A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
ja wczoraj probowalem sluchac DOD i jakos nie przesluchalem w calosci. Przeskakiwalem z tworu na utwor. A na AMOLAD jesli mi sie zdarza cos pomijac to jest to trojka LD ROBB i OOS. Reszty nie moge sie wprost nasluchac 
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
z ciekawości zapytam : jakie kawałki przełączałeś?Szymon pisze: Przeskakiwalem z tworu na utwor
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
wszystkie
tak sobie skakalem. Tu posluchalem fragmentu tu fragmentu a potem wrocilem do AMOLAD 
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Aha
Ja DoD lubię, właśnie słucham Age Of Innocence. Rzadko ostatnio leciał, nie wiem czemu
Jedynie Wildest Dreams omijam.
- Mr.Hankey
- -#Lord of the flies

- Posty: 3011
- Rejestracja: śr mar 08, 2006 8:13 pm
- Skąd: Hoooowdy Hoooow
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Oby więcej takich albumów w wykoniu MaidenNomad pisze: AMOLAD to takie X Factor z Brucem +dużo z solowych albumów Bruce'a
Dobrze prawisz :beer--Mlody-- pisze:Longest Day przebija Paschendale
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Proszono krytyków albumu o argumenty więc piszę:
1. Wtórność, wtórność i jeszcze raz wtóność. Different World brzmi jakby połączyć ze sobą Wildest Dreams, Rainmaker'a i trochę Out Of The Silent Planet. Out Of The Shadows powinien dostać nazwę Wasting Love 2. Riffy z Brightera są spoko, ale nieodparcie kojarzą mi się z Honor Thy Father. W refrenie Longest Day słyszę refren Face in The Sand, solówka też brzmi znajomo choć nie mogę jej umieścić nigdzie. W These colours Don't Run również można wychwycić Rainmaker'a, szczególnie w zwrotce. Byłby to naprawdę spoko album, gdyby pojawił się jakieś 10, 15 lat temu, a tak nieodparcie mam wrażenie, że to już było.
2. Od tych intr i outr można szału dostać. Pasują jak pięść do oka, są sztuczne, wymuszone, wciśnięte na siłę i wcale nie budują klimatu. Chyba, żeby usiąść w ubikacji wtedy owszem tworzą dobry klimat i mogą mi pomóc jeśli będę miał zatwardzenie. Przez to utwory są sztucznie rozciągnięte, tak jaby Harris koniecznie chciał mieć długi LP.
3. Wokal, niestety Bruce ma swoje lata, zaśpiewał setki koncertów, miliony prób, a człowiek jest niestety tylko człowiekiem. Bruce nie daje już rady jak chociażby 6 lat temu. Mam dobre porównanie, bo przez ostatnie dwa dni słuchałem namiętnie Brave, a właśnie puściłem sobie AMOLAD i słychać różnicę.
4. Same utwory są niespecjalne, bo te które wymieniłem na początku czerpią z utworów za którymi nie przepadam, a The Legacy mi się zwyczajnie nie podoba. The Pilgrim byłby dobry, gdyby nie te chórki w refrenie. Nie cierpię chóków ostatnimi czasy, a jak takowe słyszę w utworze po prostu niszczą mi całą piosenkę. For The Graeter Good Of God jemu w sumie nie mogę nic zarzucić, ale nie powala mnie na kolana. Ot taki utworek, który mozna posłuchać od czasu do czasu, ale do takiego Hallowed'a, Rime, czy z nowszych Dream Of Mirrors, czy Paschendale dużo brakuje. Niestety nie ta liga, choć wielu się nim zachwyca w miarę mego śledzenia forum.
5. Teraz pozytywy. Jak łatwo zauważyć dwa utwory się nie pojawiły w mym zestawieniu wad. "Benjamin", a szczególnie Lord Of Light zasługują na pochwałę, bo są naprawdę dobre. Przede wszystkim brzmią dla mnie świerzo, nie czuję żadnych naleciałości poprzednich albumów. Dzięki tym dwóm utworum mogę wystawić ocenę 4 AMOLAD, nie tylko jak to napisałem wcześniej, że daję 4 tylko dlatego, że firmowane jest to znakiem Maiden, ale po prostu dlatego że na 4 zasługuje, dzięki tym 2 kompozycjom i pojedynczym riffom, z kilku utwórów.
