"Lonesome Crow" ma jednak więcej wspólnego z brytyjskimi zespołami, niż krautrockowymi Kraftwerk czy Tangerine Dream.
Scorpions
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Scorpions
Krautrock, czyli "szwabski prog rock"
"Lonesome Crow" ma jednak więcej wspólnego z brytyjskimi zespołami, niż krautrockowymi Kraftwerk czy Tangerine Dream.
"Lonesome Crow" ma jednak więcej wspólnego z brytyjskimi zespołami, niż krautrockowymi Kraftwerk czy Tangerine Dream.
Re: Scorpions
Lonesome Crow ma duzo wiecej wspolnego z krautrockowymi Can, Amon Duul II, Ash Ra Tempel, Neu!, Guru Guru, Dzyan niz brytyjskim progrockiem. Kraftwerk i Tangerine Dream to najbardziej znane grupy tego nurtu, ale tak naprawde tylko ich pierwsze nagrania mozna przypisac do krautrocka. Pozniejsze, najbardziej znane albumy to juz troche inna muzyka, bardziej elektroniczna.
Re: Scorpions
Do krautrocka zalicza się niemieckie zespoły z tamtego okresu, zarówno progrockowe jak i grające muzykę elektroniczną. Dlatego właśnie wolę określać debiut Scorpions rockiem progresywnym, gdyż jest to bardziej precyzyjne.
Trochę szkoda, że nie nagrali więcej takich płyt, ale dzięki temu "Lonesome Crow" jest tak wyjątkowe. A bez takich albumów jak "Taken by Force" nie byłoby NWOBHM.
Trochę szkoda, że nie nagrali więcej takich płyt, ale dzięki temu "Lonesome Crow" jest tak wyjątkowe. A bez takich albumów jak "Taken by Force" nie byłoby NWOBHM.
Re: Scorpions
Krautrock to byla hybryda rocka, psychodelii, jazzu i muzyki wspolczesnej, rowniez elektronicznej (np Stockhausena) i z czasem wyewoluowala w to co dzisiaj sie nazywa electro, ambientem itp. Oczywiscie mozna to wrzucic do szufladki rock progresywny, ale jest to imho bardzo duze uogolnienie. Tak jakby do jednego worka wsadzic Iron Maiden i Slayera na przyklad.
- MetallicaTruFan^^
- -#Long distance runner

- Posty: 890
- Rejestracja: czw wrz 02, 2010 4:52 pm
Re: Scorpions
Uwielbiam rock progresywny tak samo jak uwielbiam heavy metal i hard rock. Tyle, że pierwsze dwie płyty Scorpions mnie tak nie wciągają - niby mamy fajna perkusję, bas i dwóch braci Schenkerów. Pierwszą płytę uwielbiam i uważam ją za hm.... jedną z trzech najlepszych w latach 70'. Uwielbiam to co Michael wyrabia na gitarze i widzę, że własnie reszta zespołu jest dla niego jeszcze tłem. Nie ma tutaj świetnego spiewu Klausa i riffów Rudolfa. To jest bardzo dobry prog.Pablo69 pisze:Jak już wspomniałem, pierwsze dwie płyty to rock progresywny, a więc mogę zrozumieć, że podobają się mniej komuś, kto - o ile się nie mylę - woli hard rock i heavy metal![]()
Jeśli chodzi o następna płytę jest podobnie, Uli dobrze zastapił Michaela, a i zespoł jest bardziej "zespołem".
chodzi mi głownie o to, że Sciorpions bardziej pasuje mi do Heavy Metalu lat 70' i trochę lżejszego Hard Rocka 80'. Pierwsze dwie płyty są świetne, na dwójce jest chyba najczystsza ich ballada, czyli Fly People Fly.
-
ZłapanyWCzasie
- -#Clairvoyant

- Posty: 1416
- Rejestracja: wt lis 09, 2010 10:39 am
Re: Scorpions
Loverdrive właśnie dla mnie jedna z lepszych płyt,takie Coast to Coast chociażby czy Another Piece of Meat.
