10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Ja nie jestem metalem, mam jednak sporo sentymentu do kilku w porywach kilkunastu metalowych kapel i też na koncerty Maiden ubieram koszulke z Eddiem, więc "metalem" jestem kilka razy do roku jak ide na koncerty różnych zespołów
Nie czuje sie przez to gorszym fanem 
"Moje dni upływają pomiędzy logiką, gwizdaniem, chodzeniem na spacery i stanami depresji."
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
http://www.youtube.com/watch?v=8o2EVksE0uI Film mojego autorstwa. Beznadziejne video, ale audio może być. Tam właśnie elegancko słychać jak ludzie się bawią. Nie było to może Rock In Rio, ale też niczego sobie śpiewali, klaskali itd.
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Mogłeś sobie srawdzić setlistę, wtedy byś nie musiał jechać i potem stękać.Stefek pisze:Iron Maiden-coż...zawiodłem się, ale w sumie czego mogłem się spodziewać, Dla mnie skończyli się na płycie BNW, myślałem, że więcej staroci zagrają, ale cóż, szkoda
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Jak ja sie cieszyłem, że tego nie zagrali na tej trasieStefek pisze:a najbardziej to już Run to the hills.
"Moje dni upływają pomiędzy logiką, gwizdaniem, chodzeniem na spacery i stanami depresji."
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Rozumiem, że widziałeś już tyle razy Run To The Hills, żeś znienawidził? Ja tam kocham ten utwór.
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Znienawidzic to nie, nadal go lubie, ale wole usłyszec cos innego
To nie jest zły kawałek, ale grali go na prawie wszystkch trasach od czasu 666. O ile trooper koncertowo mi sie nie nudzi, to rtth tak. Mysle, że to był dobry wybór aby choć jedna pełna trase nie grac tego kawałka
Jesli bedzie trasa w 2012 to na bank run to the hills sie pojawi w secie.
"Moje dni upływają pomiędzy logiką, gwizdaniem, chodzeniem na spacery i stanami depresji."
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
W Czechach goście obok mnie ciągle RTTH skandowali, ja tam powiem, że o ile początkowo też je wolałem, to Running Free się genialnie sprawdziło i wogle za RTTH jakoś teraz nie tęsknię.
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Dokładnie. Running Free znakomicie się sprawdza i cieszę się, że chłopaki znowu to grająttomasz pisze:W Czechach goście obok mnie ciągle RTTH skandowali, ja tam powiem, że o ile początkowo też je wolałem, to Running Free się genialnie sprawdziło i wogle za RTTH jakoś teraz nie tęsknię.
- DeJMIeN Wielki
- -#Clansman

- Posty: 4444
- Rejestracja: pt kwie 01, 2011 10:12 pm
- Skąd: ze wsi warszawa
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
z relacją postanowiłem poczekać aż trochę ochłonę...
Przed teren lotniska zjawiłem się ok.16:15. Po wejściu myślałem, że to co rozbrzmiewa ze sceny to Devin, postanowiłem zatem zwilżyć sobie czymś usta
wypiłem 2 (mega ohydne) Carlsbergi, kompletnie nie pojmuję tej głupoty sprzedawania na żetony bądź spożywania "piwa" jedynie na terenie ogródka. No, ale do rzeczy. W końcu ruszyłem w kierunku sceny, szybko przepadły moje marzenia stania przy barierce jak rok temu, ale w końcu udało mi się zaklepać bardzo dobrą miejscówę na wysokości prawej trybuny, okazało się też że to co rozbrzmiewa ze sceny to VOLBEAT a nie jak przypuszczałem DEVIN. Trochę żałowałem, bo chciałem oblukać ich koncert w całości. Mimo, że obejrzałem jedynie ok. ostatnich 10-15min. mogę powiedzieć że zrobili na mnie dość pozytywne wrażenie, ludziom też było widać, że się spodobali. Fajny pomysł z wpleceniem fragmentu Raining Blood. Potem przyszedł czas na MASTODON. I niestety moje narzekania tutaj na ich temat, absolutnie nie były bezpodstawne. Lipa straszliwa! Po 5 minutach wszystkie kawałki zaczęły zlewać się w 1. Zgadzam się z pewnym nagłówkiem z onetu, iż jest to "jedyny zespół, który mógłby godnie zastąpić metallicę". Jak najbardziej prawda ! Na żywo to taka sama kakofonia jak dzisiejsza meta. Gitarzyści z twarzami męczenników chyba bardzo niedawno temu odkryli możliwość jednoczesnego grania solówek w ładzie i składzie. Do tego sekcja rytmiczna brzmiąca jak automat. Cudem udało mi się wytrwać do końca.Z każdą minutą bliżej upragnionej 19:15 adrenalina wzrastała,a z każdym wystawianym Marshallem serce biło coraz mocniej. I w końcu taaaakk!!! Są!!!! Na początek oczywiście "we are Motorhead and we play rock n roll" Mr.Kilmistra i ruszająą !! Godzina czystego Motorhead'a, choć słuchać że tempo już nie takie jak np. na Everything Louder Than Everyone Else. Tym niemniej chłopaki w rewelacyjnej formie, zaskakująco rozmowny Wizzo, przepowalająca solówka Mikkiego ( chyba usłyszał mój krzyk "Mikkie n********** !!!