1. Wtórność, wtórność i jeszcze raz wtóność. Different World brzmi jakby połączyć ze sobą Wildest Dreams, Rainmaker'a i trochę Out Of The Silent Planet. Out Of The Shadows powinien dostać nazwę Wasting Love 2. Riffy z Brightera są spoko, ale nieodparcie kojarzą mi się z Honor Thy Father. W refrenie Longest Day słyszę refren Face in The Sand, solówka też brzmi znajomo choć nie mogę jej umieścić nigdzie. W These colours Don't Run również można wychwycić Rainmaker'a, szczególnie w zwrotce. Byłby to naprawdę spoko album, gdyby pojawił się jakieś 10, 15 lat temu, a tak nieodparcie mam wrażenie, że to już było.
2. Od tych intr i outr można szału dostać. Pasują jak pięść do oka, są sztuczne, wymuszone, wciśnięte na siłę i wcale nie budują klimatu. Chyba, żeby usiąść w ubikacji wtedy owszem tworzą dobry klimat i mogą mi pomóc jeśli będę miał zatwardzenie. Przez to utwory są sztucznie rozciągnięte, tak jaby Harris koniecznie chciał mieć długi LP.
3. Wokal, niestety Bruce ma swoje lata, zaśpiewał setki koncertów, miliony prób, a człowiek jest niestety tylko człowiekiem. Bruce nie daje już rady jak chociażby 6 lat temu. Mam dobre porównanie, bo przez ostatnie dwa dni słuchałem namiętnie Brave, a właśnie puściłem sobie AMOLAD i słychać różnicę.
4. Same utwory są niespecjalne, bo te które wymieniłem na początku czerpią z utworów za którymi nie przepadam, a The Legacy mi się zwyczajnie nie podoba. The Pilgrim byłby dobry, gdyby nie te chórki w refrenie. Nie cierpię chóków ostatnimi czasy, a jak takowe słyszę w utworze po prostu niszczą mi całą piosenkę. For The Graeter Good Of God jemu w sumie nie mogę nic zarzucić, ale nie powala mnie na kolana. Ot taki utworek, który mozna posłuchać od czasu do czasu, ale do takiego Hallowed'a, Rime, czy z nowszych Dream Of Mirrors, czy Paschendale dużo brakuje. Niestety nie ta liga, choć wielu się nim zachwyca w miarę mego śledzenia forum.
5. Teraz pozytywy. Jak łatwo zauważyć dwa utwory się nie pojawiły w mym zestawieniu wad. "Benjamin", a szczególnie Lord Of Light zasługują na pochwałę, bo są naprawdę dobre. Przede wszystkim brzmią dla mnie świerzo, nie czuję żadnych naleciałości poprzednich albumów. Dzięki tym dwóm utworum mogę wystawić ocenę 4 AMOLAD, nie tylko jak to napisałem wcześniej, że daję 4 tylko dlatego, że firmowane jest to znakiem Maiden, ale po prostu dlatego że na 4 zasługuje, dzięki tym 2 kompozycjom i pojedynczym riffom, z kilku utwórów.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Benjamin świeży? No fakt, nie było wcześniej czegoś takiego...ale może to i lepiej. ROBB jest nudny po prostu, rozwleczony...skróciłbym go do 4 minut i wtedy może byłby fajniejszy wałek. Dziwię sie, że osobie której się album nie podoba akurat benek pasujemimski pisze:Teraz pozytywy. Jak łatwo zauważyć dwa utwory się nie pojawiły w mym zestawieniu wad. "Benjamin", a szczególnie Lord Of Light zasługują na pochwałę, bo są naprawdę dobre. Przede wszystkim brzmią dla mnie świerzo, nie czuję żadnych naleciałości poprzednich albumów.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Widzisz taki paradoks wystąpił u mnie, o Benku czytam sporo niepochlebnych opinii, a mnie się podoba(szczególnie solówka jest świetnie skomponowana, bo na początku jest dysonans między gitarą solową, a podkładem, a potem przechodzi w konsonans i znów dysonans), znów Greater... chwalony przez wiele osób, niespecjalnie do mnie trafia.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Nomad: nie wiem gdzie ty słyszysz słaby wokal Bruce'a. Dla mnie jest on najlepszy od czasu Reunion. Co do brzmeinia, także jest lepsze niż na BNW czy DOD (tutaj nie ma pyknięć czy rozwalonych efektów).
