27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
-
Deleted User 804
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
zwróćcie uwagę będą sprzedawać coś za sklepu Blaza i po ile . Głównie chodzi mi o epkę robot i opaski na rękę
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Piwowarus napisał/a:
Blaze mimo to podobno się nie opieprzał i odstawił fachowy gig.
Konkretnie to tak dupy dały niemiaszki z miasta Ingolstadt.Na koncercie w jakim mieście jeśli można spytać?
Blaze mimo to podobno się nie opieprzał i odstawił fachowy gig.
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
No i wróciłem. Frekwencja nie była powalająca, na oko jakieś 100-150 typa, z czego połowa pod sceną, reszta przy stolikach i piwie. Ale publika, mimo znikomej liczny, zajebista, cały czas ostro dopingująca zespół do pracy, bez chwili przerwy.
Koncert świetny, nie żałowałem ani przez chwilę, że poszedłem. Blaze zmienił się, od czasu jak widziałem go z IM w 1998. Zrobił się z niego większy szaleniec, na początku myślałem, że jest na jakichś prochach heh. Prawie wskakiwał w publikę, chwytał ludzi za ręce, głowy i ten obłęd w oczach. Dyrygowania emocjami publiki nieźle nauczył się w IM, robi to chyba nie gorzej niż Bruce. W każdy razie, wszyscy śpiewali i darli się.
Kapela gra z niesamowitą werwą i wykopem, aż za bardzo - brzmią brutalnie, jak jakaś thrashowa ekipa ze Śląska heh. Gitary to ściana dźwięku, tempo kawałków IM znacznie szybsze niż w oryginale. Zatracają się przez to subtelności, np ostrzejsza część Clansmana zabrzmiała jakby to był Testament
l. Podobnie Futureal. Jedynie Man on the Edge poleciał w zbliżooonej wersji do oryginału. Jak na mój gust, powinni się trochę uspokoić z tym napieprzaniem, nie zawsze to przystoi heh.
Generalnie koncert bez chwili wytchnienia, a Blaze był jak nawiedzony. Walił dużo tekstów o lojalności fanów, szacunku itd, co brzmiało dość szczerze. Sprawiał wrażenie człowieka, który wiele przeszedł i nie ma ochoty tracić czasu na kurtuazję i pierdoły. Według mnie, na scenie jest teraz bardziej przekonywujący niż Bruce, nie tak wystudiowany. Po występie od razu poszedł do fanów, pogadać itd. Zapowiedział powrót za rok z nową płytą.
Supporty, polski InDespari czy coś, taki sztampowy, antyoryginalny heavy metal. Byli i zagrali. Tyle. Włoski Rain za to bardzo fajny, rokendrolowy metal, jak to ostatnio bardzo popularne. Wyglądali jak prawdziwi rockersi, może wokalista tylko nieco zniewieściały. Grali rasowo, częstując hard rockowymi riffami. Publice się bardzo podobało. Im też. Polecam.
Na stoisku koszulki za 90, płyta za 70, opaska za 20. DVD i Ep nie było.
Koncert świetny, nie żałowałem ani przez chwilę, że poszedłem. Blaze zmienił się, od czasu jak widziałem go z IM w 1998. Zrobił się z niego większy szaleniec, na początku myślałem, że jest na jakichś prochach heh. Prawie wskakiwał w publikę, chwytał ludzi za ręce, głowy i ten obłęd w oczach. Dyrygowania emocjami publiki nieźle nauczył się w IM, robi to chyba nie gorzej niż Bruce. W każdy razie, wszyscy śpiewali i darli się.
