A ja się nie zgodzę z kolegą Bonzacz92 z całym szacunkiem do jego zdania oczywiście.
Owszem jest tu trochę kopii samych siebie , ale Maiden zawsze troszkę autoplagiatowało , ma do dość specyficzne brzmienie i myślę że to trochę nieuniknione. Jedyną przeginką jest dla mnie Intro a`la WY w Shadows... , te intro nic nie wnosi oprócz irytacji. Jednak na pozostałych kawałkach słyszę dużo nowości , jak połamańce w Great Unknown , sekcja dęta w Empire , odważny i ciężki opener.
Album mimo wszystko wnosi powiew świeżości , aczkolwiek brzmieniem przypomina mi trochę X-Factora , jest dość mroczny i gdyby nie charakterystyczna barwa Bruca to brzmiał by jak debiut z Blazem.
Jak ja widzę te utwory:
If Eternifty Should Fail - Intrygyjące intro , dużo Bruce Solo , fajnie wszystko ze sobą współgra , refren zapadający w głowę , chociaż nie po 1-szym odsłuchu. 10/10
Speed Of Light - Tego kawałka byłem ciekaw bo 1-szy raz usłyszałem wczoraj. Jest dobrze , dużo lepszy od WD czy DF , fajny Rockerek , szkoda tylko że zostaje w tyle po openerze. 7/10
The Great Unknown - Kilka sekund Killers

jednakże Steve dobrze wprowadza ,początek mega mi się kojarzy z Riverside

Potem jest jeszcze ciekawiej , fajny połamany rytm wybijany przez Nicko , podoba mi się. Refren wysoko śpiewany , ale zaraźliwy ,ciekawe czy poleci live. Moment wymiany solówek fajny , minimalne podobieństwo do These Colours(gdyby nie to byłoby 9) , nie potrzebnie na koniec urwali całość i wrócili do początku , mógł polecieć fragment z ,, Never Ending The Desires... " aczkolwiek też nie jest źle 8+/10
The Red And The Black - Nie wiem co tu napisać. Na razie nie mogę ogarnąć tego kawałka , dla mnie to taki The Man Who Woulg Be King. Pomysł był ale wykonanie nieczytelne dla moich uszu. Chyba pierwsza wpadka Harrisa , WickerMan pisał że był nie przygotowany wchodząć do studia , w innych utworach pod którymi się podpisał tego nie słychać , lecz tutaj aż nadto. Na razie nie oceniam , dam mu czas do końca weekendu. jak nie wejdzie to mocno zaniży średnią.
When The River Runs Deep - Intro mogli sobie darować. Kawałek fajnie się zaczyna , typowo Maidenowo , faktycznie skojarzenia z BITV są na miejscu. W tym utworze czuje dużo luzu i świerzości , pomimo tego że jest on jakich Maiden ma wiele. Może dlatego że o podobnym schemacie The Alchemist jest w tej konfrontacji daleko w tyle. Bruce śpiewa tutaj bardzo czysto bez zbędnego wycia. Moment od 2.50min bardzo mi się podoba , solówki na poziomie zwłaszcza Murray i H. 9/10
The Book Of Souls - Pokochałem ten kawałek jako pierwszy , najbardziej zapadł mi w głowę i poleciał najwięcej razy. Gers ma łeb. Gdy tylko zobaczyłem kto maczał paluchy przy tytułowym to byłem bardzo spokojny bo trzeba przyznać że ten duet ma dryg. Wszelakie posądzenia o podobieństwo do Legacy czy Talismana są nie trafione wg mnie. Gdy rusza całość jest mega moc. Ten ciężar , ta China Nicko , wokal Bruce , Klawisze w tle. No Miód poprostu. Następnie refren , bajka ! Przejście do solówek rewelacja , z walca zrobił się Maiden.Nic dodać nic ująć jestem kupiony tym utworem. 10/10
Death or Glory - Wypełniaczem bym go nie nazwał , ot kolejny rocker który śmiało może konkurować z New Frontier czy Gates of Tomorrow i z tego pojedynku nie wyjdzie Death tylko Glory

