14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
zaluje, ze nie bylem po lewej stronie, bo Adrian to raz jak ziarnami chyba rzucil tymi kostkami...
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
ja byłem ale to Dave i wtedy właśnie złapałem jak leciał deszcz kostekS1MON pisze:zaluje, ze nie bylem po lewej stronie, bo Adrian to raz jak ziarnami chyba rzucil tymi kostkami...
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
Dzięki wszystkim za wspólny i tak wspaniały wyjazd, pomijając pewne kwestie, wydarzenia i niuanse
Z koncertu jestem bardzo zadowolony, nic nie złapałem choć bawiłem się pod barierką, ale będzie jeszcze okazja, mam nadzieje, że nie jedna.
W pewnym momencie z mojej prawej strony dobił jeden polak, później z lewej i z tyłu słyszałem kolejnych, nie był to jednak nikt z naszego autokaru jeśli się nie mylę i dobrze pamiętam a więc ktoś z busa Krakowskiego? Miałem ze sobą flagę, może ktoś pamięta
Z koncertu jestem bardzo zadowolony, nic nie złapałem choć bawiłem się pod barierką, ale będzie jeszcze okazja, mam nadzieje, że nie jedna.
W pewnym momencie z mojej prawej strony dobił jeden polak, później z lewej i z tyłu słyszałem kolejnych, nie był to jednak nikt z naszego autokaru jeśli się nie mylę i dobrze pamiętam a więc ktoś z busa Krakowskiego? Miałem ze sobą flagę, może ktoś pamięta
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
Wspaniały koncert, tyle mogę powiedzieć ,na gorąco, nie przypuszczałem ,że set złożony z utworów z nowego wieku będzie tak ognisty. Najlepiej wypadły Ghost of Navigator, These Colours Don't Run i Blood Brothers a także cała reszta.
Klimat dużo lepszy niż np.w Ostravie 2007 r. ,świetna publiczność złożona głównie z krajów Bałkańskich, znakomita organizacja na Sziget Festival i forma zespołu.
Stałem kilkanaście metrów od sceny i nie żałuję że nie pchałem się bliżej, bo mogłem wszystko dokładnie pooglądać,w odróżnieniu np.od CHorzowa 2005 czy Wawy z 2008.
Swietnie ,że koncert zaczął się o zmroku,teraz dopiero widzę ile w ten sposób stracił Aces High w Warszawie.
Zespół w formie o jakiej inni mogą marzyć, były drobne wpadki ,potknięcia ale nie można się do niczego większego przyczepić. Bruce jak zwykle dowcipkował, szkoda może że nie pokusił się o więcej gadek ze sceny, jedyna większa to przed Blood Brothers.
Także humor nie opuszczał Dave'a i Janicka, zwłaszcza podczas utworu Wildest Dreams.
Steve i Nicko jak zwykle klasa światowa, a Bruce udowodnił znowu klasę.
Warto było tyle jechać .
Klimat dużo lepszy niż np.w Ostravie 2007 r. ,świetna publiczność złożona głównie z krajów Bałkańskich, znakomita organizacja na Sziget Festival i forma zespołu.
Stałem kilkanaście metrów od sceny i nie żałuję że nie pchałem się bliżej, bo mogłem wszystko dokładnie pooglądać,w odróżnieniu np.od CHorzowa 2005 czy Wawy z 2008.
Swietnie ,że koncert zaczął się o zmroku,teraz dopiero widzę ile w ten sposób stracił Aces High w Warszawie.
Zespół w formie o jakiej inni mogą marzyć, były drobne wpadki ,potknięcia ale nie można się do niczego większego przyczepić. Bruce jak zwykle dowcipkował, szkoda może że nie pokusił się o więcej gadek ze sceny, jedyna większa to przed Blood Brothers.
Także humor nie opuszczał Dave'a i Janicka, zwłaszcza podczas utworu Wildest Dreams.
Steve i Nicko jak zwykle klasa światowa, a Bruce udowodnił znowu klasę.
Warto było tyle jechać .
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
Mistrzostwo!IM_Power pisze:Najlepiej wypadły Ghost of Navigator, These Colours Don't Run i Blood Brothers a także cała reszta.