Kapela gra z niesamowitą werwą i wykopem, aż za bardzo - brzmią brutalnie, jak jakaś thrashowa ekipa ze Śląska heh. Gitary to ściana dźwięku, tempo kawałków IM znacznie szybsze niż w oryginale. Zatracają się przez to subtelności, np ostrzejsza część Clansmana zabrzmiała jakby to był Testament
Generalnie koncert bez chwili wytchnienia, a Blaze był jak nawiedzony. Walił dużo tekstów o lojalności fanów, szacunku itd, co brzmiało dość szczerze. Sprawiał wrażenie człowieka, który wiele przeszedł i nie ma ochoty tracić czasu na kurtuazję i pierdoły. Według mnie, na scenie jest teraz bardziej przekonywujący niż Bruce, nie tak wystudiowany. Po występie od razu poszedł do fanów, pogadać itd. Zapowiedział powrót za rok z nową płytą.
Supporty, polski InDespari czy coś, taki sztampowy, antyoryginalny heavy metal. Byli i zagrali. Tyle. Włoski Rain za to bardzo fajny, rokendrolowy metal, jak to ostatnio bardzo popularne. Wyglądali jak prawdziwi rockersi, może wokalista tylko nieco zniewieściały. Grali rasowo, częstując hard rockowymi riffami. Publice się bardzo podobało. Im też. Polecam.
Na stoisku koszulki za 90, płyta za 70, opaska za 20. DVD i Ep nie było.
Ostatnio zmieniony śr mar 18, 2009 1:42 am przez IgorW, łącznie zmieniany 1 raz.
- Maidenholik
- -#Ancient mariner

- Posty: 528
- Rejestracja: pt gru 24, 2004 11:36 am
- Skąd: Polandia:)
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
A set jaki mniej wiecej byl ? Gral wiecej kawalkow, niz ostatnio ? Byl EOD i SOTC ?
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Set taki, jak ten co wkleiłem wyżej. Europejski, czyli bez EOD, Sign... i paru innych. To jest jakieś 100-110 minut koncertu, nie liczyłem dokładnie. Było jeszcze Ten Seconds.
-
paulek
- -#Lord of the flies

- Posty: 3854
- Rejestracja: pn cze 07, 2004 8:22 pm
- Skąd: z narodu którego nie ma
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Koncert zajefajny; wielki szacunek dla Nico, Dave'a no i Blaze'a. Wieleśmy sobie pogadali z braciszkami niestety gadkę z Blazem przerywał non stop nachlany małolat co to prawił non stop Blaze'owi ju are grejt men super itd.....
Z gadki z braćmi wynikało, że polska publika ma u nich status takiej europejskiej Brazylii czyli absolutna ektraklasa szaleństwa...
N arzekali troszkę na Niemiaszków chwalili Holendrów...
Fajnie ze są w trasie bo dzięki temu Blaze troszkę doszedł do siebie po tragedii jaka Go spotkała, a było z nium bardzo źle...
Aha i na koniec koniecznie wszystkich któzy się wahają koniecznie zapraszam do Wawy w imieniu zespołu, mają przygotować specjalną niespodziankę w secie specjalnie dla fanów z Polski...
MANY THANKS DAVE, NICKO and BLAZE!!!!!!!!!
Z gadki z braćmi wynikało, że polska publika ma u nich status takiej europejskiej Brazylii czyli absolutna ektraklasa szaleństwa...
N arzekali troszkę na Niemiaszków chwalili Holendrów...
Fajnie ze są w trasie bo dzięki temu Blaze troszkę doszedł do siebie po tragedii jaka Go spotkała, a było z nium bardzo źle...
Aha i na koniec koniecznie wszystkich któzy się wahają koniecznie zapraszam do Wawy w imieniu zespołu, mają przygotować specjalną niespodziankę w secie specjalnie dla fanów z Polski...
MANY THANKS DAVE, NICKO and BLAZE!!!!!!!!!
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Gdyby ten kwietniowy koncert był trochę bliżej Wrocławia, to bym się chętnie wybrał. Może ktoś jedzie samochodem z Wrocka i chce mnie zabrać? :]
Było jeszcze Samurai w setliście.
Było jeszcze Samurai w setliście.
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Nie no ostatecznie przekonaliście mnie. Jutro jadę do Progresji kupić bilet.
