Zaczne wiec od poczadku. Pod Earls Court bylam ok 14. Oczywiscie spora grupka osob podpisala sie jeszcze na fladze i przy okazji zostalam wysciskanas z tytulu ze tez mam wtedy urodziny. Ekipa byla fantastyczna i pelna entuzjazmu. Dobra sytuacja byla jak siedzielismy juz w srodku przed wejsciem do hali- bo wpuscili nas- chyba z powodu pizdziawy- i czekalismy ostatnia godzine. Jakis gosc co jakis czas ryczal jak lew, skandowalismy 'EMO!' na przechodzacych. Jakis gosc przyszedl w masce Eddiego, powitany entuzjastycznie. Jak juz nas minal to sciagnal maske i wtedy ktos zawolal"Co zrobiles z Eddiem ty potworze!"
Pomine Laureen Harris i Trivium- o nieobecnych dobrze albo wcale. Z Trivium zaspiewalismy "Happy Birthday" do Dave'a. Maiden odegrali wszystkie utwory z najnowszej plyty i moim zdaniem dali z siebie wszystko. Teraz naprawde polubilam AMOLAD, wczesniej mialam watpliwosci czy sie bede bawic na koncercie. No ale Pilgrim na zywo brzmial zupelnie inaczej. Na plycie nie rozwineli w nim zupelnie swojego potencjalu. Maiden zawsze lepiej brzmia na zywo, ale przy tej plycie to chyba najbardziej znac. Na poczatku bylam tuz obok Steve'a i Janicka- po raz kolejny stwierdzilam ze Arry na scenie po prostu rozwala. kiedy wpada wrzeszczac celujac basem w ludzi z piec metrow od ciebie nie da sie po prostu stac i patrzec. Janick oczywiscie tez sie popisywal, spoko. Ale Steve to Steve. W Chorzowie w podobnej sytuacji dalam sie rzucic na tlum z flaga w jednej rece a torebka w drugiej...
Mlyn byl straszny. Ludzie sie tak pchali ze mozna bylo poleciec przez pol dlugosci sceny. Na zadnym koncercie nie zostalam tak bardzo poturbowana, w pewnym momencie- chyba po tym jak Dave rzucil w nasza strone paleczki Nicka- polecialam na ziemie razem z kilkoma innymi osobami, jeszcze dwie osoby upadly na mnie, reszta zaczela sie o nas potykac. Zaczelam piszczec i ktos mnie wyciagnal.
Wlasnie tam spotkalam grupe osob, ktore wczesniej mi sie podpisywaly. To juz bylo po stronie Dave'a i wszyscy wzieli flage i rozpostarlismy ja jak dluga i szeroka, jak wreszcie dostane zdjecia, zobaczycie, co to znaczylo. Najwyzsi faceci podniesli jas bardzo wysoko, najwyzej jak mogli. No i tak pare razy. Mialam wrazenie ze Dave chowa sie wtedy za gitara-? ale moze to kwestia tego ze nie widzialam go jak ja rozposcieralismy tylko chwile po. Ale moze byl zaklopotany albo wzruszony?Na naszej fladze byl na jednej polowie jego portret w ramce z plomieni, a na drugiej wielki napis fluorescencyjnymi farbami z dodanym brokatem Happy Birthday Dave!!! (i podpisy) No i miala swoj metraz, nie zmierzylam, ale chyba ok.140x100 cm. Litery oczywiscie w ksztalcie Maiden. Na prawde kiedy tak chlopaki ja podniesli, robila wrazenie.
Ze starych kawalkow zagrali "2 Minutes...", "Iron Maiden" -w przerwie 2x spiewalismy Dave'owi Happy Birthday" no i flagi polecialy, najpierw jedna a potem jak Dave ja dostal i podniosl, to reszta, chyba 3 oprocz naszej- ale duzo mniejsze. Potem The Evile.. w ktorym Dave nas zupelnie rozwalil, byl rewelacyjny...Hallowed..., Fear... i to juz chyba wszystko. Na Hallowed wygralam dla siebie promienny usmiech skaczac jak wsciekla- podobnie jak w Chorzowie. W ogole bylo widac ze Dave jest bardzo szczesliwy. I ochrona tym razem byla mila- nasza flaga jako ciezka upadla na ziemie przed scena, ale mu ja podali.
Iron Maiden zawsze bedzie dla mnie ukochanym zespolem, a Dave ukochanym gitarzysta.


