To samo w AC/DC. A już tym bardziej kiedy wokalistą nawet na te kilka koncertów ma być dawno przebrzmiały, zadufany i nadęty gwiazdor z jakiegoś amerykańskiego zespoliku, który tam pasuje tak samo jak Lady Gaga.RALF pisze:Nie, to by kompletnie w IM nie miało sensu. Fani nie zaakceptowaliby w Maiden kogoś innego, nawet gdyby to był np. Rober Plant czy Coverdale.
Brian Johnson był zamiennikiem Bona, z tą różnicą, że nie był tym o kim pisze wyżej. Bo to tak jakby wtedy w tym 1980 wzięli do kapeli kogoś pokroju Boya Georga albo Dee Snidera z Twisted Sister....



