Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Tu dyskutujemy tylko o Iron Maiden

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
Slaug
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1149
Rejestracja: pn wrz 12, 2011 7:56 pm
Skąd: Częstochowa

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Slaug »

zakalec, popkultury?
Zakkahletz
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 6550
Rejestracja: sob sie 28, 2010 7:43 pm
Skąd: na północ (od W-wy)

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Zakkahletz »

Oczywiście, muzyka popularna i jej otoczka to elementy popkultury. :)
Awatar użytkownika
beaviso
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1975
Rejestracja: pn mar 31, 2003 4:15 pm
Skąd: Gdańsk

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: beaviso »

SIT to pierwsze dźwięki Maiden, które usłyszałem niemal 28 lat temu - i do dziś słucham z największą namiętnością. Jedyna płyta, której słucham w całości i często. Do znudzenia? Nie, ona nigdy mi się nie znudzi. Mam kultową kasetę z tym albumem kupioną w 1986 (za 1600 ówczesnych zł), w ogóle moją pierwszą, i jest to jedyny przedmiot, który ma znaleźć się w mojej urnie - niech brzmi mi na wieki...

M.
Awatar użytkownika
Slaug
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1149
Rejestracja: pn wrz 12, 2011 7:56 pm
Skąd: Częstochowa

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Slaug »

a w tym sensie popkultury, spoko ;)
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12491
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Schizoid »

Mój pierwszy i ulubiony album iron Maiden. Kocham go za to, że jest praktycznie bezbłędny. Tu nie ma wypełniaczy. Każdy utwór trzyma poziom. Brawa należą się też Riggsowi za okładkę. Świetne dzieło. No i na koniec mój ulubiony utwór tego zespołu, "Alexander the Great". Słuchanie tego krążka to przyjemność!

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Deleted User 2259

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Deleted User 2259 »

29 lat dziś !!!!!!!
Awatar użytkownika
Mr. M
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5974
Rejestracja: pt sty 08, 2010 4:21 pm

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Mr. M »

Invader pisze:29 lat dziś !!!!!!!
I wciąż brzmi lepiej niż większość "nowoczesnych" płyt :D
Awatar użytkownika
beaviso
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1975
Rejestracja: pn mar 31, 2003 4:15 pm
Skąd: Gdańsk

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: beaviso »

A dla mnie 29 lat z Maiden. I początek Caught Somewhere In Time do dziś wywołuje we mnie ciary.

M.
Deleted User 1499

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Deleted User 1499 »

Nie przestanę sobie zadawać pytanie czemu tak kozackiej scenografii nie sfilmował nikt i nie wydał porządnego proshota.
Frost No
-#Prisoner
-#Prisoner
Posty: 143
Rejestracja: czw sty 03, 2013 9:17 am

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Frost No »

Tez pamietam jak scigalem ten album z programu drugiego PR , byl odtworzony w calosci . Pamietam rowniez recenzje w Non Stopie gdzie ktos , nie pamietam juz kto napisal ze Alexander to niekonczaca sie tekstowo paplanina . Pierwsze recenzje kolegow tez byly rozne , syntezatory , Waysted Years itp . Pozniej trasa i swietne recenzje , pamietam bylem w tym czasie na Saxon ale to nie ta liga byla . Dzis plyta lsni , pelna pomyslow , piedestal .
Awatar użytkownika
beaviso
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1975
Rejestracja: pn mar 31, 2003 4:15 pm
Skąd: Gdańsk

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: beaviso »

Do tego tylko 8 utworów i ok. 50 minut, ale za to najwięcej długich, doskonałych i niepodbitych do dzisiaj solówek gitarowych - CSIT, ATG, no i Adrian w Strangerze wyznaczający sam sobie niedoścignione granice piękna, które można wydobyć z gitary.

M.
filip
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 394
Rejestracja: sob cze 22, 2013 3:03 pm
Skąd: Głubczyce

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: filip »

Recenzja w Non- Stop Antoni Piekut
Deleted User 6661

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Deleted User 6661 »

Pamiętam, że jako młokos czekałem na SiT w napięciu, - była to wszak pierwsza nowa płyta Maiden w moim życiu, której oczekiwałem (zacząłem słuchać IM po ukazaniu się Powerslave). Pamiętam moje ogromne rozczarowanie, gdy kolega nagrał mi puszczonego chyba w Trójce singla. "Wasted Yeras" spodobał się od razu, ale pozostałymi dwoma utworami byłem zdegustowany. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to były utwory ze strony "B" singla - sądziłem, że znajdą się na płycie. Dopiero więc po usłyszeniu albumu odetchnąłem - i pokochałem go od razu. Był to zresztą pierwszy CD Maiden, jaki kupiłem na początku lat 90-tych.