Kawałek na pewno mocniejszy od singla , Bruce znów fajnie czysto , dość szybkie tempo. Refren znów jakby wyjęty z Bruce solo , i to dobrze.Od 3 min fajnie chodzi stopa Nicko , pomimo typowego rockera to jednak jest on dość fajnie rozbudowany , dzieje się , nie przynudza. 8/10
Shadows Of The Valley - Intro no comment. Nie zrozumiały zabieg. Dla mnie ten kawałek zaczyna się od 55 sek. i tam jest dobrze , kontynuacja openera cd2 , troszkę wolniej , Bruce już wyżej , dochodzące klawisze robią klimat , zwłaszcza w refrenie. Tak , ten kawałek można nazwać wypełniaczem , nie wnosi nic nowego jedynie przedłuża płytę , jednakże z drugiej strony szkoda by go było odrzucić , bo jest fajnym wypełniaczem

Fajne zwolnienie przed solówka Gersa , trochę zagłuszone solo H. I znów apetycznie brzmiące klawiszy z Brucem , ,,oooo" średnio mi podchodzą aczkolwiek lepiej pasują niż w The Red and... na koniec króciutkie solo Dave i przyjemny refren. Ogólnie utwór mi się podoba , gdyby nie intro było by oczko wyżej. 7+/10
Tears of a Clown - Wg Bruca , najlepszy na płycie. Hmm nie , na pewno dobry ale do najlepszego trochę mu brakuje. Znów skojarzenia z Brucem Solo , cholera przecież to kawałek Smith/Harris

Refren i solówki in Plus. 8+/10
The Man of Sorrows - początek iście Murray`owy

, troszkę niepokojący Bruce zwiastujący Balladę. Jednak na szczęście nie ! Nie spodziewane przyśpieszenie z ciekawym riffem. Wszystko jakby do siebie nie pasowało , a jednak

9/10
Empire of The Clouds - Na ten kawałek czekałem najbardziej z ciekawości co ten Bronek tam klepał na pianinie. No i nie powiem , zawiedziony nie jestem. Melodia która zaczyna kawałek zapisuję się w głowie momentalnie , tak samo to co dzieje się pózniej. Muzycznie jest to coś wspaniałego , z pewnością nowego dla Maiden który choć miało do czynienia z Orkiestrą to nie w takim fantastycznym stopniu. Ten delikatny werbel Nicko , ten wokal Bruca , te melodie - Dla mnie bomba. Wejście w 4 min , kapitalne , dalej zachowana delikatność tego kawałka. Nie podoba mi się trochę moment w 7 min , trochę to burzy ten spokój który był , potem wchodzą gitary i już jest wporządku , utwór znów rusza do przodu , sekcja rytmiczna jest tutaj naprawdę dla mnie rewelką , Nicko jak zwykle zagrał swoje . Nie jest może wybitny ale gra solidnie. 8.50 min to jest mega , po tym spodziewam się że wszystko ruszy z kopem typowo Maidenowym , no i mam nosa bo tak jest

od tej chwili jedzie cała masa wymian riffów. Jest to z pewnością najciekawiej rozbudowany utwór w historii tej kapeli , może troche za długo ale dla mnie jest git. Nie czuje tych 18-tu minut a to świadczy o tym że nie nudzi mnie to co się tam wyprawia. Nie mam więcej co pisać ten kawałek mówi sam za siebie że zasługuje na 10/10
Album ten wymaga dużo czasu żeby poznać jego wszystkie smaczki. Po 1-szym odsłuchu za bardzo nie wiedziałem o co kaman , po 2-gim było lepiej a potem już z górki. przesłuchałem cały już parę razy i żaden utwór nie zasugerował żebym go przełączył. Dla mnie jest lepszy od TFF i DOD , na poziomie AMOLAD.
Całość oceniam na 9/10 , pomijając The Red and The Black , który mnie zawiódł bo lubię te Harrisowkie epiki a tu niestety ale For The Greater of God czy When Wind... kopie mu pośladki zostawiając cholerne siniaki.