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Było spoko ale mógł zagrać więcej z IM, jak na razie to "Blood and Belief" było niezłe ale "The Man Who Would Not Die" w moim przekonaniu mocno kuleje więc tak jak się spodziewałem na koncercie te piosenki też do mnie za bardzo nie trafiły.
Scenicznie zachowywał się genialnie, kontakt z publiką naprawdę świetny.
Za to InDespair okazało się naprawdę zajebiste, że o Rain już nie wspomnę
Scenicznie zachowywał się genialnie, kontakt z publiką naprawdę świetny.
Za to InDespair okazało się naprawdę zajebiste, że o Rain już nie wspomnę
- Mr.Hankey
- -#Lord of the flies

- Posty: 3001
- Rejestracja: śr mar 08, 2006 8:13 pm
- Skąd: Hoooowdy Hoooow
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Bilety na koncert w Warszawie można dostać gdzieś poza Progresją? Empik albo coś?
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
W eventim, chyba każdy empik ma połączenie z tą siecią.
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Albo w Hey Joe na Złotej 8
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Jakiś bardzo dobry człowiek wrzucił dużo filmów z koncertu z Wrocławia.
Ma wszystko na swoim kanale http://www.youtube.com/user/marabut01
chwała mu
Ma wszystko na swoim kanale http://www.youtube.com/user/marabut01
chwała mu
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Zajebisty koncert Blaze'a w Poznaniu.
Publika podobna jak we Wrocku, około 100 luda z okładem, ale pod sceną pełen odjazd, parę razy robił się nawet mały kocioł.
O występie ogólnie można by powtórzyć to, co napisał już IgorW.
Blaze szalał, znakomita forma wokalna, jego przesadna gestykulacja i miny, które w czasach IM wielu śmieszyły, teraz nie rażą i świetnie pasują do jego muzyki.
Widać, że wyżywa się na scenie i stara się jak może wciągać publikę do zabawy,
rozwalił mnie jego motyw z "wyłuskiwaniem" z tłumu nie dość udzielających się delikwentów, których w "uprzejmy" sposób wzywał do ruszenia dupska.
Teksty w przerwach nie były jakoś przesadnie rozbudowane, ale treściwe i dobrze oddające sens utworów.
Podobało mi się, że Blaze nie prawił pierdół w stylu "Polska publika jest najlepsza", tylko dziękował wszystkim obecnym na koncercie, dzięki którym mógł się on odbyć. Brzmiało to ujmująco i szczerze.
Tempo koncertu bardzo intensywne, numery brzmiały dużo ciężej niż w oryginale.
Z utworów z czasów IM najlepiej wypadł chyba Lord of the Flies, który doskonale pasuje do obecnej twórczości Blaze'a.
Słyszałem ludzi, którzy narzekali, że za mało było kawałków IM, ale wg mnie cztery w zupełności wystarczyły,
wywaliłbym jedynie Man on the Edge i na jego miejsce dał Virusa.
W ogóle jeśli ktoś nastawia się na koncert "byłego wokalisty IM", a nie zna jego solowych dokonań, to powinien sobie odpuścić, bo może się rozczarować.
Blaze wypracował już własny styl, dużo mniej "radosny" od muzyki IM.
Moim zdaniem numery z ostatniej płyty wypadły genialnie na koncercie, pierwsze trzy kawałki dały potężnego kopa, Clansman wypadł przy nich jak wyciszacz.
Najmocniejszym punktem wieczoru było Voices From The Past, świetnie wypadły też Born As A Stranger i na zakończenie Robot, ale generalnie nie było słabych punktów.
Jedyne co psuło trochę odbiór, to lekko zjebane nagłośnienie w Eskulapie, które było zbyt głośne i mało selektywne. Przez cały koncert dobrze słychać było tylko Blaze'a, ale instrumenty często zlewały się w ścianę dźwięku, a przy Crack In The System zamiast muzyki słychać było tylko jeden wielki łomot.
