Odyseusz pisze: Hail to England, Into Glory Ride czy Triumpf of Steel to wyższa szkoła jazdy.
Ja na wymienionych przez Ciebie płytach nie słyszę niczego bardziej rozbudowanego czy wyrafinowanego niż Iron Maiden. Co takiego jest na przykład na Hail to England? Na Into Glory Ride masz ten "March for Revange" który trochę trwa, ale nazywanie tego czymś wyrafinowanym jest zdecydowaną przesadą. Niczym się to nie różni od jakiegoś 3 minutowego kawałka, tylko odrobinę więcej riffów i patosu. Mogłoby chociaż solówek być więcej, ale w tym aspekcie też jakoś nudno.
Takich epickich kompozycji jak Steve pisał Joey znacznie więcej np. Mountains, Guyana..., Blood of My Enemies, March for Revenge, Hatred, Bridge of Death, Achilles..., Power of My Sword, Demon's Whip...żaden z nich nie jest krótki

.
Długość jeszcze nie czyni utworu w czymkolwiek bardziej złożonym/ambitnym/jakkolwiek to nazwiesz. Poza tym, w tych dłuższych numerach szczególnie wyczuwam ten tandetny patos i ciężko mi się tego słucha. Te odgłosy mieczy i wokal... dla mnie to bardziej brzmi jak intro do jakiejś gry RPG niż cokolwiek słuchalnego, ale to subiektywna opinia.
W każdym razie długość jeszcze o niczym nie świadczy.
Poza tym mam wrażenie, że solówki Iron Maiden to bez urazy ale gitarowe przedszkole. Starczy posłuchać solówek Davida Shankle na Triumpf of Steel ManOwaR czy dowolnej płyty Malmsteena czy nawet Judas Priest by poczuć różnicę.
Ja mam zdecydowanie inne wrażenie. Bardzo cenię gitarzystów Maiden. Nie znam bardzo dokładnie twórczości Manowar, ale ja nie przypominam sobie ani jednej płyty na której solówki podobałyby mi się bardziej niż w Maiden. Żeby sobie przypomnieć i nie pisać bezmyślnie właśnie leci u mnie Triumph of Steel i pomijam że ogólnie ciężko mi się tego słucha, to solówki jakoś mi nie leżą zupełnie. Co jest ciekawego np. solówkach w Power of thy sword? Ani to zbyt techniczne, ani brzmieniowo nie wybija się. I wieje nudą. Jeśli chodzi o Judas Priest to jest moim zdaniem pod tym względem (w sumie pod każdym innym też) dużo lepiej niż w Manowar, ale też to bardzo zależy od płyty. A Malmsteen? Ciężko porównywać kolesia który w dużym stopniu tworzy muzykę instrumentalną do Iron Maiden, ale był taki okres że słuchałem go dużo, jestem dość dobrze osłuchany z jego dyskografią i powiem Ci szczerze że moim zdaniem Yngwie jest totalnie nudny. Takie szpanowanie techniką nie niosące za sobą praktycznie niczego zapamiętywalnego, przynajmniej ja zapamiętałem i lubię o wiele więcej motywów z solówek Maiden niż z Yngwiego. Dla mnie przykładem shreddera z feelingiem jest bardziej Petrucci a Malmsteen to takie granie z prędkością światła nie niosące za sobą niczego więcej. Zdecydowanie wolę Blackmore'a na którym Malmsteen się chyba bardzo mocno wzorował.
A mówienie, że gitarzyści z Maiden to gitarowe przedszkole to gruba przesada. Zwłaszcza jeśli podajesz za przykład Manowar czy Judas Priest. Zgoda, że technika nie jest najważniejszą rzeczą w solówkach Maiden, ale nie wydaje mi się by aspirowali do tego (i by były przedszkolne - bez przesady). Technika jest na przyzwoitym poziomie, ale ja bardziej cenię ich za umiejętność tworzenia solówek które bardzo wchodzą do głowy i dobrze brzmią. Malmsteen mimo bajecznej techniki moim zdaniem tego nie potrafi. Dlatego uważam go za gorszego muzyka. Gdyby oprzeć się tylko na shredderach których głównym celem w grze jest wykręcenie jak największej prędkości na gryfie, najlepiej tak dużej, by osiągnąć brzmienie wiertarki udarowej, można powiedzieć, że taki Jimmy Page to też jest gitarowe przedszkole. No i w sumie można, tylko że w porównaniu do Page'a który ze shredem ma tyle wspólnego co PZPN z uczciwą organizacją, to shredderzy są w przedszkolu.
Słucham dalej tego Triumph of Steel i dalej nie słyszę tych dobrych solówek, a kompozycyjnie dla mnie straszna kiszka, po prostu ciężko traktować taką muzykę na serio, bo jest tak przerysowana, że jest aż karykaturą takich "epickich" metalowych utworów. Jakbym chciał zrobić złośliwą karykaturę "Rime of the ancient mariner" czy "Seventh Son" (numerów które bardzo lubię i tam ta epickość jest w odpowiedniej ilości) to pierwszy utwór z tej płyty nadaje się świetnie
