Haiii! :rocx
A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Koniec, koniec, koniec... dość
Po 3 tygodniach intensywnego słuchania uszy mi odpadły
Co za dużo, to niezdrowo.. choć nie zmienia to faktu, że płyta jest rewelacyjna.
Haiii! :rocx
Haiii! :rocx
Aces High cpt. Dickinson!
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
... ja to odbieram troche inaczej ale niczego nie mam zamiaru Ci zarzucać ani narzucać - "wtórność" na "AMOLAD" postrzegam w taki sposób, mianowicie mamy tutaj sporo nowych dla IRON MAIDEN elementów jednak są to takie fragmenty które w strukturze tych nowych kawałków powtarzają się zbyt często w bardzo podobny sposób niepotrzebnie wydłużając kawąłki jednocześnie nie wnosząc w strukturę kolejnego utworu nic nowego - choćy powtórzenia bardzo podobnych riffów, wstepów i zakończeń a także śpiew Dickinsona który a jakże, doskonale operuje i przechodzi pomiędzy niskimi a wysokimi rejestrami jednak w ogólnej ocenie śpiewa właśnie strasznie "wtórnie" [porównując poszczególne kawąłki włąsnie na "AMOLAD"] ... te wszystkie elementy wpływają na znużenie albumeme jako całością - ostatnio słucham tej płyty tylko w taki sposób że puszczam sobie tylko wybrane utwory.Kratos pisze: Wydaje mi się, że przez pojęcie wtórność rozumiemy powielanie pomysłów i brak jakichkolwiek nowości. Przynajmniej ja to tak widzę i szczeże mówiąc nie potrafie sobie wyobrazić innej interpretacji słowa "wtórność". Ale znając życie zaraz ktoś wyskoczy z tekstem że narzucam swoje zdanie i nie pozwalam mieć swojego innym
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
wracajac do tematu znaczy sie wtornosci to moim zdaniem jezeli wszystkie piosenki na plycie sa takie same i nastepne plyty tez wiele sie nie roznia od siebie [patrz np. Linkin Park] to wtedy mozemy mowic o wtrornosci. jak dla mnie Maideni nie sa wtorni. fakt zdazylo im sie pare podobnych piosenek, ale po tak dlugiej dzialalnosci ciezko jest tego nie robic. no i maja swoj styl, ktory powoduje, ze niedoswiadczony sluchacz moze powiedziec, ze wszystkie ich piosenki sa takie same. ale to mozna powiedziec praktycznie o kazdym. nawet o Mozarcie czy Bethowenie
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
O sorka, ale 1 i 2 płyta LP baardzo się od siebie róznią. 1 jest subtelna melodyjna, odpowidnio ostra gdy tzeba, dobra. a 2 to rozkoszne, idiotyczne darcie ryja, nudne, wtórne, bez ładu i składu.
Tyle kwesti LP i offtopa
Tyle kwesti LP i offtopa
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Co się stao, co się stao??Matek pisze: a wracając do amolada, to w moim rankingu maiden odbył niezłą podróż od samego szczytu po samo dnoi to w niecały miesiąc.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Iron maidenka pisze: Oj tam zaraz łapówa, taki prezencik tylko
każdy tak mówi i ten co daje kwiaty i ten co 100000
za współudział będziesz siedziećIron maidenka pisze:A że piractwo - no troszkę, ale to jego problem, ja zbieram oryginały więc jestem czysta![]()
a co do płyty coraz więcej odkrywam w niej starych patentów i zagrywek i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu ze to nic odkrywczego. po prostu stary dobry Maiden
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Czyli jest gorszy nawet niż Virtual XIMatek pisze:a wracając do amolada, to w moim rankingu maiden odbył niezłą podróż od samego szczytu po samo dnoi to w niecały miesiąc.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Ta, może jeszcze ma gust muzyczny z downem.BartSmith pisze:Powiem tylko tyle, że masz dziwny gust muzyczny.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Khe?herki pisze:Ta, może jeszcze ma gust muzyczny z downem.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
W takim sensie, że nie ma czegoś takiego jak dziwny gust muzyczny 
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Powiedzmy sobie szczerze i bez zbędnych matactw! AMOLAD jest płytą, która bez wątpienia nie zapadnie w pamięci odbiorcy po pierwszym przesłuchaniu krążka CD. Zauważyć jednak należy, że pierwsze wrażenia to nic innego tylko chaos i mętlik w mojej głowie. Następne moje kroki związane z nową płyta to kolejne przesłuchania w dużej mierze podczas jazdy samochodem. Płyta zaczyna wpadać w ucho a kolejne rify, akordy i solówki sprawiają, iż potencjalny słuchacz zaczyna się coraz bardziej zbliżać do tej płyty, co powoduję, iż trudno jest mu się od niej z biegiem płynącego czasu uwolnić. Tajemnica, jaką skrywa ta płytka (a skrywa, ponieważ jest inna niż wszystkie pozostałe i odbiega od tzw. klasyki IM) nie powinna nikogo zniechęcać a wręcz przeciwnie- zmobilizować do głębszej i wnikliwszej analizy, która zaskoczy nawet największych zwolenników Maidenów a także przeciwników, którzy najczęściej powtarzali, że Ci Panowie grają wiecznie to samo, ponieważ niektórzy krytycy uważają, że ich wszystkie kawałki można nagrać w czasie jednej sesji w studiu muzycznym (oczywiście uważam to za kompletną bzdurę i myślę, że się za mną zgodzicie).
Ale do rzeczy. Otóż.
Pierwszą wadą, jaką widzę na tej płycie to brak tzw. hitu czy jak niektórzy powiedzą potencjalnego szlagieru, których znam/my z poprzednich płyt Szlagierów, które moglibyśmy doń porównywać. Szlagierów do, których się wraca i czasami rano nuci przy goleniu. Uwierzcie mi, że nie widzę na tej płycie hiciora. Jeśli się mylę to proszę mi pokazać ten jeden, jedyny utwór! Kolejna sprawa jaka przychodzi mi na myśl to to, że płyta jest strasznie gęsta, tzn. jest przegrana, zagrana jakby na siłę. Trzeba powiedzieć to głośno- IM najlepsze lata ma już za sobą a Panowie Haris i spółka siedli na tzw. laurach nagrywając na szybko album między trasami-świętami-trasami-samolotami-golfami i Bóg dobry wie jeszcze czym. Powiem tak- odnoszę wrażenie, że Bruce śpiewa, jak zwykle swoje, a reszta gangu gra swoje. Sporawa kolejna. Płyta ma źle dobrany „otwieracz”, o czym pisałem dużo wcześniej. DW jest odpadem z poprzedniej płyty to widać, słychać i czuć moi kochani. Pytanie kolejne: po co nagrywać tak dużo długich czasowo kawałków, przez co przy niektórych człowiek zaczyna mieć powoli wszystkiego dosyć… i nie powie a puszczę to sobie jeszcze raz. Wydaje mi się, że to kardynalny błąd, który odbije się jeszcze czkawką dla chłopców z wysp. Dla mnie takie granie jest nudne i nie boję się tego powiedzieć. Dochodzę powoli do wniosku, że z tej płyty tytuł jest tyko trafny! A smutne to, prawda. Ta płyta robi wrażenie błędnego Kola, czasami aż prosi się o coś więcej więcej prościej mówiąć o stare dobre Maidenowe granie. Panowie, litości, po tej płycie robi mi się duszno. To tyle tytułem wstępu do mojej recenzji. Co do recenzji konkretnych utworów wypowiem się nieco później.
Ale do rzeczy. Otóż.
Pierwszą wadą, jaką widzę na tej płycie to brak tzw. hitu czy jak niektórzy powiedzą potencjalnego szlagieru, których znam/my z poprzednich płyt Szlagierów, które moglibyśmy doń porównywać. Szlagierów do, których się wraca i czasami rano nuci przy goleniu. Uwierzcie mi, że nie widzę na tej płycie hiciora. Jeśli się mylę to proszę mi pokazać ten jeden, jedyny utwór! Kolejna sprawa jaka przychodzi mi na myśl to to, że płyta jest strasznie gęsta, tzn. jest przegrana, zagrana jakby na siłę. Trzeba powiedzieć to głośno- IM najlepsze lata ma już za sobą a Panowie Haris i spółka siedli na tzw. laurach nagrywając na szybko album między trasami-świętami-trasami-samolotami-golfami i Bóg dobry wie jeszcze czym. Powiem tak- odnoszę wrażenie, że Bruce śpiewa, jak zwykle swoje, a reszta gangu gra swoje. Sporawa kolejna. Płyta ma źle dobrany „otwieracz”, o czym pisałem dużo wcześniej. DW jest odpadem z poprzedniej płyty to widać, słychać i czuć moi kochani. Pytanie kolejne: po co nagrywać tak dużo długich czasowo kawałków, przez co przy niektórych człowiek zaczyna mieć powoli wszystkiego dosyć… i nie powie a puszczę to sobie jeszcze raz. Wydaje mi się, że to kardynalny błąd, który odbije się jeszcze czkawką dla chłopców z wysp. Dla mnie takie granie jest nudne i nie boję się tego powiedzieć. Dochodzę powoli do wniosku, że z tej płyty tytuł jest tyko trafny! A smutne to, prawda. Ta płyta robi wrażenie błędnego Kola, czasami aż prosi się o coś więcej więcej prościej mówiąć o stare dobre Maidenowe granie. Panowie, litości, po tej płycie robi mi się duszno. To tyle tytułem wstępu do mojej recenzji. Co do recenzji konkretnych utworów wypowiem się nieco później.
Ostatnio zmieniony czw wrz 21, 2006 12:09 pm przez Borys1978, łącznie zmieniany 1 raz.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
... niestety z czasem im dłużej znam ten album dochodzę do podobnych wniosków

- Mr.Hankey
- -#Lord of the flies

- Posty: 3001
- Rejestracja: śr mar 08, 2006 8:13 pm
- Skąd: Hoooowdy Hoooow
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
A mi zupełnie odwrotnie album coraz bardziej się podoba
Już od praktycznie trzech tygodni słucham tylko tego. W domu, w samochodzie, poprostu wszędzie. A takich tuz jak Longest Day, Brighter czy FTGGOG to mogę słuchać bez końca. Mimo prób nie znajduje na tym albumie szeroko pojętej "wtórności". Nie zgadzam się też ze stwierdzeniem, że chłopaki siadli na laurach, bo wtedy nie nagrali by tak dobrego albumu 
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
co moge powiedziec.. gdy zaczalem sluchac to podobal mi sie z kazdym razem coraz bardziej.. ale doszedlem do pewniego momentu i zaczelo isc spowrotem.. w sumie juz przestalem go sluchac.. sluchalem w domu i w samochodzie, kiedy tylko moglem.. ale osluchalem sie i mi przeszlo.. czasem wlacze jakies pojedyncze kawalki ktore bardziej mi wpadly w ucho.. ale brak na tej plycie takiego utowru ktory chce sie chlonac ciagle i ciagle.. tak jak mialem np z Paschendale czy Face in The Sand na DOD..
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
właśnie, święta i prawdziwe są Twoje słowa i o to mi też chodziłoSim0n pisze:brak na tej plycie takiego utowru ktory chce sie chlonac ciagle i ciagle..
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
no to :beerBorys1978 pisze:właśnie, święta i prawdziwe są Twoje słowa i o to mi też chodziłoSim0n pisze:brak na tej plycie takiego utowru ktory chce sie chlonac ciagle i ciagle..
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Dla mnie takim utworem niezmiennie jest FTGGOGSim0n pisze:ale brak na tej plycie takiego utowru ktory chce sie chlonac ciagle i ciagle
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Na wstępnie napisze że nie będe odpowiadał na kontrargumenty,nie mam siły, zwolenników płyty i tak nie przekonam.I też pisze ,że ten post to moje subiektywne zdanie o płycie, a nie jakaś prawda ogólna,czy coś.
A Matter of Life and Death to najgorsza płyta Ironów,a napewno najgorsza nagrana z Brucem...nie,nie...poprostu najgorsza ,po 3 tygodniach od kiedy wyszła,słucha mi się jej gorzej niż Dance of Death,które ma 3 lata,mam wrażenie że jest na odwrót..Na początku myślałem że to kolejna niezła płyta, taka jak każda płyta po 7th Sonie(poza BNW)w której bardzo dobre utwory przeplatają się ze słabszymi,ale dochodze do zdania że to najgorszy album Iron Maiden wogóle.
Zastrzeżeń jest dużo,ale napisze te najważniejsze.
Po pierwsze, tak jak zauwazono,nie ma utworów genialnych,wyróżniających się, takich do których sie wraca ,Iron Maiden ma Phantoma , Number ma Halloweed Be thy Name ,Piece of Mind ma Troopera, 7th Son ma Infinite Dreams a Factor ma Sign of the Cross...tu nie ma takiego utworu, nie ma utworu który oceniłbym na 10,czy nawet 9 z plusem, może jeszcze tylko na No Prayer for Dying nie było takich gigantów.
Pod drugie, forma Bruce'a...to nie jest życiowa forma, a tragiczna forma, źle sie poprostu słucha, na Brave New World było świetnie, na Dance of Death średnio, tu jest bardzo źle, jak np.słucham For the Greater Good of God, i śpiewa wolno,skopojnie jest fajnie,ale jak przechodzi w wysokie rejestry, jakoś w 2 minucie,to brzmi to słabo, bez tego polotu,nutki agresji, werwy...tak bojaźliwie, w BttTS jest jeszcze gorzej, refren tego utworu,to najgorsza partia wokalna na studyjnym albumie, jaką kiedykolwiek zaśpiewał...to że jego głos słabnie nie jest tajemnicą, ale zę tak to zaskoczenie..Bruce potrafi śpiewac dobrze,np.w TCDR czy w Longest Day,ale to nie jest żadne pocieszenie.
Po trzecie, refreny, refreny Maiden zawsze sprawiały że ludzie w klubach halach ,stadionach mieli potęzne ciary na plecach, był ozdobami utworów, tutaj są poprostu smętne, nieciekawe, takie bez pary, choćby refren w Out of the Shadows, czy RoBB...poza tym Maiden ma jakąś dziwną manie powtarzania refrenów,obawiam sie że chodzi tu o to by utwory były dłuższe, tak..dawniej tez tak było,ale człowiek nie zwracał an to uwagi, tutaj to poprostu denerwuje, więcej doprowadza do wściekłości, słuchając 15 raz ten sam refren mam ochote zgasić utwór.
Po czwarte długośc i charakter utworów, fajnie że Ironi propóją odświeżać swój styl,ale takie rzeczy robi sie z głową, na Brave New World wysżło im to kapitalnie, gdzie przemieszali pomysły z lat '80,z płyt z Blazem i dodali do tego jeszcze art-rockowy smaczek ,utwory sa dośc długie,ale nie jest to jakaś karykatura, przede wszystkim nie nudzą(żeby było jasne BNW to nie jest mój ulubiony album Iron Maiden ,ale fakt że jest to jakieś odniesienie dla ostatnich 15 lat). Na Dance of Death,nie wyszło już tak ciekawie,ale było jeszcze w miare dobrze,dzięki nowatorskim utworom takim jak Dance of Death,Paschendale czy Face in the Sand i dobrych klasycznym do bólu ale mającym swój urok utworom takich jak No More Lies czy Rainmaker.
Tutaj wyszło cieńko, Ironi chcieli zagrać totalnie nie-heavymetalową płyte i co? myśleli że będą drugim Pink FLoyd, jak poruszą bardzo wazne tematy społeczne? nie rozumiem tego....to nie są tacy muzycy by tworzyć taką muzyke jak Pink Floyd czy King Crimson, Bóg stworzył ich by grali radosny, prosty do bólu, heavy-metal...i właśnie takie granie jest mi droższe,nawet niż skomplikowana muzyka Pink Floyd ...
Jest tak jak sie spodziewałem,całkiem ciekawe utwory toną w tym nadmiarze, gdyby na Numberze 5 utworów miało 7 minut,czy Halloweed Be thy Name byłoby tak kochane, to samo tyczy sie Rime of the Ancient Mariner czy Sign of the Cross...potrzebny w życiu jest umiar, a każdy po długim utworze chętnie posłucha czegoś krótszego..i dlatego ta płyta słuchana w całosci traci ,i to bardzo.
Po piąte charakter płyty...ta płyta mam wrażenie nie jest całoscią, to tak jakby zbiór utworów, takie dla każdego coś miłego, troche Bruce'a solowego (BttTS, OoTS, Lord), troche utworów rodem z Blaza(FTGGoG, RoBB) ,troche Maidenowej klasyki(TCDR, Pilgrim) itd...podobnie bardzo jak na ostatniej płycie Judas Priest. Nie mówie że każda, ale zdecydowana większośc płyt Maiden miała jakiś wspólny punkt odniesienia,była zwartą całością, tutaj tego nie ma, jest to samo co na Fear of the Dark, zbiór utworów,a nie płyta.
Po szóste ,brak mocy płynącej z tej muzyki,może to brzmi tak..niefachowo,ale tak to czuje..słuchając tej płty nie czuć że gra to Iron Maiden,tak wiem...niektótym styl Maiden sie znudził,ale mi naprawde nie,lubie ich styl,więcej kocham i sie tego nie wstydze, dlatego kocham płyty z lat '80, i nie jest tak że jak sie coś robi z klasą ,nagrywa sie płyty podobne do siebie,to jest to coś złego....wiadomo najlepiej cały czas szachować nowymi pomysłami nagrywając rzeczy nowatorskie,ale jak sie ich nie,to sie bazuje na swoim stylu. Na płycie nie czuć praktycznie radości grania, szaleństwa, tego czym Maiden zawsze zachwycał, tej iskry,która sprawiała że ten zespół przyciągał ludzi, od Rosji aż po Brazylie, do tej płyty my musimy sie przekonywać!, ale jest to na krótką mete, bo jak coś nam sie nie podoba, to siłą sie do tego nie przekonamy,no chyba że sobie to wmówimy,ale jaki to ma sens?
Dave Murray człowiek którego sola ozdabiały każdy utwór, mistrz typowo heavy-metalowej gry, gra tutaj jakby ktoś związał mu ręce, nie wiem czy to kwestia tego że Dave nie może sie odnaleźć w takim graniu, ale tak to wygląda. Kolejny argument by chłopaki wrócili do heavy-metalu.
Cięzkie,mrokowate brzmienie, nastrój jakiejś psychodelii, to wszystko mi nie pasuje, poprostu...ja chce radosnego grania, bo to Maidenom wychodzi, z charakterystycznymi tekstami.
Nie ma sensu się męczyć czymś co sie nie podoba, Iron Maiden nagrał conajmiej 8 genialnych płyt i z 70 genialnych utworów...
Po siódme....Iron Maiden zawsze słynął m.in z szybkich wstępów ,najczęsciej bassowo-perkusjnych, czasem z energentycznych riffów, gdy słuchaliśmy muzyki wiedzieliśmy że to Iron Maiden, że to ten ich pieprzony styl...co jest tutaj, prawie kazdy utwór zaczyna się nudnym intrem,które po pierwszych przesłuchaniach niczym sie nie różnią...co pasowało na X Factor, mrok,ciężar...smutek..nie musi pasowac tutaj.
Co więcej tutaj brzmi to o wiele nieciekawiej niż na X Factor.
Od tej płyty IRoni zaczeli zmierzać w tym kierunku,ale tutaj już zupełnie przesadzili, słuchają tych intr, człowiek ma ochote krzyknąć, przestańcie tak grać, zagrajcie to inaczej, bo przecież potraficie, przywalcie po ryju...tak dosłownie, brak tu takiego czegoś, co raz więcej jest "piękna" ," tej całej "progresyfnośći",a mniej soczystego Maidenowego przywalenia,te eksperymenty mordują tą muzyke, np.na Lord of Light mamy fajny riff, ale po jaką cholere ten riff poprzedza nudne intro i tak mozna dalej mnożyć. Na poprzednych płytach te intra miały peweien urok(Blood Brothers,Brave New World,No More Lies,Dance of Death),tutaj poza paroma przypadkami, są bo są....a jeszcze żeby dobić, utwory kończą się jak zaczeły.
Po ósme kompozycje..na niektórych albumach Maiden, to płyty sa nierówne, obok genialnych utworów, mamy utwory dobre,lub słabe...tutaj nierówne są utwory!, w większości nie ma kompozycji,którą można by było w całosci zaakceptować ,a ma to związek, z tym o czym pisałem wcześniej, przede wszystkim formą Bruce'a który psuje czasem utwór, także z tymi intrami...cięzko aż ocenić utwór, najbardziej jaskrawym przykładem jest BttTS ,który ma fragmenty bardzo dobre, poprostu takie które chwytają,a ma tez momenty dosłownie tragiczne, też takie wrażenie mam w FTGGoG i Lord of Light, jedynie TCDR i Longest Day,może tęz Legacy są utworami których słucha sie jednym tchem....myśle że dlatego tak sie dzieje, że wyczerpuje sie ta formuła nagrywania długich kolosów...tej epickości i monumentalności i oto dochodzi do ..
Po dziewiąte...gdy wychodził A Matter Life and Death, miałem nadzieje na coś innego od płyt poprzednich ,nie dlatego ze ich nie lubie, tylko dlatego że liczyłem na pewne odświerzenie,takie jakie było np.na Somewhere in Time czy No Prayer for Dying,krótko mówiac na zmiane stylu, zespół zawsze to robił, po dwóch rock'n rollowych płytach z Di Anno,nagrał trzy arcy-klasyczne plyty heavy-metalowe,by potem zagrać ten heavy-metal w nieco innej formule wzbogaconej syntezarami i większym patosem,potem z kolei powrócono do prostrzego hard-rockowego grania na następnych płytach...potem znów zmiana , dwie płyty z Blazem,które musiały przynieśc inne granie,no i wrzeszcie BNW i DoD, czyli więcej długich utworów, wzbogaconych orkiestrą ,epickich itd.
Tak więc mogliśmy sie spodziewać czegoś innego, pójścia w innym kierunku..ale rzeczywistośc dała inną odpowiedż, Ironi widocznie zauważyli że ten styl daje im ogromną popularnośc wśród młodzieży Skandynawskiej...a co do starych fanów,to i tak nazwa sprawi że polubią tą płytę. Ktoś powie...to chyba dobrze jak chłopaki chcą sie rozwijać...ale ja mówie, bardzo dobrze,ale tu nie ma rozwoju,nagrywanie coraz to dłuższych utworów, to nie jest żadna progresja, progresja to próba odświerzenia swojej muzyki. Fani czasem twierdzą że Dance of Deathy jest wtórne..ale tu jest tak samo wtórnie,ale nie ma tego kopa ...
Płyta robi wrażenie nowatorskiej dla tych którzy słuchają Maiden rok,ale jak ktoś od kilku lat żyją tą muzyką ,to to bez problemy wyczuje, Different World to systeza Wildest Dreams i Rainmakera, Out of the Shadows przypomina Wasting Love, a riff jest durnym autoplagiatem z Children of the Damned, For the Greater Good of God,przypomina Sign of the Cross, Legacy przywołuje na myśl Dance of Death..o utworach rodem z Chemical Wedding już nie wspomne...i gdzie tu te nowatorstwo?
Większym nowatorstwem,było by zagranie płyty heavy-metalowej, może nie powrotu do lat '80,co mówią niektórzy fani płyty,wyśmiewając taką opcję, a ja powiem...taki powrót nie jest możliwy..z tą formą muzyków,z taką produckją ..wtedy były pomysły, energia, radośc gry...ale możliwe by było zagranie w miare nowoczesnej ,świeżej płyty heavy-metalowej ,ale Ironi już widać heavy-metalu grać nie chcą.
Nie pisze tego wszystkiego z radoscią, czy satysfakctją...nie spodziewałem sie jakiejś genialnej płyty,ale nie spodziewał sie też że Ironi będą grali tak smutno,nieciekawie, że stracą w jednej chwili ten swój zapał i energię...poprostu płyta jest słaba dla mnie. Jest słabsza po każdym następnym przesłuchaniu, pare utworów jest dobrych,może bardzo dobrych,ale to nie jest żadne pocieszenie, bo większośc płyt tego zespołu zawsze miało taki poziom że pojedyczny słabszy utwór denerwował,tutaj tych słabości jest aż nadto.
Płyta tymbardziej wydaje się słaba przy klasycznych dokonaniach zespołu,których po 500 przesłuchaniach dalej chce sie słuchać.
Mimo że tak opisałem płyte,to czuje sie fanem Iron Maiden, czy tak samo kocham tą muzyke jak 5 lat temu?...nie..nawet bardziej,bo ciągle w nieju coś odkrywam ,mimo setek przesłuchań, ale niestety nie tyczy sie to tej płyty.
Myśle że za 2 lata, płyta będzie oceniana tak jak Dance of Death, poprostu nie wytrzyma próby czasu, tak jak to sie stało z Number of the Beast,7th Son of a 7th Son czy Brave New World , podzieli los Fear of the Dark i Dance of Death...teraz wiele osób kocha AMOLAD,ale te osoby nie pamiętają najczęsciej,że tak samo kochano DoD, a co teraz sie o nim czyta, to aż głowa boli. To samo będzie z AMOLAD, tyle że los będzie jeszcze gorszy, bo Dance of Death ma pare utworów do których sie wraca,tu tych utworów nie widze.
A Matter of Life and Death to najgorsza płyta Ironów,a napewno najgorsza nagrana z Brucem...nie,nie...poprostu najgorsza ,po 3 tygodniach od kiedy wyszła,słucha mi się jej gorzej niż Dance of Death,które ma 3 lata,mam wrażenie że jest na odwrót..Na początku myślałem że to kolejna niezła płyta, taka jak każda płyta po 7th Sonie(poza BNW)w której bardzo dobre utwory przeplatają się ze słabszymi,ale dochodze do zdania że to najgorszy album Iron Maiden wogóle.
Zastrzeżeń jest dużo,ale napisze te najważniejsze.
Po pierwsze, tak jak zauwazono,nie ma utworów genialnych,wyróżniających się, takich do których sie wraca ,Iron Maiden ma Phantoma , Number ma Halloweed Be thy Name ,Piece of Mind ma Troopera, 7th Son ma Infinite Dreams a Factor ma Sign of the Cross...tu nie ma takiego utworu, nie ma utworu który oceniłbym na 10,czy nawet 9 z plusem, może jeszcze tylko na No Prayer for Dying nie było takich gigantów.
Pod drugie, forma Bruce'a...to nie jest życiowa forma, a tragiczna forma, źle sie poprostu słucha, na Brave New World było świetnie, na Dance of Death średnio, tu jest bardzo źle, jak np.słucham For the Greater Good of God, i śpiewa wolno,skopojnie jest fajnie,ale jak przechodzi w wysokie rejestry, jakoś w 2 minucie,to brzmi to słabo, bez tego polotu,nutki agresji, werwy...tak bojaźliwie, w BttTS jest jeszcze gorzej, refren tego utworu,to najgorsza partia wokalna na studyjnym albumie, jaką kiedykolwiek zaśpiewał...to że jego głos słabnie nie jest tajemnicą, ale zę tak to zaskoczenie..Bruce potrafi śpiewac dobrze,np.w TCDR czy w Longest Day,ale to nie jest żadne pocieszenie.
Po trzecie, refreny, refreny Maiden zawsze sprawiały że ludzie w klubach halach ,stadionach mieli potęzne ciary na plecach, był ozdobami utworów, tutaj są poprostu smętne, nieciekawe, takie bez pary, choćby refren w Out of the Shadows, czy RoBB...poza tym Maiden ma jakąś dziwną manie powtarzania refrenów,obawiam sie że chodzi tu o to by utwory były dłuższe, tak..dawniej tez tak było,ale człowiek nie zwracał an to uwagi, tutaj to poprostu denerwuje, więcej doprowadza do wściekłości, słuchając 15 raz ten sam refren mam ochote zgasić utwór.
Po czwarte długośc i charakter utworów, fajnie że Ironi propóją odświeżać swój styl,ale takie rzeczy robi sie z głową, na Brave New World wysżło im to kapitalnie, gdzie przemieszali pomysły z lat '80,z płyt z Blazem i dodali do tego jeszcze art-rockowy smaczek ,utwory sa dośc długie,ale nie jest to jakaś karykatura, przede wszystkim nie nudzą(żeby było jasne BNW to nie jest mój ulubiony album Iron Maiden ,ale fakt że jest to jakieś odniesienie dla ostatnich 15 lat). Na Dance of Death,nie wyszło już tak ciekawie,ale było jeszcze w miare dobrze,dzięki nowatorskim utworom takim jak Dance of Death,Paschendale czy Face in the Sand i dobrych klasycznym do bólu ale mającym swój urok utworom takich jak No More Lies czy Rainmaker.
Tutaj wyszło cieńko, Ironi chcieli zagrać totalnie nie-heavymetalową płyte i co? myśleli że będą drugim Pink FLoyd, jak poruszą bardzo wazne tematy społeczne? nie rozumiem tego....to nie są tacy muzycy by tworzyć taką muzyke jak Pink Floyd czy King Crimson, Bóg stworzył ich by grali radosny, prosty do bólu, heavy-metal...i właśnie takie granie jest mi droższe,nawet niż skomplikowana muzyka Pink Floyd ...
Jest tak jak sie spodziewałem,całkiem ciekawe utwory toną w tym nadmiarze, gdyby na Numberze 5 utworów miało 7 minut,czy Halloweed Be thy Name byłoby tak kochane, to samo tyczy sie Rime of the Ancient Mariner czy Sign of the Cross...potrzebny w życiu jest umiar, a każdy po długim utworze chętnie posłucha czegoś krótszego..i dlatego ta płyta słuchana w całosci traci ,i to bardzo.
Po piąte charakter płyty...ta płyta mam wrażenie nie jest całoscią, to tak jakby zbiór utworów, takie dla każdego coś miłego, troche Bruce'a solowego (BttTS, OoTS, Lord), troche utworów rodem z Blaza(FTGGoG, RoBB) ,troche Maidenowej klasyki(TCDR, Pilgrim) itd...podobnie bardzo jak na ostatniej płycie Judas Priest. Nie mówie że każda, ale zdecydowana większośc płyt Maiden miała jakiś wspólny punkt odniesienia,była zwartą całością, tutaj tego nie ma, jest to samo co na Fear of the Dark, zbiór utworów,a nie płyta.
Po szóste ,brak mocy płynącej z tej muzyki,może to brzmi tak..niefachowo,ale tak to czuje..słuchając tej płty nie czuć że gra to Iron Maiden,tak wiem...niektótym styl Maiden sie znudził,ale mi naprawde nie,lubie ich styl,więcej kocham i sie tego nie wstydze, dlatego kocham płyty z lat '80, i nie jest tak że jak sie coś robi z klasą ,nagrywa sie płyty podobne do siebie,to jest to coś złego....wiadomo najlepiej cały czas szachować nowymi pomysłami nagrywając rzeczy nowatorskie,ale jak sie ich nie,to sie bazuje na swoim stylu. Na płycie nie czuć praktycznie radości grania, szaleństwa, tego czym Maiden zawsze zachwycał, tej iskry,która sprawiała że ten zespół przyciągał ludzi, od Rosji aż po Brazylie, do tej płyty my musimy sie przekonywać!, ale jest to na krótką mete, bo jak coś nam sie nie podoba, to siłą sie do tego nie przekonamy,no chyba że sobie to wmówimy,ale jaki to ma sens?
Dave Murray człowiek którego sola ozdabiały każdy utwór, mistrz typowo heavy-metalowej gry, gra tutaj jakby ktoś związał mu ręce, nie wiem czy to kwestia tego że Dave nie może sie odnaleźć w takim graniu, ale tak to wygląda. Kolejny argument by chłopaki wrócili do heavy-metalu.
Cięzkie,mrokowate brzmienie, nastrój jakiejś psychodelii, to wszystko mi nie pasuje, poprostu...ja chce radosnego grania, bo to Maidenom wychodzi, z charakterystycznymi tekstami.
Nie ma sensu się męczyć czymś co sie nie podoba, Iron Maiden nagrał conajmiej 8 genialnych płyt i z 70 genialnych utworów...
Po siódme....Iron Maiden zawsze słynął m.in z szybkich wstępów ,najczęsciej bassowo-perkusjnych, czasem z energentycznych riffów, gdy słuchaliśmy muzyki wiedzieliśmy że to Iron Maiden, że to ten ich pieprzony styl...co jest tutaj, prawie kazdy utwór zaczyna się nudnym intrem,które po pierwszych przesłuchaniach niczym sie nie różnią...co pasowało na X Factor, mrok,ciężar...smutek..nie musi pasowac tutaj.
Co więcej tutaj brzmi to o wiele nieciekawiej niż na X Factor.
Od tej płyty IRoni zaczeli zmierzać w tym kierunku,ale tutaj już zupełnie przesadzili, słuchają tych intr, człowiek ma ochote krzyknąć, przestańcie tak grać, zagrajcie to inaczej, bo przecież potraficie, przywalcie po ryju...tak dosłownie, brak tu takiego czegoś, co raz więcej jest "piękna" ," tej całej "progresyfnośći",a mniej soczystego Maidenowego przywalenia,te eksperymenty mordują tą muzyke, np.na Lord of Light mamy fajny riff, ale po jaką cholere ten riff poprzedza nudne intro i tak mozna dalej mnożyć. Na poprzednych płytach te intra miały peweien urok(Blood Brothers,Brave New World,No More Lies,Dance of Death),tutaj poza paroma przypadkami, są bo są....a jeszcze żeby dobić, utwory kończą się jak zaczeły.
Po ósme kompozycje..na niektórych albumach Maiden, to płyty sa nierówne, obok genialnych utworów, mamy utwory dobre,lub słabe...tutaj nierówne są utwory!, w większości nie ma kompozycji,którą można by było w całosci zaakceptować ,a ma to związek, z tym o czym pisałem wcześniej, przede wszystkim formą Bruce'a który psuje czasem utwór, także z tymi intrami...cięzko aż ocenić utwór, najbardziej jaskrawym przykładem jest BttTS ,który ma fragmenty bardzo dobre, poprostu takie które chwytają,a ma tez momenty dosłownie tragiczne, też takie wrażenie mam w FTGGoG i Lord of Light, jedynie TCDR i Longest Day,może tęz Legacy są utworami których słucha sie jednym tchem....myśle że dlatego tak sie dzieje, że wyczerpuje sie ta formuła nagrywania długich kolosów...tej epickości i monumentalności i oto dochodzi do ..
Po dziewiąte...gdy wychodził A Matter Life and Death, miałem nadzieje na coś innego od płyt poprzednich ,nie dlatego ze ich nie lubie, tylko dlatego że liczyłem na pewne odświerzenie,takie jakie było np.na Somewhere in Time czy No Prayer for Dying,krótko mówiac na zmiane stylu, zespół zawsze to robił, po dwóch rock'n rollowych płytach z Di Anno,nagrał trzy arcy-klasyczne plyty heavy-metalowe,by potem zagrać ten heavy-metal w nieco innej formule wzbogaconej syntezarami i większym patosem,potem z kolei powrócono do prostrzego hard-rockowego grania na następnych płytach...potem znów zmiana , dwie płyty z Blazem,które musiały przynieśc inne granie,no i wrzeszcie BNW i DoD, czyli więcej długich utworów, wzbogaconych orkiestrą ,epickich itd.