Taken By Force też jest bardzo fajna, za chociażby takie Sail of Charon albo Steamrock Fever.
Blackout jest świetne,ale np.Love at First Sting nie bardzo.
Taken By Force też jest bardzo fajna, za chociażby takie Sail of Charon albo Steamrock Fever.
Blackout jest świetne,ale np.Love at First Sting nie bardzo.
Re: Scorpions
To tak jak ja. I cenię zespoły, które odnajdują się w obu stylach, lub je łączą. Albumy z Uli Rothem też są bardzo dobre, debiut podoba mi się tylko odrobinę bardziej. Mimo wszystko, z dzisiejszego punktu widzenia nie jest to płyta ważna w ich dyskografii.Przemo142 pisze:Uwielbiam rock progresywny tak samo jak uwielbiam heavy metal i hard rock.
Poza tym Scorpions zawsze mieli dar do tworzenia dobrych melodii. Także w późniejszym okresie. Np. utwór tytułowy z (okropnego) "Eye II Eye" - tak właśnie powinien brzmieć pop!
- DeJMIeN Wielki
- -#Clansman

- Posty: 4440
- Rejestracja: pt kwie 01, 2011 10:12 pm
- Skąd: ze wsi warszawa
Re: Scorpions
tego zespołu uznaję wyłącznie okres 1974 - 1985 + Sting In The Tail, jestem w stanie jeszcze znieść Face The Heat i Unbreakable. HH1 mogłoby być porządną płytą ( oczywiście to tylko moja opinia ) gdyby nie przeważające na albumie ballady, może i niemiałbym nic przeciwko temu, gdyby były one na poziomie Always Somewhere, Holiday albo Still Loving You, ale niestety jednym uchem wlatują, drugim wylatują ( o tych ze SITT powiedzieć tego nie można ), sam błąd popełnił też zespół wypuszczając na 1 singiel metalowe Hour 1, gdyż duża ilość fanów mocnego Scorpions ( w tym i Ja ) nastawiła się na album właśnie w tym klimacie. Do debiutu jeszcze nie dojrzałem, na późniejszych z małymi wyjątkami dominuje szmira, zwłaszcza tyczy się to Pure Instinct i E2E które po niecałkowitym przesłuchaniu trafiły tam gdzie ich miejsce, czyli do śmieci. Że już nie wspomnę o tych niewypałach orkiestrowo-akustycznych.
Re: Scorpions
Z tego co pamiętam na "HH1" nie ma aż tak wiele ballad (zwłaszcza jeśli porównać z płytami z lat 1996-01). "The Future Never Dies", "Love Will Keep Us Alive" i "Love Is War" faktycznie nie są zbyt udane, a nawet kiczowate, ale przecież to samo można powiedzieć o "Maybe I, Maybe You" i "She Said" z "Unbreakable" oraz "Lorelei", "SLY" i "The Best Is Yet to Come" z "Sting in the Tail". Na każdym z trzech ostatnich albumów jest wg mnie tylko jedna udana ballada. Ale są to utwory niemal na miarę tych sprzed 30 lat: "Through My Eyes", "Humanity" i "The Good Die Young".
A "Always Somewhere"? Przecież muzycznie to niemal plagiat "Simple Man" Lynyrd Skynyrd. Do tego denerwujący, płaczliwy wokal Klausa...
A "Always Somewhere"? Przecież muzycznie to niemal plagiat "Simple Man" Lynyrd Skynyrd. Do tego denerwujący, płaczliwy wokal Klausa...
- leomessi69
- -#Prodigal son

- Posty: 37
- Rejestracja: ndz sie 14, 2011 12:47 pm
- Skąd: Bydgoszcz
Re: Scorpions
Scorpions? Moje dzieciństwo. Do dziś kocham i uwielbiam.
