RALF pisze:To jednak to nie była trasa pożegnalna....?! Trochę żałosne te "trasy pożegnalne"
Jeszcze w trakcie trasy Epitaph z zespołu dochodziły głosy, że powrót Richie'go dodał im wiatru w żagle i nie ma mowy o końcu kariery. Nowy album planowali przecież już w 2010 roku, a jeszcze przed startem Epitaph Tour mieli wypuścić 1-3 nowe kawałki, które mieli już nagrane - z czego jednak zrezygnowano... Więc oczywiście płyta to żadne zaskoczenie - powiedziałbym wręcz, że szkoda, iż ukazuje się tak późno (ale może było to spowodowane problemami zdrowotnymi Roba). Pytanie czy teraz, zgodnie z plotkami, ruszą jesienią na kolejne światowe tournee, czy raczej ograniczą się do mniejszej ilości występów. Obstawiam raczej to pierwsze - Priest to nie Metallica czy Rolling Stones, które mogą utrzymać siebie i całą ekipę techniczną grają po kilkanaście sztuk w ciągu roku. Obstawiam, że pełne trasy po Ameryce Północnej i Europie będą pewniakiem - a reszta zależeć już może od przyjęcia albumu...
Art myślę nawiązuje do Painkillera. Z resztą, jeśli dobrze kojarzę, wspominali, że nowy longplay będzie zbliżony do British Steel/Painkillera. A nowa trasa nie jest zaskoczeniem już od przeszło 2 lat. Tuż po zakończeniu trasy, Rob dał jasno do zrozumienia, że dalej będą koncertować, lecz nie już na taką skale jak dotychczas.
Ciekawe, że zbliżony ma być do British steel/Painkiller. Toż to jest różne granie. Czyżby chodziło o taką różnorodność na nowym albumie, czy też o styl gry bliski jednemu bądź drugiemu ze wspomnianych albumów
Już niemal wiemy, że okładka będzie utrzymana w Priestowskiej konwencji. Myślę, że możemy się spodziewać porządnego materiału co najmniej na poziomie AOR, tyle że o bardziej konkretnym brzmieniu nawiązującym do dawnych dokonań zespołu. Światowa trasa będzie, lecz na pewno o mniejszej ilości koncertów niż na Epitaph. Było by dobrze gdyby znów zagrali w Polsce, ale nawet jeśli, to i tak za granicę się pojedzie by zobaczyć Bogów. Na razie czekamy bo wg. zapowiedzi Richie'go za 4 dni poznamy więcej szczegółów odnośnie nowej płyty a być może nawet i trasy.
Taki sofcikowy... O wiele bardziej wolę ciężkie, brutalne koncertowe brzmienie Priest. Ciekawe kto odpowiada za produkcję nowego LP.
EDIT: Wygląda na to, że na albumie znajdzie się aż 18 (!!) kompozycji... Ciekawe czy będą to same 3-4 minutowe killery, czy może znów 2CD?
Guitarist Glenn Tipton told fans not to expect wild experimentation. "Sometimes in the past we may have come under fire for being too adventurous musically – so we have listened," he said. "From start to finish Redeemer of Souls is 18 songs of pure classic Priest metal."
Liczyłem na nieco mocniejsze brzmienie, ale i tak nie jest źle. Przeważnie do promowania albumu nie wybiera się przecież najmocniejszych killerów z płyty. Tak czy siak znamy pierwszy kawałek z płyty roku!
Bardzo martwię się o formę wokalną Roba... Już po przesłuchaniu coveru "Man On The Silver Mountain" (który mógł być najlepszym kawałkiem na tribute albumie Dio, a zaśpiewany został totalnie na od..czep się - taki "Rainbow In The Dark" Corey'a Taylora bije go na głowę) bałem się o to jak zaśpiewa na nowym LP Priest - i niestety na "Reedemer of Souls" również brakuje tego "pałera" - zaśpiewany jest zupełnie bez polotu... Ciekawe czy to wynik problemów zdrowotnych Roba, czy po prostu chwilowego (oby!) wypalenia się... Mam nadzieję, że na całej płycie nie śpiewa w ten sposób, bo jeśli tak to Priest zakończyliby karierę w słabym stylu...
Do 13 sekundy miałem ciarki, zapowiadało się ciekawie, a przynajmniej na miarę Judas Rising, a dalej no to niestety dosyć przeciętnie. No i faktycznie brakuje mocy Halforda, gdyby wokal był utrzymany na poziomie choćby wspomnianego Judas Rising, to by było ekstra...
Jak ma być 18 kawałków, to mają okazje się odkuć. OBY!
Odkupiciel Dusz - nooo, nie za ciekawe - owszem melodyka a la "British Steel" czy nawet "Stained Class", rytmika i wiosła już bardziej speedowe ale ten wokal i generalnie kompozycja tuzinkowa, przeciętna..
Strasznie mi się nie podoba refren, jakoś tak tandetnie brzmi. Co do samej mocny wokalu to faktycznie coś w słabo, ale tutaj nie winiłbym tylko Roba a również całe brzmienie które jest dość anemiczne. Solówki mocno średnie. Słyszę gdzieś w riffach Hell Patrol, co akurat jest miłym skojarzeniem, bo lubię ten kawałek.
Ogólnie rzecz biorąc nie powaliło mnie, ale też nie liczyłem na coś wielkiego, bo fanem Judas Priest nie jestem.
Faktycznie - pierwsze odsłuchanie i rewelacyjnie nie jest. Ale nie ma się co zrażać, bo kiedy słuchaliśmy jako pierwsze bodaj El dorado czy też Different world to również do zachwytów było daleko.
Kawałek Judasów w miarę przyzwoity, zgodzę się także że dosyć spokojny, niezbyt ostry i ciężki. Wokal - w refrenie jakby trochę niewyraźnie, jak gdyby sił brakowało, powietrza w płucach, no ale to może po prostu taki utwór i już. Inne kawałki być może będą inne, oby jeszcze lepsze.
a mi właśnie na pierwsze przesłuchanie kawałek bardzo przypasował, teraz go słucham już któryś raz i podoba mi się wokal. Jest dobry, biorąc pod uwagę wiek Halforda ... no cóż, od Angel of Retribution minęło już 9 lat bodajże, to jednak kawałek czasu jest. W każdym razie mnie ten kawałek nastraja optymistycznie do albumu.