Zagraniczne Festiwale 2010
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
phi, są tacy co na slayerze wolą piwo pić
w tym i ja 
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Nie przepadam za Slayerem, ale zarówno na żywo, jak i na nieżywo wypada lepiejMówicie to na podstawie swoich odczuć, ale prawda jest taka, że widząc oba zespoły na żywo, to AiC sprawia lepsze wrażenie
- Elevatorman
- -#Clansman

- Posty: 4390
- Rejestracja: pt maja 27, 2005 11:44 am
- Skąd: Wrocław
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
dobra nie ważne skończmy to pieprzenie 
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Właśnie, bo w dupie byliscie i gówno widzieliście 
- Elevatorman
- -#Clansman

- Posty: 4390
- Rejestracja: pt maja 27, 2005 11:44 am
- Skąd: Wrocław
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Jesli kogoś zainteresuje
. Prosze zgłaszać uwagi 

Opis jak najbardziej subiektywny.
Bohaterzy:
Kuki
Raki(Mateo)
Łukasz
Bartek
WTOREK
Nasza przygoda rozpoczęła sie w Dzień Dziecka, ok godziny 21. Zajechałem z Rakim naszym mobilem, Renault Laguna Combi pod McDonalda na ul Toszeckiej w Gliwicach, aby odebrać kolege Bartka wraz z bagażami zarówno jego, jak i Łukasza. Ok godziny zajęło nam rozpakowanie całego bagażnika i ponowne, w miare logiczne spakowanie go w cudowną piramidkę, która całą reszte drogi skutecznie uniemożliwiła mi korzystanie z lusterka wstecznego. Kolejne 20 minut zajeło przeszukiwanie bagazu, gdyż kolega Raki nei umiał znaleźć dokumentów. Okazało się, że trzeba było poszukać na tylnim siedzeniu zamiast w torbie. Przez cały ten czas musieliśmy stanowić dość sporą atrakcje dla ludzi odwiedzajacych McDonalda. W końcu niecodziennie widzi się na parkingu 3 kretynów usiłujących spakować tak nieudolnie tyle bagaży i grających różową pileczką z wizerunkiem Hannah Montany. Ok 22.30, po zjedzeniu czegoś w Maku i zahaczeniu o Tesco po coś na drogę, podjechaliśmy pod Fabrykę Opla, gdzie odbieraliśmy kolege Łukasza. Akcja przebiegła sprawnie, i ok 23 byliśmy już na autostradzie w kierunku na Wrocław, a dalej Zgorzelec, Chemnitz, Koblentz i Nurburgring. Podróż przebiegała spokojnie, chwile przed Wrocławiem musieliśmy przedłuzyć postój, ze względu na przerwe techniczną stacji benzynowej. Następne 11h ja oddałem się błogiej jeździe przetykanej postojami na potrzeby oraz rozciąganie(nie zmienianie sie kierowców na taką trase jest zabójcze i nawet jeśli rozciaganie się i przebieżki na parkingu wyglądają idiotycznie, są zbawienne), zaś pozostała trójka przespała prawie cały ten czas. Podróż umilała mi młócka pod znakiem Prodigy, Volbeat, Slayer, Motorhead, Death Angel oraz Lamb Of God.
ŚRODA
Ok godziny 10 (2.06) zauwazylismy po raz pierwszy na drogowskazie wzmiankę o Nurburgringu, a ok 10 minut później staliśmy w olbrzymim korku ludzi usiłujących dostac się na festiwal. Dało się już czuć atmosfere, widząc ludzi z piwami we wszystkich autach, wychodzących na potrzebe do lasu oraz mnóstwo Sasquatschy(urodziwych niemieckich kobiet, niestety Claudia Schiffer nie jeździ na takie festiwale). Dojeżdżając na kamping B5, przejeżdzaliśmy obok samego toru Nurburgring, na którym cała rzecz ma miejsce. Mimo, że jest to na totalnym odludziu, sam tor jest niesamowicie nowoczesny(nie wiem jak w porównaniu do innych torów F1), chociazby budynki BMW czy sala kongresowa robiły wrażenie. Po wjechaniu na parking i umieszczeniu tam auta, które następnie zostało otoczone niemieckimi autami, otworzyliśmy po triumfalnym piwie za podróż i wzieliśmy same namioty, aby ulokowac się na polu. Po przepędzaniu nas z kolejnych wolnych miejsc, rozmieściliśmy nasze namioty ok 15 minut piechotką od auta. Szybki opis pola namiotowego: Wiekszosć ludzi, przyjeżdża chyba ciężarówkami, zwożąc olbrzymie namioty, lodówki, naprawde spore kolumny i generatory prądu aby to wszystko zasilić. Tuż obok wejścia można skorzystać z w miare kulturalnych toalet(0,5EUR), rynienek do mycia rąk, zębów i tak dalej(darmowe) oraz prysznicy, zrobionych na zasadzie prysznicy wojskowych, 5 w rzędzie, żadnych kabin(2,5EUR). Obok było także stoisko gastronomiczne, z którego nie skorzystaliśmy, ale z tego co widziałem, można było kupić świeże i nieźle wyglądające bułki i bagietki ponapychane wędlinami i serami, w cenach od 1,5EUR do 4EUR. Dodatkowo Niemcy coraz bardziej dbają o czystość(tak jest, niemiecki ornung) i w cenie biletu są 3 worki na śmieci. Jeden na szkło, drugi na resztki organiczne, 3 na wszystko pozostałe. Fajna sprawa, ze nawet w takim miejscu jest czas na choćby powierzchowny recycling, chociaż jeśli ktoś już oddał śmieci, to solidnie posegregowane(gra warta swieczki, bo od osoby można było zgarnąc 5EUR). Po przeniesieniu podstawowych bagazy jak ciuchy i zgrzewka browarów, udaliśmy się na obchód. Mimo dość późnej godziny, kolejki dalej były olbrzymie. Na chwile zahaczyliśmy o auto, włozyliśmy kluczyk i odpalilismy płytę Testament. Skończyło się to tym, ze cała 4 zasnęła(dla mnie była to 28 godzina bez snu, ale oni....) i spała ok 3-4 godzin. Poprawiło się na tyle, że poszliśmy dalej zwiedzać. Budy z jedzeniem i inne pierdółki były już przed głównym wejsciem na teren festiwalu. Żarcie jak to na takich festiwalach: jakieś bułki, pizza(bardzo dobra pizza), kebab, tajskie żarcie(na którym żyliśmy kilka dni), hot dogi i hamburgery. Ceny midzy 4 a 6 EUR. Był także oficjalny merch festiwalu, z mozliwością kupienia dosłownie wszystkiego co ma logo Rock Am Ring. Ja nabyłem 2 koszulki, jedną dla siebie i jedną dla siostry, obydwie za 23EUR(no, niestety drogo). A wzorów było naprawde sporo do wyboru. Po tej wieczornej eksapadzie pozostało tylko udac sie spowrotem do namiotu i wyspać się porządnie...






CZWARTEK

..... Co jak się okazało było bardzo trudne. Oprócz imprezujących całą noc dookoła niemców, problemem było przenikliwe zimno w nocy oraz temperatura bliska temperaturze wrzenia w namiocie. Dłużej niż do 8.50 nie dało się spac. Pogoda miała przez najblizsze dni być niemiłosierna, na niebie nie było ani jednej chmurki która dałaby wytchnienie. Trudno, przynajmniej się opalimy. Odrazu po wstaniu udaliśmy się na śniadanie do auta, marząc o tym, zeby pasztety nie wybuchły w takiej temperaturze. W trakcie spozywania, przestało nagle grać radio. Nie był to dobry znak..... To byl bardzo zły znak. Dzieki naszej wczorajszej drzemce, rozładowaliśmy akumulator. Okazalo się, że organizatorzy są przygotowani na takie wypadki i w punkcie medycznym, można takze pożyczyć kable do akumulatora... Ja jestem zaskoczony przewidywalnością. Korzystając, ze sąsiedzi z auta byli na miejscu, poprosiliśmy o drobne przeparkowanie ich auta, wypchneliśmy swoje(prawie uszkadzajac auto z Holandii) i razem z nimi usiłowalismy naładowac akumulator. Bylismy bezsilni wobec braku zapłonu, dopiero pewien bardziej ogarnięty Niemiec podszedł i zauwazył, że sąsiedzi wpieli kable na odwrót. Brawo! Po zamianie, jak okazało się, ze dalej nie da sie odpalić(chociaz już był inny dźwięk) stwierdziłem, że tu trzeba interwencji boskiej, a dokładnie AD AC, pomocy drogowej o której uczyłem sie na lekcjach niemieckiego(nie umiem ani słowa po niemiecku, ale chce podzekować mojej nauczycielce za to!!!!). Po próbie dogadania się ze staffem parkingowym spotkałem niemca, który bardzo dobrze ogarniał język angielski, a także pożyczył mi telefon abym zadzownił po AD AC. Gdy przyjechał wyszedł, wziął mi kluczyki, kazał zamknąć wszystkie drzwi z bagaznikiem, zamknął zamek, otworzył i odpalił..... KOCHANY IMMOBILIZER. W sumie próbowałem go opanować wcześniej, ale nie iedziałem, że trzeba mieć drzwi zamkniete... No i ta wiedza kosztowała mnie 25EUR. Za głupotę się niestety płaci... Po 7h śniadania, udalismy się mocno spóźnieni na koncerty.
H - BLOCKX - był to pierwszy z dwóch koncertów w dorzuconym do Rock Am Ring dniu. Początkowo zdawało mi się, ze ilosć ludzi (ok 70 tys) zależała od tego, że po nich gra Kiss, jednak widząc zabawe CAŁEJ publiki, nie zdziwiłbym się, gdyby połowa z tych ludzi miała w dupie kto gra po nich. Dodatkowo, inne sceny były nieczynne tego dnia. Chłopaki grali ok 45min i naprawde w tym czasie dali nieźle czadu! Poniżej daję link do ich wykonania Ring Of Fire, polecam zarówno zwrócić uwage na muzykę jak i na reakcje publicznosci. Ja zostałem kupiony.
SET:
Risin' High
I Don't Want You To Like Me
Leave Me Alone!
Move
The Power
Countdown To Insanity
Little Girl
How Do You Feel
Ring Of Fire
OCENA 8/10
KISS - po 45 minutach przygotowywania sceny, zaczęło sie wyczekiwanie na prawdziwe legendy rocka. Do tego roku byłem nawet przekonany, ze ten zespół juz nie istenije, tym bardziej się cieszyłem ze będe miał mozliwość zobaczenia ich przy okazji tego festu. W pewnym momencie, zgasły światła i na telebimach pojawił się zrzut na Nurburgring jakby z Google Earth i filmik przedstawiajacy Kiss na backstage'u. Po czym zaczęli. Podsumowanie najlepsze jest to, ze ciesze się że zobaczyłem legende.... Niby zrobili show niesamowite, technicznie fajnie grali (np solo na perce), jednak 2h koncertu wydawało się naciągane, tak jak niektóre gadki miedzy utworami. Wiec łba mi nie ukręcili, po prostu zagrali solidną, rockową sztukę. No i Simmons dalej może wyrywać laski na jęzor. No i bardzo fajnie wykonali I Was Made For Lovin You
SET:
1.Modern Day Delilah
2.Cold Gin
3.Let Me Go, Rock 'N' Roll
4.Firehouse
5.Say Yeah
6.Deuce
7.Crazy Crazy Nights
8.Calling Dr. Love
9.Shock Me
10.I'm An Animal
11.100,000 Years
12.I Love It Loud
13.Love Gun
14.Black Diamond
15.Detroit Rock City
Encore:
16.Beth
17.Lick It Up
18.Shout It Out Loud
19.I Was Made For Lovin' You
20.God Gave Rock 'n' Roll to You II (Argent cover)
21.Rock And Roll All Nite
OCENA 7+/10
Tak skończył sie pierwszy dzien, jeszcze przed wejsciem zgubiliśmy się z Rakim, wiec po koncercie udaliśmy się w 3 do samochodu. Ustaliliśmy, że ja i Bartek będe nocował w aucie, aby zostawić je załączone celem podładowania akumulatora + naładowania baterii w aparacie i komórkach. Ok 2 w nocy Łukasz poszedł do namiotu a my spać...
PIĄTEK

