03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
-
Deleted User 2868
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
+
The National
EDIT:
+
Savages
Palma Violets
Pianohooligan
semantik punk
Ifi Ude
Fuka Lata
Please The Trees
Hot Casandra
hipiersoniK
Fismoll
Łąki Łan
Vienio
Stroon
Rykarda Parasol
Everything Everything
Lilly Hates Roses
Sorry Boys
Kim Nowak
Ballady i Romanse
Igor Boxx
L.U.C & Motion Trio
EDIT2: Modest Mouse odwołali trasę koncertową, mają się pojawić na kolejnym Openerze.
The National
EDIT:
+
Savages
Palma Violets
Pianohooligan
semantik punk
Ifi Ude
Fuka Lata
Please The Trees
Hot Casandra
hipiersoniK
Fismoll
Łąki Łan
Vienio
Stroon
Rykarda Parasol
Everything Everything
Lilly Hates Roses
Sorry Boys
Kim Nowak
Ballady i Romanse
Igor Boxx
L.U.C & Motion Trio
EDIT2: Modest Mouse odwołali trasę koncertową, mają się pojawić na kolejnym Openerze.
- panzerschreck
- -#Lord of the flies

- Posty: 3329
- Rejestracja: pn gru 24, 2007 12:22 am
- Skąd: Gło/Wro
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
Ja z bardzo dużym prawdopodobieństwem zawitam na dzień z QOTSA i The National. W związku z tym czy ktoś reflektowałby na wycieczkę z Wrocławia autem? Jest auto, są ludzie sztuk 2, ale miejsce jeszcze jest i przydałoby się zapełnić 
Nicotine-Valium-Vicodine-Marijuana-Ecstasy and Alcohol
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
Będę w piątek, to już pewne. Przechodzę okres fascynacji QotSA. Mam nadzieję, że zagrają więcej niż godzinę.
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
są headlinerem, więc zagrają 1 h i 30 - 45 min.
https://www.last.fm/user/kamooo
-
Deleted User 2868
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
+
Teielte
xxanaxx
Sambor
Miss God
Bobby The Unicorn
Stendek
Patric the Pan
Teielte
xxanaxx
Sambor
Miss God
Bobby The Unicorn
Stendek
Patric the Pan
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
https://www.last.fm/user/kamooo
- Shedao Shai
- -#Rainmaker

- Posty: 6340
- Rejestracja: śr cze 01, 2011 8:30 pm
- Skąd: Wrocław
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
widzę że znowu będzie sprintowanie z jednego końca lotniska na drugie, na przemian z kilkugodzinną nudą 
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
Chyba bym się załamał mając bilet i widząc jak się niektóre rzeczy pokrywają. Cave z Tame Impala, itd.
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
Przenieśli koncert Tame Impale na 20:00 więc się nie pokrywa z Nickiem co mnie bardzo cieszy.metalfish pisze:Chyba bym się załamał mając bilet i widząc jak się niektóre rzeczy pokrywają. Cave z Tame Impala, itd.
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
Ktoś wybiera się na QOTSA dzisiaj? 
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
Chętnie jakby bilety nie zostały wysprzedane
- Mr.Hankey
- -#Lord of the flies

- Posty: 3001
- Rejestracja: śr mar 08, 2006 8:13 pm
- Skąd: Hoooowdy Hoooow
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
Przed wejściem można kupić bilet za pół darmo. Tylu koników, to nie było nawet przed wielką czwórka na Bemowie 
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
Kto był na QotSA?
A było tak:
http://www.youtube.com/watch?v=Bun5Hzkw ... ture=share cały koncert w HD
A było tak:
http://www.youtube.com/watch?v=Bun5Hzkw ... ture=share cały koncert w HD
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
Krótko i na temat.
Przyszedł Nick Cave ze swoimi Bad Seedsami i pozamiatał cały festiwal. Od dawna nikt nie zrobił na mnie takiego wrażenia na koncercie, jak on. Było w tym koncercie wszystko. Niesamowity klimat, muzyczne szaleństwo i demoniczne, perwersyjne zwierze sceniczne. Mistrzostwo. Jeden z 10 najlepszych koncertów, na jakich w życiu byłem.
W listopadzie trzeba uderzyć na Pragę.
Drugim koncertem festiwalu bez wątpienia Queens Of The Stone Age. Widać było w młynie pod sceną, że nie ma tam przypadkowych ludzi. Zabawa była przednia, walka ostra. Koncert i setlista śmigają w necie, więc nie będę pisał. Dla mnie bomba. Szkoda tylko, ze tak krótko i bez bisów.