) no i sam maestro również widać było że świetnie się bawił, mógłby być wprawdzie nieco głośniej potraktowany. Wyglądał o wiele, wiele lepiej niż na tych występach telewizyjnych z lutego ( ale nie tak dobrze jak nowy, duży Edzio
). W secie generalnie nie było żadnych niespodzianek, poza ku mojej euforii nieobecnym przez kilkanaście koncertów TCIBTTC. Godzina jak z bicza strzeliła. Fakt faktem, za krótko, ale w przeciwieństwie do zeszłorocznego Slayera, po występie Lemmiego i społki absolutnie nie mam niedosytu, zagrali dokładnie tak jak powinni (w tym wieku), ale i tak uważam że dawanie tyle samo czasu co "podobno wybitnemu" Mastodonowi było czystym skandalem by nie powiedzieć obrazą dla legendy Lemmiego i Motorhead. Ale po co się denerwowac, przecież przede mną jeszcze gwiazda wieczoru. Pozostało zatem czekanie. Aż wreszcie punktualnie ( przynajmniej u mnie w telefonie ) o 21 rozbrzmiewa DD. Jako, że stałem na wysokości prawej trybuny, miałem dość dobry widok na to co się dzieje z boku sceny ( przegiebający Nicko, przygotowujący się Janick ).Iiii Nareszcie przyszedł tak wyczekiwany od 3 lat moment! Powiem, że początek przyniósł mieszane odczucia. Niezbyt mi przypadly koncertowe wersje Satellite ( stanowczo za długie jednak intro, trochę też szkoda że Bruce na początku z taśmy ) i El Dorado. Wkurzały mnie też siedzące na barana dzieciaki ( paniami z ładnymi tylnymi częściami ja niestety nie zostałem obdarzony ), na szczęście tak było tylko na samym początku. Publikę na nowych kawałkach pozostwię bez komentarza... Talisman wypadł dobrze, choć oczekiwałem czegoś lepszego, za to kompletnie nie spodobało mi się w wersji live Coming Home, pozostawienie śpiewania refrenu publice chyba też nie było najlepszym pomysłem. Najlepszy punkt koncertu to dla mnie również Wicker Man, Blood Brothers - klimat naprawdę jak w Rio
, WTWWB jedyny z nowych który wypadł lepiej niż oryginał, bardzo wiele zyskał u mnie i powoli wyrasta na mojego faworyta z FF. Wyjątkowo super wypadł też jak dla mnie... Fear
przy którym publika o wiele chętniej się angażowała do śpiewania niż 3 lata temu. Mnie samemu udało się "wynucić" całość od początku do końca. Zaskoczyło mnie tylko jedno "scream for me Poland" przed IM. Edek z bliska po prostu kapitalny ! Ostatni taki widowiskowy to był chyba na FOTD Tour. Do minusów mojego 3 koncertu IM zaliczam:
- CH, El Dorado i Satellite
- słabo nagłośniony Adrian
- dość krótki dialog w Running Free
- jakiś pacan koło mnie domagający się Run To The Hills
Plusy:
- w końcu udało mi się usłyszeć TETMD
- kawałki z BNW i WTWWB
- Bruce jeszcze bardziej wyluzowany niz na gwardii
Podsumowując, najlepszym dowodem jak bardzo zmalała frekwencja w stosunku do zeszlego roku byl fakt, że rok temu godzinę po zakończeniu koncertu udało mi się wyjść z lotniska, teraz godzinę po zakończeniu siedziałem już w domu! Ilu ludzi by nie było, dwudziesty polski koncert Iron Maiden zdecydowanie można zaliczyć do bardzo udanych, choć też odczuwam że nie bylo tak genialnie, jak na Gwardii. Obyśmy na nastepny gig czekali krócej niż 3 lata !