.... co okazało się równie zabójcze w aucie co w namiocie. ok 8.40 obudziło nas słoneczko świecące przez szyby, okazało się także że Łukasz i Raki sa już przy aucie. Tego dnia psotanowiliśmy zjeść troche kiełbas i zrobilismy grilla na polu("Piątek jest a my kiełbasy jemy"). Grill weekendowy za 15 zł z Reala sprawdził się bardzo dobrze. Po napchaniu się, moglismy przejśc na festiwal o tyle wczesniej, zeby posprawdzać co i jak. Znowu szybki opis samego miejsca festiwalu: Centralna scena znajduje się koło Pit Lane, po drugiej stronie garazy. Z jednej strony znajduje się "scheissetribune" czyli na budynkach toru miejsca Vipowskie. Przy Centerstagu wydzielone są dwa sektory, pod samą sceną sektor pomieścić może 9tys ludzi, następny, odgroczony barierkami mieści 12 tys, zaś kolejny ma nieograniczoną teoretycznie pojemnosć. Do sektorów wchodiz się przez pitlane, obowiązuje sygnalizacja świetlna wskazująca, czy jest jeszcze miejsce w sektorze i dopiero można tam wejść. Idąc od Center Stage, już obok toru przechodzi się przez najróżniste budy z jedzeniem, merchem zarówno festiwlau jak i zespołów po czym dochodzi się na Suzuki Alternastage, mieszczące nawet 40 tys ludzi. Na lewo od tej sceny znajduje się Club Stage. My zaś odrazu wbiegliśmy na pitlane, aby zająć tylko miejsce z przodu sceny na RATM. Z poszczególnych sektorów nie trzeba było wychodzic, gdyż zarówno znajdowały się tam toi toie jak i stoiska z napojami, zaś pośród ludzi chodzili azjaci i murzyni sprzedający lody oraz piwo.... Wtedy zorientowalismy się, że siedzac w sektorze z przodu, podpisuje się wyrok na dzien bez jedzenia. O godzinie równo 15.30 zaczęły się koncerty
HALESTORM - zespół grający jakieś nie wiadomo co, z całkiem ładną pania na wokalu i gitarze rytmicznej. Całkiem przyjemnie oglądało się ich z pod sceny, jednak nie był to występ o którym bede pamiętac do końca życia. Chociaż, złapałem na nim 3 pałeczke perkusyjną w życiu, wiec może zapamietam
SET(najprawdopodobniej):
1.It's Not You
2.What Were You Expecting
3.Dirty Work
4.Familiar Taste of Poison
5.Drum Solo
6.Nothing to Do with Love
7.I Get Off
Ocena: 5/10


TURBOSTAAT - niemiecka kapela wrzucona w ostatniej chwili w zastępstwie za SUM41. Najlepiej nie będe nic komentował, jak dla mnie w absolutnym top słabości tego festu. Zamiast oglądania tego, udaliśmy się z Bartkiem napić się wody(w takiej temperaturze ciało nie przyswaja piwa!)
SET: NEI WIEM
OCENA 1/10

AIRBOURNE - Airbourne znam o tyle, o ile wypadnie mi w shuffle'u jakiś ich utwór z Runnin' Wild. Jednak po tym koncercie musze sie nimi bardziej zainteresować. Intro z Terminatora(HELL YEAH!) po czym wkroczenie na scene absolutnie postrzelonych muzyków, którzy latali po całej powierzchni sceny.... a także po rusztowaniach, kiedy to frontman wdrapał się na dość wysokie rusztowania(nie wiem, z 25m?) i zagrał na górze solówke. Miał też chwile grozy chyba, gdyż nie umiał na początku zejsć. Kolejnym przyjemnym momentem było, jak poprosił aby kazdy wziął kogoś na barki (sory Bartek). Ogólnie kontakt z publiką mnie wręcz zaskoczył na plus, dodatkowo sama muzyka miała w sobie niesamowitą dawke rock'n'rolla. Wprawdzie piosenki dosc do siebie podobne, jednak nie przeszkadzało to w odbiorze całosci. Obejrzelismy to z mniej wiecej połowy sektora.
SET:
1.Raise The Flag
2.Hellfire
3.Chewin' The Fat
4.Diamond In The Rough
5.Girls In Black
6.Cheap Wine & Cheaper Women
7.Blonde, Bad And Beautiful
8.Born To Kill
9.No Way But The Hard Way
10.Too Much, Too Young, Too Fast
11.Runnin' Wild
OCENA: 8/10




SLASH - następny po australijskim dynamicie grał Slash, legendarny gitarzysta Guns'n'Roses... Wprawdzie nigdy nie byłem za wielkim fanem GnR, ceniłem jednak umiejętności techniczne tego człowieka. Zwłaszcza, ze jego solowa płyta wpadała miło w ucho, razem z kojącym śpiewem cudownej Fergie. Całą przerwe przed Slashem wykorzystałem na dostanie się do ubikacji i powrót. Zajęło mi to ok godziny. Dodatkowo spotkałem polaków, mieszkających od 20 lat w Niemczech, dokąd wyjechali... z Gliwic. Prosze, jak miło. Cały festiwal niestety spotykaliśmy "tylko" takich Polaków, co tez było oczywiscie miłym akcentem, ale znaczyło, ze nikt z Polski nie jest tak postrzelony jak my. Sam Slash zagrał zarówno swoje kawałki, jak i covery GnR, Velvet Revolver oraz Alter Bridge, wszystkie przyjęte bardzo ciepło. Na wokalu w jego zespole zawitał Myles Kennedy, znany z zespołu Alter Bridge, który poradził sobie ze śpiewaniem tych utworów bardzo dobrze.
SET:
1.Ghost
2.Sucker Train Blues (Velvet Revolver cover)
3.Nightrain (Guns N' Roses cover)
4.Back From Cali
5.Nothing To Say
6.Starlight
7.By The Sword
8.Sweet Child O' Mine (Guns N' Roses cover)
9.Rise Today (Alter Bridge cover)
10.Slither (Velvet Revolver cover)
11.Paradise City (Guns N' Roses cover)
OCENA: 7+/10




JAY - Z - w sumie był to pierwszy z koncertów, na które czekałem, mimo, ze nie znałem prawie w ogóle twórczosci artysty. Lubie takie eksplorowanie muzyki. Z początku myślałem, że "dobry mudżin z Nowy Jork" przyjedzie z Djem i odwali coś podobnego jak 50 Cent w zeszłym roku na Coke Live. Co swoją drogą uważam, za niezłą porażke. Już w trakcie strojenia widziałem, ze nie mam się czego obawiać, została rozłożona pełna perkusja, przeszkadzajki, bas, gitara, keyboard, konsoleta DJa oraz sekcja dęta. Robiło to wrażenie. Tak samo jak cała oprawa wizualna koncertu. Olbrzymi ekran ledowy za muzykami, który zarówno spełniał rolę telebimu jak i słuzył do puszczania najrózniejszych wizualizacji, które bardzo dobrze wpasowywały się w utwory i nadawały klimat. Niestety, nie znalazłem dokładnej setlisty, wiem tylko że na 100% poleciało Empire State Of Mind (gościnnie z fajną laską na wokalu) oraz Encore. Miał miejsce też bardzo fajny freestyle Jaya na temat ludzi będących na koncercie. Jay pokazywał jakaś osobe, freestylował na temat jej ubioru, podczas gdy była ona pokazana na telebimach. Widać było, że mimo mocno rockowej publiki, wszyscy bardzo dobrze się bawili. Nie ma się co dziwić, gdyż Jay-Z przedstawił show na niezwykle wysokim poziomie artystycznym.
SET: Nie znalazlem
OCENA: 8+/10



RAGE AGAINST THE MACHINE - koncert na który czekałem odkąd widziałem ich 2 lata temu na Rock Im Park. Wiedziałem, że cały sektor będzie skakał i zabijał, jednak chciałem z Bartkiem dostać się jak najblizej sceny. Zatrzymaliśmy się przy dwóch niemcach, którzy poczęstowali nas wódką z sokiem bananowym oraz z którymi przegadaliśmy cały czas, jak RATM się stroił o muzyce. Już w trakcie przygotowywania sceny, wiadomo było, ze wystrój bedzie bardzo skromny. Podwieszony baner z tyłu... i tyle. Tutaj liczyła się tylko muzyka i reakcje ludzi na nią. Ok godziny 22.40 zgasły wszystkie światła i przy sygnale bombowym został wciągnięty baner z czwerwoną gwiazdą. Po chwili cały zespół pojawił sie na scenie, a Zack przywitał się jak zawsze: "We are Rage Against The Machine from Los Angeles, California" po czym przeszli do Testify. W sumie po tych 2 latach nawet setliste troche zmienili (choćby wrzucenie coveru The Clash). Moge z całą mocą powiedzieć, że nie ma nawet co oglądać filmików. Nie oddają one nawet połowy tego, co sie dzieje na tych koncertach. Miałem wrażenie, że wpuszczono za dużo ludzi do sektora z przodu. Cały koncert to była walka o przeżycie. Osobiście "latałem" bez oporu miedzy miejscem gdzie stoi Commerford a De La Rocha. Oni sami w bardzo dobrej formie, Morello odegrał swoje partie bardzo dokładnie. Patenty, które on stosuje grając są niesamowite, ze tak wspomne sposób w jaki gra solówke w Testify, wyjmując jacka z gitary, dociskając pedał i przytykając jacka do dłoni... Wrażenie piorunujące.
SET:
1.Testify
2.Bombtrack
3.People Of The Sun
4.Know Your Enemy
5.Bulls On Parade
6.Township Rebellion
7.Bullet In The Head
8.White Riot (The Clash cover
9.Renegades of Funk (Afrika Bambaataa cover)
10.Guerrilla Radio
11.Sleep Now In The Fire
12.Wake Up
Encore:
13.Freedom
14.Killing In The Name
OCENA: 10/10



Po nich czekaliśmy ok 30 minut na Rakiego, który ponownie się zgubił i okazało się, ze był w namiocie. Wracaliśmy powoli, słyszac jeszcze kapelę Broilers(Clubstage jest obok wyjścia) jednak nie zrwócilismy na nich uwagi. Zahaczyliśmy o auto, wypijając jakiś napój, zjadając coś i udalismy się spac do namiotów...