Na wielki plus Alt-J, Rykarda Parasol, i Tame Impala choć ich potencjał nie został w pełni wykorzystany.
Solidne koncerty Kings Of Leon, The National, Skunk Anansie i Crystal Fighters choć tych ostatnich widziałem tylko kilka kawałków.
Koncerty Blur, Editors i Arctic Monkeys mogę podsumować jednym zdaniem: Teoretycznie wszystko było, jak należy, ale jednak jestem na NIE.
Przyszedł Nick Cave ze swoimi Bad Seedsami i pozamiatał cały festiwal. Od dawna nikt nie zrobił na mnie takiego wrażenia na koncercie, jak on. Było w tym koncercie wszystko. Niesamowity klimat, muzyczne szaleństwo i demoniczne, perwersyjne zwierze sceniczne. Mistrzostwo. Jeden z 10 najlepszych koncertów, na jakich w życiu byłem.
W listopadzie trzeba uderzyć na Pragę.
Drugim koncertem festiwalu bez wątpienia Queens Of The Stone Age. Widać było w młynie pod sceną, że nie ma tam przypadkowych ludzi. Zabawa była przednia, walka ostra. Koncert i setlista śmigają w necie, więc nie będę pisał. Dla mnie bomba. Szkoda tylko, ze tak krótko i bez bisów.
Na wielki plus Alt-J, Rykarda Parasol, i Tame Impala choć ich potencjał nie został w pełni wykorzystany.
Solidne koncerty Kings Of Leon, The National, Skunk Anansie i Crystal Fighters choć tych ostatnich widziałem tylko kilka kawałków.
Koncerty Blur, Editors i Arctic Monkeys mogę podsumować jednym zdaniem: Teoretycznie wszystko było, jak należy, ale jednak jestem na NIE.
- Shedao Shai
- -#Rainmaker

- Posty: 6340
- Rejestracja: śr cze 01, 2011 8:30 pm
- Skąd: Wrocław
Re: 03-06/07/2013 - Heineken Opener - Gdynia
Ja właśnie wróciłem do Wrocka, padam wykończony urokami naszego PKP ale może jeszcze napiszę kilka słów póki mam to na świeżo.
To była dobra edycja, fajny lineup, chociaż nie było takich zespołów jak w latach poprzednich tzn "obożeboże muszę zobaczyć!!!" to było sporo solidnych kapel, które - zebrane w jednym miejscu - zachęciły mnie do wyjazdu.
Dzień 1
Załapałem się na końcówkę Mikromusic w tencie - przyjemna muzyka, może nie powala na kolana ale warto sobie obczaić. Potem Editors - bez zaskoczenia: nudy, obejrzałem kawałek i się ewakuowałem do ogródka piwnego gdzie przeczekałem do Blur. Jakby nie patrzeć - największa gwiazda imprezy, zdecydowanie nie zawiedli. Koncert był świetny, właściwie bezbłędny, zrealizowany przez ludzi którzy mają w takich sprawach doświadczenie, ale i wciąż entuzjazm. Damon Albarn to mega pozytywny koleś, patrząc na niego zrozumiałem skąd się wzięły takie radosne płyty jak pierwsze dwie w dyskografii Gorillaz
No i dobra setlista, właściwie wszystko co miało być - było, z idealnym zamknięciem jakim mogło być tylko - wiadomo - Song 2. Potem poleciałem od razu na Alt-J - również solidny koncert, chociaż ja tam już głównie zajmowałem miejsce na Crystal Castles bo to nimi najbardziej jarałem się na tym feście najbardziej. I co tu dużo mówić, to była prawdziwa petarda, godzina niesamowitej imprezy która mnie wykończyła tak, że zmyłem się po niej do domu na odpoczynek. Jeśli ktoś lubi ich muzę to zdecydowanie polecam, na żywo jest prawdziwa miazga - no i dwa pierwsze kawałki: "Plague" i "Baptism" - i już nie wiedziałem gdzie jestem
Dzień 2
Tutaj trochę mi wstyd, bo praktycznie cały dzień przesiedziałem w ogródku piwnym, spotykając się ze wszystkimi znajomymi którzy wpadli na Openera. Na szczęście był to ten blisko maina, tak więc zaliczyłem wszystkie koncerty dziejące się na tej scenie. Na innych scenach z rzeczy które mnie tego dnia interesowały grał tylko Junip, więc przeżyję. A niby coś tego dnia padalo - nawet nie zauważyłem
dlatego odnośnie zespołów dnia drugiego zdawkowo, bo im później, tym mniej z nich pamiętam. Kim Nowak to taki rockowy beton, bez szału. Tame Impala mają trochę więcej inwencji ale też przynudzali, nie zachęcili mnie do ruszenia się pod scenę. Arctic Monkeys lubię parę kawałków, fajnie było usłyszeć na żywo "Teddy Picker" i "When the Sun Goes Down" ale tak poza tym... indie rock - i sami wiecie. Wszyscy mówią że Nick Cave dał niesamowity koncert (nawet yankes w poście powyżej
), z niego nie mam już niestety zbyt wiele wspomnień, pamiętam że ogólnie uważałem go za nudny występ (nie jestem też fanem jego twórczości studyjnej), no ale wiecie jak rzetelne są alkoholowe wspomnienia, a że moje zdanie odbiega tutaj od szeroko pojętego ogółu, to daje sobie na wstrzymanie i dopuszczam możliwość błędu.
