No taka rzeczywistość. W sumie nie do końca wiem, do kogo ta wypowiedź była skierowana. Tak mi się wydaję, że na tym forum piszą osoby, które chodzą na koncerty dla muzyki i dla zespołu. Dla mnie Cliff jest równie ważny, ale nie zmienia to faktu, że zawsze Angus i Brian będą przede wszystkim skupiać uwagę, bo to showmani z krwi i kości.widman pisze: Heh...To jest to, o czym tutaj z kolegą LukaSieka mówimy... Ten zespół doszedł już do rangi odpustowego rocka dla rodzin z balonami. Sam Angus mógłby spokojnie po scenie biegać, a reszta zza kotary przygrywać albo nawet muzyka z taśmy bo przecież taniej by wyszło... To dla mnie cholernie smutne, że większość ludzi ma po prostu - sorry - w dupie zespół jako zespół tylko ważne, żeby był lider, solista, wokalista, jakby to nie nazwać. A co z Cliffem Williamsem? Gość jest w AC/DC dostatecznie długo, żeby go pomijać?? A Phil Rudd? Nie szkoda? To "TYLKO" perkusista, przecież w AC/DC rytmy są tak prościutkie, że mógłby grać automat, poza tym kto to jest Phil Rudd.. Będzie gość z Tercetu Egzotycznego na perkusji ale przecież i tak najważniejszy Angus.
No smutne, że Malcolm nie będzie w stanie kontynuować gry na gitarze, ale to nie jest powód, żeby od razu zespołowi kazać kończyć działalność i nie grać koncertów dla fanów. I czemu niby miałbym być zniesmaczony po tym koncercie? Stevie godnie go zastąpi, więc ja nie widzę problemu. Po ilości sprzedanych biletów, sądzę, że dużo osób tego problemu nie będzie miało.Wiesz, ja też wielu kapel nie słyszałem czy wielu wokalistów ale są granice czasem, których się nie przekracza i lepiej żyć i nie widzieć niż być i wyjść zniesmaczony... Nie mówię oczywiście, że będzie tragedia, bo to nie o to chodzi.. ale w tym momencie taki zespół gdyby zakończył działalność pod tym szyldem nic by się nie stało.
Ja idę na koncert bo: jestem fanem, podoba mi się ostatnia płyta, mam wszystkie albumy na półce i nie mam zamiaru sobie obrzydzać koncertu tylko dlatego, że nie zagra Malcolm czy Rudd (ktoś wie, czy wyruszy z resztą w tournee?).