Filipie - pamiętam Piekuta, chociaż nie za wiele przypominam sobie z tej recenzji. Z tego, co pamiętam, zachwalał Strager In A Strange Land i postulował, aby Iron Maiden szedł w tym kierunku.
RidingOntheWind
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 317
Rejestracja: czw cze 18, 2015 7:25 am

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: RidingOntheWind »

Wspaniały album choć Piece of Mind i Seventh Son of a Seventh Son są u mnie nie do pobicia. Gitarowo obok Powerslave najlepszy album Ironów, ale wokalnie jednak właśnie tamte dwa stawiam najwyżej. Te 4 albumy to szczyt perfekcji Iron Maiden jeśli chodzi o wykonanie i kompozycje.
The Number of the Beast to mimo swojej legendy momentami jeszcze nie to, a na Brave New World jednak nie ma już tej arcywysokiej formy.
filip
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 394
Rejestracja: sob cze 22, 2013 3:03 pm
Skąd: Głubczyce

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: filip »

Uwaga !!! Recenzja SIT autorstwa Antoniego Piekuta z NON STOP nr 11/1986 . Witajcie w starych czasach .
"IM prezentują nurt perfekcjonistyczny w metalu. Chodzi o precyzję gry gitarzystów , dokładność breaków ,wymyślanie zmian tempa i rytmu parę razy w ciągu numeru ,dykcję wokalisty , który nie zjada sylab i nie mówi językiem przedmieść. Budowa każdego utworu jest misterna:koniecznie oryginalny wstęp, pierwsza zmiana tempa na patataj-patataj z akcentem na talerzu na każde taj , po tej inwokacji kolejna zmiana i czas na pierwszą zwrotkę itd.;
po ostatniej zwrotce prawdziwy popis instrumentalny ze zmianą tempa lub powrotem do pierwszego . Wg tego schematu na tej płycie jest 7 utworów na 8.Co tu jest dobrego a co złego?Przede wszystkim zespół jest dobry. Grają doskonale na tych gitarach , nie powtarzają się w solówkach, a niektórych dialogów gitar nie powstydziłaby się żadna supergrupa gitarowa . Odnosi się wrażenie , że z każdego szkicu melodyjki zrobią coś godnego słuchania i to nie przy pomocy niekontrolowanych improwizacji lecz starannie rozpisanych partii instrumentalnych .
Gdyby wybrać z płyty fragmenty zawierające owe popisy byłby materiał na jeden z największych albumów w historii metalu . Coś jest jednak nie tak .
Po dłuższym wsłuchiwaniu się w to wszystko wiem już na pewno, że chodzi o wokal .Nie,że głos za słaby albo , że śpiewać nie umie ( śpiew tu przecież oryginalne jak na metal bolerowate podziały i rytmy ).A jednak kiedy przychodzi kolej na Dickinsona 7 numerów na osiem siada zdecydowanie.Może to ta irytująca maniera modulowania głosu co brzmi tak jak byś zaczął śpiewać " Ave Maria" i przez całe "aaaaa" co sekundę wciskał sobie jabłko Adama w gardło . Może też jednostajność tego wysoko postawionego głosu , wąska skala , która ogranicza możliwości ekspresji .Lecz z drugiej strony , ten sam głos świetnie siedzi w owym jedynym na 8 kawałku pt Stranger in a strange land - ale ten jest wolniejszy , ma jednostajne tempo , a zmiany napięcia uzyskuje się przez chwilowe ściszanie gitar i zostawianie klawiszowego tła . Może też owe paraliżujące działanie ma też sama ilość wyśpiewywanego tekstu - jest rzeczą niesłychaną , żeby w metalowym kawałku tekst zawierał 500 słów !!! Toż to gadanina nie do wytrzymania . A do tego jakie brednie , np.przepisany z encyklopedii życiorys Aleksandra Macedońskiego , albo podręcznikowy opis zjawiska deja-vu z częstochowskimi rymami , bez polotu , fantazji , talentu . Nie upieram się zresztą , że w metalu teksty muszą być sztuką samą w sobie , ale po pierwsze ,jak perfekcja to perfekcja , a po drugie , czy nie lepiej mieć do czynienia z mądry niż z głupim ? Szkodę muzyce robi i tak sposób śpiewania . A może , gdyby tak zrezygnować ze schematu i pójść w kierunku wyraźnie najlepszego , wspomnianego już Stranger ... Bo w obecnej formie nie sposób polubić tej płyty , albo wysłuchać i nie wściec się tak jak wścieka się każdy widząc marnowanie szansy lub psucie dobrego . Teksty -zero ( nie masz racji . Red.) , kompozycje-2 , instrumenty - siedem , śpiew- jeden . Jak można jednocześnie oceniać tak różne oblicza tej płyty ? Piekut "
Uff , niezła perełka . Pozdrawiam z podróży w przeszłość . Odnalazłem Non -stopy , MM itp z lat młodości , przeglądnę , zrobię kilka fotek , i wrzucę na forum ku uciesze młodszych i starszych .
RidingOntheWind
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 317
Rejestracja: czw cze 18, 2015 7:25 am

