Któż nie lubi instrumentów smyczkowych, które jak żaden inny nie potrafi stworzyć niesamowitych, melancholijnych muzycznych pejzaży? Niestety we współczesnej muzyce rockowej tak rzadko znajdują zastosowanie. Połączenie subtelnych przewlekłych i bardzo spokojnych dźwięków wydobywanych z tych bardzo wdzięcznych instrumentów z klasycznym dla rocka instrumentarium w tym przypadku wgniata w fotel. Zdradzę nieco więcej niż zwykle. Pierwszy numer po pięciominutowym wstępie wkracza w tak genialne rejony,że dostaję dreszczy na całym ciele. Nie takich zwyczajnych ciarek, lecz dreszczy pełna gębą! Muszę posłuchać znajomych i udać się z tym problemem do dermatologa! Wspomniany wcześniej wstęp,w którym pierwsze skrzypce gra wiolonczela (!) przy akompaniamencie klarownej gitary to absolutne cudo. Z każdą minutą kompozycja rozwija się z niesamowitym wręcz tempem. Poważna długość numerów umożliwia takie żerowanie na emocjach słuchacza, a przepiękne, melodyjne riffy nie pozwalają się oderwać do ostatnich chwil trwania każdego numeru!
Wgniotło mnie. Polecam ten blog ( pierwszy wynik jak wygooglujecie nazwę kapeli i albumu razem ) jeśli ktoś go nie zna. "Absolutne rekomendacje" biorę w ciemno.
Pojawił się nowy utwór Morbid Angel w sieci (całkiem dobry zresztą!), więc lecimy:
Morbid Angel- Altars of Madness
Morbid Angel- Blessed Are the Sick
Morbid Angel- Covenant
Morbid Angel- Domination
Morbid Angel- Formulas Fatal to the Flesh
Nicotine-Valium-Vicodine-Marijuana-Ecstasy and Alcohol
PanPrezes pisze:Jak to nie wiesz czemu? Przecież temu, że bez Bronisława
W moim przypadku nie. The X Factor jest u mnie w Top 5 Maiden. Virtual jest nieco gorszy i ma mega beznadziejne angel and the gambler (W wersji 4 minutowej ten kawałek jeszcze daje rade, ale na płycie )
Świetna płyta
"Moje dni upływają pomiędzy logiką, gwizdaniem, chodzeniem na spacery i stanami depresji."