SOBOTA

...Głownie po to, aby się wyspać na dzien, w czasie którego najwięcej się działo, odnosząc się do timetable. Odrazu po przebudzeniu zrobilismy szybkiego i smacznego grilla koło auta, co niemal nie zaowocowało spaleniem naszego samochodu, po tym, jak wsypywałem węgiel i nie zauważyłem, ze opakowanie się zajęło. Brawo dla mnie. Moja ekipa uznała, ze auto jest doskonałą, zacienioną opcją, zaś ja uznałem że oni sa ciotami i ide sam na festiwal(miedzy bogiem a prawdą, tylko ja wydawałem się przez te kilka dni w miare wyspany). Na teren festu wszedłem o 13, długo przed wszystkimi. Nie trzeba było biec pod scene, gdyż wszystkie koncerty ktore nas interesowały znajdowały się na Suzuki Alternastage, gdzie sektor pod sceną był niezamykany. Pozwoliło to na pozwiedzanie miejsca festiwalu, aż do czasu gdy natrafiłem na namiot Metal Hammer z wywieszką "Signing sessions" co mnie niezwykle zainteresowało. Tym bardziej, że o 14.30 miało wyjsć Lamb Of God a o 16.30 Volbeat. Szkoda tylko, że nie miałem ze sobą DOSŁOWNIE nic. Nim podszedłem do muzyków, zdecydowałem się, że poświęcam swoją usyfioną dniem poprzednim koszulkę Polski, co Willie Adler skomentował krótko: "Sweet". Oprócz tego, rozdawane było podpisane promo In Your Words, które podarowałem koledze, maniakowi LoG.




Po podpisaniu koszulki, jak najszybciej udałem się do auta wymienić zdobycz na jakąś koszulke, której nie bedzie szkoda oraz aby wziąć bilet z RaR, na którym będe mógł pozbierac inne podpisy. Zgarnąłem przy okazji Rakiego, który szedł zobaczyć Dizzie Rascala. Po całym tym rytuale, udaliśmy się pod Centerstage
DIZZIE RASCAL - muzyka tego znałem tylko ze znanej w Polsce przeróbki filmu Upadek pt. "W poszukiwaniu Electro". Uznałem, że to bedzie dobra okazja do polansowania się, że widziałem twórcę Bonkers na żywo. To co zobaczyłem w 30 minut przeszło o wiele moje oczekiwania, zobaczyłem występ hiphopowy pełen energii i kontaktu z publiką. Bardzo fajnie skomponowane kawalki. Całośc obejrzeliśmy z odległości ok 100 metrów, gdyż nie mieliśmy cisnienia aby podejsć bliżej, poza tym zaraz Volbeat rozdawal autografy.
SET:
1.Heavy
2.Sirens
3.Fix Up, Look Sharp
4.Pussyole (Old Skool)
5.Dance Wiv Me
6.Holiday
7.Dirtee Disco
8.Bonkers
OCENA: 8/10
nastepnie udaliśmy się pod namiot MetalHammer, gdzie czekaliśmy na sesje z Volbeatem, jednocześnei widzieliśmy występ zespołu Project 54. Jednak na tyle nie zwracałem na niego uwagi, ze nie moge go opisac. W momencie jak Volbeat zaczął popisywać, dowiedzielismy się, że cała impreza na Alternastage zaczęła się godzinę później, ponieważ zespół Hellyeah odwołał swój występ ze wzgledu na chorobę jednego z członków. A na samej scenie rozłozył się zespół Lazer który zaczął grać. Ich grę najlepiej opisze reakcja Micheala Poulsena, czyli autentyczny szczery śmiech. W większosci widowni zespół wzbudził zażenowanie, co zostało okazane przez wrzucanie butelek i kartonów na scene, jednak członkowie nie robili sobie nic z tego, bo widać było, ze cały występ był niezbyt na serio. Wokalista śpiewający(fałszujący) w masce faraona czy cały zespół poprzebierany w dosc kontrowersyjne ciuszki. Z tych powodów daje zespołowi symboliczną ocenę 666/10 czyli uchylam się od oceny.W czasie podpisów miałem okazje pogadac z Thomasem, gitarzystą Volbeata. Moooże pamiętał mnie z Krakowa jak chwile zamieniliśmy kilka słów po koncercie, jednak wątpie. Usłyszałem za to informacje, że prawdopodobnie jak co luty przyjadą z trasą do Polski. Bardzo fajnie by było, w końcu pojawi się już nowa plyta.


Teraz juz był czas aby oddać sie całkowicie w objęcia Alternastage
AS I LAY DYING - nie znając tego zespołu, kojarzył mi się z jakimś goth metalem, teraz moge powiedizec że chłopaki grają bardzo przyjemny deathcore. Niewiele wiecej moge powiedzieć, setlisty nei posiadam, zagrali solidnie
OCENA: 6/10




LAMB OF GOD - na tym zespole byłem świadom, że bedzie odbywać się rzeź niewiniątek. Po wczesniejszym wystepie, było widac, ze na klepowisku w miejscu młyna powstają ogromne tumany kurzu, powodujace spory ból oczu jak i trudności z oddychaniem. A teraz należało się naszykowac na to, że wejdzie się w samo serce piekła, gdzie oprócz walki w pogo i circle pitach, trzeba będzie walczyć z naturą. Po tym iście poetyckim wstępie, należałoby rzucić troche mięsem, aby okazac radość ludzi, gdy wciagnięta została flaga LoG "Pure American Metal". Mimo, iż zagrali ledwo 7 utworów, to nie wiem czy publika wytrzymała by wiecej, wg Rakiego który stał z tyłu, ludzi było "w piździec" czyli pewnie naprawde sporo. Sektor pod sceną był wypchany, co chwile powstawały circle pity, które kulminacje osiągnęły na bisach.
SET:
1.The Passing
2.In Your Words
3.Set to Fail
4.Walk With Me In Hell
5.Now You've Got Something To Die For
6.Laid to Rest
7.Redneck
8.Black Label
OCENA: 8/10 (obniżyłem za brak Blacken The Cursed Sun)

STONE SOUR - kolejny występ na który czekałem z zapartym tchem. Słucham ich od wydania 2 albumu(i ostatniego zarazem), byli oni także moim pierwszym koncertem poza Metalliką. Pojechałem na nich do Berlina i to tylko pogłębiło moje "zapatrzenie" w nich. Potem nastała era Slipknota, którego aż tak nie trawiłem i w koncu doczekałem się na ponowne pojawienie sie Stone Sour. W końcu brzmienie perkusji Roya nie kłuje moich uszu. Po wszystkich słychac i widać, że sa w dobrej formie. Zwłaszcza Corey, którego wokalnie nie widziałem w takiej formie ani z SS, ani potem ze Slipknotem. Było troche mieszania w secie + zagrali 3 utwory z albumu Audio Secrecy, który ukaże się 7 września. Cały koncert oceniam na rewelacyjny, Wiekszość starałem się oglądać z w miare daleka, gdyż pod sceną panował niesamowity ścisk, jednak na bisach już nie wytrzymaliśmy i lepiej było wpaśc w pogo niż być w ścisku.
SET:
1.Mission Statement (nowy utwór)
2.Reborn
3.Made Of Scars
4.The Bitter End (nowy utwór)
5.Blotter
6.Your God
7.Through Glass
8.Digital (nowy utwór)
9.Get Inside
Encore:
10.Hell & Consequences
11.30/30-150
OCENA: 9+/10

ALICE IN CHAINS - ten zespół, poza "Would" i "Nutshell" zostawał dla mnie tajemnicą, którą koniecznie chciałem odkryć. Nie żałuje tego, chłopaki zagrali rewelacyjnie, mając klarowne brzmienie i niezwykle charyzmatycznego wokaliste, który zastąpił tragicznie zmarłego Layne'a Staley'a. Po jednym z kawałków William DuVall niechcący gitarę o scene... NIe majac z niej dalej użytku, rzucił ją w publike. Widać było na telebimach, że walka o to trofeum była dość mocna. cały występ widzieliśmy z daleka, opierając się głównie na telebimie, lecz mnie osobiście występ bardzo poruszył. No i zajmowaliśmy się nie tylko koncertem
SET:
1.Them Bones
2.Dam That River
3.Rain When I Die
4.Check My Brain
5.Again
6.Lesson Learned
7.Acid Bubble
8.We Die Young
9.Man in the Box
10.Would?
11.Rooster
OCENA: 8+/10






VOLBEAT - i kolejny zespół, który znałem(bardzo) i byłem fanatykiem. Odrazu nastawiłem się, na szalenie z przodu, zważywy na niezwykle skoczne i zabawowe piosenki. Chciałem także widzieć z bliska ich formę przed wypuszczeniem nowej płyty. Cóż, łagodnie mówiąc, sprostali moim oczekiwaniom o porządnej, rock'n'rollowej sztuce. Dokładniej mówiąc, jest to obecnie najlepszy koncert jakiego byłem świadkiem. Kawałki zagrane z niezwykłym wykopem, szalejąca publika(Alternastage zapchane, a w tej samej godzinie na Center grało Muse), pojawiający się goście(pewna sliczna dama, której tożsamości nie udało mi się ustalić, śpiewajaca na Mary Ann's Place oraz Randy z Lamb Of God, szalejący za kulisami a w końcu wbiegajacy na scene i wspomagajacy muzyków Volbeat w trakcie Pool Of Booze), fajne nowe utwory i rewelacyjna forma zespołu(chociaz na Fallen Poulsen miał słyszalne problemy z wokalem). Zabrakło niestety troche jammów w trakcie koncertu, jak np Raining Blood zawsze na koniec, jednak nie wpłynęło to na mój odbiór koncertu.
SET:
1.The Human Instrument
2.Radio Girl
3.Sad Man's Tongue
4.Hallelujah Goat
5.Mary Ann's Place
6.Fallen
7.I Only Want to Be With You (Dusty Springfield cover)
8.Boa [JDM]
9.Pool of Booze, Booze, Booze
10.A New Game
11.Guitar Gangsters & Cadillac Blood
Encore:
12.A Warrior's Call
13.Still Counting
OCENA: 10/10
SLAYER - był to mój drugi koncert "zabójcy" i liczyłem na to, ze zostawią ma mnie lepsze wrażenie niż po koncercie w Spodku, gdize uważam, ze nie przyłożyli się do koncertu. Niestety, wrażenie zostało niezatarte. Ciesze sie, że Tomek pomyślnie przeszedł operację, jednak widac troche po nim, że chyba powinien przedłużych rehabilitacje, bo nie był w pełni formy. Dodatkowo miał problemy wokalne, które spowodowały odwołanie koncertu 2 dni później. NIestety, Slayer sypie się na naszych oczach. Dodatkowo, przez cały koncert brzmienie było fatalne, ścieżek gitarowych mozna było się co najwyżej domyslać. Perkusja Dave'a tez niestety brzmiała, niczym werbel Larsa na St. Anger. Na plus za to zasługiwało wykonanie Mandatory Suicide oraz Dead Skin Mask
SET:
1.World Painted Blood
2.Jihad
3.Hate Worldwide
4.Disciple
5.Dead Skin Mask
6.Expendable Youth
7.War Ensemble
8.Beauty Through Order
9.Seasons in the Abyss
10.Hell Awaits
11.Mandatory Suicide
12.Chemical Warfare
13.Raining Blood
14.South of Heaven
15.Angel of Death
OCENA: 5/10