"Fly to the Rainbow" mogę słuchać bez przerwy.
"Face the Heat" świetny hard rock pełen przebojów
"Unbreakable", "Sting in the Tail" czy "Humanity: Hour 1" to świetne jak na dzisiejsze czasy klasyczne granie.
Jedynym słabszym momentem było chyba "Eye II Eye", ale takim gigantom można wybaczyć jedną wpadkę, gdyż "Pure Instinct" naprawdę ma dobre momenty
"Fly to the Rainbow" mogę słuchać bez przerwy.
"Face the Heat" świetny hard rock pełen przebojów
"Unbreakable", "Sting in the Tail" czy "Humanity: Hour 1" to świetne jak na dzisiejsze czasy klasyczne granie.
Jedynym słabszym momentem było chyba "Eye II Eye", ale takim gigantom można wybaczyć jedną wpadkę, gdyż "Pure Instinct" naprawdę ma dobre momenty
Re: Scorpions
Odświeżę nieco temat. Scorpions to dla mnie zdecydowana czołówka zespołów z całego świata. Przez ostatnie pół roku żyłem tylko i wyłącznie Scorpionsami (co nie zmienia faktu, że czasem słuchałem też innych zespołów) i przesłuchałem ich wszystkie płyty. I oto moje oceny:
Lonesome Crow - 10
Fly to the Rainbow - 8
In Trance - 9
Virgin Killer - 7 (z zadatkami na 8 )
Taken By Force - 8
Lovedrive - 9
Animal Magnetism - 9
Blackout - 8
Love at First Sting - 9
Savage Anusement - 6
Crazy World - 10
Face the Heat - 8
Pure Instinct - 6
Eye II Eye - 5
Moment of Glory - 8
Unbreakable - 6
Humanity-Hour 1 - 4
Sting in the Tail - 7
I moje kilka uwag na temat płyt:
"Lonesome Crow" jest zdecydowanie najlepszym krążkiem. Od czasu jego pierwszego usłyszenia, w miesiąc przesłuchałem go chyba z 20 razy. Gra Michaela Schenkera (znanego także z grupy "UFO") jest powalająca. Każda nuta, każdy dźwięk jest dopracowany w każdym szczególe. W takich piosenkach jak "I'm going Mad", "Leave Me" czy "Inheritance" można się wprost rozkoszować jego solówkami. Znakomita jest także gra basu, perkusji i gitary rytmicznej (na której gra do dzisiaj będący w zespole Rudolf Schenker). Na płycie śpiewa Klaus Meine (również przetrwał w zespole do dziś), ale nie jest on jeszcze tak charakterystyczny, jak później. Płyta naprawdę wciąga, nie nudzi, słucha się ją jednym tchem; czas na nią przeznaczony nie będzie na pewno czasem straconym. Jednakże nie jest ona jeszcze tak przebojowa, jak późniejsze.
Z ery Uli Rotha (płyty od 2 do 5) najbardziej podoba mi się "In Trance", choć wszystkie płyty utrzymują niemalże ten sam równy poziom. Gra Uliego podoba mi się trochę mniej niż poprzednika, choć i tak jest świetny. Gra trochę w stylu Hendrixa (np. znakomite "Sun in my Hand" czy "Drifting Sun"), nawet udzielał się w swoich utworach na wokalu. Na tych płytach pojawiają się pierwsze oznaki przebojowości i stylu, jaki grupa będzie prezentować za kilka lat - mam tu na myśli takie utwory, jak "Top of the Bill", "Catch Your Train" czy "He's A Woman, She's A Man". Mamy tu też kilka świetnych ballad (m.in. kapitalne dla mnie "In Your Park" czy "We'll Burn The Sky"), a także utwory utrzymane w średnim tempie (tytułowe "In Trance"). No i nie mogę nie wspomnieć o genialnym utworze "Fly to the Rainbow".