Hmm, skoro wg Ciebie to najgorsza płyta IM to stawiasz ją poniżej VXI (nawet)? Dla mnie jest w 1wszej piątce albumów IM. A dychę specjalnie dałem w ankiecie żeby podnieść jej notowania
Widzisz, takie opinie lubię, mimo, że krytykujesz płytę to jednak jest dobre wytłumacznie
Mam nadzieję, że po kilku przesłuchaniach zmienisz zdanie i ją polubisz.
- Co do przebojowości, masz tylko DW. To jest album progresywny i to było wiadome od początku. Wiesz, ty chcesz takich rockerów, a inni np. taki WD nienawidzą wręcz, więc co kto lubi. Album jest inny niż wszystkie i dla mnie to jest jeden z plusów. Jakby zrobili coś na wzór chociażby BNW to byście mówili, że Maideni zjadają własny ogon itp. Tak źle, tak niedobrze...
- Klimat jest praktycznie w każdym utworze. Wolnych intro też jest masa. Każdy praktycznie utwór z tej płyty nadaje się live i zobaczysz, że wyjdzie to świetnie. Mogę dla Ciebie zdobyć jakiś Pro Shot z nadchodzącej trasy jak chcesz (może wtedy poczujesz powera).
- Mroczność także jest, może nie tyle co na TXF, ale spora dawka. Chociaż z drugiej strony Blaze lepiej nadaje się do śpiewania mrocznych utworów (specyficzny wokal). SOTC bardziej mi się podoba ten z Rock In Rio niż albumowy, ale na RIR stracił trochę na mroczności.
- Sentyment - tutaj chyba bardziej masz żal do IM, że nie przyjadą do Polski w tym roku
- Co do równości, wiesz może nie ma tyle Dave'a co kiedyś i nie gra tak super jak dawniej, ale nie jest źle, bo są 2 solówki, które lubię. Tu także zależy od upodobań.
- Intra - jest ich sporo i świetnie nadają klimat utworowi. Super są również zmiany tempa i rytmu.
- Teraz the last one, czyli solówki: wiesz, może nie są takie jak na DOD, ale są naprawdę bdb. Solówka Adriana z BTATS jest IMO jedną z najlepszych w jego karierze. Może nie na każdym utworze są wypasione solówki, ale na bank nie jest to najgorszy album jeżeli o to chodzi.
A co do przyjazdów Paula, wiesz Maideni byli u nas więcej w nowym tysiącleciu niż on, więc nie wiem dlaczego uważasz inaczej...
A co do Sea Of Madness to bardziej miażdży riff, a nie bas - sprawdź taba GP
Artur: niedługo napiszę krótko o każdym utworze, co lubię, a co mniej.
Hmm, skoro wg Ciebie to najgorsza płyta IM to stawiasz ją poniżej VXI (nawet)? Dla mnie jest w 1wszej piątce albumów IM. A dychę specjalnie dałem w ankiecie żeby podnieść jej notowania
Widzisz, takie opinie lubię, mimo, że krytykujesz płytę to jednak jest dobre wytłumacznie
- OOTS jest dla mnie w ścisłej czołówce piosenek z AMOLAD. Takiej ballady nie było od czasu WL (TTLBL&H jest również świetny, ale to taka inna ballada IMO).Nomad pisze: -brak jakiś słabiutkich utworów ,a tutaj są np.Out of the Shadows
-bardziej przebojowy
-bardziej wyważony tzn .krótkie utwory przeplatają sie z długimi
-bardziej w Ironowym stylu,specyficzny klimacik
-utwory zdecydowanie bardziej nadające sie na koncerty
-brak mroczności ,ciężaru
-sentyment
-muzycy grają na równym poziomie
-dużo świetnych solówek gitarowych
-intra w utworach rzeczywiście budują klimat
- Co do przebojowości, masz tylko DW. To jest album progresywny i to było wiadome od początku. Wiesz, ty chcesz takich rockerów, a inni np. taki WD nienawidzą wręcz, więc co kto lubi. Album jest inny niż wszystkie i dla mnie to jest jeden z plusów. Jakby zrobili coś na wzór chociażby BNW to byście mówili, że Maideni zjadają własny ogon itp. Tak źle, tak niedobrze...
