Wszelkie skojarzenia z płytami solo Bruca ubliżają jego płytom

Fakt, jeden riff jest fajny i ciężkawy, ale na swoich solówkach nie pieje tak obrzydliwie. Koniec kawałka to jakaś tragedia, ale refreny nie są lepsze dużo.
Spiskowa teoria metalu mówi, że to Harris trzyma go za jaja na nagraniach wymuszając te jęki- może jednak coś w tym jest. Obrzydliwe to jest, niesmaczne, powoduje u mnie odruchy wymiotne... przecież skoro Bruce ma tak ściśnięte gardło na nagraniu studyjnym, to co będzie na koncertach?
Doskonale śpiewa nisko, latka już nie te, więc lepiej, żeby sobie pokrzyczał jak w Killing Floor niż wyciągał jakieś ziebane górki udowadniając, że jeszcze może. Przerasta mnie to, nijak nie mogę tego pojąć
Jak nie maidenowy? Jest galop, Bruce pieje jak kastrat- esencja maidenowości
Aha, lekko Dream Theater zajeżdżają te wersy przed refrenem (1:30-1:50 np.), szczególnie kończenie głosek... i te wokale są najlepsze w tym kawałku, choć konkurencja żadna.
Ogółem do bani