Co do kolejnych płyt (zmiana Uliego Rotha na Matthiasa Jabsa, choć jeszcze Michael Schenker udzielał się na "Lovedrive"):
"Lovedrive" jest świetną płytą, choć trochę mi się już przejadła. Mamy tu: kapitalne "Always Somewhere" (dla mnie znacznie lepsze od nieco przereklamowanego "Holiday"), dynamiczny utwór tytułowy, drapieżny "Another Piece of Meat" i genialny instrumental (co było rzadkością u Scorpionsów!) "Coast to Coast" (w którym niesamowite umiejętności pokazuje po raz kolejny Michael Schenker). Jedynym na płycie niewypałem jest dla mnie "Can't Get Enough".
Jestem bardzo niezadowolony z niedoceniania "Animal Magnetism". Gdzie spotykam opinie o tej płycie, jest ona oceniana co najwyżej jako "dobra", a moim zdaniem to rewelacyjna płyta (pokuszę się nawet o stwierdzenie, że najlepsza z lat 80.). Płyta trzyma bardzo równy poziom, nie umiem wskazać jakiegoś słabszego kawałka (no może trochę "Falling in Love"). Mamy tu kapitalne numery, przede wszystkim dynamiczne "Make it Real", klasyczne "The Zoo", ładna ballada "Lady Starlight", i - mój ulubiony z płyty, choć trochę zapomniany - "Only a Man". Warto jeszcze wyróżnić tytułowe "Animal Magnetism", nawiązujące nieco do wczesnego Black Sabbath. Jedyną wadą jest brzmienie i gra Hermana Rarebella na perkusji.
"Blackout" i "Love at First Sting" to kolejne klasyczne płyty. Z tej pierwszej pragnę wyróżnić utwór tytułowy (jeden z najbardziej znanych utworów grupy), "You Give Me All I Need" (świetny refren), "When the Smoke Is Going Down" i - ponownie nawiązujący do Black Sabbath - "China White". "Miłość od pierwszego użądlenia" (ja tak to tłumaczę) zawiera przede wszystkim megahit "Rock us Like a Hurricane" - świetne riffy i praca rytmiczna, a poza tym doskonały refren. Poza tym, najdoskonalsza, jak na mój gust, ballada Scorpions - "Still Loving You" (co jak co, ale takie "Wind of Change" może jej buty czyścić), która wprost powala swoim pięknem. Solówkę gra tu wyjątkowo Rudolf Schenker i jest ono kapitalne. Warto tu się zatrzymać i podkreślić świetną formę wokalna Klausa Meine, który nagrał tu chyba najlepsze partie w swojej karierze. Oprócz tego, parę standardowych "wymiataczy": "Bad Boys Running Wild", "Big City Nights" czy "Coming Home".
Między omawianym przed chwilą albumem a następnym minęły 4 lata. I to widać. Zmienił się trochę styl Scropionsów, jak i brzmienie na "Savage Anusement". Utwory brzmią, że tak powiem bardziej "diskotekowo" i mało w nich ciężaru. Same utwory są jedynie "niezłe", i jeśli któryś się z nich wybija "We Let It Rock... You Let It Roll" ze znakomitym tempem. A poza tym polecam jeszcze "Don't Stop at the Top" czy" Believe in Love".
"Crazy World" jest za to albumem BEZBŁĘDNYM. Nie zawiera żadnego słabego utworu (choć paradoksalnie to najsłynniejsze "Wind of Change" jest na niej najsłabsze). Mamy za to kolekcję utworów fantastycznych, by wymienić tylko "Hit Between the Eyes" (genialny refren), otwierający "Tease Me, Please Me", "To Be With You In Heaven" czy "Money and Fame". Większość utworów powala swą przebojowością, melodyjnością i wykonaniem. Wreszcie świetnie spisał się na perkusji Herman Rarebell, który na poprzednich płytach grał trochę monotonnie (choć pojawiały się oznaki lepszej gry, np. w "Coming Home" czy "Rhythm of Love" z SA).