- Klimat jest praktycznie w każdym utworze. Wolnych intro też jest masa. Każdy praktycznie utwór z tej płyty nadaje się live i zobaczysz, że wyjdzie to świetnie. Mogę dla Ciebie zdobyć jakiś Pro Shot z nadchodzącej trasy jak chcesz (może wtedy poczujesz powera).
- Mroczność także jest, może nie tyle co na TXF, ale spora dawka. Chociaż z drugiej strony Blaze lepiej nadaje się do śpiewania mrocznych utworów (specyficzny wokal). SOTC bardziej mi się podoba ten z Rock In Rio niż albumowy, ale na RIR stracił trochę na mroczności.
- Sentyment - tutaj chyba bardziej masz żal do IM, że nie przyjadą do Polski w tym roku
- Co do równości, wiesz może nie ma tyle Dave'a co kiedyś i nie gra tak super jak dawniej, ale nie jest źle, bo są 2 solówki, które lubię. Tu także zależy od upodobań.
- Intra - jest ich sporo i świetnie nadają klimat utworowi. Super są również zmiany tempa i rytmu.
- Teraz the last one, czyli solówki: wiesz, może nie są takie jak na DOD, ale są naprawdę bdb. Solówka Adriana z BTATS jest IMO jedną z najlepszych w jego karierze. Może nie na każdym utworze są wypasione solówki, ale na bank nie jest to najgorszy album jeżeli o to chodzi.
A co do przyjazdów Paula, wiesz Maideni byli u nas więcej w nowym tysiącleciu niż on, więc nie wiem dlaczego uważasz inaczej...
A co do Sea Of Madness to bardziej miażdży riff, a nie bas - sprawdź taba GP
Artur: niedługo napiszę krótko o każdym utworze, co lubię, a co mniej.
Ostatnio zmieniony pn wrz 04, 2006 5:27 am przez BartSmith, łącznie zmieniany 7 razy.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Ja tam się cieszę że ta płyta wyszła. Dzięki niej doceniłem Dance Of Death
Więcej dystansu.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Ludzi są dzwni jedni czkają na abum i teraz go goją inni gnoją go od początku gdy go nawet w całości nie znali ale ok.
zalety:
-album jest inny (starzy fani Maiden w większośći będą się czuli zawiedzeni)
-jest długi ale ja tej długośći ni czuję czyli mnie nie nudzi
-są mocne ciężkie riffy (Brighter, Benek, Lord, The Legacy)
-świetne bębny Nicka
-Bruce śpiewa melodyjnie, posiedział nad liniami wokalnymi
-jest klimat
-świetne teksty (Brighter, Longest Day, FTGGOG, Legacy)
wady:
-trochę brak tej płycie szybkośći i powera, takiej Maidenowej jazdy! (tęsknię tednak za galopami :])
-słabe sola (nie mówię, że wszystkie po prostu na tle innych albumów są słabsze)
-intra czasem mogą być już wkurzające
jak coś mi się przypomni to dodam
zalety:
-album jest inny (starzy fani Maiden w większośći będą się czuli zawiedzeni)
-jest długi ale ja tej długośći ni czuję czyli mnie nie nudzi
-są mocne ciężkie riffy (Brighter, Benek, Lord, The Legacy)
-świetne bębny Nicka
-Bruce śpiewa melodyjnie, posiedział nad liniami wokalnymi
-jest klimat
-świetne teksty (Brighter, Longest Day, FTGGOG, Legacy)
wady:
-trochę brak tej płycie szybkośći i powera, takiej Maidenowej jazdy! (tęsknię tednak za galopami :])
-słabe sola (nie mówię, że wszystkie po prostu na tle innych albumów są słabsze)
-intra czasem mogą być już wkurzające
jak coś mi się przypomni to dodam
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
I tu mam problem ,bo faktycznie nie jest to najgorsza płyta,ale wiesz inaczej sie słucha płyty ,jak sie na nią czeka, a inaczej jak sie słucha płyty wydanej zanim zaczniesz słuchać, po płytach z Blazem wiele sie nie spodziewałem(czytająć recenzje) a i tak raczej pozytywnie sie zaskoczyłem ,zwłaszcza na XF. Tutaj jednak liczyłem na coś dużego,choć też wiedziałem że na coś jakościowo przypominającego BNW raczej nie ma szans. Płyty oceniam nie tylko jakościowo, ale też po tym jak je przyjełem,pamiętam że bardziej chłodno przyjełem tylko Fear of the Dark,swego czasu.
