nie wiem czy ktoś był. ale ja byłem w Basel, Switzerland. powiem szczerze że w porównaniu z 2009 to o wiele lepsza trasa.
co prawda znowu nie było pirotechniki, ale było 360 roller coaster drum solo, piękne tancerki i hektolitry krwi. dosłownie - na początku sam Nikki pluł, ale potem na scenie wnieśli 6 wiader pełnych czerownej substancji, i to zapewniło że nikt w promieniu pierwszych 10 rzędów nie wyszedł nieczerwony
przypadkiem znalazłem się w 1 rzędzie więc dość dużą dawkę tejże substancji dostałem.
sam set przyzwoity, bez większych zaskoczeń, może inne wykonanie Smokin' które moim zdaniem jest słabsze, i zmienione trochę Too Fast For Love..
co prawda nie jestem za faktem iż Nikki zaczyna pluć wodą na publikę ale cóż poradzić..
Vince wokalnie jakoś dawał radę i w sumie więcej tekstu w Kickstart zaśpiewał niż zwykle..
widziałem Nikkiego i Micka na backstage bez żadnych barierek itp. niestety ten 1 gadał przez telefon i ochroniarz powiedział że żadnych autografów nie ma, a jak zobaczyłem Micka to po prostu naprawdę smutno się robi jak widzi się jak on cierpi... ledwo co chodzi, naprawdę to jest przerażające..
Slash grał godzinę, największe hity + parę nowych utworów, koncert super, ale nagłośnienie na Slashu było beznadziejnee..
ale było warto