[img[http://img687.imageshack.us/img687/7091/p1040326zh.jpg[/img]

MOTORHEAD - ostatni już koncert tego dnia. Zaczynał się chwile przed drugą, co zmyliło Lemmego, który zaczął przywitanie od "Good Night" po czym zreflektował się na "Oh, I mean Good Morning.... Guten Morgen" no i nieśmiertelne "We Are Motorhead.... and we play rock and fucking roll". Nie wspominam nawet o ilosci procentów w krwi Lemmego czy Phila, gdyz to jest niezmienne od długiego czasu. Mimo tego i mimo sporej ilości latek na karku, dalej wiedzą jak skopac tyłki ludziom, którzy na nich przyszli... Można miec tylko pretensje o to, ze koncert w zasadzie nie różnił się niczym od koncertu w Szczytnie... Ale To jest takie troche szukanie minusów na siłe, mimo tego, ze zostałem przez nich zniszczony jak zawsze!
SET:
1.Iron Fist
2.Stay Clean
3.Be My Baby
4.Rock Out
5.Metropolis
6.Over The Top
7.One Night Stand
8.The Thousand Names Of God
9.Cradle to the Grave
10.In The Name Of Tragedy
11.Just 'Cos You Got The Power
12.Going To Brazil
13.Killed By Death
Encore:
14.Ace Of Spades
15.Overkill
OCENA: 8+/10
Po wszystkim niesamowicie zmęczeni ponownie udaliśmy się: ja i Bartek do auta, zaś Raki i Łukasz do namiotów. Musze przyznać, że po takim nagromadzeniu zła rano w namiocie, auto jest lepszym rozwiązaniem.
NIEDZIELA

I tak nadszedł ostatni dzien. Na szczęście i niestety. Odrazu po przebudzeniu uznaliśmy, ze trzeba pakujemy się odrazu w auto, aby odrazu po ostatnich koncertach wyjechac do domu. Przy ślicznej JESZCZE pogodzie spakowaliśmy wszystko co konieczne, uznałem że taka pogoda jest, ze płaszcz przeciwdeszczowy moge wrzucić do bagażnika, co było moim błędem. Wzieliśmy za to piłeczkę z Hannah aby wywalić ją w tłum. Wczesniej jeszcze odkryliśmy w końcu(lepiej póxno niż wcale), że wcale nie trzeba wymieniac nadmiaru browarów na niedobór napojów niealkoholowych, które są niezwykle cenne w taką pogode, tylko wystarczy podejsc do sklepu, który oferował spożywcze artykuły w miare normalnej cenie. DZIĘKUJE! Po tym wszystkim poszliśmy na koncerty, lecz pierwszy sektor był już pełny, wiec ustawiliśmy się w sektorze drugim.


FIVE FINGER DEATH PUNCH - najbardizej konkreta rzecz jaką moge powiedizec z tego występu, to że chłopaki przywołali dosć dużą chmure i spowodowali jej oberwanie, przez co ponad pół występu oglądałem z garażu mechaników w budynku, widząc jeden telebim. Uzbrojony byłem tylko w krótki rękawek, polar i bardzo cieknie spodnie. Nie jest to odpowiednia zbroja na deszcz. Sam występ ani mnie ziębił ani grzał. Ot, po prostu sobie pograli chłopaki.
SET: nie wiem
OCENA: 4/10
PENDULUM - mimo, ze deszcz dalej trwał, uznalem, że nie moge na tym zespole siedzieć bezczynnie i wyszedłem na sektor poskakać. W połowie występu deszcz ustał, zostawiając tylko kałuże, które wyschły od grzejącego slońca. Samo Pendulum, które bardzo lubie zagrało najsłabszy występ jaki od nich widziałem. Nowa płyta wypada bardzo blado, patrząc na to, ze przez nią wyrzucane z setlisty zostały m.in Tarantula czy Fasten Your Seatbelt. Ale Blood Sugar na szczęście zagrali. Mimo wszsytko się rozczarowałem
SETLISTA: Nie wiem, na pewno było Propane Nightmares i Blood Sugar
OCENA: 4/10 (rozczarowania są najgorsze)
BULLET FOR MY VALENTINE - może to moje uprzedzenie, ale w trakcie koncertu prosiłem o Bullet For Myself, żeby tylko tego nie słyszeć. Nawet fajne riffy są zabijane przez wokal trącący gejem na kilometr. Niestety, ja nie moge takiego czegoś zdzierżyć. Dla mnie dno
SET:
1.Your Betrayal
2.Fever
3.Waking the Demon
4.All These Things I Hate (Revolve Around Me)
5.Tears Don't Fall
6.4 Words (To Choke Upon)
7.The Last Fight
8.Scream Aim Fire
9.Begging For Mercy
10.Hand of Blood
11.Alone
OCENA: 1-/10
CYPRESS HILL - nooo, bujaka jaką lubie. Bardzo solidny koncert raperski. Rozruszali odpowiednio publikę, chociaz słuchać było, ze mieli troche przytłumione nagłośnienie. Mam nadzieje, ze nie zostali zamknięci za jaranie jointów na scenie(co natychmiast skopiowała spora część publiczności). Highlight to chyba nowy kawałek, Rise Up. Bardzo dobrze wychodzi na kocnertach
SET:
1.Intro
2.Get 'Em Up
3.Hand on the Pump
4.When The Shit Goes Down
5.How I Could Just Kill a Man
6.Latin Thugs
7.Armada Latina (without Pitbull's Part)
8.Insane in the Brain
9.I Wanna Get High
10.Stoned Is the Way of the Walk
11.Hits From the Bong
12.Dr. Greenthumb
13.Julio G. DJ Jam Session & Eric Bobo Drum Jam Session
14.Real Estate
15.Lick a Shot
16.Rise up (with Young Dee)
17.(Rock) Superstar
OCENA: 7/10
RISE AGAINST - nie przepadam za tym zespołem, ale musze wspomnieć, ze w trakcie tego koncertu niebo ponownie zaczęło płakać i nastąpiło oberwanie chmury. Bywa, od tego momentu nie mogłem być bardziej mokry, wiec przestałem na to zwracać uwage. W pamieć zapadło mi ostatnie 20 minut, całkiem fajnie chłopaki zagrali na koniec. Nastolatki musiały być wniebowzięte.
SET:
1.Collapse (Post-Amerika)
2.State of the Union
3.Re-Education (Through Labor)
4.Long Forgotten Sons
5.The Good Left Undone
6.Chamber the Cartridge
7.Drones
8.The Dirt Whispered
9.Audience of One
10.From Heads Unworthy
11.Savior
12.Survive
13.Blood-Red White & Blue
14.Prayer of the Refugee
Encore:
15.Swing Life Away
16.Hero of War
17.Entertainment
18.Give It All
19.Ready to Fall
OCENA: 5/10 (wiecej od Slayera nie moge dać)
RAMMSTEIN - kolejna wielka niewiadoma, zważywszy, że nigdy za nimi nie przepadałem. Teraz szukam wolnego terminu aby na kolanach iść do Częstochowy i błagać o wybaczenie za życie w bezmyślności. Jeden z najlepszych kocnertów jakie kiedykolwiek widziałem, efekty nie mogące się równać z niczym innym. Ponoć zaszło kilka zmian w stosunku do halowych koncertów(na minus) jednak mimo wszystko koncert robił wrażenie. Wystarczy wspomnieć o kutasarmatce na Pussy która obryzgała pianą caly pierwszy sektor. Niestety, patrząc na moją odpowiedzialną rolę kierowcy, opuściłem zarówno bisy Rammsteina jak i cały koncert Them Crooked Vultures, aby nie umrzeć z zimna na przenikliwym wietrze i w miare bezpiecznie wrócic do Gliwic
SET:
1. Rammlied
2. B********
3. Waidmanns Heil
4. Keine Lust
5. Feuer Frei
6. Wiener Blut
7. Fruhling In Paris
8. Ich Tu Dir Weh
9. Du Riecht So Gut
10. Benzin
11. Links 2 3 4
12. Du Hast
13. Pussy
==ENCORE==
14. Sonne
15. Haifisch
16. Ich Will
OCENA: 10/10
Niestety jak wspomniałem, opuściłem zarówno koncert TCV jak i bisy, jednak dzieki temu teraz jestem w miare zdrowy. Podróż powrotna była ciekawsza niz poprzednia. 2 razy musiałem zatrzymywac się na nocleg(robotem nie jestem), sporo przed granicą zatankowaliśmy za wszystkie nasze euro, co pozwoliło nam dojechać do Polski na końcówce rezerwy, zostaliśmy zatrzymani przez policję. Bałem się juz o mandat w EURO, bo wyprzedziłem ich gadając przez komórkę, jednak po sprawdzeniu dokumentów puścili dalej. No i jeden ze straży granicznej też byl fanem takiej muzyki, pytał się nawet czy do Drezna nie jedziemy na Ac/Dc. W samej Polsce Tankowanie także udało mi się tak, ze do Gliwic zajechaliśmy na rezerwie

Tak minał cały festiwal. Festiwal, który ja bede wspominał do końca życia. Wyjazd, którego nie przebije już pewnie nic. CHociaz nie mówie, bo pewnie jeszcze mnie coś zaskoczy! Dzięki Łuki, Mateo, Bartek!

