AMOLAD jest dużo lepsze, ale i tak daleko do dokonań Martina Bircha, czy chociażby Brave New World (to pewnie zasługa George'a Marino). Z kompresją trochę przesadzono, intro do For The Greater Good Of God to jakaś pomyłka - jest za głośne! Kiedy utwór się rozkręca, nie ma żadnych emocji...
El Dorado brzmi bardzo podobnie do AMOLAD - podobna perkusja, podobnie obcięcie wysokich tonów, tylko... jest głośniejsza. Jest clipping, a wskaźnik DR wynosi jedynie 8 (ale AMOLAD miało chyba "tylko" 9, co i tak przy dzisiejszym standardzie wynoszącym 4-5 to audiofilia
To wszystko zasługa Kevina Shirleya - nie wiem czemu ludzie z nim współpracują. Ostatni Dream Theater brzmi słabo (ale dali ścieżki na DVD - można zmiksować i zmasterować samemu), a Joe Bonamassa to po prostu potwarz...
Nie wiem co to za moda jakaś dzisiaj... już pal licho tą całą wojnę głośności (wiele płyt pozbawionych mikrodynamiki jest ogólnie bardziej dynamicznych niż taki AMOLAD), ale co komu przeszkadzają wysokie tony? A może na studyjnych monitorach jest OK? W takim razie gdzie jest porządny premaster? Zbliżamy się do końca świata chyba. Albo to wielki spisek NWO mający na celu zrobienie z nas robotów, a jednym ze środków ku temu jest pozbawienie nas muzyki






