MTT pisze:Może kiedyś zamiast jeździć na koncerty uzbieram na nowy dysk i ściągnę sobie dyskografię? : )
Dyskografia Maiden u mnie zajmuje 1,5gb (razem z koncertówkami), tak więc wystarczy Ci uzbierać 90 gr na płytę DVD i możesz radować się przyjemną muzyczką rockersów z Iron Maiden : - )
Bardzo ciekawy wątek . Ja pamiętam jak z wypiekami na twarzy szedłem do sklepu jako mały bajtel po nowiutką winylową płyte LAD bo starsi kumple juz ja mieli wiec ja tez musiałem ja zdobyc . Pierwszy raz mnie zamurowało wtedy jak otworzylem ją , te zdjęcia zespołu , Eddie wychodzący zza światów , Bruce wymachujący flagą Brytyjską...pomyslałem wow ! Jeszcze nie bardzo wiedziałem jaka bedzie muzyka na płycie ale nastawiłem adapter i ... zamurowało mnie . Pokochalem ten zespoł od pierwszego słuchania ( i wejrzenia ) ciarki mnie przeszły gdy usłyszałem przemowe Churchilla a potem pierwsze takty Aces High , potem 2MTM , Trooper ( z tą genialną zapowiedzią Bruce'a ) itd ehhh piekne to było uczucie i takie tez zostało do dzis...wzruszyłem sie sorki...
Rok 2006, słoneczne wakacje i co za tym idzie nuda w przeglądaniu Cyfrowego Polsatu. Odpalam kanał 4fun.tv gdzieś po 14 może było, a tam widzę ciekawy teledysk, kosmiczny i takie coś jak melodyjny metal, wpadło mi w ucho to czekam, żeby zobaczyć jaki tytuł, patrzę a tam: Iron Maiden - The Angel and the Gambler Virtual XI. Mówię o kurde, przecież o nich słyszałem. No nic, patrzę parę dni później, piątek po 18 zaczyna się na 4fun.tv Weekend Specjalny, patrzę a tam gwiazdą Iron Maiden. No i tak usłyszałem Aces High i parę innych kawałków jak np. The Trooper.
U mnie zaczęło się od Run to the Hills. W 2006 bodajże. A przed przesłuchaniem bałem się, że to będzie jakieś nie wiadomo jakie diabelstwo i jazgot (nie byłem z rockiem i metalem obyty ). Ale kumpel polecał i namawiał. No i nie żałuję.
Bardzo ciekawy wątek . Ja pamiętam jak z wypiekami na twarzy szedłem do sklepu jako mały bajtel po nowiutką winylową płyte LAD bo starsi kumple juz ja mieli wiec ja tez musiałem ja zdobyc . Pierwszy raz mnie zamurowało wtedy jak otworzylem ją , te zdjęcia zespołu , Eddie wychodzący zza światów , Bruce wymachujący flagą Brytyjską...pomyslałem wow ! Jeszcze nie bardzo wiedziałem jaka bedzie muzyka na płycie ale nastawiłem adapter i ... zamurowało mnie . Pokochalem ten zespoł od pierwszego słuchania ( i wejrzenia ) ciarki mnie przeszły gdy usłyszałem przemowe Churchilla a potem pierwsze takty Aces High , potem 2MTM , Trooper ( z tą genialną zapowiedzią Bruce'a ) itd ehhh piekne to było uczucie i takie tez zostało do dzis...wzruszyłem sie sorki...
Coś mi tu, może niesłusznie, śmierdzi. Nie posądzam cię o kłamstwo ale po prostu coś mi nie gra. Jeśli poszedłeś do sklepu po płytę winylową będąc "małym bajtlem" (musiało to być w latach 80 bo później poszedłbyś raczej po kompakt) to jako że jesteś z '77 roku musiałeś mieć minimum 18 lat. Ja bym takiego nie nazwał małym bajtlem. No ale załóżmy że tyle miałeś. Załóżmy też że miałeś ciarki od słów Churchilla (mnie by to prędzej zaskoczyło niż przyprawiło o ciarki...). Ale żeby zapowiedź Bruca przed Trooperem (zakładając że uczyłeś się nieobowiązkowego wówczas angielskiego i ją zrozumiałeś) była genialna (przytoczę: "Here is the song of the peace of mind and the song is called the trooper") to nie wierzę.