"Face the Heat" - prawdopodobnie najcięższy album Scorpionsów, ale i trochę nierówny. Początek jest świetny - pierwsze 3 kawałki przygniatają. Jednak potem nie jest już tak dobrze, ale jeśli miałbym wyróżnić jakiś utwór ze środka płyty to na pewno "Woman". Doipero na końcu płyty płyta wraca na niezwykle wysoki poziom, prezentując przepiękne ballady "Lonely Nights" i "Daddy's Girl" (przy okazji, świetne tekstowo).
Dalej nie będę opisywał już tak szczegółowo, z racji tego, że na FTH kończy się dla mnie "wielkie Scorpions":
"Pure Instinct" było całkiem niezłe, przede wszystkim świetne "Wild Child", "Are You the One", "You And I" czy niedoceniane "Does Anyone Know", reszta co najwyżej średnia.
"Eye II Eye" na początku było dla mnie strasznie nudne, potem się trochę do niego przekonałem, a przekonały mnie takie utwory, jak "Mind Like a Tree", "What U Give U Get Back" czy "Yellow Butterfly". Ogólnie, OK płyta.
"Moment of Glory" to takie "greatest hits", tyle że z orkiestrą (plus parę premierowych utworów). Bardzo dobra robota (szczególnie "Hurricane 2000" brzmi solidnie).
"Unbreakable" jest dla mnie co najwyżej przeciętne, choć wielu się podoba. Największy problem w tym, że oprócz "New Generation" nie ma dla mnie numeru, który mógłbym na dłużej zapamiętać.
Do "Humanity-Hour 1" mam podobny zarzut co do płyty poprzedniej, tyle że mamy tu mniej dobrych kompozycji.
"Sting in the Tail" jest dopiero powrotem do korzeni. Świetne utwory, jak: "Raised of Rock", "Lorelei" (choć podobne do "Send Me an Angel" z CW), "Let's Rock" czy "Sly". Jeśli ma to być ich ostatnia płyta, to gratuluję udanego finiszu.
Ależ się rozpisałem... Ale cóż, kiedyś trzeba kończyć. To wszystko, co miałem do napisania na temat muzyki Scorpions i ich płyt.
Lonesome Crow - 10
Fly to the Rainbow - 8
In Trance - 9
Virgin Killer - 7 (z zadatkami na 8 )
Taken By Force - 8
Lovedrive - 9
Animal Magnetism - 9
Blackout - 8
Love at First Sting - 9
Savage Anusement - 6
Crazy World - 10
Face the Heat - 8
Pure Instinct - 6
Eye II Eye - 5
Moment of Glory - 8
Unbreakable - 6
Humanity-Hour 1 - 4
Sting in the Tail - 7
I moje kilka uwag na temat płyt:
"Lonesome Crow" jest zdecydowanie najlepszym krążkiem. Od czasu jego pierwszego usłyszenia, w miesiąc przesłuchałem go chyba z 20 razy. Gra Michaela Schenkera (znanego także z grupy "UFO") jest powalająca. Każda nuta, każdy dźwięk jest dopracowany w każdym szczególe. W takich piosenkach jak "I'm going Mad", "Leave Me" czy "Inheritance" można się wprost rozkoszować jego solówkami. Znakomita jest także gra basu, perkusji i gitary rytmicznej (na której gra do dzisiaj będący w zespole Rudolf Schenker). Na płycie śpiewa Klaus Meine (również przetrwał w zespole do dziś), ale nie jest on jeszcze tak charakterystyczny, jak później. Płyta naprawdę wciąga, nie nudzi, słucha się ją jednym tchem; czas na nią przeznaczony nie będzie na pewno czasem straconym. Jednakże nie jest ona jeszcze tak przebojowa, jak późniejsze.