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: RidingOntheWind »

Strasznie słabiutka recenzja. Jestem wręcz zniesmaczony. Tak jakby autor w ogóle nie wiedział o czym pisze. Fragment "Przede wszystkim zespół jest dobry. Grają doskonale na tych gitarach " to jakaś komedia.

Jednak oczywiście to i tak fajny rarytas i duże brawa dla Ciebie, że posiadasz jeszcze te gazety w domu. Szacunek!
Awatar użytkownika
Pampa
-#Charlotte
-#Charlotte
Posty: 16
Rejestracja: wt gru 15, 2015 9:40 am

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Pampa »

Dejavu pisze:Somewhere in Time to album genialny. Zgadza się wszystko - od brzmienia, przez kompozycje i klimat czy formę poszczególnych muzyków skończywszy na najmniej ważnym czyli na okładce, którą osobiście uważam za ich najlepszą ever. Utwory po prostu wgniatają w fotel.
Uwielbiam brzmienie tej płyty, takie futurystyczne, dużo przestrzeni i ciekawy chorus w gitarach. Sam grając lubię osiągać brzmienia tego typu i to zdecydowanie wpływ słuchania tej płyty.
Zgadzam się ze wszystkim dla mnie to zdecydowanie najlepsza płyta porywa swoim klimatem, którego nie ma na żadnej innej płycie za każdym razem jak włączam ciary na ciele :D
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12491
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Schizoid »

Słabe partie Bruce'a? Ten człowiek wiedział w ogóle, o czym pisze? SIT oraz Seventh Son to jak dla mnie najlepsze płyty Maiden pod względem wokalnym.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
filip
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 394
Rejestracja: sob cze 22, 2013 3:03 pm
Skąd: Głubczyce

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: filip »

takie to recenzje . Mam jeszcze NON STOP z rec, Powerslave i LAD . Postaram się wkleić ku ogólnej uciesze.
Deleted User 5490

Re: Somewhere in Time- Magiczna podróż w czasie...

Post autor: Deleted User 5490 »

Facet najwyraźniej nie lubi Iron Maiden. Niby szanuje ten zespół, ale za wszelką cenę chciałby mu przywalić i szuka pretekstu. Ja rozumiem, że jakaś płyta może się nie podobać, ale trzeba to uzasadnić w konkretny sposób. Sęk w tym, że recenzje często piszą goście, którzy gówno na muzyce się znają. Dla takich nawet jeśli coś nie tak zadzwoni, to nie wiedzą w którym kościele. Wielu tzw. redachtoruff muzycznych nie ma ani wykształcenia w tej dziedzinie ani choćby podstaw jakiejś teorii. Jedyną ich siłą jest to, że wydaje im się, iż są dobrze osłuchani w klimatach.
Uważam, że jeśli pisze się recenzję pochlebną, to należy uzasadnić dlaczego zdaniem autora jest tak pięknie. Jeśli pisze się, że album jest do dupy, to wypadałoby wyraźnie wskazać słabe strony. Co tu mamy? Jakieś życzeniowe konfabulacje na temat technik głosowych wokalisty. Zwykłe pieprzenie dupka bez podstaw w wiedzy.
Ciekaw jestem jak się czuje ten szanowny pan po 30 latach od sprodukowania tego gówna... tzn. tej "recenzji".

Zgadzam się, że nie wszystko musi się podobać, ale chyba jeśli się tym z kimś dzielimy w mediach, to to do czegoś zobowiązuje.
Każdy za przeproszeniem może sobie nasrać na środku swojego szałasu, ale dlaczego od razu chwalić się gównem całej społeczności.
ODPOWIEDZ