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
no...jedyne czego mogę żałować,że jestem tak niski, bo gdy Janek brał mnie na barana widok na koncert był nieporównywalnie lepszy ,nie chciałem iść bliżej bo nie chciałem zgubić Janka i Wojtka ,bo potem mógłby być problem ze znalezieniem się, poza tym świetnie się z chłopakami bawiłem, jeszcze stali obok mnie bardzo sympatyczni Chorwaci i bardzo hard-core'owy Austriak ,hehSteve pisze:Mistrzostwo!IM_Power pisze:Najlepiej wypadły Ghost of Navigator, These Colours Don't Run i Blood Brothers a także cała reszta.
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
Jakoś się tym nie przejmowałem i biłem do przodu... najwyżej zostałbym tam na dłużejIM_Power pisze:bo potem mógłby być problem ze znalezieniem się
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
No na plecach Spartana i Wojtka oczywiście, ale tylko do 4-5 rzędu. Jak zaczął się koncert odbiłem lekko w prawo i myk pod barierki;] D Dlatego mówię, że trzeba troszkę cwaniaczyć;]IRONSPARTAN pisze: ...a Czesterek niech wspomni na czyich plecach dostał się pod te barierki...
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
no ale wszystko ma swoje plusy minusy bo dalej jest lepsze nagłośnienie a mi wybitnie zależało na tym by wsłuchać się w utwory...dobrą opcją by było w 2011 r. pojechać na dwa koncerty i na jednym szaleć, bawić się z przodu a na drugim spokojnie pooglądać koncert, wsłuchać się z dalszej odległości, zwracać uwagę na różne smaczki, wokalne i instrumentalne
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
Tylko będąc z tyłu nie bardzo da się wsłuchać w takie rzeczy... przynajmniej na Sziget troszkę dalej od sceny wokal Brusa był zagłuszany przez węgierskie rozmowy i śmichy chichy...
6-6-6 the Number of the Beast!
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
Ave !
Jechałem na koncert z W-wy pociągiem, w towarzystwie jednego z najlepszych Przyjaciół y świadka na własnym ślubie (w 1 osobie). Poznaliśmy się w Sheratonie, w marcu 1998 r. na prezentacji wirtualnej jedenastki przez Blaze'a i Jana...
Pierwsza godzina jazdy była niesamowita bo trwały właśnie derby Stolicy i napięcie było większe nawet niż na koncercie. Puknęliśmy lokalnego rywala 3 do koła, poprzedni taki wynik był 10 wojtków nazad. Relacjom z Konwiktorskiej i gratulacjom do całej piłkarskiej Polski nie było końca ...
Dodatkowych atrakcyj podróżnych przysporzyły nam koleje. Pociąg dojechał do Nowych Zamków i trza było się przesiadac w autokar i w inny pociąg. Zamiast na 8:30 byliśmy w Budapeszcie na południe. Jedynym plusem było dokładne osłuchanie nowej płyty. Wreszcie wyłonili mi się faworyci i przegrani. Ci pierwsi to:
- Coming Home,
- The Mas Who Would Be King
- Where The Wild Wind Blows
Ponieważ byliśmy tak późno w mieście, to nie było mowy o regularnem zwiedzaniu. Pokręciliśmy się tu i ówdzie, pożarliśmy w knajpach, zapili to kilkoma piwami, wzięli bilety w dłonie i pojechali na Sziget.
Pierwsze wrażenia były sceptyczne. Mnóstwo przypadkowych ludzi, mnóstwo groteskowo wyglądającej tzw. alternatywnej młodzieży. Prawdziwi fani gubili się w tym tłumie. Na szczęście zdołali się jednak zgromadzić tuż pod samą sceną i skandować nazwę ulubionej grupy już od 20:30. My byliśmy tam od kwadransa, nie widząc celu w pałaszowaniu kolejnej golonki z chłodnem piwem.
Nie było problemu z zajęciem miejsc. Stałem sobie przy barierce rozdzielającej publicznośc na środku, tak ok. 10-12 rzędu. Przez pierwsze 3-4 piosenki był tam konkretny ścisk; potem wypadli z tłumu, na granicy przytomnosci, za słabi fizycznie fani i panowały tak ukochane przez Polaków: zgoda i św. spokój.
W międzyczasie zaś zaczął się koncert
Podczas Doktora zaniepokoiły mnie problemy z dźwiękiem - jakieś sprzężenia itp i niestety miałe one potwierdzenie na początku koncertu. Ewidentnie było coś nie tak z gitarami. W najlepszym czasie brzmiały za płasko. A w ogóle nie słyszałem ściany dźwięku, niezależnie od tego, czy dopychałem zatyczkę w uchu, czy nie. Do końca mix instrumentów pozostał co najwyżej dobry.
