondr: akcja zamykania telefonów oraz ich wydobywania z pokrowców przebiegła bardzo sprawnie. Świetnie, że tutaj ktoś pomyślał i wyposażył te Jądra w smycze. Na zeszłorocznym Ghost tego nie było, co w połączeniu z debilnym banem na nerki i torebki, który zaserwowało nam wówczas Live Nation, mogło sprawiać trochę problemów.
To było moje pierwsze spotkanie z Jacą. Zacząłem go słuchać w okresie Boarding House Reach, wcześniej - z uwagi na bardzo nachalne promowanie go w polskich mediach, a także mój młody wiek i wszystko, co z nim związane
Do Studio wbiłem na ostatnie ~5 minut supportu, raczej nie ma co żałować odpuszczenia tego występu. To, co mnie uderzyło, to... Frekwencja. Wiadomo, Jack to spory gracz na scenie rockowej, ale mam wrażenie, że koncert był nadprzedany. Nigdy wcześniej nie widziałem tak wypchanego Klubu Studio. Było też niestety duszno (źle, że wziąłem długie spodnie), aczkolwiek potem jakoś się to chyba poprawiło.
White chyba zameldował się na scenie punktualnie, bo skończył jakoś 21:30 - więc zakładam, że set był na 1h30. Tak przez pół koncertu nie wiedziałem, co się dzieje, bo jak już wspominałem, nie jestem jakiś fanem JW i TWS, więc nie kojarzyłem wszystkiego, co White grał. Ale poleciało też sporo rzeczy mi znanych i takich, które lubię (w tym Lazaretto, które nie było pewniakiem). Jack postawił na ciekawą formułę, mianowicie de facto leciał utwór za utworem, z baaaaaardzo oszczędną gadką w traktu gigu. Na dobrą sprawę odezwał się dopiero po jego zakończeniu. To sprawiło, że sam występ był bardzo intensywny. Nie było dłużyzn, zbyt wielu spokojnych momentów, pojawił się instrumentalny jam na bis. Ciekawa sprawa, ale wyszło to całkiem zgrabnie. Fani na pewno byli wniebowzięci, bo publika wykazywała się dużym zaangażowaniem, zwłaszcza podczas Seven Nation Army i Steady As She Goes. White to zdecydowanie właściwy człowiek na właściwym miejscu. To (chyba) introwertyk, ale na scenie czuje się doskonale i wie, po co tam jest. Fajnie oglądało się go w akcji, no i ogólnie szacun za to, co robi z setlistami, biletami dla studentów koncertówkami i wszystkim innym. Rock 'n' roll na pełnej.
Na pewno był to dobry wieczór, choć uważam, że zdania, jakoby koncert Jacka White'a był jakimś muzycznym, czy nawet rockowym Olimpem, są mocno przesadzone. Poszedłem na niego raczej z ciekawości niż podjarki i jestem usatysfakcjonowany, ale nie powiem, bym doznał dziś jakiegoś objawienia. Dla mnie to chyba temat typu "raz i wystarczy", ale zobaczymy, niczego nie wykluczam.
Jeszcze słówko o Yondr: akcja zamykania telefonów oraz ich wydobywania z pokrowców przebiegła bardzo sprawnie. Świetnie, że tutaj ktoś pomyślał i wyposażył te Jądra w smycze. Na zeszłorocznym Ghost tego nie było, co w połączeniu z debilnym banem na nerki i torebki, który zaserwowało nam wówczas Live Nation, mogło sprawiać trochę problemów.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller

