Koncert jak najbardziej udany, chociaż nie najlepszy na jakim byłam. Żenujące było miejsce w jakim się odbył. Sala (hala) gimnastyczna. Scena pewno dobudowana, na potrzeby. Nagłośnienie przefatalne. Nie wiem jak było dalej z tyłu, ale z przodu wokalu prawie nie było słychać

(pewnie zaraz Żelazny odezwie się, że się nie znam, no ale np Iron tez narzekał na nagłośnenie). Nienawidzę tego

. Nawet nie jestem w stanie stwierdzić jak Hansi wypadł, bo go wyraźnie nie słyszałam, tylko popijał ziółka, fajne to było. No i na szczęscie nie był tak skostniały jak na ich DVD to widać, machał rękami trochę :]
Setlista jak najbardziej w pompkę

. Oczywiście Silence przynudzał jak tylko mógł, najsłabszy punkt, no i Another Stranger Me też nie wypadł jak się spodziewałam. Mordred natomiast w ogóle mnie zabił, zresztą jak wiele innych kawałków.
Zajebistą miejscówę miałam, drugi rząd na przeciw Hansiego

. Wszystko jak na dłoni, no niesamowicie. Nawet mamy na forum jego sobowtóra

. Słowacy gdzieś zostali z tyłu no i przy barierkach, wielke kloce, ruszyć się ich nie dało, ale może nawet lepiej, mnie tam w drugim rzędzie było elegancko, mój żołądek i watroba nie uległy zgnieceniu, więc no :].
Nie chciało mi się tam jechać, ale skończyło się lepiej niż przypuszczałam :].
Specjalne pozdrowienia dla Edyty

I Iron'a, który ma głowę na karku
