Kolejne albumy za mną, więc parę zdań podsumowania.
Falling Into Infinite - jeden z najmniej osłuchanych przeze mnie albumów. Parę razy przesłuchałem w przeszłości, ale bez zachwytów, nie wracałem w ogóle. Podzielałem te zarzuty, które były dość powszechne, że zbyt komercyjny, że zbyt schlebiający mniej wyszukanym gustom, ble ble ble. Po latach odpaliłem go z otwartą głową i uważam, że jest istotnie mało ciekawie, ciągle i wciąż. Większość kompozycji w ogóle nie zapada w pamięć. Sporo banalnego plumkania, bardziej to się zrobił taki prog rock niż metal. Nie ma to pazura, nie ma charakteru, jest po prostu nudne. Chyba najjaśniejsze punkty to Hell's Kitchen i Lines In The Sand. Reszta do zapomnienia. Oczywiście jest Hollow Years, ale mnie ten kawałek nudzi, jeszcze na Budokan ujdzie, solo Pietruchy nadaje temu kawałkowi charakter, ale wykonanie studyjne jest strasznie banalne. Taka pościelówa, schlebiająca najniższym instynktom. Płyta słaba, od biedy 4/10.
Metropolis Pt 2 - to dla odmiany najbardziej osłuchany przeze mnie LP. Znam każdą nutę na pamięć. Dla mnie zawsze to był ich opus magnum. Po kilkuletniej przerwie stracił. Dalej uważam, że to rewelacyjna płyta, ale kawałki, które kiedyś przyjmowałem, że są niezbędne, teraz mnie wynudziły. Through her eyes - nuda, One Last Time - nuda, Finally Free - można by połowę uciąć i nic by nie stracił. Stracił też Home, jak pisałem wcześniej był w TOP 3, teraz z niej wypada. Ta środkowa sekcja jest po prostu nieciekawa, a zbędnie przedłuża utwór. Są absolutne bangery jak Overture, Strange Deja Vu, Fatal Tragedy, Beyond This Life, ale druga część płyty, już się trochę rozwleka, można było to skompresować i album by zyskał, ale niestety uznali, że skoro CD ma pojemność 80 minut, to trzeba je wypełnić niemal w całości. Trudno mi było ocenić tę płytę, bo przez ostatnie 20 lat to był oczywisty wybór, ale teraz... jestem trochę rozczarowany. Awake jest konkretny, są fajne riffy, są fajne solówki, kompozycje zapadają w pamięć, można sobie pośpiewać chwytliwe refreny, tutaj powoli riffy się tracą, zaczynają się pasaże, w dodatku znów są pościelówy. Przecież Through Her Eyes, to jest wybitnie radiowy kawałek. Ostatecznie daję 8/10... Masakrycznie duży spadek.
Six Degrees - drugie największe zaskoczenie po WDADU. Zawsze lubiłem ten album (ale wyżej było I&W, Awake i Metropolis), ale po ostatnim przesłuchaniu uważam, że jest rewelacyjny. Nie ma tu słabego momentu. Glass Prison zawsze uwielbiałem, ale teraz zajmuje miejsce Home, absolutne TOP 3 obok Metropolis i Voices. Blind Faith zawsze uwielbiałem i nadal kopie dupę, Misunderstood... ja pierdziele, ale energia, The Great Debate ciut słabszy od poprzednich, ale wciąż rewelacyjny. Disappear jedyny, który mnie nie bardzo przekonuje. Jest OK, ale w porównaniu z wcześniejszą czwórką po prostu blednie. No i po nim jest tytułowa suita, szczęśliwie podzielona na sekcje. Jedne są absolutnie wybitne - War Inside My Head, The Test ..., About to Crash (Reprise), inne są dobre - Overture, czy About to Crash. Niemniej jako całość broni się bardzo dobrze. Mamy tu już dużo pasaży, ale wciąż sporo fajnych riffów Ostatecznie oceniam na 9/10. To jest poziom Awake, gdzie są pewne słabsze chwile, ale te dobre są po prostu miażdżące.
Train Of Thought - najbardziej metalowy i w ogóle cud malina, ale zawsze coś mi w nim nie pasowało. I chyba już doszedłem co, to jest to samo, na co zwrócił uwagę Zajzajer, za dużo tu popisów. Kiedyś byłem fanem In The Name Of God, Stream, czy Endless, dziś uważam, że najlepsze są As I Am i Honor Thy Father, czyli dwa utwory, gdzie tych popisów jest najmniej. W ogóle Honor to kopalnia kozackich riffów, jeden z lepszych kawałków DT. Za to właśnie This Dying Soul, Endless, czy Stream po prostu męczą tymi niekończącym się solówkami i tymi ciągłymi wyścigami Petrucciego i Rudessa. Vacant to w ogóle kawałek z dupy, pasuje do tej płyty jak pięść do nosa. Nie wiem, po co on jest, zwyczajny zapychacz. Podsumowując daję 7/10
Teraz nadchodzi równia pochyła.

Chociaż może znów coś mnie zaskoczy. Na taką rozgrzeweczkę odpaliłem Root... szału nie ma, ale tragedii też nie. Jestem wciąż optymistycznie nastawiony.

To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.