dependo pisze:Ależ skąd! Stanowczo nie powinna to być metalowa ballada! Gdyby początkową melodię upchnięto w dwie zwrotki z refrenem, solówką i powtórzonym refrenem, wyszłoby Coming Home 2 albo inne tego typu badziewie. Jestem może niesprawiedliwy, ale nie trawię Maidenowych ballad. Empire zyskuje właśnie dlatego, że posiada rozbudowana formę z atrakcyjną, niejednorodną treścią. Nic bym nie zmienił w tym utworze (nie licząc brzmienia, ale to dotyczy całej płyty. I to nie tylko ostatniej niestety...)
Widzisz ja też ich nie trawię! Coming Home to dla mnie przeciętniactwo, a Out of the Shadows wręcz pop-rock, w najlepszym razie rockowa słabizna. Blood Brothers, które owszem lubię to dla mnie jeden z najbardziej przereklamowanych utworów Iron Maiden złożony tak naprawdę z paru fajnych patentów i melodii.
Tylko, że właśnie z Empire of Clouds jest inaczej. To jest utwór kalibru Tears of the Dragon czy nawet Jerusalem. To nie są przyjemne ale jednak schematyczne zaśpiewy rodem z Blood Brothers czy nadające się na ognisko dla harcerek Coming Home. To coś bez żadnej przesady 10 lig wyżej.
Gdy go pierwszy raz słuchałem porównałem go z Brothers in Arms Dire Straits i to też nie jest jakieś nadużycie. To jest autentycznie piękna, podniosła i chwytająca za serce pieśń. Jedynie czego mógłbym się czepić to tekst. Gdyby nie odnosił się do katastrofy sterowca tylko do bardziej pasującego do ballady wątku byłby jeszcze większą bombą emocjonalną. Mam tu na myśli tematykę typowo militarną.
Te połamane, czasami psychodeliczne rytmy psują mi cały efekt. Gdy je słyszę od razu zapominam o tym klimacie z początku utworu. Nijak to do siebie nie pasuje a to, że utwór ma odwzorowywać muzyką tekst w ogóle mnie nie przekonuje. W Iron Maiden nie o to nigdy chodziło!
Druga sprawa, że między 8 a 13 minutą jakoś nie licząc sola Dejva mamy ten sam nużący i nic nie wnoszący motyw grany do zanudzenia. Bruce chyba nauczył się od Steve'a jak oszukiwać progresywność gdy jej wcale nie ma.