Jestem zakochany w tym albumie . Tu nie ma słabego kawałka . Jest taka porażająca moc tego krążka , że tu nie w ogóle o czym mówić. Dla mnie to jest nowy 7 Syn albo TNOTB i to bez cienia przesady . Niewiarygodny album . Gęsia skórka nie schodzi ze mnie . Miazga ! Wokalnie Bruce jest tu bogiem , coś nieprawdopodobnego jak on tu śpiewa .
matik pisze:Jestem zakochany w tym albumie . Tu nie ma słabego kawałka . Jest taka porażająca moc tego krążka , że tu nie w ogóle o czym mówić. Dla mnie to jest nowy 7 Syn albo TNOTB i to bez cienia przesady . Niewiarygodny album . Gęsia skórka nie schodzi ze mnie . Miazga ! Wokalnie Bruce jest tu bogiem , coś nieprawdopodobnego jak on tu śpiewa .
Prawda? Mam wrażenie że panowie W KOŃCU poszli w nowym kierunku, do którego się przymierzali przynajmniej od czasów DOD. Tylko na poprzednich albumach była ściana dźwięku, dużo gitar, jeszcze więcej gitar, a mało przestrzeni . Np. Bardzo lubię utwór The Thin Line Between love and hate, ale nie mógłbym go słuchać kilka razy pod rząd, bo męczy mnie tam natłok gitar i ściana dźwięku. Mimo, że utwór ma ogromny potencjał i jest jednym z lepszych po reunion. Inny przykład to FTGGOG, gdzie już kompletnie gitary nas zalewają od lewa do prawa, brak jest jakiejkolwiek przestrzeni i to po prostu dusi. Tu jest ta przestrzeń. Jest dużo zwrotów akcji, zapożyczeń z poprzednich dokonań (także solowych), eksperymenty, a mimo to dźwięki nie przytłaczają, tylko rozbudzają wyobraźnie i muzyczny głód (przykład The Red and the Black).
Wiem, że to pewnie pod wpływem emocji, ale to moje ulubione Maiden. Nareszcie się doczekałem*
*Gdyby jakaś osoba, która nie zna zespołu poprosiła mnie o radę, czego posłuchać na początek przygody z Iron Maiden, nie wahałbym się ani chwili - The Book Of Souls.
Ostatnio zmieniony sob sie 29, 2015 1:39 am przez Geri666, łącznie zmieniany 2 razy.
O tak ,nareszcie jest ta przestrzeń , czego mi też tak brakowało wcześniej . Jest to pierwszy album nagrany pod wodzą K.Shirleya , który łykam bez uwag co do produkcji . Na to czekałem . Poza tym muszę ochłonąć , bo zostałem zmiażdżony tymi krążkami
Cóż...po zapowiedzi w postaci SoL byłem sceptycznie nastawiony, ale na szczęście cały album zmazał początkową "plamę". Co prawda nie mamy tu do czynienia z "kopem" ale i tak jest o wiele lepiej niż na 2 ostatnich albumach. Przede wszystkim w przeważającej części nie ma tej progresjii, która dominowała na AMOLAD i TFF - to cieszy Na pochwałę zasługują takie utwory jak: If Eternity Should Fail, The Red and the Black, The Great Unknown, oraz najlepszy (moim zdaniem) Tears of a Clown. Ogólnie brzmienie albumu przypomina mi czasy "X Factora" Ocena całości - mocne 6/10
Uważam, że płyta jest bardzo dobra. Nie mówię tego jako fanatyk- TFF uważam za średniaka, a AMOLAD za tylko niezłą płytę. Nie ma tu mowy o jakichś zamułach znanych z poprzedniczek, jest jeden czy dwa fragmenty przydługie, ale dzieje się na tyle dużo i zamuły nie ma, że to nie przeszkadza specjalnie. Jest dużo mocy, szybkości, płyta jest bardziej wprost i konkretna niż TFF. Dla mnie to taki mix BNW (kompozycje) i AMOLAD (brzmienie). A teraz każdy utwór po kolei:
1. If Eternity Should Fail- GENIALNY kawałek, 10/10, jakby żywcem wyjęty z Chemical Wedding. Znakomity wokal, klimat, refren....cudo. Tu byłem od razu na kolanach. Najlepszy kawałek od BNW, a może jeszcze dalej...