Ogólnie jednak koncert wart każdej wydanej złotówki. Dawno już nie czułem się tak "nabuzowany" po występie i nie był to efekt "dopalaczy" haha. Jak tylko będę miał możliwość to uderzę też na Blaze'a do Warszawy.
Publika podobna jak we Wrocku, około 100 luda z okładem, ale pod sceną pełen odjazd, parę razy robił się nawet mały kocioł.
O występie ogólnie można by powtórzyć to, co napisał już IgorW.
Blaze szalał, znakomita forma wokalna, jego przesadna gestykulacja i miny, które w czasach IM wielu śmieszyły, teraz nie rażą i świetnie pasują do jego muzyki.
Widać, że wyżywa się na scenie i stara się jak może wciągać publikę do zabawy,
rozwalił mnie jego motyw z "wyłuskiwaniem" z tłumu nie dość udzielających się delikwentów, których w "uprzejmy" sposób wzywał do ruszenia dupska.
Teksty w przerwach nie były jakoś przesadnie rozbudowane, ale treściwe i dobrze oddające sens utworów.
Podobało mi się, że Blaze nie prawił pierdół w stylu "Polska publika jest najlepsza", tylko dziękował wszystkim obecnym na koncercie, dzięki którym mógł się on odbyć. Brzmiało to ujmująco i szczerze.
Tempo koncertu bardzo intensywne, numery brzmiały dużo ciężej niż w oryginale.
Z utworów z czasów IM najlepiej wypadł chyba Lord of the Flies, który doskonale pasuje do obecnej twórczości Blaze'a.
Słyszałem ludzi, którzy narzekali, że za mało było kawałków IM, ale wg mnie cztery w zupełności wystarczyły,
wywaliłbym jedynie Man on the Edge i na jego miejsce dał Virusa.
W ogóle jeśli ktoś nastawia się na koncert "byłego wokalisty IM", a nie zna jego solowych dokonań, to powinien sobie odpuścić, bo może się rozczarować.
Blaze wypracował już własny styl, dużo mniej "radosny" od muzyki IM.
Moim zdaniem numery z ostatniej płyty wypadły genialnie na koncercie, pierwsze trzy kawałki dały potężnego kopa, Clansman wypadł przy nich jak wyciszacz.
Najmocniejszym punktem wieczoru było Voices From The Past, świetnie wypadły też Born As A Stranger i na zakończenie Robot, ale generalnie nie było słabych punktów.
Jedyne co psuło trochę odbiór, to lekko zjebane nagłośnienie w Eskulapie, które było zbyt głośne i mało selektywne. Przez cały koncert dobrze słychać było tylko Blaze'a, ale instrumenty często zlewały się w ścianę dźwięku, a przy Crack In The System zamiast muzyki słychać było tylko jeden wielki łomot.
Ogólnie jednak koncert wart każdej wydanej złotówki. Dawno już nie czułem się tak "nabuzowany" po występie i nie był to efekt "dopalaczy" haha. Jak tylko będę miał możliwość to uderzę też na Blaze'a do Warszawy.
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Są jakiekolwiek szanse na SOLD OUT w Warszawie? Nie chcę na razie kupować biletu, bo możliwe że będę miał darmowy, z drugiej strony nie chcę też żeby okazało się że w dniu koncertu biletów już nie ma. 
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
post miesiacaDa5id pisze:Są jakiekolwiek szanse na SOLD OUT w Warszawie?
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Dlaczego?S1MON pisze:post miesiacaDa5id pisze:Są jakiekolwiek szanse na SOLD OUT w Warszawie?
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
Ale ja nie mam pojęcia gdzie gra, może to klub który mieści 150 luda? 
-
El Dorado
Re: 27/06/2009 - Blaze Bayley - Warszawa
nie sądzę, poza tym - luzuj wory. Jak sie wyprzeda masz większą szansę, że wejdziesz za darmo-o dziwo 