Tak więc mogliśmy sie spodziewać czegoś innego, pójścia w innym kierunku..ale rzeczywistośc dała inną odpowiedż, Ironi widocznie zauważyli że ten styl daje im ogromną popularnośc wśród młodzieży Skandynawskiej...a co do starych fanów,to i tak nazwa sprawi że polubią tą płytę. Ktoś powie...to chyba dobrze jak chłopaki chcą sie rozwijać...ale ja mówie, bardzo dobrze,ale tu nie ma rozwoju,nagrywanie coraz to dłuższych utworów, to nie jest żadna progresja, progresja to próba odświerzenia swojej muzyki. Fani czasem twierdzą że Dance of Deathy jest wtórne..ale tu jest tak samo wtórnie,ale nie ma tego kopa ...
Płyta robi wrażenie nowatorskiej dla tych którzy słuchają Maiden rok,ale jak ktoś od kilku lat żyją tą muzyką ,to to bez problemy wyczuje, Different World to systeza Wildest Dreams i Rainmakera, Out of the Shadows przypomina Wasting Love, a riff jest durnym autoplagiatem z Children of the Damned, For the Greater Good of God,przypomina Sign of the Cross, Legacy przywołuje na myśl Dance of Death..o utworach rodem z Chemical Wedding już nie wspomne...i gdzie tu te nowatorstwo?
Większym nowatorstwem,było by zagranie płyty heavy-metalowej, może nie powrotu do lat '80,co mówią niektórzy fani płyty,wyśmiewając taką opcję, a ja powiem...taki powrót nie jest możliwy..z tą formą muzyków,z taką produckją ..wtedy były pomysły, energia, radośc gry...ale możliwe by było zagranie w miare nowoczesnej ,świeżej płyty heavy-metalowej ,ale Ironi już widać heavy-metalu grać nie chcą.
Nie pisze tego wszystkiego z radoscią, czy satysfakctją...nie spodziewałem sie jakiejś genialnej płyty,ale nie spodziewał sie też że Ironi będą grali tak smutno,nieciekawie, że stracą w jednej chwili ten swój zapał i energię...poprostu płyta jest słaba dla mnie. Jest słabsza po każdym następnym przesłuchaniu, pare utworów jest dobrych,może bardzo dobrych,ale to nie jest żadne pocieszenie, bo większośc płyt tego zespołu zawsze miało taki poziom że pojedyczny słabszy utwór denerwował,tutaj tych słabości jest aż nadto.
Płyta tymbardziej wydaje się słaba przy klasycznych dokonaniach zespołu,których po 500 przesłuchaniach dalej chce sie słuchać.
Mimo że tak opisałem płyte,to czuje sie fanem Iron Maiden, czy tak samo kocham tą muzyke jak 5 lat temu?...nie..nawet bardziej,bo ciągle w nieju coś odkrywam ,mimo setek przesłuchań, ale niestety nie tyczy sie to tej płyty.
Myśle że za 2 lata, płyta będzie oceniana tak jak Dance of Death, poprostu nie wytrzyma próby czasu, tak jak to sie stało z Number of the Beast,7th Son of a 7th Son czy Brave New World , podzieli los Fear of the Dark i Dance of Death...teraz wiele osób kocha AMOLAD,ale te osoby nie pamiętają najczęsciej,że tak samo kochano DoD, a co teraz sie o nim czyta, to aż głowa boli. To samo będzie z AMOLAD, tyle że los będzie jeszcze gorszy, bo Dance of Death ma pare utworów do których sie wraca,tu tych utworów nie widze.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
No powiem Ci Nom... zaskoczyłeś mnie! Jestem pod wielkim wrażeniem Twojej bogatej i konkretnej recenzji. Podpisuję się pod tym wsystkim w 101% podkreślając również to, iż dalej moim muzycznym nr 1 jest Haris i spółka.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Calkowicie sie nie zgodze z toba! Te lata o ktorych piszesz byly w czasach albumu The X Factor, Virtual XI I No Prayer. Teraz zespol dostal nowy wiatr w zagle, nigdy nie widzialem zeby caly zespol byl az tak bardzo zadowolony z tego albumu i ze wspolpracy z "Cavemanem" jak teraz, a to ze nagrali go w ekspresowym tempie wcale nie znaczy ze byl nagrany na sile, wrecz przeciwnie od samego poczatku zespol wiedzial czego chce, a nagrywany na sile jest dla mnie album, ktory tworzy i komponuje sie caly rok i nawet dluzej bo wtedy muzycy widac ze nie maja pomyslu na utwory.Borys1978 pisze:IM najlepsze lata ma już za sobą
Dokladnie, tez go slucham caly czas i jest on dla mnie hiciorem nr 1!Budziol pisze:Dla mnie takim utworem niezmiennie jest FTGGOG