P.S1
Też odnieśliście wrażenie, że Dave w końcu schudł ? Sorki, ale nie chce mi się wszystkiego czytać
P.S2
Wczorajszy koncert Ten Years After w Błoniach też był mega superancki ! Legenda wciąż żyje i ma się świetnie. Piszę o nim tu, ponieważ nie znalazłem wątku na ten temat, a poza tym miałem koło siebie 2 osoby w koszulkach wiadomego zespołu

Przed teren lotniska zjawiłem się ok.16:15. Po wejściu myślałem, że to co rozbrzmiewa ze sceny to Devin, postanowiłem zatem zwilżyć sobie czymś usta
- CH, El Dorado i Satellite
- słabo nagłośniony Adrian
- dość krótki dialog w Running Free
- jakiś pacan koło mnie domagający się Run To The Hills
Plusy:
- w końcu udało mi się usłyszeć TETMD
- kawałki z BNW i WTWWB
- Bruce jeszcze bardziej wyluzowany niz na gwardii
Podsumowując, najlepszym dowodem jak bardzo zmalała frekwencja w stosunku do zeszlego roku byl fakt, że rok temu godzinę po zakończeniu koncertu udało mi się wyjść z lotniska, teraz godzinę po zakończeniu siedziałem już w domu! Ilu ludzi by nie było, dwudziesty polski koncert Iron Maiden zdecydowanie można zaliczyć do bardzo udanych, choć też odczuwam że nie bylo tak genialnie, jak na Gwardii. Obyśmy na nastepny gig czekali krócej niż 3 lata !
P.S1
Też odnieśliście wrażenie, że Dave w końcu schudł ? Sorki, ale nie chce mi się wszystkiego czytać
P.S2
Wczorajszy koncert Ten Years After w Błoniach też był mega superancki ! Legenda wciąż żyje i ma się świetnie. Piszę o nim tu, ponieważ nie znalazłem wątku na ten temat, a poza tym miałem koło siebie 2 osoby w koszulkach wiadomego zespołu
Ostatnio zmieniony ndz cze 12, 2011 4:51 pm przez DeJMIeN Wielki, łącznie zmieniany 1 raz.
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Fakt że było dużo osób strasznie przypadkowych - w pogo też - ledwo się trzymających na nogach i nie wiedzących z czym to się je - ale to już urok tego typu koncertów
Najgorsze jest to że nie pamiętam z koncertu the trooper - chyba musiałem na kilka minut zasnąć lub odpłynąć
Najgorsze jest to że nie pamiętam z koncertu the trooper - chyba musiałem na kilka minut zasnąć lub odpłynąć
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Ta kurtka może maskować sporo, ja nie zauważyłem.DeJMIeN Wielki pisze:Też odnieśliście wrażenie, że Dave w końcu schudł ? Sorki, ale nie chce mi się wszystkiego czytać
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
akurat obok mnie stały dwie dziewczyny w wieku 13 - 15 lat, był chłopaczek w wieku max 13 lat, który z ojcem przyszedł i grupka w wieku licealnym, którzy lepiej reagowali od większości starszych fanów. co prawda w moich rejonach właśnie nic się nie działo, nie było żadnego pogo i bydła, ale może to i dobrze. chyba jednak wolę taką bardziej statyczną publikę od tej rozwalającej się dookoła i rzygającej pod siebieEasyRider666 pisze:Byłem załamany tą młodzieżą. Jest mi za nich wstyd. Takiej swołoczy na koncertach Ironów nigdy nie było.
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Dla mnie styl Murraya, to jak się porusza, to coś na co zwracam największą uwagę. Zaraz po jego grze. Nie zauważyłbym, że schudł.
- IronCezarek
- -#Clairvoyant

- Posty: 1175
- Rejestracja: sob cze 26, 2010 10:55 am
- Skąd: Nowe Skalmierzyce
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
A gdzie stałeś?Siwy pisze:akurat obok mnie stały dwie dziewczyny w wieku 13 - 15 lat, był chłopaczek w wieku max 13 lat, który z ojcem przyszedł i grupka w wieku licealnym, którzy lepiej reagowali od większości starszych fanów. co prawda w moich rejonach właśnie nic się nie działo, nie było żadnego pogo i bydła, ale może to i dobrze. chyba jednak wolę taką bardziej statyczną publikę od tej rozwalającej się dookoła i rzygającej pod siebieEasyRider666 pisze:Byłem załamany tą młodzieżą. Jest mi za nich wstyd. Takiej swołoczy na koncertach Ironów nigdy nie było.