Opis jak najbardziej subiektywny.
Bohaterzy:
Kuki
Raki(Mateo)
Łukasz
Bartek
WTOREK
Nasza przygoda rozpoczęła sie w Dzień Dziecka, ok godziny 21. Zajechałem z Rakim naszym mobilem, Renault Laguna Combi pod McDonalda na ul Toszeckiej w Gliwicach, aby odebrać kolege Bartka wraz z bagażami zarówno jego, jak i Łukasza. Ok godziny zajęło nam rozpakowanie całego bagażnika i ponowne, w miare logiczne spakowanie go w cudowną piramidkę, która całą reszte drogi skutecznie uniemożliwiła mi korzystanie z lusterka wstecznego. Kolejne 20 minut zajeło przeszukiwanie bagazu, gdyż kolega Raki nei umiał znaleźć dokumentów. Okazało się, że trzeba było poszukać na tylnim siedzeniu zamiast w torbie. Przez cały ten czas musieliśmy stanowić dość sporą atrakcje dla ludzi odwiedzajacych McDonalda. W końcu niecodziennie widzi się na parkingu 3 kretynów usiłujących spakować tak nieudolnie tyle bagaży i grających różową pileczką z wizerunkiem Hannah Montany. Ok 22.30, po zjedzeniu czegoś w Maku i zahaczeniu o Tesco po coś na drogę, podjechaliśmy pod Fabrykę Opla, gdzie odbieraliśmy kolege Łukasza. Akcja przebiegła sprawnie, i ok 23 byliśmy już na autostradzie w kierunku na Wrocław, a dalej Zgorzelec, Chemnitz, Koblentz i Nurburgring. Podróż przebiegała spokojnie, chwile przed Wrocławiem musieliśmy przedłuzyć postój, ze względu na przerwe techniczną stacji benzynowej. Następne 11h ja oddałem się błogiej jeździe przetykanej postojami na potrzeby oraz rozciąganie(nie zmienianie sie kierowców na taką trase jest zabójcze i nawet jeśli rozciaganie się i przebieżki na parkingu wyglądają idiotycznie, są zbawienne), zaś pozostała trójka przespała prawie cały ten czas. Podróż umilała mi młócka pod znakiem Prodigy, Volbeat, Slayer, Motorhead, Death Angel oraz Lamb Of God.
ŚRODA
Ok godziny 10 (2.06) zauwazylismy po raz pierwszy na drogowskazie wzmiankę o Nurburgringu, a ok 10 minut później staliśmy w olbrzymim korku ludzi usiłujących dostac się na festiwal. Dało się już czuć atmosfere, widząc ludzi z piwami we wszystkich autach, wychodzących na potrzebe do lasu oraz mnóstwo Sasquatschy(urodziwych niemieckich kobiet, niestety Claudia Schiffer nie jeździ na takie festiwale). Dojeżdżając na kamping B5, przejeżdzaliśmy obok samego toru Nurburgring, na którym cała rzecz ma miejsce. Mimo, że jest to na totalnym odludziu, sam tor jest niesamowicie nowoczesny(nie wiem jak w porównaniu do innych torów F1), chociazby budynki BMW czy sala kongresowa robiły wrażenie. Po wjechaniu na parking i umieszczeniu tam auta, które następnie zostało otoczone niemieckimi autami, otworzyliśmy po triumfalnym piwie za podróż i wzieliśmy same namioty, aby ulokowac się na polu. Po przepędzaniu nas z kolejnych wolnych miejsc, rozmieściliśmy nasze namioty ok 15 minut piechotką od auta. Szybki opis pola namiotowego: Wiekszosć ludzi, przyjeżdża chyba ciężarówkami, zwożąc olbrzymie namioty, lodówki, naprawde spore kolumny i generatory prądu aby to wszystko zasilić. Tuż obok wejścia można skorzystać z w miare kulturalnych toalet(0,5EUR), rynienek do mycia rąk, zębów i tak dalej(darmowe) oraz prysznicy, zrobionych na zasadzie prysznicy wojskowych, 5 w rzędzie, żadnych kabin(2,5EUR). Obok było także stoisko gastronomiczne, z którego nie skorzystaliśmy, ale z tego co widziałem, można było kupić świeże i nieźle wyglądające bułki i bagietki ponapychane wędlinami i serami, w cenach od 1,5EUR do 4EUR. Dodatkowo Niemcy coraz bardziej dbają o czystość(tak jest, niemiecki ornung) i w cenie biletu są 3 worki na śmieci. Jeden na szkło, drugi na resztki organiczne, 3 na wszystko pozostałe. Fajna sprawa, ze nawet w takim miejscu jest czas na choćby powierzchowny recycling, chociaż jeśli ktoś już oddał śmieci, to solidnie posegregowane(gra warta swieczki, bo od osoby można było zgarnąc 5EUR). Po przeniesieniu podstawowych bagazy jak ciuchy i zgrzewka browarów, udaliśmy się na obchód. Mimo dość późnej godziny, kolejki dalej były olbrzymie. Na chwile zahaczyliśmy o auto, włozyliśmy kluczyk i odpalilismy płytę Testament. Skończyło się to tym, ze cała 4 zasnęła(dla mnie była to 28 godzina bez snu, ale oni....) i spała ok 3-4 godzin. Poprawiło się na tyle, że poszliśmy dalej zwiedzać. Budy z jedzeniem i inne pierdółki były już przed głównym wejsciem na teren festiwalu. Żarcie jak to na takich festiwalach: jakieś bułki, pizza(bardzo dobra pizza), kebab, tajskie żarcie(na którym żyliśmy kilka dni), hot dogi i hamburgery. Ceny midzy 4 a 6 EUR. Był także oficjalny merch festiwalu, z mozliwością kupienia dosłownie wszystkiego co ma logo Rock Am Ring. Ja nabyłem 2 koszulki, jedną dla siebie i jedną dla siostry, obydwie za 23EUR(no, niestety drogo). A wzorów było naprawde sporo do wyboru. Po tej wieczornej eksapadzie pozostało tylko udac sie spowrotem do namiotu i wyspać się porządnie...






CZWARTEK

..... Co jak się okazało było bardzo trudne. Oprócz imprezujących całą noc dookoła niemców, problemem było przenikliwe zimno w nocy oraz temperatura bliska temperaturze wrzenia w namiocie. Dłużej niż do 8.50 nie dało się spac. Pogoda miała przez najblizsze dni być niemiłosierna, na niebie nie było ani jednej chmurki która dałaby wytchnienie. Trudno, przynajmniej się opalimy. Odrazu po wstaniu udaliśmy się na śniadanie do auta, marząc o tym, zeby pasztety nie wybuchły w takiej temperaturze. W trakcie spozywania, przestało nagle grać radio. Nie był to dobry znak..... To byl bardzo zły znak. Dzieki naszej wczorajszej drzemce, rozładowaliśmy akumulator. Okazalo się, że organizatorzy są przygotowani na takie wypadki i w punkcie medycznym, można takze pożyczyć kable do akumulatora... Ja jestem zaskoczony przewidywalnością. Korzystając, ze sąsiedzi z auta byli na miejscu, poprosiliśmy o drobne przeparkowanie ich auta, wypchneliśmy swoje(prawie uszkadzajac auto z Holandii) i razem z nimi usiłowalismy naładowac akumulator. Bylismy bezsilni wobec braku zapłonu, dopiero pewien bardziej ogarnięty Niemiec podszedł i zauwazył, że sąsiedzi wpieli kable na odwrót. Brawo! Po zamianie, jak okazało się, ze dalej nie da sie odpalić(chociaz już był inny dźwięk) stwierdziłem, że tu trzeba interwencji boskiej, a dokładnie AD AC, pomocy drogowej o której uczyłem sie na lekcjach niemieckiego(nie umiem ani słowa po niemiecku, ale chce podzekować mojej nauczycielce za to!!!!). Po próbie dogadania się ze staffem parkingowym spotkałem niemca, który bardzo dobrze ogarniał język angielski, a także pożyczył mi telefon abym zadzownił po AD AC. Gdy przyjechał wyszedł, wziął mi kluczyki, kazał zamknąć wszystkie drzwi z bagaznikiem, zamknął zamek, otworzył i odpalił..... KOCHANY IMMOBILIZER. W sumie próbowałem go opanować wcześniej, ale nie iedziałem, że trzeba mieć drzwi zamkniete... No i ta wiedza kosztowała mnie 25EUR. Za głupotę się niestety płaci... Po 7h śniadania, udalismy się mocno spóźnieni na koncerty.
H - BLOCKX - był to pierwszy z dwóch koncertów w dorzuconym do Rock Am Ring dniu. Początkowo zdawało mi się, ze ilosć ludzi (ok 70 tys) zależała od tego, że po nich gra Kiss, jednak widząc zabawe CAŁEJ publiki, nie zdziwiłbym się, gdyby połowa z tych ludzi miała w dupie kto gra po nich. Dodatkowo, inne sceny były nieczynne tego dnia. Chłopaki grali ok 45min i naprawde w tym czasie dali nieźle czadu! Poniżej daję link do ich wykonania Ring Of Fire, polecam zarówno zwrócić uwage na muzykę jak i na reakcje publicznosci. Ja zostałem kupiony.
SET:
Risin' High
I Don't Want You To Like Me
Leave Me Alone!
Move
The Power
Countdown To Insanity
Little Girl
How Do You Feel
Ring Of Fire
OCENA 8/10
KISS - po 45 minutach przygotowywania sceny, zaczęło sie wyczekiwanie na prawdziwe legendy rocka. Do tego roku byłem nawet przekonany, ze ten zespół juz nie istenije, tym bardziej się cieszyłem ze będe miał mozliwość zobaczenia ich przy okazji tego festu. W pewnym momencie, zgasły światła i na telebimach pojawił się zrzut na Nurburgring jakby z Google Earth i filmik przedstawiajacy Kiss na backstage'u. Po czym zaczęli. Podsumowanie najlepsze jest to, ze ciesze się że zobaczyłem legende.... Niby zrobili show niesamowite, technicznie fajnie grali (np solo na perce), jednak 2h koncertu wydawało się naciągane, tak jak niektóre gadki miedzy utworami. Wiec łba mi nie ukręcili, po prostu zagrali solidną, rockową sztukę. No i Simmons dalej może wyrywać laski na jęzor. No i bardzo fajnie wykonali I Was Made For Lovin You
SET:
1.Modern Day Delilah
2.Cold Gin
3.Let Me Go, Rock 'N' Roll
4.Firehouse
5.Say Yeah
6.Deuce
7.Crazy Crazy Nights
8.Calling Dr. Love
9.Shock Me
10.I'm An Animal
11.100,000 Years
12.I Love It Loud
13.Love Gun
14.Black Diamond
15.Detroit Rock City
Encore:
16.Beth
17.Lick It Up
18.Shout It Out Loud
19.I Was Made For Lovin' You
20.God Gave Rock 'n' Roll to You II (Argent cover)
21.Rock And Roll All Nite
OCENA 7+/10
Tak skończył sie pierwszy dzien, jeszcze przed wejsciem zgubiliśmy się z Rakim, wiec po koncercie udaliśmy się w 3 do samochodu. Ustaliliśmy, że ja i Bartek będe nocował w aucie, aby zostawić je załączone celem podładowania akumulatora + naładowania baterii w aparacie i komórkach. Ok 2 w nocy Łukasz poszedł do namiotu a my spać...
PIĄTEK