Z ery Uli Rotha (płyty od 2 do 5) najbardziej podoba mi się "In Trance", choć wszystkie płyty utrzymują niemalże ten sam równy poziom. Gra Uliego podoba mi się trochę mniej niż poprzednika, choć i tak jest świetny. Gra trochę w stylu Hendrixa (np. znakomite "Sun in my Hand" czy "Drifting Sun"), nawet udzielał się w swoich utworach na wokalu. Na tych płytach pojawiają się pierwsze oznaki przebojowości i stylu, jaki grupa będzie prezentować za kilka lat - mam tu na myśli takie utwory, jak "Top of the Bill", "Catch Your Train" czy "He's A Woman, She's A Man". Mamy tu też kilka świetnych ballad (m.in. kapitalne dla mnie "In Your Park" czy "We'll Burn The Sky"), a także utwory utrzymane w średnim tempie (tytułowe "In Trance"). No i nie mogę nie wspomnieć o genialnym utworze "Fly to the Rainbow".
Co do kolejnych płyt (zmiana Uliego Rotha na Matthiasa Jabsa, choć jeszcze Michael Schenker udzielał się na "Lovedrive"):
"Lovedrive" jest świetną płytą, choć trochę mi się już przejadła. Mamy tu: kapitalne "Always Somewhere" (dla mnie znacznie lepsze od nieco przereklamowanego "Holiday"), dynamiczny utwór tytułowy, drapieżny "Another Piece of Meat" i genialny instrumental (co było rzadkością u Scorpionsów!) "Coast to Coast" (w którym niesamowite umiejętności pokazuje po raz kolejny Michael Schenker). Jedynym na płycie niewypałem jest dla mnie "Can't Get Enough".
Jestem bardzo niezadowolony z niedoceniania "Animal Magnetism". Gdzie spotykam opinie o tej płycie, jest ona oceniana co najwyżej jako "dobra", a moim zdaniem to rewelacyjna płyta (pokuszę się nawet o stwierdzenie, że najlepsza z lat 80.). Płyta trzyma bardzo równy poziom, nie umiem wskazać jakiegoś słabszego kawałka (no może trochę "Falling in Love"). Mamy tu kapitalne numery, przede wszystkim dynamiczne "Make it Real", klasyczne "The Zoo", ładna ballada "Lady Starlight", i - mój ulubiony z płyty, choć trochę zapomniany - "Only a Man". Warto jeszcze wyróżnić tytułowe "Animal Magnetism", nawiązujące nieco do wczesnego Black Sabbath. Jedyną wadą jest brzmienie i gra Hermana Rarebella na perkusji.
"Blackout" i "Love at First Sting" to kolejne klasyczne płyty. Z tej pierwszej pragnę wyróżnić utwór tytułowy (jeden z najbardziej znanych utworów grupy), "You Give Me All I Need" (świetny refren), "When the Smoke Is Going Down" i - ponownie nawiązujący do Black Sabbath - "China White". "Miłość od pierwszego użądlenia" (ja tak to tłumaczę) zawiera przede wszystkim megahit "Rock us Like a Hurricane" - świetne riffy i praca rytmiczna, a poza tym doskonały refren. Poza tym, najdoskonalsza, jak na mój gust, ballada Scorpions - "Still Loving You" (co jak co, ale takie "Wind of Change" może jej buty czyścić), która wprost powala swoim pięknem. Solówkę gra tu wyjątkowo Rudolf Schenker i jest ono kapitalne. Warto tu się zatrzymać i podkreślić świetną formę wokalna Klausa Meine, który nagrał tu chyba najlepsze partie w swojej karierze. Oprócz tego, parę standardowych "wymiataczy": "Bad Boys Running Wild", "Big City Nights" czy "Coming Home".