Powtarzam jeszcze raz: nie zarzucam Ci kłamstwa tylko po prostu wydaje mi się to dość podejrzane.
Rok 1981, pierwsza płyta kupiona w sklepie płytowym w Krakowie przy Bramie Florjańskiej, chyba kosztowała wtedy 6 tys. złotych, nasze krajowe wydawnictwa Polton, Tonpress czy Savitor były w okolicach 450-650 złotych, Polskie Nagrania były tańsze. Później pierwsze 2 koncerty w Łodzi: Powerslave i Somwhere in Time no i te późniejsze również. Nie dałem tylko rady pojechac na GIG jak był Blaze. W Chorzowie 2005 byłem już z synem, miał wtedy 8 lat. W Warszawie na Stadionie Gwardii jak był ze mną to nawet jakaś telewizja sie do nas przyplątała i była zdziwiona, jak młody odpowiedział, że to nie pierwszy jego koncert IM. :)
Pozdrawiam:
odja
P.S
Ten post powstał w trakcie słuchania The Final Frontier. Dziś udało mi sie zakupić. :jee:
Patryx pisze:
Coś mi tu, może niesłusznie, śmierdzi. Nie posądzam cię o kłamstwo ale po prostu coś mi nie gra. Jeśli poszedłeś do sklepu po płytę winylową będąc "małym bajtlem" (musiało to być w latach 80 bo później poszedłbyś raczej po kompakt) to jako że jesteś z '77 roku musiałeś mieć minimum 18 lat. Ja bym takiego nie nazwał małym bajtlem. No ale załóżmy że tyle miałeś. Załóżmy też że miałeś ciarki od słów Churchilla (mnie by to prędzej zaskoczyło niż przyprawiło o ciarki...). Ale żeby zapowiedź Bruca przed Trooperem (zakładając że uczyłeś się nieobowiązkowego wówczas angielskiego i ją zrozumiałeś) była genialna (przytoczę: "Here is the song of the peace of mind and the song is called the trooper") to nie wierzę.
Powtarzam jeszcze raz: nie zarzucam Ci kłamstwa tylko po prostu wydaje mi się to dość podejrzane.
Mnie to generalnie wisi co napisał kolega matik. Intryguje mnie natomiast Twój post. Czemu musiał mieć 18 lat skoro LAD jest z 85 roku? Czyli miał wtedy 8 lat i jak najbardziej mógł być małym bajtlem. Może wyjaśnij o co chodzi, bo jednak Twój post jest nieco chaotyczny, więc może coś źle zrozumiałem.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Patryx pisze:Powtarzam jeszcze raz: nie zarzucam Ci kłamstwa tylko po prostu wydaje mi się to dość podejrzane.
Nie rozumialem wtedy jeszcze nic z angielskiego prawda ale bardzo podobało mi sie jak grają i ten glos wokalisty . Mam 33 lata( rocznik 77) i nie pamietam DOKLADNIE ( sorki) kiedy wyszla LAD na winylu wtedy w Polsce ale wiem ze wtedy bylem w podstawowce , mialem 11 lat albo 12 cos kolo tego( jak pamietasz LAD nagrali w 1985 r.).Wydana przez Tonpress kupilem ja Emipku w BB ( byl wtedy Empik w BB juz kto jest z BB wie gdzie byl wtedy Empik). Chyba bylem wtedy w 6 klasie podstawowki ( ale nie dam uciac sobie glowy za to ze byla to 6 klasa a nie 7 ). W kazdym razie bylem bajtlem z podstawowki odkrywajacym Iron Maiden. Teraz wiem i rozumiem co Bruce spiewa ale wtedy to JAK zapowiadal Troopera ( nawet nie wiedzialem wtedy co to znaczy The Trooper ) wydawalo mi sie takie super i genialne . A kompakty wyszly przeciez duzo pozniej , w latach 80tych byly winyle jak pamietam , wiec nie powiem ci DOKLADNIE kiedy ja kupilem bo nie pamietam przeciez DOKLADNEJ daty ale taka jest moja historia. Koledzy moga zaswiadczyc p.s. potem dokupilem 7 Syna i SIT ale to juz na kasetach . Churchill's speech - tez nie wiedzialem kto to jest dopiero pozniej odkrylem kto to byl Churchill ( wiedzialem ze nie gral w zespole bo poczytalem sklad zespolu na plycie i Churchilla nie bylo ) Najwazniejsze wtedy bylo to jak grali i spiewali .
