Dobra czas na moja relacje o 17 wyszedłem z domu i pojechałem z Tatą, bo sam bym nie trafił na to zadupie, potem tata wrócił, a ja wiedziałem już jak mam wrócić (choć rozważałem powrót taxi) ale na szczęście skończył grać przed 22 (Krus mam nadzieję, że zdążyłeś na pociąg

) i wróciłem trajką (kasa zaoszczędzona, będzie jutro na kfc) sam obiekt średnio mi przypadł do gustu, ale najpierw zonk przy sprawdzaniu biletów, tym razem nie miałem wydrukowanego i stwierdziłem że wejdę na bilet na telefonie, no i koleś mi skanuje 10 razy i nie wskakuje, myślę co jest k... (Mieliście takie przypadek?) ludzie wchodzą i wchodzą, a ja stoję z boku jak cymbał koleś mówi, ze mam brudny ekran, no to biorę chusteczkę czyszczę a on dalej, żebym czyścił, wyczyściłem i tak nie wskoczyło, w końcu taka dziewczyna powiedziała, że spróbujemy ręcznie wpisać, dyktowałem jej cyfry, no i nareszcie... wskoczyło, byłem w środku, 2 bary, jeden kibel, nic do żarcia kiepsko. Mam nadzieję, że niieprędko tam znowu trafię, gadałem z gościem z ochrony, stałem przy wejściu do schodów w głównej sali i mówił że jest sold out, że jeszcze na bramce sprzedawali bilety i jest nabite max, i dawno tyle ludzi nie widział, według niego tam max wejdzie 800 ludzi. Sam koncert jakoś 10 po 20 się zaczął, brakowało mi kilku utworów jak Manhattan, akustyczny set strasznie wynudził, miałem mega wkurw już chciałem wracać do domu, ale widziałem na setlistfm że będzie akustyczny set, wiec w sumie mogłem się spodziewać, kawałki które śpiewał też mi nie za bardzo podchodziły, Cliffs of Dover czy kilka innych hitów jednak wynagrodziło i Eric dowiózł, słabszy gig niż Kings of Leon, jeszcze w kolejce typy gadały o Jazzie (rzyg) widziałem kilku kolesi w koszulkach DT wiec na plus, jednemu nawet moje dziary pokazywałem. Całość oceniam na mocne 6/10, gdyby set był trochę inny to byłaby nota dwie wyżej. Dźwięk nawet spoko, jednej lasce było duszno musiała wyjść się przewietrzyć. Ja nie czułem gorąca, więc chyba jeszcze nie jest ze mna tak źle, albo to że stałem na samym końcu, mogłem mieć barierki, bo byłem tam jako jeden z pierwszych przed tym obiektem, ale kompletnie mi na tym nie zależało. Eric nie wiem czy rzucał jakieś kostki, wiem, że perkusista rzucił pałkę, to jedno na pewno widziałem. Były 2 bisy, ja po pierwszym już zmierzałem ku wyjściu, ale potem Eric przemówił i zagrali ostatni utwór, więc stałem i słuchałem. Krus - siedziałem przy tym fioletowym lamborgini do 18:50 palac papierosa za papierosem i widziałem tylko jednego gościa w zoltej koszulce, ale on był łysy i miał z 70 lat, wiec to na pewno nie byłeś Ty. Szkoda, że się nie udało spotkać. Tam jest jakaś szkółka muzyczna albo coś, bo widziałem pełno typków z gitarami wchodziło. Wypad udany, ale cieżko tak ustać na nogach z taka tusza, ale ustałem, oby do zobaczenia na jakimś kolejnym koncercie, byle nie tam. Za mniej niż miesiąc uderzamy do studio na Testament (jeszcze nie mam biletu, ale tym razem na pewno będzie z wydrukiem)