Między omawianym przed chwilą albumem a następnym minęły 4 lata. I to widać. Zmienił się trochę styl Scropionsów, jak i brzmienie na "Savage Anusement". Utwory brzmią, że tak powiem bardziej "diskotekowo" i mało w nich ciężaru. Same utwory są jedynie "niezłe", i jeśli któryś się z nich wybija "We Let It Rock... You Let It Roll" ze znakomitym tempem. A poza tym polecam jeszcze "Don't Stop at the Top" czy" Believe in Love".
"Crazy World" jest za to albumem BEZBŁĘDNYM. Nie zawiera żadnego słabego utworu (choć paradoksalnie to najsłynniejsze "Wind of Change" jest na niej najsłabsze). Mamy za to kolekcję utworów fantastycznych, by wymienić tylko "Hit Between the Eyes" (genialny refren), otwierający "Tease Me, Please Me", "To Be With You In Heaven" czy "Money and Fame". Większość utworów powala swą przebojowością, melodyjnością i wykonaniem. Wreszcie świetnie spisał się na perkusji Herman Rarebell, który na poprzednich płytach grał trochę monotonnie (choć pojawiały się oznaki lepszej gry, np. w "Coming Home" czy "Rhythm of Love" z SA).
"Face the Heat" - prawdopodobnie najcięższy album Scorpionsów, ale i trochę nierówny. Początek jest świetny - pierwsze 3 kawałki przygniatają. Jednak potem nie jest już tak dobrze, ale jeśli miałbym wyróżnić jakiś utwór ze środka płyty to na pewno "Woman". Doipero na końcu płyty płyta wraca na niezwykle wysoki poziom, prezentując przepiękne ballady "Lonely Nights" i "Daddy's Girl" (przy okazji, świetne tekstowo).
Dalej nie będę opisywał już tak szczegółowo, z racji tego, że na FTH kończy się dla mnie "wielkie Scorpions":
"Pure Instinct" było całkiem niezłe, przede wszystkim świetne "Wild Child", "Are You the One", "You And I" czy niedoceniane "Does Anyone Know", reszta co najwyżej średnia.
"Eye II Eye" na początku było dla mnie strasznie nudne, potem się trochę do niego przekonałem, a przekonały mnie takie utwory, jak "Mind Like a Tree", "What U Give U Get Back" czy "Yellow Butterfly". Ogólnie, OK płyta.
"Moment of Glory" to takie "greatest hits", tyle że z orkiestrą (plus parę premierowych utworów). Bardzo dobra robota (szczególnie "Hurricane 2000" brzmi solidnie).
"Unbreakable" jest dla mnie co najwyżej przeciętne, choć wielu się podoba. Największy problem w tym, że oprócz "New Generation" nie ma dla mnie numeru, który mógłbym na dłużej zapamiętać.
Do "Humanity-Hour 1" mam podobny zarzut co do płyty poprzedniej, tyle że mamy tu mniej dobrych kompozycji.
"Sting in the Tail" jest dopiero powrotem do korzeni. Świetne utwory, jak: "Raised of Rock", "Lorelei" (choć podobne do "Send Me an Angel" z CW), "Let's Rock" czy "Sly". Jeśli ma to być ich ostatnia płyta, to gratuluję udanego finiszu.
Ależ się rozpisałem... Ale cóż, kiedyś trzeba kończyć. To wszystko, co miałem do napisania na temat muzyki Scorpions i ich płyt.
-
Mike Stanley
- -#Ancient mariner

- Posty: 607
- Rejestracja: sob gru 25, 2010 2:34 pm
- Skąd: Cracow Rock City
Re: Scorpions
dla mnie Scorpions to istni Bogowie. dzięki nim poznałem Rocka, to był mój pierwszy zespół, IM wszystko zawdzięczam, i dalej ich uwielbiam tak samo jak kiedyś. są w mojej świętej trójcy. nie trawię Pure Instinct i Eye II Eye i tyle. reszta jest świetna no i wśród nich takie perełki jak Sting, Taken, świetne Tokyo Tapes i World Wide Live.
koncerty Scorpions to też dawka energii jakiej wielu zespołom brakuje..
po prostu SCORPIONS. Legendy. Żyjące.
koncerty Scorpions to też dawka energii jakiej wielu zespołom brakuje..
po prostu SCORPIONS. Legendy. Żyjące.