.... co okazało się równie zabójcze w aucie co w namiocie. ok 8.40 obudziło nas słoneczko świecące przez szyby, okazało się także że Łukasz i Raki sa już przy aucie. Tego dnia psotanowiliśmy zjeść troche kiełbas i zrobilismy grilla na polu("Piątek jest a my kiełbasy jemy"). Grill weekendowy za 15 zł z Reala sprawdził się bardzo dobrze. Po napchaniu się, moglismy przejśc na festiwal o tyle wczesniej, zeby posprawdzać co i jak. Znowu szybki opis samego miejsca festiwalu: Centralna scena znajduje się koło Pit Lane, po drugiej stronie garazy. Z jednej strony znajduje się "scheissetribune" czyli na budynkach toru miejsca Vipowskie. Przy Centerstagu wydzielone są dwa sektory, pod samą sceną sektor pomieścić może 9tys ludzi, następny, odgroczony barierkami mieści 12 tys, zaś kolejny ma nieograniczoną teoretycznie pojemnosć. Do sektorów wchodiz się przez pitlane, obowiązuje sygnalizacja świetlna wskazująca, czy jest jeszcze miejsce w sektorze i dopiero można tam wejść. Idąc od Center Stage, już obok toru przechodzi się przez najróżniste budy z jedzeniem, merchem zarówno festiwlau jak i zespołów po czym dochodzi się na Suzuki Alternastage, mieszczące nawet 40 tys ludzi. Na lewo od tej sceny znajduje się Club Stage. My zaś odrazu wbiegliśmy na pitlane, aby zająć tylko miejsce z przodu sceny na RATM. Z poszczególnych sektorów nie trzeba było wychodzic, gdyż zarówno znajdowały się tam toi toie jak i stoiska z napojami, zaś pośród ludzi chodzili azjaci i murzyni sprzedający lody oraz piwo.... Wtedy zorientowalismy się, że siedzac w sektorze z przodu, podpisuje się wyrok na dzien bez jedzenia. O godzinie równo 15.30 zaczęły się koncerty
HALESTORM - zespół grający jakieś nie wiadomo co, z całkiem ładną pania na wokalu i gitarze rytmicznej. Całkiem przyjemnie oglądało się ich z pod sceny, jednak nie był to występ o którym bede pamiętac do końca życia. Chociaż, złapałem na nim 3 pałeczke perkusyjną w życiu, wiec może zapamietam
SET(najprawdopodobniej):
1.It's Not You
2.What Were You Expecting
3.Dirty Work
4.Familiar Taste of Poison
5.Drum Solo
6.Nothing to Do with Love
7.I Get Off
Ocena: 5/10


TURBOSTAAT - niemiecka kapela wrzucona w ostatniej chwili w zastępstwie za SUM41. Najlepiej nie będe nic komentował, jak dla mnie w absolutnym top słabości tego festu. Zamiast oglądania tego, udaliśmy się z Bartkiem napić się wody(w takiej temperaturze ciało nie przyswaja piwa!)
SET: NEI WIEM
OCENA 1/10

AIRBOURNE - Airbourne znam o tyle, o ile wypadnie mi w shuffle'u jakiś ich utwór z Runnin' Wild. Jednak po tym koncercie musze sie nimi bardziej zainteresować. Intro z Terminatora(HELL YEAH!) po czym wkroczenie na scene absolutnie postrzelonych muzyków, którzy latali po całej powierzchni sceny.... a także po rusztowaniach, kiedy to frontman wdrapał się na dość wysokie rusztowania(nie wiem, z 25m?) i zagrał na górze solówke. Miał też chwile grozy chyba, gdyż nie umiał na początku zejsć. Kolejnym przyjemnym momentem było, jak poprosił aby kazdy wziął kogoś na barki (sory Bartek). Ogólnie kontakt z publiką mnie wręcz zaskoczył na plus, dodatkowo sama muzyka miała w sobie niesamowitą dawke rock'n'rolla. Wprawdzie piosenki dosc do siebie podobne, jednak nie przeszkadzało to w odbiorze całosci. Obejrzelismy to z mniej wiecej połowy sektora.
SET:
1.Raise The Flag
2.Hellfire
3.Chewin' The Fat
4.Diamond In The Rough
5.Girls In Black
6.Cheap Wine & Cheaper Women
7.Blonde, Bad And Beautiful
8.Born To Kill
9.No Way But The Hard Way
10.Too Much, Too Young, Too Fast
11.Runnin' Wild
OCENA: 8/10




SLASH - następny po australijskim dynamicie grał Slash, legendarny gitarzysta Guns'n'Roses... Wprawdzie nigdy nie byłem za wielkim fanem GnR, ceniłem jednak umiejętności techniczne tego człowieka. Zwłaszcza, ze jego solowa płyta wpadała miło w ucho, razem z kojącym śpiewem cudownej Fergie. Całą przerwe przed Slashem wykorzystałem na dostanie się do ubikacji i powrót. Zajęło mi to ok godziny. Dodatkowo spotkałem polaków, mieszkających od 20 lat w Niemczech, dokąd wyjechali... z Gliwic. Prosze, jak miło. Cały festiwal niestety spotykaliśmy "tylko" takich Polaków, co tez było oczywiscie miłym akcentem, ale znaczyło, ze nikt z Polski nie jest tak postrzelony jak my. Sam Slash zagrał zarówno swoje kawałki, jak i covery GnR, Velvet Revolver oraz Alter Bridge, wszystkie przyjęte bardzo ciepło. Na wokalu w jego zespole zawitał Myles Kennedy, znany z zespołu Alter Bridge, który poradził sobie ze śpiewaniem tych utworów bardzo dobrze.
SET:
1.Ghost
2.Sucker Train Blues (Velvet Revolver cover)
3.Nightrain (Guns N' Roses cover)
4.Back From Cali
5.Nothing To Say
6.Starlight
7.By The Sword
8.Sweet Child O' Mine (Guns N' Roses cover)
9.Rise Today (Alter Bridge cover)
10.Slither (Velvet Revolver cover)
11.Paradise City (Guns N' Roses cover)
OCENA: 7+/10




JAY - Z - w sumie był to pierwszy z koncertów, na które czekałem, mimo, ze nie znałem prawie w ogóle twórczosci artysty. Lubie takie eksplorowanie muzyki. Z początku myślałem, że "dobry mudżin z Nowy Jork" przyjedzie z Djem i odwali coś podobnego jak 50 Cent w zeszłym roku na Coke Live. Co swoją drogą uważam, za niezłą porażke. Już w trakcie strojenia widziałem, ze nie mam się czego obawiać, została rozłożona pełna perkusja, przeszkadzajki, bas, gitara, keyboard, konsoleta DJa oraz sekcja dęta. Robiło to wrażenie. Tak samo jak cała oprawa wizualna koncertu. Olbrzymi ekran ledowy za muzykami, który zarówno spełniał rolę telebimu jak i słuzył do puszczania najrózniejszych wizualizacji, które bardzo dobrze wpasowywały się w utwory i nadawały klimat. Niestety, nie znalazłem dokładnej setlisty, wiem tylko że na 100% poleciało Empire State Of Mind (gościnnie z fajną laską na wokalu) oraz Encore. Miał miejsce też bardzo fajny freestyle Jaya na temat ludzi będących na koncercie. Jay pokazywał jakaś osobe, freestylował na temat jej ubioru, podczas gdy była ona pokazana na telebimach. Widać było, że mimo mocno rockowej publiki, wszyscy bardzo dobrze się bawili. Nie ma się co dziwić, gdyż Jay-Z przedstawił show na niezwykle wysokim poziomie artystycznym.
SET: Nie znalazlem
OCENA: 8+/10



RAGE AGAINST THE MACHINE - koncert na który czekałem odkąd widziałem ich 2 lata temu na Rock Im Park. Wiedziałem, że cały sektor będzie skakał i zabijał, jednak chciałem z Bartkiem dostać się jak najblizej sceny. Zatrzymaliśmy się przy dwóch niemcach, którzy poczęstowali nas wódką z sokiem bananowym oraz z którymi przegadaliśmy cały czas, jak RATM się stroił o muzyce. Już w trakcie przygotowywania sceny, wiadomo było, ze wystrój bedzie bardzo skromny. Podwieszony baner z tyłu... i tyle. Tutaj liczyła się tylko muzyka i reakcje ludzi na nią. Ok godziny 22.40 zgasły wszystkie światła i przy sygnale bombowym został wciągnięty baner z czwerwoną gwiazdą. Po chwili cały zespół pojawił sie na scenie, a Zack przywitał się jak zawsze: "We are Rage Against The Machine from Los Angeles, California" po czym przeszli do Testify. W sumie po tych 2 latach nawet setliste troche zmienili (choćby wrzucenie coveru The Clash). Moge z całą mocą powiedzieć, że nie ma nawet co oglądać filmików. Nie oddają one nawet połowy tego, co sie dzieje na tych koncertach. Miałem wrażenie, że wpuszczono za dużo ludzi do sektora z przodu. Cały koncert to była walka o przeżycie. Osobiście "latałem" bez oporu miedzy miejscem gdzie stoi Commerford a De La Rocha. Oni sami w bardzo dobrej formie, Morello odegrał swoje partie bardzo dokładnie. Patenty, które on stosuje grając są niesamowite, ze tak wspomne sposób w jaki gra solówke w Testify, wyjmując jacka z gitary, dociskając pedał i przytykając jacka do dłoni... Wrażenie piorunujące.
SET:
1.Testify
2.Bombtrack
3.People Of The Sun
4.Know Your Enemy
5.Bulls On Parade
6.Township Rebellion
7.Bullet In The Head
8.White Riot (The Clash cover
9.Renegades of Funk (Afrika Bambaataa cover)
10.Guerrilla Radio
11.Sleep Now In The Fire
12.Wake Up
Encore:
13.Freedom
14.Killing In The Name
OCENA: 10/10



Po nich czekaliśmy ok 30 minut na Rakiego, który ponownie się zgubił i okazało się, ze był w namiocie. Wracaliśmy powoli, słyszac jeszcze kapelę Broilers(Clubstage jest obok wyjścia) jednak nie zrwócilismy na nich uwagi. Zahaczyliśmy o auto, wypijając jakiś napój, zjadając coś i udalismy się spac do namiotów...


SOBOTA

...Głownie po to, aby się wyspać na dzien, w czasie którego najwięcej się działo, odnosząc się do timetable. Odrazu po przebudzeniu zrobilismy szybkiego i smacznego grilla koło auta, co niemal nie zaowocowało spaleniem naszego samochodu, po tym, jak wsypywałem węgiel i nie zauważyłem, ze opakowanie się zajęło. Brawo dla mnie. Moja ekipa uznała, ze auto jest doskonałą, zacienioną opcją, zaś ja uznałem że oni sa ciotami i ide sam na festiwal(miedzy bogiem a prawdą, tylko ja wydawałem się przez te kilka dni w miare wyspany). Na teren festu wszedłem o 13, długo przed wszystkimi. Nie trzeba było biec pod scene, gdyż wszystkie koncerty ktore nas interesowały znajdowały się na Suzuki Alternastage, gdzie sektor pod sceną był niezamykany. Pozwoliło to na pozwiedzanie miejsca festiwalu, aż do czasu gdy natrafiłem na namiot Metal Hammer z wywieszką "Signing sessions" co mnie niezwykle zainteresowało. Tym bardziej, że o 14.30 miało wyjsć Lamb Of God a o 16.30 Volbeat. Szkoda tylko, że nie miałem ze sobą DOSŁOWNIE nic. Nim podszedłem do muzyków, zdecydowałem się, że poświęcam swoją usyfioną dniem poprzednim koszulkę Polski, co Willie Adler skomentował krótko: "Sweet". Oprócz tego, rozdawane było podpisane promo In Your Words, które podarowałem koledze, maniakowi LoG.




