Zajrzalem na pierwsza strone tematu i az sie lezka w oku zakrecila- moje poczatki z Testamentem. Dzisiaj to jedna z moich ulubionych kapel, chyba nawet lapie sie do top5. Oczywiscie najbardziel lubie okres z Alexem w skladzie, kazda plyta jest niesamowita (2 dwie to absolutna klasyka thrashu, jezeli ktos nie zna to nich sie wstydzi i... zaluje

). Z pozniejszych The Gathering jest swietne, Low daje rade, a Demonic nie jestem w stanie sluchac. Jest jescze FSSD, wspanialy album, jednak ciezko porownywac go ze studyjniakami.
No i koncertowki. Live At The Fillmore to absolutny mus dla fanow. Koncert zagrany z niesamowita energia i pasja, emocje az wyciekaja z glosnikow

Na koniec dostajemy bonus w postaci akustycznie zagranych ballad. Ciekawe, aczkolwiek odrobine za slodkie, szczegolnie jak sie slucha wszystkich pod rzad.
Live in London mam na DVD i co moge powiedziec... warte swojej ceny

Wspaniale zobaczyc Alexa w Testamencie, chociaz ruszal sie troche niemrawo. Nie mowie oczywiscie o jego grze, bo ta oczywiscie bez zarzutu, ale o scenicznym ruchu. Trzeba byc jednak wyrozumialym- chlopak mial przerwe z graniem metalowej muzyki.
Jakis czas temu sciagnalem sobie DVD z wystepu z 87roku. To jest to. Genialna sprawa, czuc wiezi miedzy zespolem a publicznoscia, co jakis czas ktos wchodzi na scene, spiewa z Chuckiem, imituje gre na gitarzy lub zwyczajnie poguje i skacze spowrotem na fale. Zero oporow, zero gwiazdorstwa, nawet nie wiem czy na tym koncercie byla jakakolwiek ochrona. No ale wtedy nie do pomyslenia bylo wejscie na scene z bronia i zatrzelenie muzyka ([*])