Bruce wyskoczył w imponującym szpagacie i zaczął Wickermanna. Był w świetnej formie, śpiewał czysto również w wysokich rejestrach. Czyli wciąż potrafi !! Shirley zasłużył zatem na kolejnego kopa w rzyć za bumelkę na najnowszej płycie.
Steve wygląda tak samo odkąd go scenicznie pamiętam. Podziw dla niego zwiększa mi się, gdy słyszę zaangażowanie z jakiem śpiewa nawet ewidentnie kiepskie piosenki takie jak Wildest Dreams.
Z gitarzystów najsolidniejsze wrażenie zrobił na mnie H. Dave robił swoje w trybie takim, jaki znamy od kilku tras. Szkoda, że Jan aż tak wyobcował się w prawym kącie i tak rzadko szalał po całej scenie. Było nie było grali niemal wyłacznie kawałki grane na trasach w obecnym składzie 6 osobowym.
Nicko ... Gdy go zobaczyłem na koniec koncertu, nieco sie przeraziłem. Nie wygląda zdrowo
Setlista. Sam się zdziwiłem, z jaką radością przyjąłem kawałki z BNW. Może akurat najmniej Ghosta, ale jednak i jego. Wokół tej płyty zbudowany był cały koncert i było to sensowne rozwiązanie. Osobiście wolę AMOLD ale nie byłoby sensu, by promować ją na 3 z 4 ostatnich tras. Najbardziej żałuję obecności Wildest Dreams - czemu nie mogli go zastąpić np akustycznym Journeymanem ??
Co do żelaznych kawałków live Żelaznej Dziewicy, to chyba inaczej być nie mogło. Fear / Iron / Number / Hallowed dobrze, że zostały uzupełnione Running Free, który grany jest zdecydowanie za rzadko. Wolę go od Run To Hills czy 23:58, widziałem go na koncertach rzadziej niż Troopera. Bardzo polubiłem nowego Eddie'go i patent z pokazywaniem sceny widzianej z jego oczu
Żeby nie było tak radośnie, na koniec biorę dziegieć i dolewam kilka kropel do beczki pokoncertowych radości. Patrzyliście na El Dorado ? Jedynie Adrian używał tam do czegoś gitary. Jan i Dave mieli własne partje równie skomplikowane jak 2ga gitara w grupie Feel ...
Mimo to czekam do przyszłego roku, znowu ponarzekam trochę, ze nie lubię open airów ale i tak na bank skoczę na 1 lub 2 koncerty Ironów !!
UP THE IRONS
specjalne pozdrowienia dla Widelca, którego nie rozpoznałem po koncercie
Jechałem na koncert z W-wy pociągiem, w towarzystwie jednego z najlepszych Przyjaciół y świadka na własnym ślubie (w 1 osobie). Poznaliśmy się w Sheratonie, w marcu 1998 r. na prezentacji wirtualnej jedenastki przez Blaze'a i Jana...
Pierwsza godzina jazdy była niesamowita bo trwały właśnie derby Stolicy i napięcie było większe nawet niż na koncercie. Puknęliśmy lokalnego rywala 3 do koła, poprzedni taki wynik był 10 wojtków nazad. Relacjom z Konwiktorskiej i gratulacjom do całej piłkarskiej Polski nie było końca ...
Dodatkowych atrakcyj podróżnych przysporzyły nam koleje. Pociąg dojechał do Nowych Zamków i trza było się przesiadac w autokar i w inny pociąg. Zamiast na 8:30 byliśmy w Budapeszcie na południe. Jedynym plusem było dokładne osłuchanie nowej płyty. Wreszcie wyłonili mi się faworyci i przegrani. Ci pierwsi to:
- Coming Home,
- The Mas Who Would Be King
- Where The Wild Wind Blows
Ponieważ byliśmy tak późno w mieście, to nie było mowy o regularnem zwiedzaniu. Pokręciliśmy się tu i ówdzie, pożarliśmy w knajpach, zapili to kilkoma piwami, wzięli bilety w dłonie i pojechali na Sziget.
Pierwsze wrażenia były sceptyczne. Mnóstwo przypadkowych ludzi, mnóstwo groteskowo wyglądającej tzw. alternatywnej młodzieży. Prawdziwi fani gubili się w tym tłumie. Na szczęście zdołali się jednak zgromadzić tuż pod samą sceną i skandować nazwę ulubionej grupy już od 20:30. My byliśmy tam od kwadransa, nie widząc celu w pałaszowaniu kolejnej golonki z chłodnem piwem.