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Największe wrażenie zrobił na mnie ten gigantyczny Eddie wyłaniający się zza scenografii. Co do samego występu, mój pierwszy koncert IM, na pewno nie ostatni, wspaniałe wspomnienia. Mam nadzieję, że chłopaki szybko wrócą do Polszy.
Sell me the infection, it's only for the weak
No need for sympathy, the misery that is me!
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Jechałem na Sonispherę dla Ironów i Motorheada, ale zobaczyłem wszystkie kapele z dużej sceny. Wchodziłem na GC ok. 14, kiedy nie było problemu znaleźć się w okolicach drugiego rzędu. W sumie cały koncert przetrwałem w drugim rzędzie, trochę na lewo od środka. Killing Joke nie zrobiło na mnie dużego wrażenia, ale na sam początek mogą być. Devin to przede wszystkim genialny showman, muzyka niezła, ale mnie nie porwała. Volbeat całkiem przyjemny, pozytywnie mnie zaskoczyli. Mastodon to jedyny zespół, który tego dnia mi się nie spodobał. Nie wiem czy to kwestia nagłośnienia czy specyfiki granej przez nich muzyki, ale oprócz dosłownie kilku fragmentów była to dla mnie bezsensowna, godzinna rzeźnia. Kontakt z publicznością rudawego pana z lewej praktycznie zerowy. Zdecydowanie wolałbym, żeby zamiast nich na dużej scenie zagrał chociażby Hunter. Kiedy przyszła pora na Motorheada, od razu ludziska z tyłu przycisnęły
Zespół w świetnej formie, chciałbym w wieku Lemmy'ego trzymać się tak jak on. Niestety mniej więcej kiedy Motorhead wchodził, pojawił się obok mnie wyjątkowo niesympatyczny typek, który schamił atmosferę, próbując się wepchnąć pod barierkę. Olbrzymi plus dla metalowej braci - kiedy np. życzliwy pan ochroniarz podawał nam wodę, a delikwent ten krzyknął: "Podaj wodę panie Murzynie!", od razu został zmieszany z błotem. Motorhead zrobił swoje i przyszła pora na Ironów
W moim rejonie wielkiego pogo nie było, natomiast śpiewanie (przynajmniej bardziej znanych fragmentów) szło świetnie. Na plus zdecydowanie konferansjerka Bruce'a (nie mam niestety porównania z innymi koncertami IM), z utworów Dance of Death i Fear of the Dark przy którym publika pokazała na co nas stać
Po 10 godzinach wciąż nie miałem dość i przy dźwiękach Always Look On The Bright Side Of Life z pewnym niedosytem opuściłem Bemowo.
PS Byłem w zupełnie niemetalowej niebieskiej kurtce przeciwdeszczowej.
PS Byłem w zupełnie niemetalowej niebieskiej kurtce przeciwdeszczowej.
Ostatnio zmieniony ndz cze 12, 2011 3:35 pm przez adatter, łącznie zmieniany 1 raz.
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
na zwykłej płycie po lewej stronie, ale nie wiem jak daleko od GC. w każdym razie tłum był gęstyIronCezarek pisze:A gdzie stałeś?
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Pod timingiem? Pamiętasz może chłopaczka w kręconych włosach i czerwonym plecaku? Z koszulką Ace Of Spades i bluzą Fear Of The Dark założoną na Iron Maiden? Jak tak, to się spotkaliśmy. 
- DeJMIeN Wielki
- -#Clansman

- Posty: 4444
- Rejestracja: pt kwie 01, 2011 10:12 pm
- Skąd: ze wsi warszawa
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
tam gdzie ja byłem też było pełno małolatów z tatusiami, szczególnie zapadł mi w pamięć jeden na oko 11 letni, udajacy wymiatacza na wiośle przy każdej solówce
no sorry, ja jestem w liceum i na początku to ja musiałem zachęcać ludzi wokół siebie do większego zaangażowania, bo poza mną z zadania wywiązywało się tylko 2 panów, ktorzy raczej mieli w pamięci biegającego Bruce'a z falującymi piórami
no sorry, ja jestem w liceum i na początku to ja musiałem zachęcać ludzi wokół siebie do większego zaangażowania, bo poza mną z zadania wywiązywało się tylko 2 panów, ktorzy raczej mieli w pamięci biegającego Bruce'a z falującymi piórami
Re: 10/06/2011 - Sonisphere - Warszawa [ WRAŻENIA, RELACJE ]
Ja tuż przed liceum. Wydzierałem mordę przy każdej piosence oprócz DoD i WTWWB, bo tekstów do tych nei znałem. Wielu to po prostu turyści, dla których zabawa to stanie i obserwowanie. Co kto lubi...