Dzień 3
...zaczął się oczywiście od okropnego cierpienia
gdy już wszyscy doszliśmy do siebie, udaliśmy się znowu na Babie Doły, dotarliśmy gdzieś w połowie Kalibra 44. Każdy kto widział jakiś polski zespół hip-hopowy może się domyśleć jak było (całkiem nieźle, ale nie moje klimaty). Kawałek Palma Violets - indie-bieda, Skunk Anansie - widziane po raz pierwszy w 2010 mi się podobało, teraz już trochę nużyło, Oszibarack - wpadłem właściwie od niechcenia, okazali się świetni. Przyszla kolej na gwiazdę wieczoru, czyli Queens of the Stone Age - kapitalny koncert, dobra setlista (stosunkowo mało kawałków z nowej płyty!), widać że Homme to taki swój chlop
no i ładnie słodził widowni, ciekawe czy tak wszędzie czy rzeczywiście mu się podobało. Bo mi tak. Potem The National ale tak smęcili że szybka ucieczka na Disclosure które było dobrym, tanecznym zamknięciem dnia. I chyba na żadnym innym koncercie tent nie był tak wypełniony, nie wiedziałem że oni są tacy popularni. Trochę żaluję że nie wpadłem na Rykardę i Rebekę, no ale to już siły wyższe nie pozwoliły
Dzień 4
Na feście byłem max 3 godziny, bo złapałem gruźlicę... tzn przeziębienie, i pojechałem tylko na to, na czym mi bardzo zależało. Czyli Crystal Fighters, zdecydowanie najciekawszy punkt tego dnia, gdyby nie oni to już bym był w tym czasie w pociągu do domu. Warto było na nich czekać, koncertowo są niesamowici (tak jak ich pierwsza płyta, z której zagrali 8 kawałków, podczas gdy z drugiej - obecniej promowanej na trasie - tylko 4. Cieszy, że przyjęli właściwe proporcje
) Zagrali wszystko co chciałem usłyszeć, świetna zabawa, jak będą gdzieś w pobliżu to wybiorę się na nich znowu. Potem biegusiem na resztkę Mount Kimbie - niestety grali tylko godzinkę, więc załapałem się na jakieś 3-4 kawałki. Szkoda, fajni są, a i w tencie było pusto, bo wszyscy już się ustawiali na Kings of Leon, czyli (tak mi się zdaje) rekord frekwencyjny tej edycji. Wymyśliliśmy takie powiedzenie - co może być gorszego od płyt Kings of Leon? Tylko ich koncert. Jeden wielki rzyg, pseudo-rockowe kawałki gwałcące uszy, gwiazdorstwo, lans i pozy które mogło robić wrażenie tylko na 15letnich fankach okupujących przednie rzędy. Wytrzymałem z 20 min i odpuściłem.
Dzień 5
Wahałem się - zostać? Nie zostać? W końcu stwierdziłem że jak całość to całość, jak darmo, to wezmę. Udało mi się wymierzyć czasowo idealnie, bo pod mainem pojawiłem się pod koniec koncertu pana od Bonkers, czyli Dizzee Rascala. No i akurat usłyszałem Bonkers, i do widzenia
Sama Rihanna chyba się przeliczyła, ktoś jej nie powiedział że to nie koncert tylko dla jej fanów, ale w większości dla ludzi takich jak ja, którzy zostali na niej z przypadku, bo darmo, bo z ciekawości. No i godzinne spóźnienie nie zostało przyjęte dobrze, po 30 min rozlegaly się już częste gwizdy, a miano bohaterów dnia wygrali ludzie którzy zaczęli skandować "Beyonce, Beyonce!"