Nie było problemu z zajęciem miejsc. Stałem sobie przy barierce rozdzielającej publicznośc na środku, tak ok. 10-12 rzędu. Przez pierwsze 3-4 piosenki był tam konkretny ścisk; potem wypadli z tłumu, na granicy przytomnosci, za słabi fizycznie fani i panowały tak ukochane przez Polaków: zgoda i św. spokój.
W międzyczasie zaś zaczął się koncert
Bruce wyskoczył w imponującym szpagacie i zaczął Wickermanna. Był w świetnej formie, śpiewał czysto również w wysokich rejestrach. Czyli wciąż potrafi !! Shirley zasłużył zatem na kolejnego kopa w rzyć za bumelkę na najnowszej płycie.
Steve wygląda tak samo odkąd go scenicznie pamiętam. Podziw dla niego zwiększa mi się, gdy słyszę zaangażowanie z jakiem śpiewa nawet ewidentnie kiepskie piosenki takie jak Wildest Dreams.
Z gitarzystów najsolidniejsze wrażenie zrobił na mnie H. Dave robił swoje w trybie takim, jaki znamy od kilku tras. Szkoda, że Jan aż tak wyobcował się w prawym kącie i tak rzadko szalał po całej scenie. Było nie było grali niemal wyłacznie kawałki grane na trasach w obecnym składzie 6 osobowym.
Nicko ... Gdy go zobaczyłem na koniec koncertu, nieco sie przeraziłem. Nie wygląda zdrowo
Setlista. Sam się zdziwiłem, z jaką radością przyjąłem kawałki z BNW. Może akurat najmniej Ghosta, ale jednak i jego. Wokół tej płyty zbudowany był cały koncert i było to sensowne rozwiązanie. Osobiście wolę AMOLD ale nie byłoby sensu, by promować ją na 3 z 4 ostatnich tras. Najbardziej żałuję obecności Wildest Dreams - czemu nie mogli go zastąpić np akustycznym Journeymanem ??
Co do żelaznych kawałków live Żelaznej Dziewicy, to chyba inaczej być nie mogło. Fear / Iron / Number / Hallowed dobrze, że zostały uzupełnione Running Free, który grany jest zdecydowanie za rzadko. Wolę go od Run To Hills czy 23:58, widziałem go na koncertach rzadziej niż Troopera. Bardzo polubiłem nowego Eddie'go i patent z pokazywaniem sceny widzianej z jego oczu
Żeby nie było tak radośnie, na koniec biorę dziegieć i dolewam kilka kropel do beczki pokoncertowych radości. Patrzyliście na El Dorado ? Jedynie Adrian używał tam do czegoś gitary. Jan i Dave mieli własne partje równie skomplikowane jak 2ga gitara w grupie Feel ...
Mimo to czekam do przyszłego roku, znowu ponarzekam trochę, ze nie lubię open airów ale i tak na bank skoczę na 1 lub 2 koncerty Ironów !!
UP THE IRONS
specjalne pozdrowienia dla Widelca, którego nie rozpoznałem po koncercie
Ostatnio zmieniony pn sie 16, 2010 7:23 pm przez krusejder, łącznie zmieniany 1 raz.
Koncertowy rok 2026: Polish Metal Alliance, Turbo, Wishbone Ash, Małgorzata Ostrowska, Galahad/ Millenium, Turbo, Old Breakout, Smith/ Kotzen, Schenker, DiMeola, Helicon, Another Pink Floyd, Turbo, K. Cugowski, Clapton ...
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
ten kawalek to killer, ale na sziget to byla najwieksza porazka Maiden, nie z ich winy - sprzet poprostu zaniemogl i to co mieli panowie na scenie i fani tuz pod nia to bylo pieklo!!!! W ogole pelen szacun ze potrafili dokonczyc ten kawalek.......IM_Power pisze:Najlepiej wypadły Ghost of Navigator,
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
A tak na marginesie to pod sceną było strasznie napierdziane.

A jak ktoś nie wierzy, to niech Krynia zapyta.
A jak ktoś nie wierzy, to niech Krynia zapyta.