Po podpisaniu koszulki, jak najszybciej udałem się do auta wymienić zdobycz na jakąś koszulke, której nie bedzie szkoda oraz aby wziąć bilet z RaR, na którym będe mógł pozbierac inne podpisy. Zgarnąłem przy okazji Rakiego, który szedł zobaczyć Dizzie Rascala. Po całym tym rytuale, udaliśmy się pod Centerstage
DIZZIE RASCAL - muzyka tego znałem tylko ze znanej w Polsce przeróbki filmu Upadek pt. "W poszukiwaniu Electro". Uznałem, że to bedzie dobra okazja do polansowania się, że widziałem twórcę Bonkers na żywo. To co zobaczyłem w 30 minut przeszło o wiele moje oczekiwania, zobaczyłem występ hiphopowy pełen energii i kontaktu z publiką. Bardzo fajnie skomponowane kawalki. Całośc obejrzeliśmy z odległości ok 100 metrów, gdyż nie mieliśmy cisnienia aby podejsć bliżej, poza tym zaraz Volbeat rozdawal autografy.
SET:
1.Heavy
2.Sirens
3.Fix Up, Look Sharp
4.Pussyole (Old Skool)
5.Dance Wiv Me
6.Holiday
7.Dirtee Disco
8.Bonkers
OCENA: 8/10
nastepnie udaliśmy się pod namiot MetalHammer, gdzie czekaliśmy na sesje z Volbeatem, jednocześnei widzieliśmy występ zespołu Project 54. Jednak na tyle nie zwracałem na niego uwagi, ze nie moge go opisac. W momencie jak Volbeat zaczął popisywać, dowiedzielismy się, że cała impreza na Alternastage zaczęła się godzinę później, ponieważ zespół Hellyeah odwołał swój występ ze wzgledu na chorobę jednego z członków. A na samej scenie rozłozył się zespół Lazer który zaczął grać. Ich grę najlepiej opisze reakcja Micheala Poulsena, czyli autentyczny szczery śmiech. W większosci widowni zespół wzbudził zażenowanie, co zostało okazane przez wrzucanie butelek i kartonów na scene, jednak członkowie nie robili sobie nic z tego, bo widać było, ze cały występ był niezbyt na serio. Wokalista śpiewający(fałszujący) w masce faraona czy cały zespół poprzebierany w dosc kontrowersyjne ciuszki. Z tych powodów daje zespołowi symboliczną ocenę 666/10 czyli uchylam się od oceny.W czasie podpisów miałem okazje pogadac z Thomasem, gitarzystą Volbeata. Moooże pamiętał mnie z Krakowa jak chwile zamieniliśmy kilka słów po koncercie, jednak wątpie. Usłyszałem za to informacje, że prawdopodobnie jak co luty przyjadą z trasą do Polski. Bardzo fajnie by było, w końcu pojawi się już nowa plyta.


Teraz juz był czas aby oddać sie całkowicie w objęcia Alternastage
AS I LAY DYING - nie znając tego zespołu, kojarzył mi się z jakimś goth metalem, teraz moge powiedizec że chłopaki grają bardzo przyjemny deathcore. Niewiele wiecej moge powiedzieć, setlisty nei posiadam, zagrali solidnie
OCENA: 6/10




LAMB OF GOD - na tym zespole byłem świadom, że bedzie odbywać się rzeź niewiniątek. Po wczesniejszym wystepie, było widac, ze na klepowisku w miejscu młyna powstają ogromne tumany kurzu, powodujace spory ból oczu jak i trudności z oddychaniem. A teraz należało się naszykowac na to, że wejdzie się w samo serce piekła, gdzie oprócz walki w pogo i circle pitach, trzeba będzie walczyć z naturą. Po tym iście poetyckim wstępie, należałoby rzucić troche mięsem, aby okazac radość ludzi, gdy wciagnięta została flaga LoG "Pure American Metal". Mimo, iż zagrali ledwo 7 utworów, to nie wiem czy publika wytrzymała by wiecej, wg Rakiego który stał z tyłu, ludzi było "w piździec" czyli pewnie naprawde sporo. Sektor pod sceną był wypchany, co chwile powstawały circle pity, które kulminacje osiągnęły na bisach.
SET:
1.The Passing
2.In Your Words
3.Set to Fail
4.Walk With Me In Hell
5.Now You've Got Something To Die For
6.Laid to Rest
7.Redneck
8.Black Label
OCENA: 8/10 (obniżyłem za brak Blacken The Cursed Sun)

STONE SOUR - kolejny występ na który czekałem z zapartym tchem. Słucham ich od wydania 2 albumu(i ostatniego zarazem), byli oni także moim pierwszym koncertem poza Metalliką. Pojechałem na nich do Berlina i to tylko pogłębiło moje "zapatrzenie" w nich. Potem nastała era Slipknota, którego aż tak nie trawiłem i w koncu doczekałem się na ponowne pojawienie sie Stone Sour. W końcu brzmienie perkusji Roya nie kłuje moich uszu. Po wszystkich słychac i widać, że sa w dobrej formie. Zwłaszcza Corey, którego wokalnie nie widziałem w takiej formie ani z SS, ani potem ze Slipknotem. Było troche mieszania w secie + zagrali 3 utwory z albumu Audio Secrecy, który ukaże się 7 września. Cały koncert oceniam na rewelacyjny, Wiekszość starałem się oglądać z w miare daleka, gdyż pod sceną panował niesamowity ścisk, jednak na bisach już nie wytrzymaliśmy i lepiej było wpaśc w pogo niż być w ścisku.
SET:
1.Mission Statement (nowy utwór)
2.Reborn
3.Made Of Scars
4.The Bitter End (nowy utwór)
5.Blotter
6.Your God
7.Through Glass
8.Digital (nowy utwór)
9.Get Inside
Encore:
10.Hell & Consequences
11.30/30-150
OCENA: 9+/10

ALICE IN CHAINS - ten zespół, poza "Would" i "Nutshell" zostawał dla mnie tajemnicą, którą koniecznie chciałem odkryć. Nie żałuje tego, chłopaki zagrali rewelacyjnie, mając klarowne brzmienie i niezwykle charyzmatycznego wokaliste, który zastąpił tragicznie zmarłego Layne'a Staley'a. Po jednym z kawałków William DuVall niechcący gitarę o scene... NIe majac z niej dalej użytku, rzucił ją w publike. Widać było na telebimach, że walka o to trofeum była dość mocna. cały występ widzieliśmy z daleka, opierając się głównie na telebimie, lecz mnie osobiście występ bardzo poruszył. No i zajmowaliśmy się nie tylko koncertem
SET:
1.Them Bones
2.Dam That River
3.Rain When I Die
4.Check My Brain
5.Again
6.Lesson Learned
7.Acid Bubble
8.We Die Young
9.Man in the Box
10.Would?
11.Rooster
OCENA: 8+/10






VOLBEAT - i kolejny zespół, który znałem(bardzo) i byłem fanatykiem. Odrazu nastawiłem się, na szalenie z przodu, zważywy na niezwykle skoczne i zabawowe piosenki. Chciałem także widzieć z bliska ich formę przed wypuszczeniem nowej płyty. Cóż, łagodnie mówiąc, sprostali moim oczekiwaniom o porządnej, rock'n'rollowej sztuce. Dokładniej mówiąc, jest to obecnie najlepszy koncert jakiego byłem świadkiem. Kawałki zagrane z niezwykłym wykopem, szalejąca publika(Alternastage zapchane, a w tej samej godzinie na Center grało Muse), pojawiający się goście(pewna sliczna dama, której tożsamości nie udało mi się ustalić, śpiewajaca na Mary Ann's Place oraz Randy z Lamb Of God, szalejący za kulisami a w końcu wbiegajacy na scene i wspomagajacy muzyków Volbeat w trakcie Pool Of Booze), fajne nowe utwory i rewelacyjna forma zespołu(chociaz na Fallen Poulsen miał słyszalne problemy z wokalem). Zabrakło niestety troche jammów w trakcie koncertu, jak np Raining Blood zawsze na koniec, jednak nie wpłynęło to na mój odbiór koncertu.
SET:
1.The Human Instrument
2.Radio Girl
3.Sad Man's Tongue
4.Hallelujah Goat
5.Mary Ann's Place
6.Fallen
7.I Only Want to Be With You (Dusty Springfield cover)
8.Boa [JDM]
9.Pool of Booze, Booze, Booze
10.A New Game
11.Guitar Gangsters & Cadillac Blood
Encore:
12.A Warrior's Call
13.Still Counting
OCENA: 10/10
SLAYER - był to mój drugi koncert "zabójcy" i liczyłem na to, ze zostawią ma mnie lepsze wrażenie niż po koncercie w Spodku, gdize uważam, ze nie przyłożyli się do koncertu. Niestety, wrażenie zostało niezatarte. Ciesze sie, że Tomek pomyślnie przeszedł operację, jednak widac troche po nim, że chyba powinien przedłużych rehabilitacje, bo nie był w pełni formy. Dodatkowo miał problemy wokalne, które spowodowały odwołanie koncertu 2 dni później. NIestety, Slayer sypie się na naszych oczach. Dodatkowo, przez cały koncert brzmienie było fatalne, ścieżek gitarowych mozna było się co najwyżej domyslać. Perkusja Dave'a tez niestety brzmiała, niczym werbel Larsa na St. Anger. Na plus za to zasługiwało wykonanie Mandatory Suicide oraz Dead Skin Mask
SET:
1.World Painted Blood
2.Jihad
3.Hate Worldwide
4.Disciple
5.Dead Skin Mask
6.Expendable Youth
7.War Ensemble
8.Beauty Through Order
9.Seasons in the Abyss
10.Hell Awaits
11.Mandatory Suicide
12.Chemical Warfare
13.Raining Blood
14.South of Heaven
15.Angel of Death
OCENA: 5/10

[img[http://img687.imageshack.us/img687/7091/p1040326zh.jpg[/img]

MOTORHEAD - ostatni już koncert tego dnia. Zaczynał się chwile przed drugą, co zmyliło Lemmego, który zaczął przywitanie od "Good Night" po czym zreflektował się na "Oh, I mean Good Morning.... Guten Morgen" no i nieśmiertelne "We Are Motorhead.... and we play rock and fucking roll". Nie wspominam nawet o ilosci procentów w krwi Lemmego czy Phila, gdyz to jest niezmienne od długiego czasu. Mimo tego i mimo sporej ilości latek na karku, dalej wiedzą jak skopac tyłki ludziom, którzy na nich przyszli... Można miec tylko pretensje o to, ze koncert w zasadzie nie różnił się niczym od koncertu w Szczytnie... Ale To jest takie troche szukanie minusów na siłe, mimo tego, ze zostałem przez nich zniszczony jak zawsze!
SET:
1.Iron Fist
2.Stay Clean
3.Be My Baby
4.Rock Out
5.Metropolis
6.Over The Top
7.One Night Stand
8.The Thousand Names Of God
9.Cradle to the Grave
10.In The Name Of Tragedy
11.Just 'Cos You Got The Power
12.Going To Brazil
13.Killed By Death
Encore:
14.Ace Of Spades
15.Overkill
OCENA: 8+/10
Po wszystkim niesamowicie zmęczeni ponownie udaliśmy się: ja i Bartek do auta, zaś Raki i Łukasz do namiotów. Musze przyznać, że po takim nagromadzeniu zła rano w namiocie, auto jest lepszym rozwiązaniem.
NIEDZIELA

I tak nadszedł ostatni dzien. Na szczęście i niestety. Odrazu po przebudzeniu uznaliśmy, ze trzeba pakujemy się odrazu w auto, aby odrazu po ostatnich koncertach wyjechac do domu. Przy ślicznej JESZCZE pogodzie spakowaliśmy wszystko co konieczne, uznałem że taka pogoda jest, ze płaszcz przeciwdeszczowy moge wrzucić do bagażnika, co było moim błędem. Wzieliśmy za to piłeczkę z Hannah aby wywalić ją w tłum. Wczesniej jeszcze odkryliśmy w końcu(lepiej póxno niż wcale), że wcale nie trzeba wymieniac nadmiaru browarów na niedobór napojów niealkoholowych, które są niezwykle cenne w taką pogode, tylko wystarczy podejsc do sklepu, który oferował spożywcze artykuły w miare normalnej cenie. DZIĘKUJE! Po tym wszystkim poszliśmy na koncerty, lecz pierwszy sektor był już pełny, wiec ustawiliśmy się w sektorze drugim.


