Rafaello, o to własnie chodzi, że by najprawdopodobniej *nie* poprawili. Nagrywanie płyt zespół traktuje jako okazję do spotkania się i napisania nowych utworów. Sama ich rejestracja wydaje się przykrym obowiązkiem (a mając na uwadze to, co myśli sobie Harris, dokładnie tak jest). Utwory nagrywane są *raz* - cały zespół robi swoje na żywo, a Shirley siedzi przed konsolą i patrzy, czy wszystkie diody równo się świecą. Potem dogrywają solówki, Harris zapoda coś na klawiszach i koniec.Rafaello pisze:Też mi się wydaje, że wokal Bruce'a jest taki, jaki miał być, bo gdyby nie był, to by poprawili, więc albo jest po prostu dobry, albo ekipa IM ogłuchła i zamiast nagrywać płyty organizuje sobie jam sessions rejestrowane przez producenta, który sobie to nagrywa przez mikrofon i co pare lat stwierdza - no dobra, jest 10 kawałków, można to wydaćSądzę, że taki efekt był zamierzony, a jak wiadomo, nie wszystko, nie każdemu leży (socjalizm się nie sprawdził jak wiadomo). Mi się tam zajebiście podoba.
Reasumując - owszem, taki efekt był zamierzony. Ja nie mogę jednak zaakceptować Dickinsona w budce telefonicznej, ani specyficznej brudnej produkcji Shirleya - i nie mogę ślepo wmawiać sobie, że to przecież Maiden i nieważne jak brzmią, ważne że są...