Co do wokalu to zdecydowanie bardziej podobał mi sie na BNW, nie dlatego że wtedy Bruce śpiewał lepiej(może i też),ale że poprostu tego głosu lepiej używał,mozę to sprawa kompyzycji, na BNW cały zespół był skoncentrowany na 200%, Panowie jeszcze musieli coś światu udowodnić,bo jeszcze 2 lata temu stali bardzo nisko pod względem komercyjnym(bilety na koncerty Maiden z Blazem w Polsce kosztowały 30 zł)
Co do przebojowości to też nie czekałem ,na utwory w stylu WD, ale po prostu na klasyczne Maidenowe galopady, wspaniale zaśpiewane refreny, tą radość i szaleństwo, która była wszędzie, tu jest jej mniej, jak chce progresji, większej powagi ,szukam jej w innych zespołach,w Maiden jej nie bardzo chce, oczywiście lubie długie utwory, ale mimo wszystko w obrębie heavy-metalu i takie dotychczas były, Maiden nie został stworzony jako zespół grający progresywną muzyke od tego są inni ...
Świat pokochał Maiden za granie melodyjnego,jedynego w swoim rodzaju heavy-metalu z jedynie elementami art-rocka, nie inaczej, takimi płytami jak AMOLAD Maiden świata by nie zdobył(nie traktuje tego jak wade, ale stwierdzam fakt),dlatego jak był na dorobku Steve tak nie chciał grać, dlatego SiT nie jest płytą akustyczną, jak chciał Bruce...nie wiem czy to teraz oni grają to co chcą, a wtedy to cu musieli,bo wiadomo żę stare płyty są bardziej komercyjnie atrakcyjne niż AMOLAD,ale to dla mnie nie ma znaczenia...Nigdy nie uwierze też w to że Ironi męczyli sie musząć grać prosty ,melodyjny heavy w latach '80,jak czasem sugeruje Bruce...
Co do wolnych intr to właśnie jest ich za dużo, a co do braku mroku i ciężaru, to napisałem to jako zalete Dance of Death...,te intra z DoD mi sie podobały,bo były charakterystyczne ,choćby z No More Lies,Paschendale czy Dance of Death, tu te intra bardziej przypominają mi X Factor, czyli są dośc monotonne.
Aha i ja napewno nie mówiłbym że Maideni zjadają swój ogon, bo poprostu mi to nawet nie przeskadza, wydają oni płyty od ponad 25 lat, grają ponad 30 ,mają swój bardzo charakterystyczny styl,to wiadomo że pewne podobieństwa zawsze będą, i tu zresztą one też są..i nie ma co nawet mówić..tylko że X Factor i solowe płyty Bruce'a to wg.mnie nie jest coś z czego warto "ściągać" ,bo tą płyte robi skład o wiele mocniejszy niż tamte płyty.
Tak,jasne że tak mam żal do Maiden,że nie przyjadą do Polski, i wiem że jakby był koncert, płyta urosła by w moich oczach, tak było z Dance of Death po Wrocławiu i z Killers po Chorzowie, ale to już nie moja wina, że nie usłysze tych utworów...
Co do Paula,to zawsze stał u mnie w cieniu Bruce'a, nigdy wogóle nie był w Polsce zbyt popularny, ani czasy z nim też, wszyscy kochali Bruce'a ,ale jednak trzeba mu przyznać, że klimat płyt z nim,był jedyny w swoim rodzaju, i że jakiejś większej kupy on nigdy nie zaśpiewał, a Bruce'owi sie zdarzyło,wiem ,wiem ,grał na mniejszej ilości płyt,ale jednak fakt jest faktem.
Heh dzięki jeszcze za propozycje, ale nie chce oglądać niczego związanego z nową trasą, bo wole nie żałować co straciłem...
Też mam nadzieje że polubię jeszcze tą płyte, ale to myśle raczej za jakiś czas, musze zrobić sobie z nią przerwę, i znowu zacząć jej słuchać za jakiś czas, to zawsze troche pomagało.