FIVE FINGER DEATH PUNCH - najbardizej konkreta rzecz jaką moge powiedizec z tego występu, to że chłopaki przywołali dosć dużą chmure i spowodowali jej oberwanie, przez co ponad pół występu oglądałem z garażu mechaników w budynku, widząc jeden telebim. Uzbrojony byłem tylko w krótki rękawek, polar i bardzo cieknie spodnie. Nie jest to odpowiednia zbroja na deszcz. Sam występ ani mnie ziębił ani grzał. Ot, po prostu sobie pograli chłopaki.
SET: nie wiem
OCENA: 4/10
PENDULUM - mimo, ze deszcz dalej trwał, uznalem, że nie moge na tym zespole siedzieć bezczynnie i wyszedłem na sektor poskakać. W połowie występu deszcz ustał, zostawiając tylko kałuże, które wyschły od grzejącego slońca. Samo Pendulum, które bardzo lubie zagrało najsłabszy występ jaki od nich widziałem. Nowa płyta wypada bardzo blado, patrząc na to, ze przez nią wyrzucane z setlisty zostały m.in Tarantula czy Fasten Your Seatbelt. Ale Blood Sugar na szczęście zagrali. Mimo wszsytko się rozczarowałem
SETLISTA: Nie wiem, na pewno było Propane Nightmares i Blood Sugar
OCENA: 4/10 (rozczarowania są najgorsze)
BULLET FOR MY VALENTINE - może to moje uprzedzenie, ale w trakcie koncertu prosiłem o Bullet For Myself, żeby tylko tego nie słyszeć. Nawet fajne riffy są zabijane przez wokal trącący gejem na kilometr. Niestety, ja nie moge takiego czegoś zdzierżyć. Dla mnie dno
SET:
1.Your Betrayal
2.Fever
3.Waking the Demon
4.All These Things I Hate (Revolve Around Me)
5.Tears Don't Fall
6.4 Words (To Choke Upon)
7.The Last Fight
8.Scream Aim Fire
9.Begging For Mercy
10.Hand of Blood
11.Alone
OCENA: 1-/10
CYPRESS HILL - nooo, bujaka jaką lubie. Bardzo solidny koncert raperski. Rozruszali odpowiednio publikę, chociaz słuchać było, ze mieli troche przytłumione nagłośnienie. Mam nadzieje, ze nie zostali zamknięci za jaranie jointów na scenie(co natychmiast skopiowała spora część publiczności). Highlight to chyba nowy kawałek, Rise Up. Bardzo dobrze wychodzi na kocnertach
SET:
1.Intro
2.Get 'Em Up
3.Hand on the Pump
4.When The Shit Goes Down
5.How I Could Just Kill a Man
6.Latin Thugs
7.Armada Latina (without Pitbull's Part)
8.Insane in the Brain
9.I Wanna Get High
10.Stoned Is the Way of the Walk
11.Hits From the Bong
12.Dr. Greenthumb
13.Julio G. DJ Jam Session & Eric Bobo Drum Jam Session
14.Real Estate
15.Lick a Shot
16.Rise up (with Young Dee)
17.(Rock) Superstar
OCENA: 7/10
RISE AGAINST - nie przepadam za tym zespołem, ale musze wspomnieć, ze w trakcie tego koncertu niebo ponownie zaczęło płakać i nastąpiło oberwanie chmury. Bywa, od tego momentu nie mogłem być bardziej mokry, wiec przestałem na to zwracać uwage. W pamieć zapadło mi ostatnie 20 minut, całkiem fajnie chłopaki zagrali na koniec. Nastolatki musiały być wniebowzięte.
SET:
1.Collapse (Post-Amerika)
2.State of the Union
3.Re-Education (Through Labor)
4.Long Forgotten Sons
5.The Good Left Undone
6.Chamber the Cartridge
7.Drones
8.The Dirt Whispered
9.Audience of One
10.From Heads Unworthy
11.Savior
12.Survive
13.Blood-Red White & Blue
14.Prayer of the Refugee
Encore:
15.Swing Life Away
16.Hero of War
17.Entertainment
18.Give It All
19.Ready to Fall
OCENA: 5/10 (wiecej od Slayera nie moge dać)
RAMMSTEIN - kolejna wielka niewiadoma, zważywszy, że nigdy za nimi nie przepadałem. Teraz szukam wolnego terminu aby na kolanach iść do Częstochowy i błagać o wybaczenie za życie w bezmyślności. Jeden z najlepszych kocnertów jakie kiedykolwiek widziałem, efekty nie mogące się równać z niczym innym. Ponoć zaszło kilka zmian w stosunku do halowych koncertów(na minus) jednak mimo wszystko koncert robił wrażenie. Wystarczy wspomnieć o kutasarmatce na Pussy która obryzgała pianą caly pierwszy sektor. Niestety, patrząc na moją odpowiedzialną rolę kierowcy, opuściłem zarówno bisy Rammsteina jak i cały koncert Them Crooked Vultures, aby nie umrzeć z zimna na przenikliwym wietrze i w miare bezpiecznie wrócic do Gliwic
SET:
1. Rammlied
2. B********
3. Waidmanns Heil
4. Keine Lust
5. Feuer Frei
6. Wiener Blut
7. Fruhling In Paris
8. Ich Tu Dir Weh
9. Du Riecht So Gut
10. Benzin
11. Links 2 3 4
12. Du Hast
13. Pussy
==ENCORE==
14. Sonne
15. Haifisch
16. Ich Will
OCENA: 10/10
Niestety jak wspomniałem, opuściłem zarówno koncert TCV jak i bisy, jednak dzieki temu teraz jestem w miare zdrowy. Podróż powrotna była ciekawsza niz poprzednia. 2 razy musiałem zatrzymywac się na nocleg(robotem nie jestem), sporo przed granicą zatankowaliśmy za wszystkie nasze euro, co pozwoliło nam dojechać do Polski na końcówce rezerwy, zostaliśmy zatrzymani przez policję. Bałem się juz o mandat w EURO, bo wyprzedziłem ich gadając przez komórkę, jednak po sprawdzeniu dokumentów puścili dalej. No i jeden ze straży granicznej też byl fanem takiej muzyki, pytał się nawet czy do Drezna nie jedziemy na Ac/Dc. W samej Polsce Tankowanie także udało mi się tak, ze do Gliwic zajechaliśmy na rezerwie

Tak minał cały festiwal. Festiwal, który ja bede wspominał do końca życia. Wyjazd, którego nie przebije już pewnie nic. CHociaz nie mówie, bo pewnie jeszcze mnie coś zaskoczy! Dzięki Łuki, Mateo, Bartek!
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Wielkie dzięki KUKI za tak obszerna relacje. Świetnie się to czyta. Od razu wróciły wspomnienia z Gods Of Metal. Skład RaRu w tym roku bardzo dobry był ( a kiedy taki nie był
) choć akurat tak te kapele poukładali, że 80% tego, co mnie interesuję, grało w sobotę. Zazdroszczę RATM, KISS i SLASHA, bo te zespoły bardzo chcę zobaczyć, a mi nie wychodzi...
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Zaprawdę, miło się to czyta 
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Sprawdź rok 2009yankes pisze:( a kiedy taki nie był)
Dzięki za takie opinie, 6h pisania nie poszło na marne
Ostatnio zmieniony sob cze 12, 2010 10:24 am przez Kuki91, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Deleted User 2259
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Super relacja fajnie się czyta,szacunek i dzięki
kurczę też lubię oceniać,prowadzę zeszyciki z ocenami,ale kurczę by oceniać tak na żywca koncerty od 1 do 10 świetny pomysł
kurczę też lubię oceniać,prowadzę zeszyciki z ocenami,ale kurczę by oceniać tak na żywca koncerty od 1 do 10 świetny pomysł
- Mike Patton
- -#Trooper

- Posty: 483
- Rejestracja: czw sie 14, 2008 6:54 am
- Skąd: Zakopane
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Świetna relacja! Zazdroszczę ci , bo widziałeś Rage Against The Machine...
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Podzielam opinię kolegów : relacja rewela
Czytałem z zainteresowaniem.
Czytałem z zainteresowaniem.
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Ja również się zgadzam. Zachęcam innych do pisania takich po imprezowaniu na europejskich festiwalach 
-
Deleted User 2868
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Świetnie się to czyta, jednym tchem, aż się chce pojechać w przyszłym roku 
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Na profilu Sonisphere w Czech na FB pojawiła się ciekawa ankieta: Kto wystąpi gościnnie z Metallicą. Czyżby pojednawczy występ z Davem ? 
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
czy ktoś kupił E-TICKETA na Sonisphere w Czechach? Jeśli TAK, to bardzo bym prosił o pilny kontakt

- Mike Patton
- -#Trooper

- Posty: 483
- Rejestracja: czw sie 14, 2008 6:54 am
- Skąd: Zakopane
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Wątpię w to, raczej będzie to wspólny wystep z Jerrym Cantrellem co miało już kilkakrotnie miejsce...Abstract pisze:Na profilu Sonisphere w Czech na FB pojawiła się ciekawa ankieta: Kto wystąpi gościnnie z Metallicą. Czyżby pojednawczy występ z Davem ?
-
El Dorado
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
jedzie ktos na sonisfir do czech i ma miejsce w aucie?
-
Szkieletor
- -#Invader

- Posty: 229
- Rejestracja: pt lis 28, 2003 8:28 am
- Skąd: Wielkopolska
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
Czy ktoś wie jak mniej więcej wyglądają ceny na imprezach w Czechach jeśli chodzi o gastronomie oraz napoje, bo zastanawiam ile koron kupić przed sobotą
I'd rather die on my feet than keep living on my knees...
Re: Zagraniczne Festiwale 2010
no właśnie podbijam pytanie powyżej, i jak wygląda sprawa z własnym prowiantem? nic nie można wnosić na teren festu?