2. Speed of Light- już pisałem.
3. The Great Unknown- znowu świetny numer, wokal bardzo dobry, super linie wokalne i refreny.
4. The Red and the Black- i znowu wysoki poziom- nie ma zamulania, szybko, przebojowo (łooo ooooo dla wielu będzie wieśniackie, ale dla mnie jest odjazdowe). Trochę krótsza mogłaby być część instrumentalna, ale i tak jest bardzo dobrze. Sporo nawiązań do Marynarza.
5. When the River Runs Deep- pierwszy zgrzyt. O ile sam utwór, zwrotki, mostek są fajne, szybkie i melodyjne, to refren mi nie pasuje ani do utworu ani do Maidenów. Jakoś z Gates of Tomorrow mam skojarzenia.
6.The Book of Souls- intro wyjęte z Talismana, ale pasuje tutaj bardziej. Sam kawałek ZNAKOMITY- refren i wokal zabijają. Najlepszy numer obok otwieracza.
7. Death or Glory- drugi zgrzyt. Ta sama sprawa co w When the River... Utwór fajny, szybki, mocny, ale refren niezbyt wyszukany, choć tutaj może jeszcze zaskoczyć. Z lepszym refrenem byłby najlepszym rockersem od Rainmakera.
8. Shadows of the VAlley- i znoów szybko. Galopady, melodie, Bruce w refrenach wysoko, coś a la SOL, ale tu nie przeszkadza. Takich numerów brakowało na poprzedniczkach.
9. Tears of a Clown- zaskoczenie, bo utwór opowiada o nieżyjącym człowieku, a jest dość...wesoły. Kolejny dobry numer, refren zaraźliwy, w zasadzie wszystko na plus.
10. The Man of Sorrows- kapitalny początek, Bruce magiczny. I tak mógłby ten utwór się rozwinąć, czyli zostać balladą- wtedy byłoby idealnie. A tak jest ciężej i szybciej, również dobrze, znów refren ok, ale nie wybija się jakoś szczególnie.
11. Empire if the Clouds- świetny motym przewodni na pianinie, aczkolwiek jestem przekonany, że gdzieś już to słyszałem. Kawałek z masą nastrojów, zmian tempta, klimatu, itp. Nie do ogarnięcia za jednym przesłuchem, ale wrażenia na pewno pozytywne.
Konkludując- najlepszy Maiden od BNW, ocena jak na razie w granicach 8-8,5/10. Trochę gdzieś uciekły mi solówki, ale na pewno było sporo momentów dobrych.
Aha. No cóż....
Szczerze mówiąc zastanawia mnie to, jak to jest możliwe, że materiał nagrany przez zespół z absolutnego topu ot tak sobie wycieka do internetu? To jak to jest? Nie ma jakichś depozytów, kas pancernych? W studio pracuje się ze sprzętem rejestrującym będąc podłączonym do Internetu? Kev Shirley wynosi nagrania po kryjomu? Któryś z muzyków?
Mniejsza o to, czy ktoś pękł i posłuchał przedpremierowo. Kiedyś mnie to ruszało. Obecnie uważam, że każdy ma swoje sumienie i nie mam zamiaru nikogo oceniać. Jeśli Rod nie jest w stanie upilnować takich rzeczy, to sam sobie jest winien.
Myślałem, że z jakichś przyczyn przyspieszyli premierę, albo udostępnili w necie mp3(były kapele, które tak robiły), albo z jakichś przyczyn w jakimś tam dalekim kraju premiera odbyła się wcześniej(też jakoś tak było w historii, że premierę czyjegoś albumu omyłkowo w pewnej sieciówce zrobiono parę dni przed oficjalnym terminem).
Skupiam się na tym jak to w ogóle jest możliwe w przypadku takiego zespołu, takiej premiery, że album sobie po prostu wycieka jak woda w nieszczelnej spłuczce klozetowej.
No a jak brzmi gitara Dave'a ? wszak na gibsonach nagrywał wszystko, można wychwycić różnicę z tego mp3? tylko to pytanie do tych którzy rozpoznają jego styl