Dreams are only impossible when YOU decide they're impossible - Paul Stanley
Re: Scorpions
Dodam jeszcze, że ostatnio zacząłem doceniać płyty "Pure Instinct" i "Unbreakable", które teraz oceniam na 7. Znalazłem w nich świetne utwory, jak "Through My Eyes" czy "Soul Behind the Face".
Może kiedyś przyjdzie pora na docenienie "Humanity-Hour 1"...
Może kiedyś przyjdzie pora na docenienie "Humanity-Hour 1"...
http://muzycznerecenzje123.blogspot.com
https://rateyourmusic.com/~Rosa2207
Re: Scorpions
z innej beczki, kojarzy ktoś sensowne nagranie live z "i'm leaving you"?
-
Mike Stanley
- -#Ancient mariner

- Posty: 607
- Rejestracja: sob gru 25, 2010 2:34 pm
- Skąd: Cracow Rock City
Re: Scorpions
Dreams are only impossible when YOU decide they're impossible - Paul Stanley
Re: Scorpions
To już widziałem, jakoś nie powala, ale dzięki
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 19515
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Scorpions
Jeden z lepszych przykładów na to jak bardzo można się zeszmacić, żeby zarobić trochę pieniędzy. Generalnie w ogóle tego nie słucham, choć na takim "Tokyo Tapes" można dostrzec, że ten zespół grał kiedyś na prawdę dobrą muzykę. Wraz z odejściem Ulricha Rotha dobry Scoprions się kończy...
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
Re: Scorpions
Popłynęli z pradem - amerykańskim i tyle. Dla mnie to był zawsze bardziej rockowy zespół niż metalowy, no może trochę hard rockowy...
Re: Scorpions
Kompletne bzdury wypisujesz. Lovedrive, Animal Magnetism, Blackout, Love At First Sting to zeszmacenie się ?LukaSieka pisze:Jeden z lepszych przykładów na to jak bardzo można się zeszmacić, żeby zarobić trochę pieniędzy. Generalnie w ogóle tego nie słucham, choć na takim "Tokyo Tapes" można dostrzec, że ten zespół grał kiedyś na prawdę dobrą muzykę. Wraz z odejściem Ulricha Rotha dobry Scoprions się kończy...
Mieli przerwę w dobrych płytach od 1993 do 2007, ale czy to powód do tak prymitywnego osądu ?
Najbliższe koncerty w 2026: White Buffalo, Hollywood Vampires, Doogie White, Blaze Bayley, Mostly Autumn weekend, Hallas, Coroner, Deep Purple, Quidam, Europe, Maiden United, Still of the Night ...
- Saimon1995
- -#Moderator

- Posty: 9594
- Rejestracja: wt cze 18, 2013 2:37 pm
- Skąd: Będzin
Re: Scorpions
No właśnie. Te cztery płyty zjadają na śniadanie nie jedną płytę metalową z lat 80. Słowo "zeszmacanie" działa na mnie jak płachta na byka. Nie słucham, ale krytykuję - to polecam ów albumy posłuchać. Nie słyszę w nich żadnych komercyjnych naleciałości, aby podlizać się publiczności i przytulić trochę grosza. Choć z drugiej strony - co w tym złego, że nagrywa się albumy, które podobają się publiczności i dobrze się sprzedają? Lepsze to niż siedzenie w swoim undergroundowym gettcie. To zapewne nie jest zeszmaceniekrusejder pisze:
Kompletne bzdury wypisujesz. Lovedrive, Animal Magnetism, Blackout, Love At First Sting to zeszmacenie się ?
Mieli przerwę w dobrych płytach od 1993 do 2007, ale czy to powód do tak prymitywnego osądu ?