A tak z ciekawostek dotyczących albumu Live After Death wydanego przez Tonpress, to płyty były tłoczone w CCCP bo Tonpress nie potrafił lub nie miał urządzeń co by tyle materiału zmieścic na winylu, wtedy na jedną strone płyty max 20 minut materiału wchodziło, a okładka była robiona w Czechach lub na Wegrzech. Dopiero po kilku latach się o tym dowiedziałem właśnie od pracownika Tonpress'u. A to co było taką rozkładaną wkładką to w oryginale były koperty na płyty. :lol:
A tak z ciekawostek dotyczących albumu Live After Death wydanego przez Tonpress, to płyty były tłoczone w CCCP bo Tonpress nie potrafił lub nie miał urządzeń co by tyle materiału zmieścic na winylu, wtedy na jedną strone płyty max 20 minut materiału wchodziło, a okładka była robiona w Czechach lub na Wegrzech. Dopiero po kilku latach się o tym dowiedziałem właśnie od pracownika Tonpress'u. A to co było taką rozkładaną wkładką to w oryginale były koperty na płyty.
Dzieki za info o tym nie wiedzialem :mryellow wiec skoro byla tloczona w CCCP to pewnie musiala byc z lekkim opoznieniem u nas w sprzedazy wiec moje przypuszczenia co do daty jej zakupu wydaja sie dobre ( mam dobra pamiec ale krotką ) Pamietam jak mama zaczela krzyczec ze kupilem jakies kosciotrupy ( Eddie !) hiiiiii
Moja przygoda z Iron Maiden zaczęła się w 1998 kiedy ukazał się Virtual XI. Przeczytałem reckę w Metal Hammerze i kupiłem kasetę. To było to! Nadszedł koniec muzycznych poszukiwań. Piekielnie mi się spodobał Virtual XI, zwłaszcza dwa ostatnie kawałki. Przede mną stało jednak poważne zadanie zapoznania się z innymi albumami zespołu. Czasy jak wiadomo było troszkę inne, internet był dla naukowców, a komputer mega luksusem Wtedy nawet na CD nie miałem za bardzo kasy, więc wybór padł na bardzo udaną składankę "Best of the Beast" na kasecie którą trzymam do dziś i mam do niej gigantyczny setyment. Ta kaseta wraz z Virtual XI towarzyszyły mi bardzo długo. A Iron Maiden jest moim zespołem numer 1.
Wakacje 2004. Kuzyn na wczasy zabrał płytę "Somethere in time". Otwieracz przypadł mi do gustu, a parę dni później słuchając całości nie mogłem wyjść z podziwu. Każdy utwór wpadał w ucho, był melodyjny i poruszał emocje:) Wcześniej uważałem metal za muzykę dla skinów i ludzi ubierających się na czarno, za muzykę bez melodii, tylko z hałasem (metal utożsamiałem z satanizmem i zespołami wyglądającymi jak Behemoth). Niestety kuzyn wyjechał z płytką, a ja miałem pecha bo skombinowana po powrocie do domu "Brawe new world" mi nie podeszła i odstawiłem Ironów na rzecz poprocka. Później dopiero w 2006 zacząłem odkrywać Iron Maiden, a okazją była premiera słabej płyty AMOLAD. Każda płyta po niej była odkywaniem super dźwięków:)
U mnie to musiał być początek lat 90-tych. Muzyki metalowej słucham od 1988 roku, a Maiden poznałem chwilę później. Nie pamiętam jaka to była płyta (możliwe, że "Poverslave"), ani w jakich okolicznościach pierwszy raz ich posłuchałem. Starość nie radość... a serio to po prostu widocznie nie zwróciłem szczególnej uwagi na ten zespól przy pierwszym słuchaniu.