W końcu wyszla i o dziwo... spodobało mi się do pewnego stopnia, co prawda nie trawię jej muzyki absolutnie ale trzeba jej to przyznać: potrafi dać występ z imponującym rozmachem i (jeżeli to nie był playback) naprawdę dobrym głosem. No i jakby na to nie patrzeć, znałem więcej jej kawałków, niż większości występujących na Openerze zespołów - bo ten się usłyszało gdzieś w barze, tamten w radiu itd.
Podsumowując
W tym roku było na mój gust trochę zbyt dużo gitarowego grania, bo wiadomo że jak Ziółek zaprosi coś rockowego, to jest 30% szansy że będzie to coś dobrego, a 70% że to jakaś indie kapelka która odrzuci mnie na kilometr. Editors, Arctic Monkeys, Palma Violets i Kings of Leon na raz to dla mnie za dużo, wolałbym żeby postawił bardziej na różnorodność.
Jeśli chodzi o najlepsze koncerty festiwalu to wyróżniłbym 4: Crystal Castles, Blur, QotSA i Crystal Fighters. Bez jakiejś specjalnej kolejności.
To była dobra edycja, fajny lineup, chociaż nie było takich zespołów jak w latach poprzednich tzn "obożeboże muszę zobaczyć!!!" to było sporo solidnych kapel, które - zebrane w jednym miejscu - zachęciły mnie do wyjazdu.
Dzień 1
Załapałem się na końcówkę Mikromusic w tencie - przyjemna muzyka, może nie powala na kolana ale warto sobie obczaić. Potem Editors - bez zaskoczenia: nudy, obejrzałem kawałek i się ewakuowałem do ogródka piwnego gdzie przeczekałem do Blur. Jakby nie patrzeć - największa gwiazda imprezy, zdecydowanie nie zawiedli. Koncert był świetny, właściwie bezbłędny, zrealizowany przez ludzi którzy mają w takich sprawach doświadczenie, ale i wciąż entuzjazm. Damon Albarn to mega pozytywny koleś, patrząc na niego zrozumiałem skąd się wzięły takie radosne płyty jak pierwsze dwie w dyskografii Gorillaz
Dzień 2
Tutaj trochę mi wstyd, bo praktycznie cały dzień przesiedziałem w ogródku piwnym, spotykając się ze wszystkimi znajomymi którzy wpadli na Openera. Na szczęście był to ten blisko maina, tak więc zaliczyłem wszystkie koncerty dziejące się na tej scenie. Na innych scenach z rzeczy które mnie tego dnia interesowały grał tylko Junip, więc przeżyję. A niby coś tego dnia padalo - nawet nie zauważyłem
Dzień 3
...zaczął się oczywiście od okropnego cierpienia
Dzień 4
Na feście byłem max 3 godziny, bo złapałem gruźlicę... tzn przeziębienie, i pojechałem tylko na to, na czym mi bardzo zależało. Czyli Crystal Fighters, zdecydowanie najciekawszy punkt tego dnia, gdyby nie oni to już bym był w tym czasie w pociągu do domu. Warto było na nich czekać, koncertowo są niesamowici (tak jak ich pierwsza płyta, z której zagrali 8 kawałków, podczas gdy z drugiej - obecniej promowanej na trasie - tylko 4. Cieszy, że przyjęli właściwe proporcje
Dzień 5
Wahałem się - zostać? Nie zostać? W końcu stwierdziłem że jak całość to całość, jak darmo, to wezmę. Udało mi się wymierzyć czasowo idealnie, bo pod mainem pojawiłem się pod koniec koncertu pana od Bonkers, czyli Dizzee Rascala. No i akurat usłyszałem Bonkers, i do widzenia
Sama Rihanna chyba się przeliczyła, ktoś jej nie powiedział że to nie koncert tylko dla jej fanów, ale w większości dla ludzi takich jak ja, którzy zostali na niej z przypadku, bo darmo, bo z ciekawości. No i godzinne spóźnienie nie zostało przyjęte dobrze, po 30 min rozlegaly się już częste gwizdy, a miano bohaterów dnia wygrali ludzie którzy zaczęli skandować "Beyonce, Beyonce!"
Podsumowując
W tym roku było na mój gust trochę zbyt dużo gitarowego grania, bo wiadomo że jak Ziółek zaprosi coś rockowego, to jest 30% szansy że będzie to coś dobrego, a 70% że to jakaś indie kapelka która odrzuci mnie na kilometr. Editors, Arctic Monkeys, Palma Violets i Kings of Leon na raz to dla mnie za dużo, wolałbym żeby postawił bardziej na różnorodność.
Jeśli chodzi o najlepsze koncerty festiwalu to wyróżniłbym 4: Crystal Castles, Blur, QotSA i Crystal Fighters. Bez jakiejś specjalnej kolejności.