Co do wokalu to zdecydowanie bardziej podobał mi sie na BNW, nie dlatego że wtedy Bruce śpiewał lepiej(może i też),ale że poprostu tego głosu lepiej używał,mozę to sprawa kompyzycji, na BNW cały zespół był skoncentrowany na 200%, Panowie jeszcze musieli coś światu udowodnić,bo jeszcze 2 lata temu stali bardzo nisko pod względem komercyjnym(bilety na koncerty Maiden z Blazem w Polsce kosztowały 30 zł)
Co do przebojowości to też nie czekałem ,na utwory w stylu WD, ale po prostu na klasyczne Maidenowe galopady, wspaniale zaśpiewane refreny, tą radość i szaleństwo, która była wszędzie, tu jest jej mniej, jak chce progresji, większej powagi ,szukam jej w innych zespołach,w Maiden jej nie bardzo chce, oczywiście lubie długie utwory, ale mimo wszystko w obrębie heavy-metalu i takie dotychczas były, Maiden nie został stworzony jako zespół grający progresywną muzyke od tego są inni ...
Świat pokochał Maiden za granie melodyjnego,jedynego w swoim rodzaju heavy-metalu z jedynie elementami art-rocka, nie inaczej, takimi płytami jak AMOLAD Maiden świata by nie zdobył(nie traktuje tego jak wade, ale stwierdzam fakt),dlatego jak był na dorobku Steve tak nie chciał grać, dlatego SiT nie jest płytą akustyczną, jak chciał Bruce...nie wiem czy to teraz oni grają to co chcą, a wtedy to cu musieli,bo wiadomo żę stare płyty są bardziej komercyjnie atrakcyjne niż AMOLAD,ale to dla mnie nie ma znaczenia...Nigdy nie uwierze też w to że Ironi męczyli sie musząć grać prosty ,melodyjny heavy w latach '80,jak czasem sugeruje Bruce...
Co do wolnych intr to właśnie jest ich za dużo, a co do braku mroku i ciężaru, to napisałem to jako zalete Dance of Death...,te intra z DoD mi sie podobały,bo były charakterystyczne ,choćby z No More Lies,Paschendale czy Dance of Death, tu te intra bardziej przypominają mi X Factor, czyli są dośc monotonne.
Aha i ja napewno nie mówiłbym że Maideni zjadają swój ogon, bo poprostu mi to nawet nie przeskadza, wydają oni płyty od ponad 25 lat, grają ponad 30 ,mają swój bardzo charakterystyczny styl,to wiadomo że pewne podobieństwa zawsze będą, i tu zresztą one też są..i nie ma co nawet mówić..tylko że X Factor i solowe płyty Bruce'a to wg.mnie nie jest coś z czego warto "ściągać" ,bo tą płyte robi skład o wiele mocniejszy niż tamte płyty.
Tak,jasne że tak mam żal do Maiden,że nie przyjadą do Polski, i wiem że jakby był koncert, płyta urosła by w moich oczach, tak było z Dance of Death po Wrocławiu i z Killers po Chorzowie, ale to już nie moja wina, że nie usłysze tych utworów...
Co do Paula,to zawsze stał u mnie w cieniu Bruce'a, nigdy wogóle nie był w Polsce zbyt popularny, ani czasy z nim też, wszyscy kochali Bruce'a ,ale jednak trzeba mu przyznać, że klimat płyt z nim,był jedyny w swoim rodzaju, i że jakiejś większej kupy on nigdy nie zaśpiewał, a Bruce'owi sie zdarzyło,wiem ,wiem ,grał na mniejszej ilości płyt,ale jednak fakt jest faktem.
Heh dzięki jeszcze za propozycje, ale nie chce oglądać niczego związanego z nową trasą, bo wole nie żałować co straciłem...
Też mam nadzieje że polubię jeszcze tą płyte, ale to myśle raczej za jakiś czas, musze zrobić sobie z nią przerwę, i znowu zacząć jej słuchać za jakiś czas, to zawsze troche pomagało.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Wczoraj dzwonila do mnie kolezanka, ktora slucha od lat muzy typu Pearl Jam, Red Hot... itd. Nigdy nie lubila calej tej otoczki zwiazanej z IM i ich muzyka. Zacytuje co powiedziala: " Wlasnie slucham ktorys raz z rzedu tego nowego albumu Iron Maiden, przepraszam Cie za to co o nich mowilam, takiego albumu jeszcze nie slyszalam, chyle czola i juz wiem dlaczego ten zespol jest tak znany, naprawde nikt im nigdy nie dorowna- sa poza wszelkim zasiegiem, prawdziwi Bogpwie. Jak mozesz pozycz mi ich inne albumy"
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Nie no, prawie się rozpłakałam ze wzruszenia...