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
tzn przy takich emocjach nie zwróciłem na to uwagi, jedynie faktycznie z intrem było coś nie tak i łazili kolesie po scenie naprawiać coś,ale samego kawałka słuchało mi się świetnie bo czekałem na niego długoSzymon pisze:ten kawalek to killer, ale na sziget to byla najwieksza porazka Maiden, nie z ich winy - sprzet poprostu zaniemogl i to co mieli panowie na scenie i fani tuz pod nia to bylo pieklo!!!! W ogole pelen szacun ze potrafili dokonczyc ten kawalek.......IM_Power pisze:Najlepiej wypadły Ghost of Navigator,
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
sprzężeń było sporo, zwłaszcza na Ghost of the Navigator. Do tego cicho! Głównie przez poziom głosu nie słyszałem zbyt dobrze Wickera, a o intro nie wspominam. Lepiej to wypadło dzień póżniej
Sziget wygląda na fajny fest. Sporo barwnie poprzebieranych ludzi i wesoła atmosfera. 10 scen z różną muzyką. Dziesiątki budek z różnym jedzeniem. Prawdziwy miszmasz kulturowy. Widać i słychać było, że ludzie zjechali się z całej europy. Co do fanów Maiden, cóż widać że byli w mniejszości. Osobiście mi to nie przeszkadzało. True hejwi metal bambo zawsze się znajdą przed swoją świątynią
Moją uwagę zwróciły laski z napisami na czole i plecach " I like cum shot". Następnym razem spytam czy oby napewno
Reasumując fajna impreza z nienajgorsza organizacją. Dokładnie opisane miejsca, mapka, przyzwoite ceny. Czego chcieć więcej !?
Sziget wygląda na fajny fest. Sporo barwnie poprzebieranych ludzi i wesoła atmosfera. 10 scen z różną muzyką. Dziesiątki budek z różnym jedzeniem. Prawdziwy miszmasz kulturowy. Widać i słychać było, że ludzie zjechali się z całej europy. Co do fanów Maiden, cóż widać że byli w mniejszości. Osobiście mi to nie przeszkadzało. True hejwi metal bambo zawsze się znajdą przed swoją świątynią
Moją uwagę zwróciły laski z napisami na czole i plecach " I like cum shot". Następnym razem spytam czy oby napewno
Reasumując fajna impreza z nienajgorsza organizacją. Dokładnie opisane miejsca, mapka, przyzwoite ceny. Czego chcieć więcej !?
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
Mozna bylo wnosci napoje z zewnatrz i jakos nikt sie nie robil problemu. Tak samo zero napinki z zabieraniem nakretek ze sprzedawanych napojow na terenie festiwalu
Co do "barwnych ludzi" no moze to i ciekawe i wesole, ale ja jednak nie lubie takich spedow........dlatego mnie sie nigdy na zadnym festiwalu nie uswiadczy chyba ze gra tam maiden
Co do "barwnych ludzi" no moze to i ciekawe i wesole, ale ja jednak nie lubie takich spedow........dlatego mnie sie nigdy na zadnym festiwalu nie uswiadczy chyba ze gra tam maiden
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
Widocznie miałem szczęście bo koło mnie dosłownie stali fanatycy, szał ,krzyki, śpiewanie tekstów, zabawa świetna atmosfera ...zresztą może ja z kolei mam złe porównanie bo na ostatnich koncertach jakich byłem z publiką było bardzo kiepsko (Ostrava 2007, Warszawa 2008)
-
Deleted User 804
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
Koncert BOSKI, ale to standard jak na Maiden. Jedyne na co mogę narzekać to stan mojego gardła po, ale dostałem dziś antybiotyk i mam nadzieję że do sobotniego Blaza przejdzie
Zresztą nie ma na mnie mocnych. Choćbym miał się tam doczołgać to i tak jadę 
-
ZłapanyWCzasie
- -#Clairvoyant

- Posty: 1419
- Rejestracja: wt lis 09, 2010 10:39 am
Re: 14/08/2010 - IM - Węgry - sprawy ogólne
ha! i dokladnie tak byloIM_Power pisze:no ale wszystko ma swoje plusy minusy bo dalej jest lepsze nagłośnienie a mi wybitnie zależało na tym by wsłuchać się w utwory...dobrą opcją by było w 2011 r. pojechać na dwa koncerty i na jednym szaleć, bawić się z przodu a na drugim spokojnie pooglądać koncert, wsłuchać się z dalszej odległości, zwracać uwagę na różne smaczki, wokalne i instrumentalne