- Mr.Hankey
- -#Lord of the flies

- Posty: 3011
- Rejestracja: śr mar 08, 2006 8:13 pm
- Skąd: Hoooowdy Hoooow
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Mam taką samą sytuacjęDeep pisze:Wczoraj dzwonila do mnie kolezanka, ktora slucha od lat muzy typu Pearl Jam, Red Hot... itd. Nigdy nie lubila calej tej otoczki zwiazanej z IM i ich muzyka. Zacytuje co powiedziala: " Wlasnie slucham ktorys raz z rzedu tego nowego albumu Iron Maiden, przepraszam Cie za to co o nich mowilam, takiego albumu jeszcze nie slyszalam, chyle czola i juz wiem dlaczego ten zespol jest tak znany, naprawde nikt im nigdy nie dorowna- sa poza wszelkim zasiegiem, prawdziwi Bogpwie. Jak mozesz pozycz mi ich inne albumy"
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Uroczy tekst, gdybyś ominął to zdanie o prawdziwych bogach byłbym w stanie uwierzyć w to "nawrócenie"Deep pisze:Wczoraj dzwonila do mnie kolezanka, ktora slucha od lat muzy typu Pearl Jam, Red Hot... itd. Nigdy nie lubila calej tej otoczki zwiazanej z IM i ich muzyka. Zacytuje co powiedziala: " Wlasnie slucham ktorys raz z rzedu tego nowego albumu Iron Maiden, przepraszam Cie za to co o nich mowilam, takiego albumu jeszcze nie slyszalam, chyle czola i juz wiem dlaczego ten zespol jest tak znany, naprawde nikt im nigdy nie dorowna- sa poza wszelkim zasiegiem, prawdziwi Bogpwie. Jak mozesz pozycz mi ich inne albumy"
-
Deleted User 1499
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Nomad pisze:brak mroczności ,ciężaru
No tu to sie ubawilem.Co tam ze A Matter to jeden z ciezszych albumow Maiden , nie Nomad twierdzi ze Dance jest ciezszy.Chyba tylko Montsegur.
Hmm, New Frontier, Wildest Dreams??Nomad pisze:-brak jakiś słabiutkich utworów ,a tutaj są np.Out of the Shadows
Nie to wcale na nowym nie graje .Nomad pisze:-muzycy grają na równym poziomie
Ostatnio zmieniony pn wrz 04, 2006 12:29 pm przez Deleted User 1499, łącznie zmieniany 1 raz.
- Mr.Hankey
- -#Lord of the flies

- Posty: 3011
- Rejestracja: śr mar 08, 2006 8:13 pm
- Skąd: Hoooowdy Hoooow
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Powiedziałbym, że nawet najcięższysekcjazwlok pisze:Co tam ze A Matter to jeden z ciezszych albumow Maiden
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Brak mroczności ,ciężaru -podałem jako zaletę płyty Dance of Death!!!
A na AMOLAD muzycy nie grają na równym poziomie, gitara Dave'a wyraźnie odstaje, a Bruce jest cieniem człowieka, wole go nawet na płytach z okresu 1990-1992, może już nie ten patos co w latach '80 , ale za to przynajmiej jakiś luz w głosie,pewne smaczki...a tu sie męczy poprostu.
Wildest Dreams czy New Frontier wcale takie złe nie są, NF to taki poczciwy rocker, może nie jakiś wybitny , ale przynajmiej nie nudzi.
A na AMOLAD muzycy nie grają na równym poziomie, gitara Dave'a wyraźnie odstaje, a Bruce jest cieniem człowieka, wole go nawet na płytach z okresu 1990-1992, może już nie ten patos co w latach '80 , ale za to przynajmiej jakiś luz w głosie,pewne smaczki...a tu sie męczy poprostu.
Wildest Dreams czy New Frontier wcale takie złe nie są, NF to taki poczciwy rocker, może nie jakiś wybitny , ale przynajmiej nie nudzi.
-
Deleted User 1499
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
A co ci sie nudzi na nowej?



